Kontradyktoryjność w rękach apelacji

Tagi:

6_FKW_0286-c_optPrzesłanką sankcjonującą aktywność dowodową sądu jest obecnie wyłącznie ryzyko wydania lub utrzymania wyroku rażąco niesprawiedliwego. Zasadność podjęcia lub zaniechania tej aktywności będzie oceniał sąd II instancji – pisze sędzia.

Wielką nowelizację Kodeksu postępowania karnego, która weszła w życie 1 lipca 2015 r., przeprowadzono dwoma ustawami – z dnia 27 września 2013 r. oraz z dnia 20 lutego 2015 r. Przeciwnicy tej nowelizacji formułują szereg zarzutów szczegółowych. Zapewne część z nich, w szczególności adresowanych wobec ustawy z lutego 2015 r. (której uchwalaniu i wejściu w życie towarzyszył niepotrzebny pośpiech), jest zasadna. Te, w sumie drobne, niedoskonałości, czy bardziej oczywiste niedociągnięcia, trzeba będzie jak najszybciej usunąć.

Nie byłoby jednak dobrze, aby atmosfera niepewności, strachu przed tym, co nowe i nieznane, zaważyła na losach reformy. O tych losach decydować zaś będą – jak zawsze – osoby stosujące ustawę procesową w jej nowym brzmieniu. Uchwalone przepisy są jedynie narzędziem mającym sprzyjać aktywności wszystkich uczestników postępowania i zapewniać pełną podmiotowość ich ról, obsadzając sędziego przede wszystkim w należnej mu roli bezstronnego arbitra. Z drugiej jednak strony, w sytuacjach bierności stron zagrażającej elementarnym względom sprawiedliwości, narzędzie to ma umożliwić sędziemu uniknięcie konfliktu sumienia związanego z wydaniem orzeczenia jawnie niesprawiedliwego.

Fundamentalne znaczenie dla jednej z idei przewodnich nowelizacji, sprowadzanej do hasła „ku zwiększonej kontradyktoryjności postępowania”, ma zmodyfikowana treść art. 167 k.p.k. Stanowi on oś przewodnią zmian wprowadzonych w zakresie trybu inicjowania i przeprowadzania postępowania dowodowego przed sądem, a jego rozumienie rzutować będzie na interpretację szeregu innych przepisów. Z całym naciskiem podkreślić należy, że także tych, które dotyczą postępowania dowodowego prowadzonego na forum sądu odwoławczego, gdyż art. 452 § 2 k.p.k. nie stanowi przepisu o charakterze specjalnym względem art. 167 k.p.k. i nie funkcjonuje w „próżni normatywnej”.

Tak więc nie tylko przed sądem pierwszej instancji regułę stanowi inicjatywa dowodowa stron i ich dominująca rola przy przeprowadzaniu dowodów. Identyczna zasada obowiązuje w apelacji.

Nieuzasadnione obawy

Zdziwienie budzą głosy niezadowolenia kierowane pod adresem kontradyktoryjnego modelu postępowania przez prokuratorów, a także adwokatów i radców prawnych. Jak się wydaje, powinni oni docenić walory tego modelu. Nowe reguły gry nie pozwalają już na to, aby sędzia zdominował postępowanie, przejmując od początku procesu inicjatywę i ukierunkowując jego tok na, jego zdaniem, jedynie właściwe tory. Uniemożliwiają one także zmajoryzowanie przez członków składu orzekającego procesu zadawania pytań osobom przesłuchiwanym, na co tak często skarżyli się dotąd adwokaci.

Rozumiem, że nowelizacja postawiła prokuratorów, adwokatów, radców przed nowymi wyzwaniami i że obawy budzą przede wszystkim trudności techniczne związane z „odnalezieniem się” w nowym modelu. Ta ostatnia uwaga dotyczy przede wszystkim prokuratorów, na których reforma nałożyła, bez wątpienia, zwiększony zakres obowiązków. Niedogodności związane z niedostosowaniem przepisów ustrojowych do zmian proceduralnych można jednak przezwyciężyć. Satysfakcjonujące prokuratorów zmiany w regulaminie, a najlepiej nowa ustawa o prokuraturze, w końcu zostaną przecież uchwalone.

Trudności techniczne nie powinny jednak wpływać na ocenę tego, co oferuje nowy model. Przy przyjęciu założenia należytego przygotowania stron procesowych, to ich własna aktywność kształtować będzie nową rzeczywistość na salach sądowych. To strony w pierwszej kolejności zdecydować mogą o nowym kształcie procesu, gdyż korzystanie przez sąd z wyjątkowych prerogatyw określonych w art. 167 § 1, a w szczególności z uprawnienia przewidzianego w zdaniu trzecim tego przepisu, może okazać się całkowicie zbędne. Chciałbym wierzyć, że w jak największej ilości spraw.

