Dziennikarz w sądzie

Robert Kiewlicz

” href=”http://nawokandzie.ms.gov.pl/wp-content/uploads/2012/08/sad-media.jpg” rel=”lightbox[po]”>Stosunki są napięte. Dziennikarz ma pretensję do sędziego – o odmowę dostępu do akt, o utajnianie postępowań czy brak medialnego wyczucia. Sędzia wini dziennikarza – za prawniczą indolencję i brak należytej powagi. Jak poprawić relacje między oboma środowiskami? Oto postulaty ludzi mediów.

Do niespełnionych uczuć odnosi się referat wygłoszony cztery lata temu podczas Ogólnopolskich Dni Prawniczych w Łodzi, które od lat organizuje Zrzeszenie Prawników Polskich. „Wymiar sprawiedliwości i media spotykają się na co dzień, ale trudno tu mówić o wzajemnej miłości czy choćby pożądaniu. Raczej jest to małżeństwo z rozsądku, gdzie jedna ze stron – media – stara się uzyskać z tego związku jak najwięcej korzyści, a druga strona – wymiar sprawiedliwości – broni się przed nadmierną eksploatacją” – czytamy w referacie autorstwa prof. Jacka Sobczaka, sędziego i medioznawcy.

Na forum internetowym sedziowie.net dziennikarz z Lublina o nicku Sebastian (status: Praktykant) przekonał się na własnej skórze, jak trzecia władza broni się przed „nadmierną eksploatacją” ze strony czwartej. Forumowicz wyszedł do sędziów z sercem na dłoni. „Często piszę o sądach – nie tylko o sprawach będących na wokandzie” – wyznał. „Interesują mnie też ciekawostki historyczne, życie codzienne w sądach, jakieś zmiany personalne itp. Jeśli ktoś z forum, niekoniecznie z Lubelszczyzny, stwierdzi, że jest coś, o czym warto napisać, zwrócić uwagę na problemy w sądownictwie (jakieś pomysły ministerstwa itp.), to niech do mnie pisze”.

Derby (status: Młody Sędzia) szybko zaproponował, aby temat dziennikarza „jako niesmaczny” od razu „wyrzucić do kosza”, zaś Skorpion (status: Pełnoprawny Sędzia) pozbawił Sebastiana wszelkich złudzeń. ”W Anglii ustalono, że na temat sądów wypowiadać się mogą określeni dziennikarze, zaś w sądowych rozprawach uczestniczą nieliczni, najlepsi. U nas jest tak, jak każdy widzi. L eżą sobie na sali, szepczą sobie do ucha, śmieją się nie wiadomo z czego, krótkie spodenki, T-shirty (nie do pomyślenia w cywilizowanym kraju!)”.

Sędzia Jarosław Papis, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Łodzi:

Znaleźliśmy sposób na podniesienie poziomu dziennikarskich relacji z rozpraw, a jednocześnie poprawę wzajemnych relacji. Sąd Okręgowy w Łodzi od sześciu lat nagradza najrzetelniejszych dziennikarzy, to jest takich, którzy procesy opisują w obiektywny, merytoryczny sposób. Cierpliwie studiują akta, są dociekliwi i krytyczni, tłumaczą obywatelom rozmaite zawiłości prawne. Wyróżnienie Prezesa SO w Łodzi nazywa się „Bene Meritus”, czyli „dobrze zasłużony”. Laureaci otrzymują dyplomy oraz wieczne pióra.

Kazimierz Olejnik, były zastępca Prokuratora Generalnego:

Sędziowie muszą zdać sobie sprawę z tego, że w dzisiejszym świecie media stają się aktywnym uczestnikiem postępowania. Uproszczenia w relacjach są naturalne – odbiorca nie zrozumie hermetycznego języka prawniczego. Nie da się już przemawiać ex cathedra. Obrażanie się na media prowadzi do rozmaitych sztuczek stosowanych przez dziennikarzy, naginania faktów itp. Gigantyczną pracę w przybliżaniu obywatelom zasad funkcjonowania rozpraw wykonała sędzia

. Nie tylko w swoich publikacjach i programach telewizyjnych, ale też zapraszając na rozprawy klasy szkolne. Nie każdy jak ona potrafi zachowywać się swobodnie przed kamerą, ale praktyka czyni mistrza.

