Nasz wspólny obowiązek

Jeśli oczekujemy od sędziów, by byli bardziej medialni, to od dziennikarzy równocześnie wymagajmy, by relacjonując wydarzenia z sal rozpraw wykazywali więcej profesjonalizmu – postulaty mediów komentuje sędzia

, dyrektor Wydziału Prawnego Biura KRS, uprzednio wieloletni rzecznik prasowy Rady.

Ekspansja przedstawicieli środków masowego przekazu do sal sądowych zaczęła się wraz z przemianami ustrojowymi, tj. na początku lat 90. Z własnego doświadczenia wiem, że wcześniej sprawy sądowe nie cieszyły się aż taką popularnością wśród dziennikarzy. Owszem, były spektakularne, głośne procesy jak choćby sprawa Macieja Szczepańskiego, ówczesnego prezesa Radiokomitetu, zabójstwo Jana Gerharda czy sprawa tzw. „seryjnych zabójców” (Marchwicki, Kot). Z kolei wysublimowany czytelnik, dzięki świetnie redagowanemu tygodnikowi „Prawo i Życie” mógł zapoznać się z mniej spektakularnymi sprawami. Jednak dopiero nowy ład demokratyczny oraz prawdziwa konkurencja między redakcjami pozwoliły mediom dostrzec instytucje wymiaru sprawiedliwości jako źródło atrakcyjnych wiadomości.

Sądy – z uwagi na udział w rozprawach osób z tzw. świecznika – tętnią dziś życiem i przyciągają dziennikarzy. Sprawy kryminalne i obyczajowe są skwapliwie komentowane. Ale tylko ci dziennikarze, którzy poważnie traktują swoją pracę, docierają do rzeczników prasowych w sądach – by zapoznać się ze sprawą, jak również specyficzną terminologią. Tacy dziennikarze odróżniają sprawy karne od cywilnych, oskarżonego od powoda, wyrok od postanowienia.

News ważniejszy niż rzetelność

Bezsporne jest, że program telewizyjny czy artykuł prasowy powstaje w imię interesu społecznego. Właśnie dlatego dziennikarz powinnien przykładać dużą staranność do tego, by adresowany do szerokiej grupy odbiorców przekaz był rzetelny. O tym, że w przypadku relacji sądowych często tak nie jest, mogą przekonać się bardziej wyrobieni odbiorcy mediów – sędziowie, adwokaci lub po prostu osoby znające prawo. Niedostatki profesjonalizmu cechują zwłaszcza dziennikarzy radiowo-telewizyjnych lub tych, którzy przychodzą do sądu z uwagi na news lub z polecenia szefa. Wiedzą, że mają przynieść do redakcji krótką relację i tyle ich sąd czy prawo interesuje – bez wnikania w szczegóły, bez dbania o poprawność. W efekcie zdarzają się przeinaczenia faktów i nieodpowiednie komentarze. Rzecznicy prasowi sądów nie są w stanie, zgodnie z prawem prasowym, interweniować w każdym wypadku – pomijając ten szczegół, że sprostowaania nie tyle nie są skuteczne, ile nie są publikowane.

Brak rzetelności i odpowiedzialności w relacjach prasowych, ich nadmierna emocjonalność niesprzyjająca zachowaniu obiektywizmu, wszystko to spowodowało, że część środowiska sędziowskiego jest z rezerwą nastawiona do współpracy z dziennikarzami – traktuje ich obecność na sali rozpraw jako zło konieczne, a często jako źródło dezinformacji i kłopotów.

Sędziowie unikają kontaktów z mediami także poza salą rozpraw, gdyż nieustannie nagabywani są o wyjaśnienia lub komentarze, których – jako bezstronnym arbitrom – nie wolno im udzielać. Wielu dziennikarzy nie potrafi lub nie chce zrozumieć, że w tym właśnie celu powołano w sądach rzeczników – ale dla newsa warto spróbować wszystkiego. Zdarza się, że relacje prasowe bywają nacechowane obraźliwymi sformułowaniami czy epitetami wobec konkretnych sędziów, przybierając niekiedy formę oszczerstw, szczególnie z powodu wydawanych przez nich rozstrzygnięć.