Nie znajdują potwierdzenia w treści przepisów także i obawy artykułowane przez sędziów, które sprowadzić można do twierdzenia, że ustawodawca zdał sędziego na łaskę aktywności stron, ograniczając aktywność dowodową sądu do absolutnego minimum i uniemożliwiając w ten sposób docieranie do prawdy materialnej. Szanowne koleżanki i koledzy, a gdzie taka myśl jest w znowelizowanych przepisach wysłowiona? W rzeczywistości ustawodawca stworzył rozwiązanie na tyle elastyczne, że w sytuacji, gdy aktywność dowodowa stron nie osiągnie pewnego akceptowalnego minimum, to właśnie my kształtować będziemy niezbędny standard. Mam przy tym na myśli sędziów wszystkich szczebli sądownictwa powszechnego.

Dominująca może okazać się rola sędziów odwoławczych. Jeśli w realiach konkretnego postępowania nie spełni się pożądane założenie odnośnie aktywności dowodowej stron, wówczas to my – interpretując art. 167 § 1 – wpływać będziemy na kształt nowego modelu. O wszystkim zdecyduje określona wykładnia klauzul wyjątkowych, do których odwołano się w tym przepisie.

Kiedy inkwizycyjny wyjątek?

42_c_optWarto w tym miejscu przypomnieć przedstawione dotąd koncepcje interpretacyjne odnośnie stosowania wspomnianych klauzul. Pierwsza nawiązuje ściśle do treści art. 2 § 2 k.p.k. Ilekroć na skutek bierności stron zagrożone miałoby być wyświetlenie prawdy materialnej, tylekroć uzasadniona będzie inicjatywa dowodowa sądu. Zwolennicy takiej wykładni mają w ręku silny argument w postaci pozostawionego w niezmienionym brzmieniu przepisu art. 2 § 2 k.p.k. i twierdzą, że cała filozofia zmian sprowadza się jedynie do przyznania preferencji innym ścieżkom dochodzenia do prawdy materialnej. Jeśli w konkretnym postępowaniu nie udaje się wyzwolić inicjatywy stron, sądowi nie pozostaje nic innego, jak działać tak, jak w poprzednim modelu.

Tak fundamentalistyczne podejście nie zasługuje na akceptację. Zważyć należy, że przy bierności stron niedopuszczenie dowodu z urzędu może skutkować: 1) nieprawdziwymi ustaleniami faktycznymi o charakterze drugorzędnym; 2) nieprawdziwymi i jednocześnie istotnymi ustaleniami faktycznymi; 3) nieprawdziwymi ustaleniami faktycznymi o tak istotnym charakterze, że ich przyjęcie prowadzi do rażącej niesprawiedliwości orzeczenia. Nie sądzę, aby należało akceptować tezę, iż w wypadku zaistnienia ryzyka nieprawidłowych ustaleń faktycznych na „poziomie” określonym w pkt. 1 lub 2, sąd powinien w nowym modelu działać ex officio, chociaż idealiści stwierdzą, że także aktywność sądu na „poziomie” z pkt. 1 zmierza do odzwierciedlenia prawdy materialnej. Całkowicie odmiennie oceniam dopiero ryzyko uchybienia zasadzie prawdy zachodzące na „poziomie” określonym w pkt. 3.

Koncepcja druga nawiązuje do nieporadności strony jako czynnika legitymującego działalność dowodową sądu ex officio. Czasem jest ona łączona z kierunkiem ewentualnej aktywności dowodowej sądu, która miałaby być dopuszczalna w odniesieniu do dowodu mającego znaczenie dla wydania rozstrzygnięcia korzystnego dla oskarżonego występującego bez obrońcy. Trudno jednak pogodzić ją z zasadą równości stron. Ponadto, dla kompensowania elementów nieporadności czy to oskarżonego, czy też innej strony procesu, wprowadzono w noweli powinność wyznaczenia, niezwłocznie po złożeniu przez stronę wniosku w tym przedmiocie, obrońcy albo pełnomocnika z urzędu.

Trzecia koncepcja, której jestem zdecydowanym zwolennikiem, nawiązuje do zawartego w treści art. 440 k.p.k. pojęcia „rażącej niesprawiedliwości”. Wprawdzie określenie to zawarto w dziale o postępowaniu odwoławczym, ale nie oznacza to, aby cechą taką mogło charakteryzować się wyłącznie orzeczenie drugoinstancyjne. Przeciwnie, jeśli już orzeczenie sądu pierwszej instancji jest rażąco niesprawiedliwe, to utrzymanie w mocy takiego orzeczenia – bez sanowania uchybień, które są źródłem rażącej niesprawiedliwości – jedynie petryfikuje te nieakceptowalne cechy. Zatem zarówno sędzia orzekający w I instancji, podejmując – przy bierności stron – decyzję o zaniechaniu skorzystania z inicjatywy dowodowej, jak i sędzia odwoławczy, podejmując decyzję oceniającą prawidłowość takiego zaniechania, powinien relacjonować ją względem tego, jak może ona wpłynąć na finalną ocenę rozstrzygnięcia w głównym przedmiocie procesu z punktu widzenia jego rudymentarnej sprawiedliwości.

