Ile radcy w adwokacie?

Tagi: ,

32. Dubois OK_optNie ma racjonalnych powodów, by istniały dwa odrębne samorządy zrzeszające prawników, których kompetencje niczym się już nie różnią. Bardziej logiczne od dotychczasowego podziału na adwokatów i radców prawnych byłoby zrzeszanie się prawników według ich rzeczywistych specjalizacji.

Historycznie równoległe istnienie dwóch zawodów prawniczych miało uzasadnienie. Radcowie prawni zatrudnieni na etatach mieli pracować na potrzeby podmiotów gospodarczych, adwokaci zaś świadczyli pomoc prawną jako przedstawiciele wolnego zawodu. Wraz z zachodzącymi w Polsce przemianami każda z tych grup zawodowych rozszerzała swoje uprawnienia. Adwokaci zajęli się obsługą podmiotów gospodarczych, zaś radcowie uzyskali uprawnienia do reprezentowania osób fizycznych. W konsekwencji przez ćwierć wieku obie grupy zawodowe zrównały się całkowicie w swoich uprawnieniach, zaś ich przedstawiciele zajmują się dziś dokładnie tym samym. To sytuacja wyjątkowa, nieznana innym zawodom.

Wyobraźmy sobie, że jako konkurencyjny dla lekarza stworzono by zawód „pomagającego w wyzdrowieniu” lub obok architektów funkcjonowałaby nowa profesja „rysujących budynki” i absolwenci medycyny czy architektury podejmowaliby decyzje, do którego z samorządów przystąpić i jakim tytułem się posługiwać. Pomysł, absurdalny z punktu widzenia organizacji tych zawodów, odbijałby się przede wszystkim na kliencie, który nie mógłby zrozumieć, dlaczego zamiast w miejsce powołanego do leczenia doktora zabieg operacji trzustki finansowany przez NFZ miałaby przeprowadzać osoba, której tytułu nie zna i nie rozumie. Strach, niepewność i zdziwienie. Podobnie muszą czuć się oskarżeni, którym w miejsce dotychczasowego obrońcy z urzędu zostanie przydzielony radca prawny, którego tytuł nie kojarzy mu się z salą sądową.

Co zatem wynika z funkcjonowania dwóch równoległych grup zawodowych? Zbieżne interesy reprezentują dwa odrębnie działające samorządy. Ich pozycja negocjacyjna jest zatem na wstępie słabsza, bowiem władza może stosować wobec nich zasadę „dziel i rządź”.

Pomiędzy samorządami wytwarza się też naturalna konkurencja dotycząca sposobu szkolenia czy wysokości składki. Kto zaproponuje lepsze warunki przyciągnie więcej chętnych, dzięki czemu niektóre decyzje, zamiast wynikać z racjonalnych przesłanek, stają się tylko przynętą. Działalność promocyjna w zbyt dużej mierze koncentruje się na wypromowaniu poszczególnych marek, a nie na przekonywaniu społeczeństwa, że korzystanie z usług prawniczych jest niezbędne. Tymczasem dwa samorządy konkurują, żeby udowodnić, że są lepsze, nie zastanawiając się, czy oba są potrzebne w dotychczasowym kształcie.

Ta walka o jakość marki zupełnie inaczej wygląda z punktu widzenia codziennych interesów przedstawicieli obu korporacji. Prawnicy działają na ogół zrzeszeni w spółkach bądź kancelariach, w których wspólnikami są zarówno adwokaci, jak i radcowie prawni, i z którymi to podmiotami współpracują przedstawiciele obu grup zawodowych. Dla nich przynależność do którejś z korporacji nie ma znaczenia. Liczy się tylko kompetencja.

Pomiędzy adwokatami i radcami nie istnieje bezpośrednia konkurencja i przedstawiciele obu zawodów są w stanie współpracować w pełnej symbiozie. Co więcej, ten podział jest umowny, bowiem przepływ członków pomiędzy korporacjami jest nieograniczony. Prawnik kojarzony z jedną z korporacji może z dnia na dzień zjawić się na sali sądowej w todze z lamówką innego koloru. O wyborze prawnika przez klienta decyduje jego skuteczność i specjalizacja, a nie przynależność korporacyjna.

Czy obecne kryteria podziału prawników na adwokatów i radców są do utrzymania? A może oba samorządy powinny dążyć do połączenia? Adwokatura bądź samorząd radcowski to jedność osób o wspólnych ideałach, interesach i tradycji, a ich samorządy w równy sposób powinny dbać o interesy wszystkich swoich członków. Jednak czy praca prawnika zajmującego się stworzeniem optymalizacji podatkowej przy sprzedaży przedsiębiorstwa jest podobna do pracy prawnika sądowego? Obydwaj żyją w zawodowo odmiennym świecie, nie spotykając się na co dzień i nie rozumiejąc wzajemnych potrzeb. W przypadku adwokatury, która szczyci się wielką tradycją w sytuacjach historycznie najtrudniejszych dla Polski, jej celem było przybywanie na pomoc, gdy będący w potrzebie o tę pomoc wołał. Dziś przybywanie z pomocą to już jedynie fragment adwokackich zadań. Wielcy mówcy z sal sądowych, którzy są wzorami dla adwokatów zajmujących się sporami, nie robią wrażenia na prawnikach korporacyjnych. Z kolei idole tych drugich, którzy wsławili się przeprowadzeniem wielkich prywatyzacji, nie będą wzorcem dla prawnika sądowego.

Do kogo będzie bliżej adwokatowi sądowemu? Czy do jego kolegi z korporacji, który nigdy nie założył togi i nie odwiedził sali sądowej? Czy może do radcy, z którym ramię w ramię spędził kilka lat na ławie obrończej? Jeśli bliżej nam do kolegi, niezależnie od przynależności samorządowej, z którym robimy to samo, to oznacza, że samorządy muszą zacząć ewoluować łącząc poszczególne grupy interesów. Jeśli tak się nie stanie, może okazać się, że sami przedstawiciele poszczególnych grup interesów zaczną się jednoczyć poza organizacjami samorządowymi.

Czy nie bardziej logiczne od dotychczasowego nienaturalnego podziału byłoby zrzeszanie prawników według ich rzeczywistej pracy i zainteresowań? W tej sprawie koło historii obróciło się w niewłaściwą stronę.