Sztuka wystąpień publicznych

Po pierwsze nastaw się życzliwie do odbiorców – nigdy nie zakładaj, że są ignorantami. Po drugie zastanów się, co słuchacze powinni z Twojego wystąpienia zrozumieć. Wreszcie – nie zapomnij o odpowiednim tonie i postawie. Nawet najlepiej dobrana treść nie zagwarantuje udanego wystąpienia, jeśli nie zadbasz o prawidłową formę wypowiedzi.

Wizerunek społeczny wymiaru sprawiedliwości w dużej mierze zależy od jakości komunikacji między profesjonalistami a społeczeństwem. Sala sądowa czy pokój prokuratora to miejsca, w których przekazywane są informacje, wywoływane emocje i kształtowane postawy. Chociaż opinię publiczną kształtują przede wszystkim fakty, nie bez znaczenia jest również sposób, w jaki instytucje porozumiewają się z obywatelami. O prestiż zawodu sędziego czy prokuratora możemy zadbać troszcząc się również o sposób mówienia do społeczeństwa. Jak przeprowadzić dobre wystąpienie publiczne? Oto kilka wskazówek przygotowanych przez psychologów.

Struktura wypowiedzi

Co powiedzieć? Wszystko to, co ważne, czego obywatele dowiedzieć się powinni, co nie jest tajemnicą. Przygotowując treść wystąpienia warto jednak poświecić czas na przemyślenie porządku, w jakim chcemy ją zaprezentować. Najważniejsze, aby konstrukcja wypowiedzi ułatwiała jej zrozumienie. Budując schemat wystąpienia należy przede wszystkim jasno sformułować jego cel, np. „chcę uświadomić odbiorcom, że korupcja wśród sędziów to zjawisko marginalne”. Następnie należy postarać się, by argumenty przedstawiać w porządku logicznym – niech to, o czym mówimy, wynika z tego, co zostało powiedziane wcześniej.

Całą wypowiedź warto zacząć od myśli, z którą słuchacze na pewno się zgodzą, np. „nikt z nas nie czułby się komfortowo w państwie, w którym areszt stosuje się na wszelki wypadek”.

Dobre wejście, skuteczna końcówka

Udany początek wystąpienia jest niezwykle ważny – to, co zdołasz zdziałać w ciągu pierwszych 30 sekund, decyduje o postawie słuchaczy. W tym krótkim czasie wygrywasz lub tracisz ich przychylność i uwagę. W świadomości odbiorcy właśnie w ciągu pierwszych sekund kontaktu z mówcą kształtuje się postawa wobec niego. O ile nie nastąpi jakiś radykalny zwrot w trakcie wystąpienia, cała wypowiedź zostanie oceniona mniej więcej tak, jak jej początek.

Pierwsze wrażenie zakorzenia się w świadomości i działa jak swoisty filtr. Informacje z nim zgodne łatwiej docierają do słuchacza, to co niezgodne umyka uwadze. Dobry początek ułatwia dalsze prowadzenie wystąpienia – drobne niedociągnięcia zostaną zbagatelizowane, a mocne punkty będą dostrzeżone i zapamiętane. Dlatego wystąpienia nigdy nie należy zaczynać od uwag bardzo ogólnych, trudnych lub wyjątkowo nieciekawych. Jak ognia należy też unikać stwierdzeń sugerujących niepewność lub niechęć do wypowiadania się, np. „ja właściwie nie wiem”, „mówię, bo mnie ktoś poprosił”. Dobrym materiałem na początek jest konkretny przykład lub krótka anegdota.

Wypowiedź publiczna nie powinna być zbyt długa. Zdolność każdego człowieka do skupienia uwagi jest ograniczona – efektywne słuchanie trwa przeciętnie 10 minut i każde dłuższe, nawet najciekawsze wystąpienie, traci na wartości.

Bardzo ważnym momentem jest zakończenie wypowiedzi, gdyż słuchacze najłatwiej zapamiętują to, co zostało powiedziane na początku i na końcu. Dlatego kończąc wypowiedź należy powtórzyć najważniejsze jej tezy – najlepiej w punktach, jak najkrócej. Najgorszy błąd, jaki możemy popełnić, to zacząć kwestię słowami „na zakończenie” lub „przed przerwą na kawę”, a następnie mówić kilka kolejnych minut.