Jest to zatem koncepcja, którą można nazwać sprawiedliwościową. Łączy ona w sobie elementy zarówno przedmiotowe, jak i podmiotowe. W jej świetle potrzeba wyzwolenia inicjatywy własnej sądu nie jest zależna od przymiotów charakteryzujących strony procesu, aczkolwiek zmaterializowaniu się przesłanki, na której koncepcja ta jest oparta, niewątpliwie sprzyja nieporadność stron. Nie jest też ona zależna od tego, czy wszystkie ustalenia stanowiące podstawę faktyczną orzeczenia odpowiadają prawdzie materialnej – bowiem to dopiero określony „stopień” rozbieżności ustaleń faktycznych poczynionych w procesie w zestawieniu z tymi, które być może zostałyby poczynione, gdyby sąd „nie pozostał bierny wobec bierności stron”, usprawiedliwia odwołanie się do tej koncepcji. Istotny jest jedynie efekt bierności sądu.

Pod ocenę apelacji

Jako zwolennik koncepcji odwołującej się do kryterium zakotwiczonego w treści art. 440 k.p.k. uważam, że w największym stopniu o wykładni art. 167 § 1 k.p.k. zadecydują sądy odwoławcze. Co prawda, ze względu na treść art. 427 § 4 k.p.k. strona nie będzie mogła w środku odwoławczym kwestionować tego, że sąd meriti nie wykazał określonej aktywności (bądź, że ją przejawił). Niemniej jednak działając w oparciu o treść art. 440 sąd ad quem będzie mógł napiętnować postawę sądu I instancji, niezależnie od granic zaskarżenia i podniesionych zarzutów. Tak więc również z czysto procesowego punktu widzenia, to właśnie sędziowie tego szczebla współkształtować będą standard „wyjątkowego wypadku, uzasadnionego szczególnymi okolicznościami”.

Żmudna i pełna przeciwności będzie natomiast droga do uzyskania w tej mierze wypowiedzi Sądu Najwyższego, bowiem skorzystanie przez sąd odwoławczy z procesowej prerogatywy (dopuszczenie ex officio dowodu na podstawie art. 452 § 2 w zw. z art. 167 § 1 in fine) bardzo trudno poczytać za naruszenie prawa, i to o charakterze rażącym (art. 523 § 1 k.p.k.), zaś jedynie podmioty specjalne wnosząc kasację na podstawie art. 521 k.p.k. mogą się odwołać do zarzutu naruszenia art. 440 k.p.k.

Wszyscy sędziowie powinni docenić niewątpliwą zaletę elastyczności rozwiązania przyjętego w znowelizowanym art. 167 § 1, pozwalającą na dostosowanie sędziowskiego „aktywizmu dowodowego” do niepowtarzalnych realiów konkretnej sprawy i zapewniającą sędziemu, przy bierności stron, swoisty komfort uczynienia zadość wymogom nie tylko samej sprawiedliwości proceduralnej. Główną zaletą odejścia od dotychczasowego brzmienia przepisu jest jednak, rzecz jasna, minimalizowanie sytuacji, w których zagrożona jest tzw. bezstronność obiektywna sędziego. A tym samym odejście od obserwowanego na co dzień w polskich sądach scenariusza przebiegu rozpraw, przy realizowaniu którego sędzia – w zależności od roli, którą na danym etapie rozprawy przejmuje – naprzemiennie zmienia kolor wypustki u swej togi z czerwonego na zielony, by dopiero w fazie wyrokowania „zasiąść” w todze z wypustką fioletową.

Skazani na elastyczność

Jestem optymistą, jeśli chodzi o losy nowego modelu procesu karnego. Granice „wrażliwości sędziowskiej” nie powinny od siebie znacząco odbiegać, co pozwoli na stosunkowo szybkie ustabilizowanie inkwizycyjnych wyjątków z art. 167 k.p.k. Strony ,poznawszy zalety nowych rozwiązań, zaczną je doceniać i coraz sprawniej operować przyznanym im instrumentarium, co pozwoli na coraz rzadsze korzystanie przez sądy z prerogatyw o charakterze wyjątkowym.

Koleżanki i Koledzy sędziowie! Zaakceptujmy, że skoro ustawodawca zdecydował o wprowadzeniu modelu „względnie” kontradyktoryjnego, to rozwiązanie takie musi charakteryzować się pewną dozą elastyczności. Jestem przekonany, że stworzenie zamkniętego katalogu wypadków dopuszczalnej aktywności dowodowej sądu groziłoby zmaterializowaniem się maksymy summum ius summa iniuria. Takie samo niebezpieczeństwo groziłoby zresztą przy odwołaniu się do modelu „bezwzględnie” kontradyktoryjnego.