Pochwała przestępstwa?

32. Dubois OKZwalczanie przestępczości stało się przemysłem angażującym tysiące osób i dziesiątki instytucji. Rywalizacja o to, kto będzie bardziej skuteczny – zwalczający czy produkujący przestępczość – powoduje, że żołnierze „jasnej strony mocy” sięgają po nowe, wątpliwe metody.

Podobno lepsze jest wrogiem dobrego. Do tej zasady nie stosują się pracownicy CBA. Po spektakularnym zatrzymaniu w listopadzie 2014 r. członków zarządu Związku Piłki Siatkowej funkcjonariusze uznali, że to jeszcze za mały sukces. Uruchomili infolinię, namawiając obywateli, by przekazywali informacje o innych przestępstwach, których dopuścili się zatrzymani działacze sportowi. Pomysł z pozoru dobry, bo nic tak nie zwiększa wydajności organów powołanych do wykrywania przestępstw niż denuncjacje. Zresztą CBA nakłaniało już wcześniej obywateli do denuncjacji, zakładając infolinię i prosząc o przekazywanie informacji o przestępstwach popełnianych przez lekarzy. Pokusa do skorzystania z oferty była duża, bo zaniedbani pacjenci mogli anonimowo dokonywać zemsty na swoich opiekunach medycznych.

Tym razem jednak funkcjonariusze posunęli się o krok dalej, nakłaniając obywateli do donosu na konkretnie wskazane osoby. Dla przeciętnego obywatela taki przekaz jest jednoznaczny. Skoro tak poważna instytucja prosi o informacje to oznacza, że wina zatrzymanych nie budzi jakichkolwiek wątpliwości, a nadto władza dysponuje informacjami, że osoby te dopuściły się innych groźnych przestępstw.

W konsekwencji w ten sposób dokonano osądzenia i skazania zatrzymanych przed sądem opinii publicznej, nim ich sprawa z aktem oskarżenia trafiła do właściwego sądu. Pojawia się pytanie, jak zastosowana przez funkcjonariuszy metoda ma się do obowiązującego w naszym systemie prawnym domniemania niewinności. Wygląda na to, że na etapie postępowania przygotowawczego dokonano przedsądu, którego skutków nie da się usunąć, niezależnie od tego, jaki w tej sprawie za kilka lat zapadnie wyrok. W oczach opinii publicznej zatrzymane osoby pozostaną winne. Jeśli w trakcie postępowania można unicestwić prawa podejrzanego, to funkcjonariuszom to się z pewnością udało.

O dziwo, zastosowana metoda nie spotkała się ze szczególnym sprzeciwem opinii publicznej i organizacji powołanych do ochrony praw obywatelskich. Można zatem zakładać, że publiczne poszukiwanie dowodów popełnienia przestępstw wejdzie na stałe do katalogu działań organów powołanych do zwalczania przestępczości. Jeśli można publicznie poszukiwać wiadomości o popełnieniu innych przestępstw przez osobę zatrzymaną, to dlaczego takiej metody nie zastosować przeciw osobie, której nie przedstawiono żadnych zarzutów? Każdy przecież może dopuścić się czynu zabronionego, a do zadań organów ścigania należy wykrywanie sprawców przestępstw. Dlaczego zatem nie założyć infolinii, na którą obywatele mogliby składać denuncjacje na temat dowolnie wybranych przez organy państwa osób: niewygodnego polityka, idącego pod prąd sędziego czy szczególnie aktywnego obrońcę praw obywatelskich? Z podobnego sposobu korzystał już pewien dziennikarz ogłaszając na swoim blogu, że prosi o przesyłanie informacji pozwalających mu zniszczyć jego antagonistę. Oczywiście, opisana metoda nie musi służyć do realizacji tak niecnych celów. Powodem nawoływania do publicznej denuncjacji może być po prostu chęć zdobycia informacji o czynach zabronionych popełnionych przez potencjalnie podejrzanego, w konsekwencji – chęć osiągnięcia prawniczego, zawodowego sukcesu.

Zastanawiając się nad tym, co skłoniło funkcjonariuszy do zastosowania tak dwuznacznie moralnej metody, uświadomiłem sobie, że zwalczanie przestępczości stało się przemysłem angażującym setki tysiące osób. To rozbudowany aparat ścigania, w skład którego obok policji wchodzi jeszcze kilka służb i prokuratura. Jego przeciwwagą jest wielotysięczna grupa adwokatów i radców prawnych skupionych w firmach prawniczych, obie strony korzystają z pomocy biegłych. By wykształcić tę rzeszę prawników powstała machina edukacyjna, obok działają koncerny wydawnicze dostarczające fachowej literatury. Dalej – sądy z tysiącami sędziów i urzędników sądowych, kuratorzy, służba więzienna i komornicy pomocni w egzekwowaniu wyroków. Pracę ich wszystkich obserwują organizacje rządowe i pozarządowe. To wszystko opisują media. Nie dość tego – zawodowi krawcy zapewniają stosowne stroje bohaterom sądowych spektakli, przemysł dostarcza zaawansowany sprzęt niezbędny do pracy poszczególnych służb. Nad wszystkim sprawuje nadzór aparat Ministerstwa Sprawiedliwości.

Z drugiej strony zmieniała się struktura przestępczości, upodabniając się do machiny powołanej do jej zwalczania. To już na ogół nie pojedyncze jednostki popadające w konflikt z prawem, ale masowa, zaplanowana działalność, tyle że w szarej strefie. Przestępstwo stało się formą pracy, której zaplanowanym kosztem jest kara. Rywalizacja o to, kto jest bardziej skuteczny – przemysł zwalczający przestępczość czy przemysł ją produkujący – powoduje sięganie po przedstawicieli tego pierwszego po nowe metody. Stąd zapewne pomysł pracowników CBA.

Nie można zapominać jednak, że prawo to nie tylko pogoń za przestępcą i dążenie do sukcesu w sądzie, ale i zasady, których przynajmniej jedna strona tej rywalizacji zobowiązana jest przestrzegać. Jeśli organy państwa pozbędą się zasad, staną się dla przestępców współzawodnikiem, a nie symbolem sprawiedliwości.