Najtrudniejsza chwila, jaką przeżyłem przemawiając na forum publicznym, to sytuacja, kiedy w trakcie dobrze przemyślanej mowy oskarżycielskiej sąd przerwał mi słowami: „proszę do rzeczy”. Zbiło mnie to z tropu tak, że nie mogłem odnaleźć słów.

W takim momencie nie wolno tracić głowy. Należy jak najspokojniej, bez nuty urazy w głosie, choć stanowczo, patrząc sądowi prosto w oczy powiedzieć „właśnie przechodzę do wniosków” i kontynuować swoje przemówienie. Ważne, by skoncentrować się wyłącznie na tym, co mamy do powiedzenia – nie wolno zastanawiać się, jak tę sytuację odbierają inni, np. obrońcy.

Kiedyś w zastępstwie kolegi musiałem pójść do sądu. Szef zawiadomił mnie w ostatniej chwili, wpadłem na salę spóźniony. Zniecierpliwienie w oczach adwokatów, miażdżący wzrok Sądu, pustka w mojej głowie… Nie wiedziałem o sprawie nic.

Wszystko, co można zrobić w takiej sytuacji, to zastosować zasadę robienia dobrej miny do złej gry. Kontroluj wyraz twarzy – im bardziej czujesz się pod presją, tym spokojniejszą minę staraj się zachować. Dla osób w sali będzie to sygnał, że panujesz nad sytuacją. Między wyrazem twarzy a stanem afektywnym istnieje też sprzężenie zwrotne – spokój na twarzy sprzyja redukowaniu zdenerwowania. Spróbuj też wyobrazić sobie, że między Tobą a pozostałymi osobami jest zasłona z mgły skutecznie chroniąca Cię przed nieprzychylnymi spojrzeniami. Na koniec skoncentruj uwagę na aktach.

Przedstawiałem ustne uzasadnienie wyroku i jak to w sądzie zawsze bywa, jedna ze stron była niezadowolona. Tym razem jednak spotkałem się z wyjątkową reakcją. Przegrany rzucił mi w twarz: „gdybym zapłacił, to bym wygrał”! Odebrało mi mowę.

Wybuch opisany powyżej mógł być konsekwencją agresji narastającej od dawna. Do takiej sytuacji lepiej nie dopuścić. Po pierwsze zadbaj już od pierwszych minut postępowania, by każda ze stron czuła się szanowana i równo traktowana. Po drugie kieruj się zasadą Churchilla, który wypowiedział wojnę Japonii w niezwykle uprzejmy sposób, a zaskoczonemu tą kurtuazją asystentowi wyjaśnił: „jeśli masz kogoś zabić, możesz przynajmniej zdobyć się na uprzejmość”. Przedstawiając motywy rozstrzygnięcia należy pamiętać, że zła wiadomość przekazana z troską o zrozumienie i z szacunkiem dla adresata jest łatwiejsza do akceptacji. Jeśli pomimo Twojego najwyższego profesjonalizmu strony lub publiczność zachowają się agresywnie, skorzystaj z instrumentów, które posiadasz. Zawsze jednak pamiętaj, że siła tkwi w spokoju – jak ognia unikaj krzyku, nawet w najtrudniejszych momentach bądź opanowany.

Siła w prostocie

Jak mówić? Jąkanie się, zła dykcja, nieumiejętność jasnego wyrażania myśli – przepis na oratorską klęskę, czy może początek kariery wielkiego mówcy? Okazuje się, że wybór należy do nas. Brak predyspozycji potraktowany jako wyzwanie nie musi być przekleństwem, gdyż ładnego mówienia można się po prostu nauczyć.

Przede wszystkim należy mówić tak, aby nas zrozumiano, tj. prostym językiem. Stosując prawniczy żargon wydasz się raczej nadęty niż mądry. Zamiast „wobec X zastosowano areszt jako środek zapobiegawczy”, powiedz po prostu „X jest aresztowany”. Zamiast „prowadzone są czynności” powiedz „prowadzimy dochodzenie”. Staraj się unikać strony biernej i formy bezosobowej, nie bój się powiedzieć „ja” lub „my”. „Zatroszczymy się o wszystkie osoby, które zechcą odwiedzić prokuraturę w czasie tygodnia ofiar” brzmi bardziej po ludzku niż „wszystkie osoby, które odwiedzą prokuraturę w czasie tygodnia ofiar, spotkają się z troskliwym przyjęciem”.

