Asesorzy. Początek reformy sądownictwa?

Tagi: ,
Adam Bodnar

Rys. Łukasz Jagielski

Likwidacja instytucji asesora sądowego, a wraz z nią debata o modelu dochodzenia do zawodu sędziego, stanowiła swoisty test dla instytucji publicznych kształtujących wymiar sprawiedliwości. Niestety, nie wypadł on najlepiej.

Zastrzeżenia wobec konstytucyjności instytucji asesora sądowego pojawiły się już w lipcu 2005 r. w artykułach w dzienniku „Rzeczpospolita”. Już wtedy można było podjąć próbę reformy asesury – stażu zawodowego, podczas którego osoby przed nominacją sędziowską dysponowały de facto uprawnieniami sędziów.

W listopadzie 2006 r., już po wniesieniu skarg kwestionujących orzekanie przez asesorów, Trybunał Konstytucyjny wydał postanowienie sygnalizacyjne podnosząc, że w sądach orzeka ponad 1,6 tys. asesorów oraz że może warto coś z tym fantem zrobić. W komentarzach przedstawicieli środowiska pojawiały się złowrogie słowa „paraliż wymiaru sprawiedliwości” i już mało kto miał wątpliwości, jaki los spotka instytucję asesora. Choć Trybunał wysyłał sygnały, to przedstawiciele władz w te sygnały się nie wsłuchiwali. Trybunał nie miał wyjścia – pod koniec października 2007 r. wydał orzeczenie uznające niezgodność z Konstytucją pełnienia funkcji orzeczniczych przez asesorów. Nakreślił termin 18 miesięcy do wejścia wyroku w życie. Zegar zaczął tykać.

W debacie na temat nowej koncepcji zawodu sędziego, która dopiero wtedy rozpoczęła się na dobre, starło się wiele propozycji. Można wyróżnić, w dużym uproszczeniu, trzy grupy stanowisk. Pierwsza postulowała reformę asesury w kierunku utworzenia instytucji sędziów grodzkich (bądź „sędziów na próbę”) jako pierwszego etapu kariery sędziowskiej. Druga – stworzenie możliwości przechodzenia do zawodu przedstawicieli innych profesji prawniczych, zgodnie z koncepcją zawodu sędziego jako ich korony. Trzecia zakładała powołanie Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, a więc wprowadzenie nowego modelu aplikacji sądowej.

Trudno jednoznacznie stwierdzić, by którakolwiek z koncepcji była z gruntu zła. Oczywiście, uczestnicy debaty bez problemu podnosili argumenty obalające koncepcje adwersarzy. Przeciwnicy sędziów grodzkich mówili, że to zastąpienie asesorów i tylko nazwa się zmienia. Przeciwnicy „korony zawodów prawniczych” zarzucali, że żaden dobry adwokat, mając na uwadze zarobki sędziego, nie będzie ubiegał się o tę funkcję. A przeciwnicy Krajowej Szkoły podnosili, że powstanie negatywna selekcja do zawodu sędziego, bo żaden zdolny prawnik nie będzie zamrażał kariery na wiele lat, nie mając żadnej pewności co do zawodowych perspektyw.

„Większość debat dotyczących sądownictwa jak dotychczas nie opierała się na pogłębianych badaniach, zaś długoterminowej strategii dla wymiaru sprawiedliwości wciąż brak”

Powstaje jednak nieodparte wrażenie, że uczestnicy debaty (łącznie z piszącym te słowa) myśleli jedynie w kategoriach rozwiązania bieżącego problemu. Proponowane wizje reformy były najczęściej próbą dopasowania nowych rozwiązań prawnych do obecnych regulacji – tak, aby system jakoś tam działał dalej. Ewentualnie spoglądano na rozwiązania w innych państwach. Rozważaniom tym nie towarzyszyły pogłębione badania, analiza czy próba wypracowania wieloletniej wizji rozwoju wymiaru sprawiedliwości. Czy ktoś sprawdził, ilu potencjalnie adwokatów i radców prawnych byłoby zainteresowanych karierą sędziego? Ilu nowych sędziów będziemy potrzebowali w kolejnych latach? Śmiem twierdzić, że większość argumentów bazowała na intuicji autorów poszczególnych koncepcji.

Ostatecznie w debacie o nowym modelu dostępu do zawodu sędziego zwyciężyła koncepcja Ministerstwa Sprawiedliwości dysponującego poparciem koalicji rządzącej – argumentem, z którym niestety trudno się dyskutuje. Ustawa o Szkole stała się obowiązującym prawem. Można się z tym zgadzać lub nie. Można kwestionować słuszność jej lokalizacji, w tym innych ośrodków szkoleniowych. Można rozważać, na ile w pomyśle na Szkołę odzwierciedlone zostały ambicje niektórych urzędników czy doradców Ministerstwa. Rzecz w tym, że nie ma już większych szans na realizację innej koncepcji. To, co jest wyzwaniem, to jak sprawić, aby Szkoła stała się perłą wymiaru sprawiedliwości i zaczęła przypominać swoje zachodnioeuropejskie wzorce. Jeżeli zadbamy o wysoki poziom kształcenia oraz odpowiednią rekrutację do Szkoły, może się ona faktycznie stać promotorem najlepszych wzorców z zakresu orzekania, metod pracy czy zarządzania w sądach.

Sprawa asesorów powinna jednak czegoś nas nauczyć. Faktem jest, że większość debat dotyczących sądownictwa jak dotychczas nie opierała się na pogłębionych badaniach, zaś długoterminowej strategii dla wymiaru sprawiedliwości wciąż po prostu brak. Poszczególni ministrowie sprawiedliwości zazwyczaj nie mieli odpowiednio długiego czasu (albo pomysłu i energii), by podjąć wysiłek stworzenia takiego planu. Jeżeli jednak obecna ekipa rządząca nie podejmie wysiłku przygotowania spójnej wizji reformy wymiaru sprawiedliwości na dziesięciolecia, to kolejny problem znów będzie rozstrzygany na poziomie emocji, ambicji i wzajemnych przepychanek, a nie na poziomie racjonalnej i rzetelnej analizy.

Wszystkim nam pozostaje teraz wierzyć i starać się, aby Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury okazała się sukcesem. Reforma wymiaru sprawiedliwości powinna jednak opierać się nie na nadziei, ale na podejmowaniu sprawdzonych i przemyślanych działań, o sukces których nie trzeba się później specjalnie martwić.

Autor jest doktorem nauk prawnych, sekretarzem zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka oraz adiunktem w Zakładzie Praw Człowieka WPiA UW