W stanie medialnego oblężenia

Zasadą jest, że sędzia powinien unikać wszelkich komentarzy prowadzonej przez siebie sprawy (zgodnie § 13 „Zbioru zasad etyki zawodowej sędziów” uchwalonym przez KRS w dniu 19 lutego 2003 r., uchwała nr 16/2003). W obliczu niesprawiedliwej medialnej krytyki zdarzały się jednak wyjątki. W głośnym, pierwszym procesie przeciwko gen. Ciastoniowi i Płatkowi oskarżonych o podżeganie do zabójstwa ks. Popiełuszki, sędzia referent, z uwagi na niezrozumienie przez media uzasadnienia wyroku uniewinniającego, napisał do „Rzeczpospolitej” artykuł, w którym zaprezentował swoje stanowisko.

Równie ciekawą formą odpierania ataków mediów (a także polityków) były oświadczenia składane przez przewodniczących składu sędziowskiego tuż po ogłoszeniu orzeczenia. Takie sytuacje miały miejsce np. przy okazji afery L wa Rywina czy w sprawie Antoniego Macierewicza oskarżonego o ujawnienie tajemnicy państwowej (słynna „noc teczek” w czerwcu 1992 r.). W obu przypadkach sędziowie wyrazili stosowny protest przeciwko naciskom na sąd i zapadające rozstrzygnięcia. Tego rodzaju naciski są i zawsze będą rzeczą niedopuszczalną, zagrażającą zasadzie niezawisłości. 

W relacjach sądów z mediami w ostatnim dwudziestoleciu zdarzyła się również spektakularna akcja przeciwko niezależnemu sądownictwu, podjęta przez grupę dziennikarzy pod pozorem obrony zagrożonej wolności słowa. Chodzi o sprawę obrony rzekomo prześladowanego przez sąd dziennikarza „Wieści Polickich”. Potrzebny był aż apel Krajowej Rady Sądownictwa do środowiska dziennikarskiego o autorefleksję oraz przeciwdziałanie nadużywania społecznej pozycji przez środki społecznego przekazu. Notabene wielu dziennikarzy już po fakcie przyznało, że zamykanie się w klatce przed Sejmem ujawniło meandry korporacyjnej solidarności za wszelką cenę.

Konieczne zbliżenie środowisk

Krajowa Rada Sądownictwa, jako organ konstytucyjny stojący na straży niezawisłości sędziów, wielokrotnie wypowiadała się na temat niewłaściwie pojmowanej przez dziennikarzy wolności prasy i słowa. Uznając prawo środków społecznego przekazu do wyrażania krytyki, zwracała uwagę, iż nie może być ono realizowane w sposób świadczący o lekceważeniu norm etycznych i obyczajowych. Pierwsze apele zostały skierowane w 1994 roku. 8 maja i 4 października Rada w swoich stanowiskach dotyczących publikacji prasowych poświęconych rozprawom i orzeczeniom sądowym stwierdziła, że niektórzy dziennikarze w niewybredny sposób atakowali sądy z powodu treści rozstrzygnięć, przy czym atakom tym towarzyszyła podstawowa nieznajomość motywów orzeczeń i zasad prawa procesowego.

Podobne stanowiska na przestrzeni ostatnich lat były bardzo częste i niestety nie spotykały się ze zrozumieniem ze strony mediów. Środowisko dziennikarzy w sposób nagminny łamało prawo prasowe. Zdarzały się przypadki odmowy publikacji – nie tylko sprostowań, ale również artykułów polemicznych rzecznika prasowego KRS czy rzeczników prasowych sądów. Ataki na sędziów i sądy w artykułach prasy bulwarowej typu „Fakt” czy „Super Express” były i są na porządku dziennym.

Szukając kompromisu ze środowiskiem dziennikarskim 16 września 2004 r. Rada spotkała się z Zarządem Izby Wydawców Prasy. W wyniku ożywionej dyskusji przyjęto stanowisko o konieczności stałego i wszechstronnego dialogu międzyśrodowiskowego oraz o potrzebie organizowania cyklicznych spotkań sędziów i dziennikarzy. W opublikowanym komunikacie z 20 października 2004 r. obie zainteresowane strony podniosły, że „przypadki trudnych niejednokrotnie relacji wzajemnych między prasą a wymiarem sprawiedliwości nie powinny służyć generalizowaniu w ocenie pracy tych środowisk”.

Rada apelowała nie tylko do środowiska dziennikarskiego. Mając na uwadze, że niewłaściwy medialny wizerunek sądów jest często wynikiem skomplikowanego charakteru rozpatrywanych spraw, przypomniała sędziom o konieczności zrozumiałego wyjaśniania najważniejszych przesłanek, które legły u podstaw konkretnych orzeczeń. Apel dotyczył zwłaszcza rzeczników prasowych i prezesów, którzy są upoważnieni do przedstawiania stanowisk mediom (uchwała KRS nr 65/2000 z 13 kwietnia 2000 r.).

Postulaty pod rozwagę

Dialog między sądem a mediami, choć trudny, jest ze wszech miar potrzebny. Sędziowie zdają sobie sprawę, że środki społecznego przekazu są nie tylko narzędziem opinii publicznej, ale też tę opinię kształtują – spełniając rolę wychowawczą i poznawczą. Są więc swoistym barometrem poziomu zaufania do sędziów i polskiego sądownictwa.

Działania niektórych sądów ułatwiające ich współpracę z dziennikarzami powinny być zatem wdrażane także w pozostałych instytucjach wymiaru sprawiedliwości. Takim przykładem są elektroniczne wokandy. Również wspólne warsztaty obu środowisk zawodowych pozwoliłyby konsekwentnie usuwać trudności i nieporozumienia. Warto rozważyć, czy przyszli sędziowie w trakcie odbywania aplikacji nie powinni mieć zajęć z elementów dziennikarstwa – takich, które pozwoliłyby im na obycie z kamerą i mikrofonem.

Trudne warunki pracy reporterów sądowych czy dziennikarzy, ścisk na salach rozpraw, rozgardiasz i harmider przed stołem sędziowskim oraz zdarzająca się na salach napięta atmosfera wynikają w głównej mierze z sytuacji lokalowej polskiego sądownictwa. Jak rozwiązać ten problem? W sytuacji dużej ilości osób zainteresowanych rozprawą, przekraczającej możliwości lokalowe, Sąd z urzędu mógłby zarządzać nagranie jawnej części postępowania przez ekipę telewizyjną składającą się z techników będących pracownikami sądowymi. Rozwiązanie takie nie wykluczałoby obecności na sali publiczności, zlikwidowałoby tylko las mikrofonów i kamer.

Można też rozważyć, czy przy sądach nie wprowadzić instytucji „opiekuna dziennikarzy” (nie mylić z rzecznikiem prasowym). Osoba ta przed każdą głośną rozprawą spotykałaby się z mediami, udzielała informacji na tematy z nią związane, może nawet na takim spotkaniu udostępniała akta.

Wśród postulatów mediów są jednak propozycje nietrafione. Nie można zgodzić się, by ustawowo rozszerzyć dostęp do akt spraw sądowych. Doprowadziłoby to do zagrożenia interesów stron postępowań. Takie zagrożenie najłatwiej wyobrazić jest sobie na przykładzie spraw gospodarczych, w których ujawnienie tajemnicy przedsiębiorcy lub innego uczestnika obrotu mogłoby doprowadzić do znaczących szkód. To samo można powiedzieć o ujawnieniu danych osobowych bądź wizerunku osób w sprawach karnych. Obowiązujące procedury są czytelne, przejrzyste i mają na celu ochronę dóbr osobistych uczestników procesu. Akta są dostępne dla stron procesowych i tylko Prezes Sądu, jako administrator danych osobowych, może wyrazić zgodę na wgląd do nich osobom trzecim, w tym dziennikarzom.

Interes stron ważniejszy od interesu społecznego

W celu poprawienia relacji sądów z mediami należy szukać takich rozwiązań, które mogłyby być zrealizowane przy obopólnych ustaleniach i ku obopólnemu zadowoleniu. Może dziennikarze wyznaczani do relacjonowania rozpraw powinni specjalizować się w sprawozdawczości sądowej? Może powinni mieć odpowiednie certyfikaty potwierdzające ich wiedzę niezbędną do współpracy z sądami? Skoro sędziowie mają być medialni, to dziennikarze powinni być profesjonalnymi pośrednikami w przekazywaniu informacji. Znajomość odpowiednich przepisów ułatwiłaby obustronne relacje, umożliwiłaby też przedstawicielom prasy szybszy i szerszy dostęp do akt – na zasadach zgodnych z przepisami oraz zdrowym rozsądkiem.

Rozprawa sądowa, jej wynik, rzetelny i obiektywny przekaz są wspólnym obowiązkiem społecznym zarówno sądów, jak i mediów. Od obu stron wymaga ona najwyższego profesjonalizmu. Jestem przekonany, że dopóki oba środowiska nie przyjmą tego do wiadomości, poprawieniu wzajemnych relacji nie przysłużą się żadne konferencje, spotkania, apele czy rozwiązania techniczne.

Autor jest Dyrektorem Wydziału Prawnego Biura Krajowej Rady Sądownictwa, sędzią Sądu Okręgowego w Warszawie