Atrakcyjny jak sędzia?

8_a_c_optRośnie zainteresowanie przedstawicieli wolnych zawodów prawniczych zdobyciem sędziowskiej togi. Wciąż jednak zdecydowana większość nominacji sędziowskich przypada referendarzom, asystentom sędziów oraz samym sędziom. Dlaczego?

Życie prawnika na wolnym rynku, w warunkach wszechobecnej, rosnącej konkurencji, nie jest łatwe. Nic więc dziwnego, że dla radców czy adwokatów coraz bardziej atrakcyjny staje się zawód sędziego – z ustabilizowany rytmem pracy, wynagrodzeniem zagwarantowanym przez państwo, zabezpieczeniami socjalno-emerytalnymi. A także z zagwarantowanymi konstytucyjnie przymiotami niezawisłości i niezależności.

Powyższe potwierdzają statystyki. W zeszłym roku o wolne stanowiska sędziowskie ubiegały się 1864 osoby, które łącznie złożyły 8093 zgłoszenia. W porównaniu z 2013 r. tych zgłoszeń było aż o 3289 więcej, a kandydatów – o 301. Jednocześnie wzrost liczby zgłoszeń od adwokatów był niemalże trzykrotny (225  głoszeń w porównaniu z 78 zgłoszeniami w 2013 r.), a ze strony radców prawnych – ponad dwukrotny (265 zgłoszeń w porównaniu ze 125  głoszeniami w 2013 r.).

Kwestia w tym, że – wzorem lat poprzednich – liczba zgłoszeń od przedstawicieli wolnych zawodów prawniczych nie przekroczyła 10 proc. wszystkich zgłoszeń. Efekt? Sędziowską nominację lub awans w przeważającej większości otrzymali prawnicy wywodzący się ze środowiska sądowego – asystenci sędziów, referendarze oraz sami sędziowie.

Z barierami czy bez?

W 2014 r. spośród 1864 kandydatów Krajowa Rada Sądownictwa, która przy opiniowaniu kandydatów na wolne stanowiska sędziowskie ma ostatni, decydujący głos, przedstawiła Prezydentowi RP z wnioskiem o powołanie na stanowiska sędziowskie sądów wszystkich szczebli i rodzajów łącznie 442 osoby. W tej grupie było 160 sędziów lub byłych sędziów, 149 asystentów sędziego, 84 referendarzy. Łącznie odsetek kandydatów wywodzących się ze środowiska sądowego stanowił 89 proc. wszystkich osób przedstawionych z wnioskami o powołanie. Z danych KRS wynika, że pozostałe 11 proc. stanowili radcowie prawni (15 osób), prokuratorzy (12), adwokaci (12) i osoby wykonujące inny zawód prawniczy (10). W 2013 r. odsetek ten wynosił 6 proc. Imponująca jest więc dynamika udziału wniosków o powołanie na urząd sędziego przedstawicieli zawodów prawniczych innych niż te związane z sądem. Jednak w liczbach bezwzględnych ilość wniosków dotyczących adwokatów, radców czy prokuratorów jest ciągle mizerna.

Dlaczego środowisko sędziowskie, w którego ręce powierzono proces nominacyjny sędziów – mimo rosnącego zainteresowania urzędem sędziowskim ze strony prokuratorów i przedstawicieli wolnych zawodów prawniczych – wciąż najchętniej widzi referendarzy, asystentów i dotychczasowych sędziów?

– Wśród kandydatów na sędziów bardzo mało jest adwokatów, radców w wieku 40-50 lat, którzy mają imponujący zawodowy dorobek, ich nazwisko kojarzone jest z rzetelnością i dobrym przygotowaniem merytorycznym. Natomiast często do konkursów przystępują prawnicy, którzy prowadzą różnorodne sprawy, ale najwięcej tych związanych z nakazami zapłaty za niezapłacone faktury – mówi Waldemar Żurek, sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie, rzecznik prasowy KRS. – Niezwykle ważne jest także, by kandydat na sędziego miał zasady etyki tej służby, np. musi zachowywać absolutny dystans wobec stron procesu, całkiem inaczej niż pełnomocnik strony. To czasem niezwykle trudna zmiana. Teza, że adwokaci czy radcy są najbardziej doświadczonymi profesjonalistami, a tym samym najlepszymi kandydatami na urząd sędziego, czasem staje się jedynie pobożnym życzeniem. Bardzo nam zależy, by do konkursu zgłaszali się naprawdę najlepsi, a nie ci, którzy pragną jedynie stabilizacji, czy tacy, którzy nie mogą odnaleźć się na wolnym rynku, który stał się bardzo trudny.

W procesie nominacyjnym przedstawiciele wolnych zawodów prawniczych przegrywają przede wszystkim w głosowaniach na szczeblu kolegium sądu czy zgromadzenia ogólnego sędziów, które są elementem procedury konkursowej. Te porażki są jednak rzeczą na swój sposób naturalną. Sędziowie na co dzień widzą, jak asystenci bądź referendarze pracują przez kilka lat w poszczególnych wydziałach sądów, jak analizują orzecznictwo, jak sporządzają projekty uzasadnień. I uznają, że taka praca ma charakter bardziej sędziowski niż zawodowa działalność adwokata czy radcy.

– W głosowaniach na zgromadzeniach sędziów nie dostrzegam elementów szykany wobec kandydatów wywodzących się z którejkolwiek grupy zawodowej – mówi sędzia Waldemar Szmidt, dyrektor Departamentu Sądów, Organizacji i Analiz Wymiaru Sprawiedliwości w Ministerstwie Sprawiedliwości. – Oczywiście w takim głosowaniu jest pewien element weryfikacyjny, ale w równym stopniu dotyczy on asystentów, prokuratorów czy adwokatów. Absolutnie nie może to być oceniane jako bariera w dostępie do zawodu sędziego dla kogokolwiek.

Sędziowie o sędziach

Porażka w głosowaniu na zgromadzeniu nie oznacza, że kandydat ubiegający się o wolne stanowisko sędziowskie jest już bez szans na togę. Przy podejmowaniu ostatecznej decyzji o tym, kogo przedstawić prezydentowi do powołania na urząd sędziego, KRS ocenia też zawodowy dorobek kandydata, jego wyniki podczas kształcenia, znajomość języków, dorobek naukowy.

W KRS kandydatury na urzędy sędziowskie ocenia sędzia wizytator i pięcioosobowa komisja złożona z sędziów – członków Rady. Dokonują oni kompleksowego przeglądu dotychczasowej działalności każdego kandydata. Analiza akt spraw prowadzonych przez adwokata lub radcę ma pokazać, jaka jest rzetelność i terminowość dokonywanych przez niego czynności, jaka jest jakość opinii prawnych. Taki przegląd ma dać odpowiedź na pytanie, czy prawnik występował samodzielnie przed sądem, czy wnosił apelacje, na ile były one skuteczne, czy jego pisma nie miały braków formalnych. Z kolei przegląd protokołów elektronicznych pozwala przeanalizować zachowanie kandydata podczas rozprawy. W posiedzeniach zespołu KRS z głosem doradczym uczestniczy też przedstawiciel samorządu, do którego należy kandydat.

Jakie są doświadczenia KRS w opiniowaniu kandydatur osób wywodzących się z wolnych zawodów prawniczych? Z jednej strony ilość spraw, które prowadzi mecenas, każe podejrzewać, że ciężko mu jest utrzymać się na rynku i właśnie z tego powodu chce zmienić profesję. Często wizytator wyłapuje błędy, które popełnił kandydat, np. zaniedbał apelację, kasacja nie została przyjęta z uwagi na pewne braki. KRS musi bowiem uzasadnić każdy swój wybór, także wtedy, gdy doświadczony radca prawny przegrywa w batalii o sędziowski urząd z młodszym od siebie o 10 lat referendarzem. – Jeden z kandydatów poprosił o usunięcie ze strony internetowej Rady uchwały ze wskazaniem uchybień jego kandydatury ujawnionych przez wizytatora – opowiada sędzia Żurek. – Odpowiedzieliśmy, że to niemożliwe, bo to jest publiczny konkurs. Wszyscy mają prawo wiedzieć, jakie są wymagania i dlaczego wygrywa dana osoba. Takie informacje muszą być dostępne w przestrzeni publicznej.

Niejednokrotnie bywa też tak, że kandydat dostał mało głosów na kolegium czy zgromadzeniu sędziów apelacji, do której aplikuje na sędziowski urząd, zaś wizytator stwierdza, że kandydatura jest wyróżniająca się, a nawet wybitna. W takich sytuacjach KRS decyduje się na bezpośrednią rozmowę z kandydatem. I często po jej przeprowadzeniu na urząd zostaje wyłoniony np. prokurator, a nie referendarz, który otrzymał większe poparcie w lokalnym środowisku sędziowskim.

– Przypadki przełamania środowiskowego wyboru nie należą do rzadkości. Niedawno o zwycięstwie pani prokurator zadecydowało kilka elementów, m.in. fakt, że etat sędziowski był w wydziale karnym, że kandydatka wykazała się w czasie rozmowy wielką dojrzałością zawodową i życiową, że regularnie występuje przed sądem i nie zrażały ją wielokrotne porażki w batalii o sędziowską togę. Taka determinacja w dążeniu do celu jest niezwykle ważna. Niektórzy kandydaci startują w konkursach kilkadziesiąt razy i urząd sędziego obejmują czasem po kilku latach starania, kiedy naprawdę dojrzeli do tej funkcji – twierdzi sędzia Waldemar Żurek.