, Koordynator programu „Sprawny Sąd” z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka:

Kilka lat temu opracowywałem program szkoleń „Dziennikarz w sądzie”. Podczas seminariów organizowaliśmy m. in. symulację rozprawy z zamianą ról. Dziennikarze odgrywali rolę sądu, stron, pełnomocników, sędziowie zaś opracowywali relację z procesu dla mediów. Okazało się, że wzajemne poznanie ról, ich charakteru, a także ograniczeń, pomaga we współpracy. Podobne szkolenia można kontynuować w ramach Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury. Dobrze by było, gdyby więcej dziennikarzy mogło się specjalizować w sprawozdawczości sądowej. Zbyt mało jest ciekawych relacji ze spraw niekarnych, do wyjątków należą też dziennikarze w przystępny sposób relacjonujący szalenie ważne wyroki Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego czy Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Akta

Doświadczeni dziennikarze denerwują się, kiedy sędziowie nie pozwalają im zajrzeć w akta od ręki. Wymóg pisania podań i często ich drobiazgowego uzasadniania to zabójstwo dla newsa. Dociekliwy newsowiec, zobligowany do szybkiego informowania, nie ma szans na podrążenie tematu. Obywatele tracą, bo biurokratyczne procedury skutecznie odgradzają ich od rzetelnego przekazu.

Stworzenie dziennikarzom klarownych zasad dostępu do akt sądowych jest sprawą priorytetową. Dziś mają do tego takie samo prawo jak szeregowi obywatele – na mocy ustawy o dostępie do informacji publicznej, do której odsyła ich w tym względzie prawo prasowe. Możliwość wertowania dokumentacji spraw przez osoby nie będące stroną w procesie (a więc i dziennikarzy) wynika też z Kodeksu postępowania karnego i Regulaminu Urzędowania Sądów Powszechnych. Zgody na udostępnienie akt dziennikarzowi każdorazowo udziela, w imię interesu społecznego, prezes sądu bądź przewodniczący wydziału. Słusznym więc wydaje się postulat, aby dziennikarz, jako profesjonalny pośrednik w przekazywaniu informacji, mógł korzystać z szerszego i szybszego dostępu.

– W praktyce rzecz zależy od widzimisię decydentów. Pamiętam, jak w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie przewodniczący wydziału odmówił mi, bez podania przyczyn, wglądu do pokrytej już grubą warstwą kurzu dokumentacji afery FOZZ – opowiada Leszek Kraskowski z „Dziennika”. Ciekawe perypetie spotkały go również przy opisywaniu sprawy Roberta Pazika skazanego za zabójstwo Krzysztofa Olewnika. W Sądzie Okręgowym w Płocku akta Pazika były dla niego dostępne, a w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie, choć materiał dowodowy i charakter sprawy nie zmienił się, już nie. – Przewodniczący wydziału, odmawiając, poprzestał na lakonicznym stwierdzeniu, że „charakter sprawy oraz rodzaj znajdujących się w aktach materiałów procesowych nie pozwala na wgląd do akt osobom postronnym” – dziwi się Kraskowski.

Sędzia

przyznaje, że przy dostępie dziennikarzy do akt panuje dowolność. Na użytek Sądu Okręgowego w Krakowie, gdzie rzecznikuje, cztery lata temu powstały specjalne sformułowane na piśmie reguły. Akta udostępniane są pracownikom mediów i członkom stowarzyszeń dziennikarskich po okazaniu legitymacji prasowej. Dziennikarz musi tylko podpisać się pod oświadczeniem, że zna prawo prasowe, ustawę o dostępie do informacji publicznej oraz artykuły kodeksu cywilnego mówiące o ochronie dóbr osobistych. Na akta z krakowskiego sądu nie mają jednak co liczyć tzw. freelancerzy – wolni strzelcy niezatrudnieni w żadnej konkretnej redakcji.

Dużo poważniejsze utrudnienia spotykają dziennikarzy specjalizujących się w tematyce gospodarczej, którzy informacje o opisywanych spółkach czerpią z akt zgromadzonych w sądach gospodarczych. – W Warszawie odmówiono mi wglądu w dokumentację pewnej firmy, bo nie byłem stroną. Musiałem z Poznania sprowadzić pracownicę spółki, aby to ona sprawdziła pewne fakty – opowiada Leszek Kraskowski.

Sekret

Kolejnym punktem zapalnym w relacjach dziennikarzy z sędziami jest sprawa utajniania rozpraw bądź ich części, zwłaszcza gdy dotyczą osób powszechnie znanych. Nikt rozsądnie myślący nie będzie dyskutował z taką decyzją sądu, gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo państwa czy dotyczy ona przestępstwa o charakterze seksualnym. Czasem jednak prawo obywateli do informacji, a co za tym idzie realizacja postulatu kontroli społecznej nad nieprawidłowościami, wydaje się na sali sądowej przegrywać z innymi prawami, choćby do ochrony dobrego imienia oskarżonego czy stron procesu. Prof. Andrzej Murzynowski z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego w książce „Istota i zasady procesu karnego” podkreśla, że sądy nie powinny nadużywać ograniczania jawności rozpraw.

