Kazus

Najpierw porcja teorii, potem dużo praktyki, po drodze dwa arcytrudne państwowe egzaminy. Tak w skrócie wygląda kształcenie prawników w Niemczech. Co ciekawe, kształcenie od razu przygotowujące do wykonywania zawodu sędziego.

Trudno znaleźć dwa europejskie systemy, które w swojej strukturze i technice legislacyjnej są tak podobne do siebie, jak prawo polskie i niemieckie. Znajomość przepisów obowiązujących w obydwu państwach może być dla absolwenta polskiego prawa nie tylko nieskomplikowana, ale i perspektywiczna. Z jego wiedzy chętnie skorzystają koncerny i organizacje międzynarodowe, jak również mniejsze firmy działające jednocześnie w obu sąsiadujących ze sobą państwach.

Niemieckie paragrafy dla polskich studentów
Szkoły oferuję intensywne, zwykle roczne kursy, adresowane głównie do studentów wyższych lat polskiego prawa i administracji, jak również do doktorantów i aplikantów, którzy chcieliby rozszerzyć zakres swojej wiedzy o znajomość systemu prawa niemieckiego. Program obejmuje zajęcia m.in. z niemieckiego prawa cywilnego materialnego i procesowego, prawa handlowego i gospodarczego, prawa bankowego i papierów wartościowych, prawa administracyjnego, prawa karnego czy prawa pracy.

Do uczestnictwa w kursie kwalifikuje pozytywna ocena z egzaminu wstępnego. Niezbędna jest znajomość podstawowych problemów prawa, ale też biegłość w języku niemieckim, który jest na takich kursach językiem wykładowym. Po ukończeniu programu zajęć i zdaniu egzaminów końcowych uczestnicy szkolenia otrzymują dyplomy sporządzone w obu językach oraz podpisane przez władze partnerskich uczelni. Taki dyplom umożliwia np. zaliczenie jednego semestru uzupełniających studiów prawniczych LL.M. (z łac. Legum Magister) w niemieckiej uczelni partnerskiej – w ramach popularnego na całym świecie programu, który daje podstawową wiedzę o systemie prawnym danego kraju. Najlepsi studenci otrzymują też możliwość podjęcia studiów doktoranckich na niemieckim uniwersytecie lub uczestnictwa w płatnych praktykach organizowanych w Niemczech.

Zajęcia w szkołach prawa niemieckiego są odpłatne i kosztują od 500 do 1000 zł za cały kurs. Zjazdy odbywają się zwykle w piątki i soboty, w godzinach popołudniowych.

Wprawdzie systemy prawa obu krajów są bardzo podobne, jednak tryb kształcenia przyszłych sędziów czy adwokatów znacznie się od siebie różni. W Niemczech dostęp do zawodów prawniczych regulują ministerstwa sprawiedliwości krajów związkowych, a konkretnie procedury dwóch państwowych egzaminów. Studia przebiegają więc w oparciu o jednolite w obrębie poszczególnych landów i niezależne od uczelni programy kształcenia. – W założeniu każdy student, który kończy ten kierunek, ma dysponować jednakowym, ustandaryzowanym zasobem wiedzy. I od razu po studiach posiadać wystarczające kwalifikacje do wykonywania zawodu sędziego. Taki model kształcenia nie wyklucza oczywiście wyboru innej ścieżki kariery, np. pracy prokuratora, adwokata czy prawnika w sektorze biznesowym – mówi Maria Szpor, dyrektor Szkoły Prawa Niemieckiego działającej przy Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Inaczej niż w Polsce

Edukacja prawnicza w Niemczech podzielona jest na dwa etapy. Według zapisów ustawy o sędziach (Deutsches Richtergesetz), która reguluje podstawy systemu kształcenia prawników, pierwsza ich część to studia zasadnicze, uniwersyteckie. Nie mogą trwać krócej niż trzy i pół roku, zaś ich dokładną długość i program nauczania określają wewnętrzne przepisy poszczególnych landów.