Płynnie i donośnie

Demostenes, najsłynniejszy mówca grecki, ćwiczył głos deklamując nad wzburzonym morzem. Miał rację nie tylko dlatego, że w starożytnych Atenach nie posiadano nagłaśniającego sprzętu. Badania psychologiczne wykazują, że od tembru głosu, jakim mówimy, zależy to, jak jesteśmy postrzegani. Osoby mówiące wysokim tonem odbierane są jako niepewne lub niedojrzałe. Nie bez przyczyny przyjęło się mówić o kimś przeżywającym trudne chwile, że „cienko piszczy” – kiedy jesteśmy przestraszeni zaczynamy wydawać z siebie wyższe dźwięki.

Spróbujmy ćwiczyć obniżanie głosu, potraktujmy to jako stałe zadanie domowe. Natomiast w trakcie wystąpienia publicznego starajmy się obniżać ton głosu szczególnie wtedy, gdy wypowiadamy końcówkę zdania zawierającego najważniejsze informacje.

Formalna strona wystąpienia będzie zdecydowanie lepsza, jeśli dodatkowo wyeliminujemy dźwięki i wyrażenia nie posiadające znaczenia, takie jak „eee”, „yyy”, lub bardzo ostatnio modne zaczynanie zdania słowami „powiem tak…”.

Ogólne wrażenie, jakie wywołujemy na odbiorcach, to efekt działania wielu czynników, wśród których nie bez znaczenia jest sylwetka mówcy. A więc, jak uczyły nas babcie, „pierś do przodu, proste plecy, ramiona w dół”. Przy takim układzie ciała nie tylko lepiej wyglądamy, ale też lepiej pracują nasze płuca – mieści się w nich więcej powietrza, głos jest silniejszy, słowa brzmią wyraźniej.

Oko w oko

Kolejna sprawa, o której nie może zapomnieć dobry mówca, to utrzymanie kontaktu wzrokowego z odbiorcą. O tym, że mówiąc do ludzi należy na nich również patrzeć, dobrze jest pamiętać zwłaszcza na sali rozpraw, której swoista scenografia i kostiumy sprzyjają instrumentalnemu traktowaniu stron. Sędzia schowany za monitorem komputera lub wpatrzony w akta nie buduje prawidłowej relacji z osobami uczestniczącymi w postępowaniu.

Patrząc na osobę, do której mówimy, komunikujemy swój szacunek do niej. Kontakt wzrokowy pozwala również śledzić reakcje słuchaczy, wychwycić znudzenie, napięcie lub brak zrozumienia. Ma jeszcze jedną istotną zaletę – skupiając się na odbiorcy zapominamy o tremie. Stres związany z wystąpieniem publicznym jest tym większy, im bardziej skupiamy się na sobie. Nawiązując kontakt wzrokowy z odbiorcą automatycznie odsuwamy myśli od tego, co akurat dotyczy nas samych.

Ujarzmić stres

Tremie poświęćmy ostatnie uwagi. Przede wszystkim warto wiedzieć, że stres przed publicznym wystąpieniem przeżywają wszyscy, nawet największe gwiazdy i najwybitniejsi mówcy. Dlatego nie wypieraj się tremy, uczyń ją swoim sprzymierzeńcem. Stres w rozsądnej dawce sprzyja udanemu wystąpieniu – powoduje, że działamy sprawniej, niż w warunkach relaksu.

Najstarszy i jak dotąd bezkonkurencyjny sposób na złagodzenie tremy to dokładne, wręcz perfekcyjne przygotowanie. Nie ma nic bardziej zgubnego niż uznanie, że skoro mówię na temat związany z moją profesją, nie muszę wcześniej takiego wystąpienia opracować. Najprościej napisać to, co się chce powiedzieć, zaś pierwszych zdań nauczyć się na pamięć. Nie jest prawdą, że jeśli zapomnisz z nich choć jedno słowo, to utkniesz. Jeśli będziesz wiedzieć, o czym mówisz, tak się nie stanie. Powodzenia! 

 
Autorka jest doktorem psychologii, wykładowcą Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury