Sędzia i kaganek oświaty

Tagi: ,
Sędzia Jolanta Machura-Szczęsna

Fot. Jacek Jankowski

Lubimy skarżyć się na zatrważająco niską świadomość prawną polskiego społeczeństwa. Tymczasem powszechna indolencja prawna obywateli to w dużej mierze także nasza wina – pisze sędzia Jolanta Machura-Szczęsna.

Moja nastoletnia córka, gimnazjalistka, pyta mnie czasem o kwestie związane z prawem i moją pracą. W szkole młodzież nie uczy się o prawie. Postanowiłam kiedyś przeczytać jej mój prawniczy felieton, aby uzmysłowić, jakimi problemami się zajmuję. W trakcie lektury dziewczyna niestety zasnęła… Obudzona przez mnie skomentowała: „Mama, to było takie nudne. Nigdy nie zostanę prawnikiem!”.

Dlaczego nudne? Może z powodu prawniczego języka, jakkolwiek w artykule użytego w bardzo ograniczonym zakresie? Może przez fakt, iż problemy prawne – zarówno dla młodzieży, jak i dorosłych obywateli – to materia dla nieprawników zupełnie obca? Prawa nikt obywateli nie uczy, tymczasem w życiu codziennym spotykamy się z nim na każdym kroku.

Co mamy z tym problemem wspólnego my – sędziowie? Przywykliśmy narzekać, że nikt nie rozumie naszych problemów. Ani Minister Sprawiedliwości, ani politycy, ani społeczeństwo. Ale to, że obywatele nie rozumieją sędziów, jest pochodną faktu, że nie rozumieją prawa. A więc nieznajomość prawa szkodzi nie tylko społeczeństwu, ale również prawnikom. Szkodzi nam sędziom, gdyż osoby, którym „wymierzamy sprawiedliwość”, niewiele z tego „wymierzania” rozumieją. Prawo triumfuje – ale jako prawo puste, pozbawione treści.

Nie mamy więc wyjścia. Nie tylko powinniśmy, ale wręcz musimy sami edukować uczestników postępowania, o ile nie chcemy funkcjonować w społecznej izolacji. We współczesnym świecie nie jesteśmy już tylko ustami ustawy, ale swoim zawodowym i pozazawodowym postępowaniem pełnimy w społeczeństwie ważną funkcję wychowawczą.

Ustne motywy wyroków

Sędzia to ktoś więcej niż szczególnej rangi urzędnik państwowy – to przedstawiciel władzy konstytucyjnej wyposażony w przymiot niezawisłości. Tak wysokie usytuowanie w państwowej hierarchii sprawia, że sędzia z natury rzeczy jest czynnikiem opiniotwórczym. Ferując wyroki przekłada normy prawne na konkretne sytuacje faktyczne. Powinien przy tym umieć uzasadnić swoje orzeczenie w taki sposób, aby podsądni zrozumieli jego decyzje. Poprzez swoje orzeczenie powinien też wychowywać. W przeciwnym razie wydany wyrok niczego nie zmieni, strona nie wyniesie z takiego wyroku żadnej nauki.

Jak wymierzając sprawiedliwość edukować? Najskuteczniej można to robić tłumacząc po wyroku motywy swojej decyzji i powody zastosowanych konkretnych norm prawnych. To pierwsza możliwość prawnej edukacji w trakcie naszej codziennej pracy, w sali rozpraw. Także w czasie dyżuru, w rozmowie z petentami, w każdej sytuacji bezpośredniego kontaktu sędzia-obywatel, zarówno osobiście, jak i na piśmie.

W pierwszej instancji orzekają najczęściej sędziowie młodzi, niedoświadczeni. Często brak im jeszcze pewności, nie są oswojeni z pracą „na żywo”, z salą rozpraw, ze stronami i publicznością. W dodatku dość często obciążeni są zbyt dużą ilością zadań. Dlatego chętnie korzystają z możliwości ogłoszenia wyroku nie bezpośrednio po rozprawie, przy stronach, lecz w późniejszym terminie. To rozwiązanie wygodne, gdyż nie trzeba od razu „mierzyć się” ze stronami, co stanowi niewątpliwie duże psychiczne obciążenie. Ogłoszenie wyroku w późniejszym terminie pozwala oczekiwać, że podsądni nie stawią się. Daje też czas, by lepiej przygotować się, zastanowić, jeszcze raz przeanalizować akta, przepisy, uniknąć omyłek. Sama też oczywiście korzystam z tej możliwości, szczególnie w skomplikowanych, trudnych sprawach. Tyle, że nie ogłaszając wyroku od razu, przy stronach, sami pozbawiamy się możliwości obrony swojej decyzji, czyli ustnego, bezpośredniego, ”na gorąco” przekonania stron o jej słuszności.

Edukacja prawna

Rys. Łukasz Jagielski

Tylko w obecności stron mamy szansę pokazać, że wyrok sprawiedliwy nie zawsze oznacza wyrok korzystny dla strony, choć zawsze jest to wyrok zgodny z prawem. Tylko w bezpośredniej interakcji możemy wytłumaczyć, że orzeczenie nie jest krzywdzące, bo właśnie takie są przepisy prawa, a nie „widzimisię” sądu. Możemy rzetelnie wyjaśnić, jakie strona ma prawa i możliwości, jak może poruszać się w gąszczu przepisów. W ten sposób zwiększamy szansę na to, że strona nie wyjdzie z sądu rozgoryczona, rozżalona, z poczuciem krzywdy. Być może obywatel zrozumie, że sąd jedynie stosuje, a nie tworzy przepisy.

Dlatego sędziowie, szczególnie młodzi sędziowie, powinni – mimo zapracowania i braku czasu na gruntowne przygotowanie się do zakończenia sprawy wyrokiem od razu po rozprawie – jak najrzadziej odraczać publikację wyroku. Korzystajmy z każdej możliwości, by uczyć sprawiedliwości tak, jak powinna być rozumiana.

Podczas rozprawy nie możemy okazywać emocji, nie wolno nam publicznie komentować naszych orzeczeń. Możemy za to wiele przekazać w czasie ustnego uzasadnienia – i to w sposób mniej formalny, bez prawniczego zadęcia, „po ludzku”. Również w sposób pozawerbalny. Wszak zwracamy się wówczas do konkretnych osób, tłumaczymy wyrok w sposób dostosowany do poziomu percepcji danego człowieka, mniej lub bardziej uświadomionego prawnie. Często dla obywatela to pierwszy bezpośredni kontakt z sądem.

Tylko od nas zależy, jak obywatel zapamięta swoje spotkanie z sądem. Czy będzie to przeżycie traumatyczne, czy też pouczające i wychowawcze? A może obywatel zechce pomyśleć o nas życzliwie, o naszej trudnej i odpowiedzialnej pracy? Może zechce dostrzec w sędzi nie tyle surowego aktora w skomplikowanym spektaklu, jakim jest rozprawa sądowa, ale zwykłego, rozmawiającego ze stronami człowieka, który pochyla się nad ludzkimi problemami?

Dbajmy o to, by obywatele otrzymywali lekcje prawa od osób najbardziej kompetentnych, prawników o wysokich kwalifikacjach, w dodatku gratis i na przykładach z życia wziętych.

Kształcenie przyszłych interesantów

Drugą płaszczyzną wychowawczej pracy sędziów jest angażowanie się w przedsięwzięcia z dziedziny podnoszenia świadomości prawnej społeczeństwa.

Jestem wielką zwolenniczką edukacji prawnej młodzieży szkolnej. Propagowałam ten pomysł w stowarzyszeniu sędziów i w fundacji sędziowskiej, ale okazuje się, że w naszym środowisku brak jest szerszej woli do tego typu działań. Wyprzedziły nas inicjatywy Ministerstwa Sprawiedliwości organizującego w całej Polsce spotkania edukacyjne oraz inne korporacje zawodowe, które ideę edukacji prawnej młodzieży wprowadzają już w życie. Indolencja środowiska sędziowskiego w tym obszarze nie buduje pozytywnego wizerunku sądownictwa.

Wiedza przekazywana przez samych sędziów ma szczególną wartość. O dużym społecznym zapotrzebowaniu na nią świadczy niezwykła popularność programów telewizyjnych pokazujących pracę sędziów. Oczywiście nie każdy musi być aktywnym działaczem pro publico bono. Wpojono nam powściągliwość w wypowiedziach i działaniach. Ale też wielu sędziów angażuje się w działalność polegającą na zapraszaniu starszych uczniów do sądu bądź na prowadzeniu lekcji wychowawczych na temat prawa. Chylę przed nimi czoło. Tym bardziej, że zdaję sobie sprawę, że każda pozazawodowa aktywność sędziego to dodatkowe obciążenie.

Jest w nas duży potencjał, wielu sędziów deklaruje chęć zaangażowania się w edukację prawną społeczeństwa. W szkołach na lekcjach wychowawczych bywają policjanci, strażacy, psychologowie, lekarze. Może powinni na nich zacząć bywać również sędziowie? Dzięki temu młodzież dowie się, na czym polega nasza praca i w przyszłości nie będzie nas postrzegać wyłącznie przez pryzmat medialnych sensacji.

Pamiętam sytuację, kiedy oprowadzałam dzieci szkolne po sądzie. Młodzież z wypiekami na twarzach wypytywała o szczegóły pracy, dochodzenia do zawodu, zasady procedury obowiązujące w sali sądowej, a wychowawca zwierzył mi się na koniec, że udział w rozprawie dał jego wychowankom więcej do myślenia niż wszystkie pozostałe lekcje wychowawcze. To była duża satysfakcja.

Edukację prawną młodzieży należałoby prowadzić w oparciu o spójny program prowadzony za pośrednictwem sędziowskich stowarzyszeń, fundacji bądź we współpracy z innymi korporacjami. Jej celem mogłoby być m.in. przygotowanie młodzieży do funkcjonowania w społeczeństwie, rozwijanie społeczeństwa obywatelskiego, nauka młodych ludzi radzenia sobie z problemami urzędowo- prawnymi w życiu codziennym, kształtowanie prawdziwego wizerunku wymiaru sprawiedliwości oraz uświadomienie młodzieży zagrożeń karnych, w szczególności w kontekście działających na granicy prawa subkultur młodzieżowych. Oczywiście, takie lekcje to tylko początek, docelowo powinniśmy lobbować za wprowadzeniem lekcji prawa do programu szkół.

Godny uwagi i dalszego kontynuowania jest udział sędziów w przygotowywaniu broszur informacyjnych dla uczestników postępowania. Zajmuje się tym obecnie Ministerstwo Sprawiedliwości, Rzecznik Praw Obywatelskich oraz inne instytucje państwowe. Należałoby wspierać tego typu inicjatywy, bowiem nikt lepiej od sędziów nie wie, jakie treści w takich poradnikach powinny znaleźć się w pierwszej kolejności.

Możliwości prawne

Do prowadzenia działalności edukacyjnej nie zobowiązuje sędziów żadna regulacja. Przepisy wskazują tylko, że sędzia nie może podejmować dodatkowego zatrudnienia, za wyjątkiem pracy naukowo- dydaktycznej, o ile jednak nie koliduje ona z jego sędziowskimi obowiązkami (art. 68 prawa o ustroju sądów powszechnych). Sędzia powinien też w służbie i poza nią unikać wszystkiego, co mogłoby przynieść mu ujmę lub osłabić zaufanie do jego bezstronności (art. 82 tamże). Do tego dochodzą zakazy działalności w partiach politycznych czy ujawniania własnych poglądów.

Powyższe ograniczenia skłaniają sędziów do daleko posuniętej powściągliwości we wszelkiej aktywności społecznej. Nie możemy jednak pozbawiać się wszystkich możliwości działania, albowiem prowadzi to do społecznej alienacji naszego stanu i przynosi opłakane skutki.

Rolą sędziów nie jest oczywiście kształcenie społeczeństwa w zakresie prawa. To rola państwa. Ale nawet jeśli w programach nauczania w szkołach pojawią się lekcje prawa, to i tak edukacyjna misja sędziów nie straci racji bytu. Bowiem to głównie my ponosimy negatywne konsekwencje niskiej świadomości prawnej obywateli, to na nas skupia się niechęć i oburzenie społeczeństwa na nieudolne prawo. To my sędziowie codziennie stawiamy czoło sfrustrowanym obywatelom, którzy na skutek tragicznie niskiej świadomości prawnej czują się zagubieni i nie potrafią bronić swoich praw. Związane z tym negatywne emocje częstokroć przelewają na sędziów, bo to z ich ust dowiadują się o przegranej w swoich zmaganiach z prawem.

Niezależnie od bieżących problemów dotyczących deprecjacji zawodu sędziego w Polsce, sędziowie muszą mieć świadomość, że edukując społeczeństwo pomogą też sobie i swojemu środowisku. Zyskując zrozumienie i przychylność obywateli zyskamy akceptację społeczeństwa dla realizacji postulatów naszej grupy zawodowej. Zresztą, lepiej coś robić, nawet błądząc, niż nie robić nic, krytykując i narzekając.

Nie zapominajmy o słynnej rzymskiej paremii. Docent discimus – ucząc innych uczymy się sami.