Dla Karola Adamaszka, sprawozdawcy sądowego lubelskiego oddziału „Gazety Wyborczej”, niezrozumiałe jest, dlaczego sąd utajnił rozprawę profesora Ryszarda K. oskarżonego o przyjmowanie łapówek od studentów. Skandal z wykładowcą wydziału pedagogiki i psychologii UMCS wybuchł wiosną 2007 r. Rok później rozpoczął się proces. Wniosek o wyłączenie jawności ze względu na stan zdrowia oskarżonego złożyli obrońcy profesora. – W ten sposób można wszystkie ważne z punktu widzenia interesu publicznego sprawy rozstrzygać za zamkniętymi drzwiami – ubolewa Adamaszek. Marek Domagalski, publicysta „Rzeczpospolitej” zajmujący się problematyką prawną, opisał kuriozalną sytuację, kiedy to szczeciński sąd odmówił informacji o tym, czy na rozprawie rozwodowej Dody zapadł wyrok. „Choć sprawa rozwodowa pełna jest informacji intymnych, do których postronni dostępu mieć nie mogą, to sam wyrok powinien być jawny dla wszystkich” – zauważył Domagalski. Mówi o tym art. 9 i art. 326 Kodeksu postępowania cywilnego. Na straży jawności wyroków w sprawach karnych stoi z kolei art. 364 k.p.k.
Według Katarzyny Pastuszko, reporterki sądowej tygodnika „Angora”, zasady uczestnictwa dziennikarzy w procesach, kwestie związane z dostępem do akt, fotografowaniem czy filmowaniem powinny być uregulowane w prawie prasowym. Pastuszko podkreśla, że sporym ułatwieniem w dziennikarskiej pracy są elektroniczne wokandy. Niestety, niewiele sądów umieszcza informacje o rozprawach w internecie. Wzorem do naśladowania, jeśli chodzi o obsługę medialną, jest Sąd Okręgowy we Wrocławiu. Tu dziennikarze, po zalogowaniu się na swoje konta mailowe, otrzymują bieżące informacje z prac sądu. – Nie ma też problemu z udostępnianiem akt, nawet sprzed 20 lat – podkreśla dziennikarka.

– Czym najbardziej dziennikarze narażają się sędziom?
– Nieuctwem. Są tacy delikwenci, którzy przychodzą do sądu nie wiedząc, na czym polega proces. Ba! Nawet nie odróżniają sędziego od prokuratora! Redaktorzy naczelni nie wysyłają na mecze dziennikarzy, którzy nie wiedzą, co to „korner”. Takiej zasady szefowie mediów nie przestrzegają wobec sądów. Dlatego pojawiają się kwiatki typu: „prokurator aresztował”.

– Są też większe „przestępstwa” dziennikarzy, aniżeli „prokurator aresztował”. Jaki z kolei jest grzech główny sędziów?
– Pycha. Nie ulega kwestii, że sędziowie też powinni uderzyć się w piersi. Popracować nad sobą, aby zrozumieć, że dziennikarz pojawił się, bo ma zadanie do spełnienia. Nie traktować go z góry, jak intruza.

– Czy jakość relacji z sal sądowych w ostatnich latach poprawiła się choć trochę?
– Na pewno nie brakuje osób, u których widać postęp w relacjonowaniu procesów, lecz w dziedzinie sprawozdawczości sądowej wciąż daleko nam do ideału.

– Gdzie go szukać?
– Trudne pytanie. W PRL-u, wiadomo, z jednej strony media były pod wpływem reżimowej cenzury i odbywały się procesy polityczne, ale z drugiej o sądach pisali fachowcy- prawnicy. Zdawali sobie sprawę z tego, że proces to teatrum, gdzie spotykają się racje stron i nie wiadomo z góry, kto jest zwycięzcą, a kto pokonanym w sporze. Nie zdarzały się przedsądy prasowe robione po to, aby materiał był bardziej sensacyjny, z chwytliwym tytułem.