Etap akademicki ma dać studentom fundamenty wiedzy teoretycznej – od historii prawa, po logikę. W przeciwieństwie do polskiego systemu kształcenia, udział w wykładach, seminariach i ćwiczeniach nie jest obowiązkowy. Konieczne jest natomiast zaliczenie poszczególnych bloków tematycznych i zdobycie odpowiedniej ilości tzw. Scheinów, czyli zaświadczeń o zdaniu egzaminu. Niemieccy studenci nie mają bowiem indeksów. – Sporą różnicą w stosunku do polskiego systemu kształcenia jest też aktywny udział studentów w zajęciach. Nacisk kładzie się na dyskusję i kształcenie umiejętności samodzielnego myślenia, w tym rozwiązywania podsuwanych przez wykładowców problemów – opowiada Robert Zieliński, asystent w Kolegium Prawa Akademii Leona Koźmińskiego, który dwa lata temu w ramach programu Socrates- Erasmus trafił na uniwersytet w miejscowości Oestrich-Winkel.

Na niemieckich uczelniach, od teorii i dogmatów, ważniejsza jest praktyka. Sebastian Marek Górecki w ramach Erasmusa zakończył właśnie drugi semestr prawa na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie. Wcześniej cztery lata studiował na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz zaliczył kurs w Szkole Prawa Niemieckiego UW. Jak mówi, doświadczenie wyniesione z niemieckiej uczelni pozwoli mu zająć się w przyszłości obsługą prawną podmiotów, które funkcjonują jednocześnie w porządkach prawnych obu państw. W Berlinie nacisk kładzie się na rozwiązywanie kazusów i pisanie opinii prawnych, dlatego Sebastian ma nadzieję, że w pracy łatwo poradzi sobie z wcielaniem niemieckich paragrafów w życie. – W Niemczech student musi przede wszystkim nauczyć się stosować prawo w praktyce. Już po pierwszym roku studiów jest w stanie z łatwością rozwiązać złożone kwestie, co w Polsce, nawet w kolejnych latach nauki, pozostaje wciąż trudnością – twierdzi Sebastian.

W Niemczech także forma zaliczania poszczególnych przedmiotów różni się od naszej. Egzaminy pisemne polegają prawie wyłącznie na rozwiązywaniu kazusów – nie ma testów z wiedzy teoretycznej. Kazusy obecne są też w popularnych tu pracach domowych. Ustna forma zaliczeń pojawia się tylko dwa razy, jako element egzaminów państwowych. Nie trzeba też na pamięć znać wszystkich ustaw i przepisów – podczas egzaminów kodeksy można mieć przy sobie, jako materiał źródłowy. Warto wiedzieć, że są to kodeksy znacznie bardziej rozbudowane, niż ich polskie odpowiedniki.

Kazus do rozwiązania
Stowarzyszenie Miłośników Sztuki ma malowniczą działkę położoną poza zwartym obszarem zabudowy miasta, ale tuż u jego „wrót”. Zamierza tam wystawić rzeźby o wysokiej wartości artystycznej, w sposób drastyczny ukazujące problemy współczesności. Rzeźby przedstawiają narkomanów wstrzykujących sobie heroinę, skinheadów napadających na cudzoziemca, itp. Każda statua ma ponad 5 metrów wysokości. Aby była dobrze widoczna z drogi prowadzącej do miasta, ma być umieszczona na betonowej podstawie o wysokości 4 metrów. Władze miejskie odmówiły udzielenia zezwolenia na budowę betonowych podstaw do rzeźb twierdząc, że taka ekspozycja może pogorszyć wizerunek miasta w oczach turystów. W zamian za rezygnację z wystawy proponowały Stowarzyszeniu wynajem, za niską cenę, gruntu w przemysłowej części miasta. Stowarzyszenie bezskutecznie odwoływało się od decyzji miasta. Teraz zamierza wnieść skargę do sądu administracyjnego powołując się m.in. na prawo do swobody wyrazu artystycznego.

Oceń dopuszczalność i zasadność skargi.

Selekcja państwowa

Prace pisemne i zaliczenia cząstkowe to tylko przedbiegi przed tzw. pierwszym egzaminem państwowym. Kilkuletnia nauka na uniwersytecie przygotowuje właśnie do tego sprawdzianu.

Za organizację egzaminu odpowiada Ministerstwo Sprawiedliwości bądź Sąd Apelacyjny danego kraju związkowego – w zależności od wewnętrznych ustaleń poszczególnych landów. Sprawdzian składa się zazwyczaj z 5-8 egzaminów (kazusów) obejmujących swoim zakresem cały program kształcenia. Nota końcowa na świadectwie ukończenia studiów to w 30 proc. średnia ocen uzyskanych podczas nauki oraz, w 70 proc., średnia z ocen egzaminu państwowego. Brak pozytywnego wyniku z tego sprawdzianu zamyka absolwentowi drogę do dalszej edukacji prawniczej. Do poprawki przystąpić można, co do zasady, tylko raz. Pierwszego egzaminu nie zalicza nawet do 40 proc. zdających.

Egzamin kończy akademicką część kształcenia. Nie daje jeszcze żadnych uprawnień, stanowi jednak przepustkę do dalszej nauki zawodu, tym razem w praktyce i już poza uniwersytetem.

Student idzie do sądu (choć nie tylko)

Druga część edukacji prawniczej to obowiązkowa dwuletnia aplikacja, podczas której absolwenci zaliczają kolejno tzw. stacje, czyli praktyki w wyznaczonych instytucjach związanych z wymiarem sprawiedliwości.

W związku z faktem, że niemiecki system kształcenia prawników nastawiony jest na przygotowanie do zawodu sędziego, aplikacje organizują sądy okręgowe bądź sądy apelacyjne poszczególnych landów. Pierwsze i najdłuższe praktyki są właśnie w sądach – trwają dziewięć miesięcy. Następnie każdy musi zaliczyć siedmiomiesięczną stację w administracji publicznej oraz przejść czteromiesięczną praktykę adwokacką (w Niemczech nie ma podziału na adwokatów i radców prawnych). Z dwuletniego okresu praktyk zostają jeszcze cztery miesiące, które aplikant może spożytkować na zdobycie doświadczenia w dowolnie wybranym sektorze biznesu, w organizacji międzynarodowej bądź instytucji charytatywnej. Przy kolejnych, „pozasądowych” stacjach, dużo większą inicjatywę w sprawie wyboru miejsca mają sami aplikanci.

Miejsca dla absolwentów rozdzielane są w zależności od ocen uzyskanych na pierwszym egzaminie państwowym – im nota wyższa, tym łatwiej o lepszą praktykę i szybsze jej rozpoczęcie. Ci, dla których zabrakło miejsc, wpisywani są na listę rezerwową i zwykle dopiero po kilku miesiącach mogą podjąć dalszą naukę zawodu. Każdy aplikant traktowany jest jak urzędnik państwowy. Formalnie zatrudnia go sąd, który organizuje szkolenie i oddelegowuje na poszczególne staże. Za swoją pracę kandydat na prawnika otrzymuje wynagrodzenie w wysokości około 900 euro brutto miesięcznie.

Volljurist, czyli finał

Kto najlepiej kształci prawników?
1. Uniwersytet we Freiburgu
2. Uniwersytet w Münster
3. Uniwersytet w Passau
4. Uniwersytet w Heidelbergu
5. Uniwersytet w Jenie
6. Uniwersytet w Monachium
7. Uniwersytet w Osnabrück
8. Uniwersytet w Greiswald
9. Uniwersytet w Bonn
10. Europejski Uniwersytet Viadrina

Po ukończeniu aplikacji przyszli sędziowie i adwokaci dochodzą do najważniejszego momentu swojej edukacji – drugiego egzaminu państwowego. Podlega on kompetencji komisji egzaminacyjnej działającej przy Ministerstwie Sprawiedliwości danego kraju związkowego. Dopiero ten egzamin stanowi przepustkę do wykonywania zawodów prawniczych.

Zdający muszą wykazać się wiedzą z zakresu pierwszego egzaminu państwowego, do tego wymagana jest znajomość procedur prawnych – na tym etapie student powinien umieć sformułować np. akt oskarżenia bądź wyrok sądowy. – Obydwa egzaminy państwowe są dosyć trudne, gdyż obejmują główne gałęzie prawa, jednak pierwszy jest bardziej teoretyczny, drugi bardziej praktyczny. Podczas drugiego egzaminu wymagana jest większa wiedza, a przede wszystkim umiejętność przełożenia jej na pracę zawodową. Tego w końcu uczył się student przez wcześniejsze dwa lata – wyjaśnia Maria Szpor ze Szkoły Prawa Niemieckiego UW.

W skład komisji egzaminacyjnej wchodzą sędzia, prokurator, adwokat, przedstawiciel administracji i czasem teoretyk prawa. Pomyślne zaliczenie drugiego egzaminu państwowego, składającego się czasem nawet z 11 elementów, oznacza uzyskanie tzw. kwalifikacji do funkcji sędziego, potocznie określanej tytułem Volljurist, czyli pełnego prawnika (asesora). Realne szanse na otrzymanie posady sędziego bądź prokuratora mają oczywiście ci, którzy na egzaminie uzyskali najlepsze noty. Volljurist to też jedyny wymóg wpisania absolwenta na listę adwokatów.

Droga do uzyskania kompetencji zawodowych, jaką w Niemczech musi przejść każdy prawnik, wymaga przede wszystkim ogromnej samodyscypliny. Spowodowane jest to bez wątpienia faktem, że na poszczególnych etapach kształcenia umiejętności przyszłych prawników weryfikuje nie uczelnia, a państwo. Samo prawo jest w końcu elementem systemu państwowego.

Autorka jest dziennikarką specjalizującą się w tematyce edukacyjnej i europejskiej

Ideałem jest prawnik generalista
O różnicach między kształceniem studentów prawa w Polsce i Niemczech mówi dr Ulrich Ernst, adiunkt w Katedrze Prawa Cywilnego oraz Koordynator Szkoły Prawa Niemieckiego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Sposób i treść kształcenia uniwersyteckiego w Niemczech determinują końcowe egzaminy państwowe. Ocena uzyskana na pierwszym egzaminie, stanowiącym zakończenie studiów, jest powszechnie uznawana za wiarygodnie świadczącą o kwalifikacjach przyszłego prawnika oraz decyduje o jego dalszej karierze. Nie daje jednak jeszcze żadnych uprawnień do wykonywania zawodów prawniczych. Dopiero osoby, które zdały drugi egzamin z dobrymi ocenami, zatrudniane są jako sędziowie i prokuratorzy. Rezerwuje się dla nich także sporą część wyższych stanowisk w administracji publicznej. Zdanie drugiego egzaminu państwowego jest także jedynym warunkiem wpisania na listę adwokatów. Dlatego, z perspektywy młodego adepta prawa, studia to przede wszystkim przygotowywanie się do egzaminów państwowych. Zaliczenia i oceny w trakcie studiów nie mają wielkiego znaczenia.

Przeniesienie egzaminów końcowych z płaszczyzny uniwersyteckiej na państwową prowadzi do bardzo daleko idącego ujednolicenia wiedzy o prawie. W Niemczech nie ma zjawiska lokalnych szkół dogmatycznych. Wykładowca, który przedstawiałby swoje poglądy, a nie uczył zasad powszechnie panujących, podzielanych przez orzecznictwo najwyższych sądów, nie byłby w stanie skutecznie przygotować studentów do egzaminu. Na wykładach i ćwiczeniach dyskutuje się kazusy, nie ma natomiast dyskusji o problemach dogmatycznych w oderwaniu od ich praktycznego znaczenia. Tak samo egzaminy i zaliczenia na uniwersytecie polegają na rozwiązywaniu zadań wyłącznie praktycznych i nikt nie proponuje żadnych testów. Uważa się, że studia głównie mają uczyć warsztatu, a nie szczegółowych przepisów. Dlatego studenci podczas egzaminów mogą korzystać z tekstów ustaw. Wymaga się od nich zdolności do stosowania przepisów oraz – w pewnym stopniu – znajomości doktryny i orzecznictwa w zakresie poszczególnych problemów interpretacyjnych.

Idealnym „produktem” kształcenia jest tak zwany prawnik generalista, który będzie w stanie szybko przyswoić sobie nowe dziedziny prawa i zmiany legislacyjne. Z tego powodu studia i egzamin koncentrują się na przedmiotach takich jak materialne prawo cywilne i karne, oraz – na omawianym w sposób szerszy niż w Polsce – prawie publicznym, czyli konstytucyjnym i administracyjnym, tak materialnym, jak i procesowym. Student może do tego dobierać zajęcia z innych przedmiotów specjalistycznych, jak i podstawowych, np. z historii prawa. Przedmiot fakultatywny dla oceny końcowej nie ma jednak dużego znaczenia.