Rozmowa przechyla szalę przy wyłanianiu zwycięzcy w konkursie wówczas, gdy poziom merytoryczny kandydatów jest niemalże identyczny. Komisja z KRS analizuje, jak kandydat opanowuje stres, w jaki sposób odpowiada na pytania i ustosunkowuje się do zawartych w nich problemów, czy wyjaśnia je w komunikatywny sposób. A wśród pytań niewiele jest tych merytorycznych, sprawdzających wiedzę, ale coraz więcej takich, które umożliwiają kandydatowi wyrażenie swojej opinii np. o niezależności sądów. Wszystko po to, aby sprawdzić predyspozycje osobowościowe do pełnienia urzędu.

Dla kogo sędziowska korona?

Od lat trwa dyskusja dotycząca tego, z jakich środowisk prawniczych powinni wywodzić się sędziowie. Czy – tak jak jest to obecnie – wyższe stanowiska w sądach powszechnych powinni otrzymywać dotychczasowi sędziowie, zaś do sądów rejonowych powinni trafiać przede wszystkim dotychczasowi asystenci sędziów i referendarze? Przeciwnicy tej koncepcji wskazują, że obie grupy zawodowe, w szczególności asystenci i referendarze, dysponują dość wąskim doświadczeniem prawniczym, a niejednokrotnie, z racji młodego wieku, także nie dość dużym doświadczeniem życiowym. Jest też druga koncepcja, w myśl której „sędziowska korona” powinna być zarezerwowana dla doświadczonych adwokatów czy radców prawnych, tak jak jest to przewidziane w systemach anglosaskich. Jej przeciwnicy twierdzą z kolei, że tacy prawnicy mają najczęściej nikłe pojęcie o zawiłościach proceduralnych postępowania sądowego. W dodatku, by zarobki sędziowskie stały się atrakcyjne dla najlepszych mecenasów, zawód sędziego powinien stać się zawodem elitarnym – czemu przeczy dotychczasowa liczba ponad 10 tys. sędziów w Polsce.

– Jeżeli mamy do czynienia np. z adwokatem średniego pokolenia, świetnym fachowcem, który znakomicie radzi sobie na sali rozpraw, którego znają sędziowie danego sądu i widzą, że jest to osoba w należyty sposób odnosząca się do stron, do sądu, do innych uczestników procesu, posiadająca odpowiednią wrażliwość niezbędną przy wykonywania zawodu sędziego, to taki profesjonalista zawsze będzie dostrzeżony, obroni swoją kandydaturę i zostanie sędzią – twierdzi sędzia Waldemar Szmidt z Ministerstwa Sprawiedliwości.

Ci, którzy wskazują, że korzyścią dla wymiaru sprawiedliwości byłoby dopuszczenie do urzędów sędziowskich większej liczby przedstawicieli wolnych zawodów prawniczych, rozwiązanie tego problemu widzą w modyfikacji dotychczasowego procesu nominacji sędziów. Postulują przykładowo, by w skład komisji opiniującej kandydatury na stałe i z równym prawem głosu weszli prawnicy wywodzący się spoza środowiska sędziowskiego. Tak jest, przykładowo, w Wielkiej Brytanii.

– Warto poszerzyć grono osób opiniujących kandydatury na sędziów – nie tylko o przedstawicieli zawodów prawniczych, ale i świata nauki oraz organizacji obywatelskich. Jednak najważniejsze, by proces opiniowania był jak najbardziej pełny, by wszechstronnie poznać także predyspozycje osobowościowe. Na to potrzeba i czasu, i metodologii, która u nas nie jest wystarczająco rozwinięta, i prawdziwego zaangażowania w ten proces osób, które opiniują kandydata – mówi Łukasz Bojarski, prawnik, w latach 2010-2015 członek KRS powołany przez prezydenta. – Obecnie większość sędziów jest wybierana przez KRS bez wysłuchania kandydatów, jedynie na podstawie akt osobowych i opinii wizytatorów oraz wyników głosowań kolegiów sądów i zgromadzeń sędziów. Doradczy udział przedstawicieli innych zawodów prawniczych jest raczej symboliczny i najczęściej ogranicza się do poparcia kandydatów z ich środowisk. To moim zdaniem za mało.

Pewne mankamenty obecnego systemu wyłaniania najlepszych osób do pełnienia urzędów sędziowskich niewątpliwie rozwiąże powrót asesury, zlikwidowanej na skutek wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2007 r. Urząd asesora ma być tym, który młody sędzia otrzymuje na początku drogi zawodowej na określony czas, bez gwarancji pozostania w zawodzie sędziowskim. Ma ona być swoistą próbą charakteru dla młodego prawnika, który dostaje potężną władzę nad stronami procesu, musi zmierzyć się z sytuacją, w której ma w referacie kilkaset spraw i niczego nie może odłożyć na półkę. – Asesura jest nieoceniona. Pozwoli zweryfikować, czy młody sędzia rzeczywiście wykazuje się odpowiedzialnością, czy potrafi sprawować wymiar sprawiedliwości – przekonuje sędzia Waldemar Żurek.