– Jak sami sędziowie mogą wpłynąć na poprawę relacji z mediami?
– Przede wszystkim powinni pamiętać, że zachowań dziennikarzy na sali sądowej nie należy brać za przejaw złej woli czy osobistej złośliwości. Rozmowy przez telefon czy bieganie po sali wynika z braku wiedzy co wolno i wypada, a co nie. Nie trzeba brać sobie rozmaitych wyskoków dziennikarzy do serca. Potrzebny jest dystans, inaczej wzajemna niechęć będzie narastała.

Stres i ścisk

Dziennikarze podnoszą, że utrudnieniem w ich pracy bywa czasem brak medialnego obycia przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości oraz ich nieumiejętność radzenia sobie ze stresem przed kamerami i mikrofonami. Niechęć do mediów często ma podłoże charakterologiczne, jednak czasem zawiniona jest też działaniem samych dziennikarzy.

Zbliżeniu środowiska dziennikarskiego i sędziowskiego wbrew pozorom nie ułatwia tłok panujący na salach rozpraw, gdzie stronami są osoby bądź instytucje wywołujące zainteresowanie mediów. Dariusz Prosiecki z TVN postuluje, aby tzw. medialne rozprawy toczyły się w większych salach. – Wystarczy odrobina wyobraźni przy ich wyznaczaniu, a statyw nie obije się o statyw, zaś dziennikarze nie będą leżeć pod sędziowskimi stołami. No i nie będzie wypraszania mediów ze względu na tłok – mówi.

„Regulamin urzędowania sądów powszechnych” głosi wprawdzie, że „w razie przewidywanego przybycia licznej publiczności, prezes sądu może zarządzić wydanie kart wstępu na salę rozpraw”, ale zapis ten stwarza niebezpieczeństwo nierównego traktowania mediów. Karty powinny być przydzielane według kolejności zgłoszeń, a nie osobistych preferencji czy sympatii do poszczególnych tytułów. – Wejściówki na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy” to również nieporozumienie. Sędziowie powinni pomyśleć o zapewnieniu przestronnych pomieszczeń na zakończenie ważnych procesów – podpowiada Mariusz Gierszewski, reporter Radia ZeT z Warszawy.

Sprzęt

Sala rozpraw numer 252 Sądu Okręgowego w Warszawie jest akurat jedną z większych. Czasem nawet takie sale zamieniają się w place boju, gdzie walczą kamery i aparaty fotografi czne. Dziennikarka Beata Mróz w obronionej w grudniu 2008 r. w Katedrze Postępowania Karnego Uniwersytetu Warszawskiego pracy magisterskiej pt. „Karnoprocesowe aspekty udziału środków masowego przekazu w procesie karnym” tak opisuje salę nr 252 podczas sądzenia wołomińskiego gangu w kwietniu 2006 r.: „To jest atak. Jest doskakiwanie do obiektów siedzących za swoimi obrońcami. Będący w ofensywie fotoreporterzy strzelają z długich teleobiektywów”. Za chwilę: „Fotoreporterzy znajdują się tuż przed ławą sędziowską. Przybierają różne pozycje. Raz są w przysiadzie, za chwilę wypinają się na prokuratora. Niemal wchodzą na ławy, w których zasiadają obrońcy. (…) Dzwonią telefony, przewracają się statywy od kamer. Wszystkiemu winne są leżące na podłodze splątane kable”.

Zarzewiem poważnego konfliktu między dziennikarzem a sędzią może być nawet radiowy czy telewizyjny mikrofon. Nie każdy przewodniczący składu sędziowskiego lubi mieć przy twarzy kolorowe „korale” składające się z logo gazet, telewizji czy rozgłośni radiowych. Większość dopuszcza z reguły obecność jednego mikrofonu na sędziowskim stole, do którego podłączają się przedstawiciele innych mediów. – Gorzej, gdy trafi się sędzia, który odsyła do korzystania z zamontowanych w sali głośników. Aby dźwięk nadawał się do emisji, trzeba by wspiąć się z mikrofonem aż pod sufit, gdzie są umieszczane. Rozwiązaniem byłoby zamontowanie na salach sądowych profesjonalnych kostek dźwiękowych. Aż się o to prosi – wzdycha Sławomir Krenczyk z Radia ZeT.

Czy Temida zechce usłyszeć prośby dziennikarskiej braci? Nie ulega kwestii, że nie powinna być na nie głucha ani ślepa. We współczesnym świecie to masmedia pełnią funkcję społecznego oka i ucha. We właściwie pojętym interesie wymiaru sprawiedliwości powinno być więc to, by mogły one dobrze zobaczyć i usłyszeć. 

Autorka jest dziennikarką, specjalizuje się w tematyce wymiaru sprawiedliwości