Aplikant ma głos

Tagi: , ,
Uczestnicy egzaminu wstępnego na aplikację radcowską, Warszawa, wrzesień 2010 r.

Fot. Piotr Nowak / ForumRzepa

Czym się martwią, co im przeszkadza, co chcieliby zmienić w szkoleniach przygotowujących do wykonywania zawodu? Oto postulaty aplikantów adwokackich i radcowskich, którzy niebawem będą stawiać pierwsze kroki na rynku komercyjnych usług prawniczych.

Pochodzą z trzech dużych miast, różnią ich plany na przyszłość i warunki obecnego zatrudnienia. Aplikantka radcowska z Warszawy (II rok) pracuje na etacie w dużej warszawskiej instytucji. Kilka razy w miesiącu uczestniczy w spotkaniach organizowanych przez patrona, który prowadzi własną kancelarię. Aplikantka adwokacka z Krakowa (II rok) utrzymuje się z pracy prawnika w jednej z krakowskich kancelarii, gdzie pobiera symboliczne wynagrodzenie. W przyszłości chciałaby rozpocząć praktykę wspólnie z koleżanką. Aplikant radcowski z Łodzi (III rok) pracuje w rodzinnej kancelarii.

Postulat pierwszy. Egzamin wstępny z limitem

Gdy w 2005 r. samorządy prawnicze po raz pierwszy zorganizowały pierwsze egzaminy wstępne na aplikacje, których reguły zostały określone ustawowo, wydawało się, że słowo „limit” na dobre przejdzie do historii. Tak się jednak nie stało. „Limit” nadal jest popularny. Tyle, że już nie wśród starszych członków korporacji, a wśród samych aplikantów, którzy zdają sobie sprawę, że ich start w dorosłe życie zawodowe – w warunkach zaostrzonej konkurencji – łatwy nie będzie.

Aplikantka radcowska z Warszawy: – Państwo otworzyło dostęp do zawodów prawniczych, by dać szansę absolwentom studiów na kontynuowanie nauki na aplikacjach korporacyjnych. Dziś już wiadomo, że sama aplikacja nie będzie gwarancją funkcjonowania w wolnych zawodach prawniczych. Przetrwają najsilniejsi.

Aplikanci adwokaccy coraz częściej obawiają się o warunki wykonywania przyszłego zawodu. Postulują m.in. wprowadzenie limitu przyjęć na szkolenia. Nie chodzi im jednak o zamykanie dostępu do zawodu, lecz o stworzenie podobnych warunków kształcenia dla wszystkich roczników absolwentów studiów prawniczych. Nie chcą, by stopień trudności egzaminu wpływał na wielkość naboru i różnicował przez to warunki odbywania aplikacji.

Aplikantka z Krakowa: – Dochodzi do takich sytuacji, że w jednym roku przyjętych zostaje 80 proc. zdających, w innym raptem 20 proc. Nie jest to sprawiedliwe, bo jedni uczą się w komfortowych warunkach, inni na takie liczyć już nie mogą.

Jest więc postulat, by rocznie na szkolenia przyjmować 10 proc. stanu liczebnego adwokatów zrzeszonych w danej izbie. Aplikanci twierdza, że przy takich regułach łatwiej będzie im zaplanować szkolenie czy znaleźć patrona. Aplikantka z Krakowa: – To nie utrudniałoby dostępu do zawodu, a znormalizowało sytuację.

O limitach mówią też aplikanci radcowscy. Władze ich korporacji nie podzielają jednak tego pomysłu. – Nie jestem za limitami, ale faktem jest, że różnice związane z wielkością naboru to wielki logistyczny problemem, któremu co roku stawiamy czoła – twierdzi mec. Dariusz Sałajewski, wiceprezes Krajowej Izby Radców Prawnych. – Myślę, że absolwenci prawa powinni być bardziej zorientowani co do uwarunkowań, a przede wszystkim perspektyw przyszłego zawodu. Wtedy nie powinno być takiego spontanicznego pędu na aplikacje.

Postulat drugi. Obniżenie opłat

W powszechnym przekonaniu aplikantów, opłaty, które przez trzy lata wnoszą do swoich izb, są niewspółmierne do poziomu szkolenia, jaki im się dziś oferuje. Choć w zeszłym roku Minister Sprawiedliwości

dokonał sporego cięcia, bo kwotę rocznej opłaty z 5,6 tys. zł obniżył do 4,2 tys. zł, to dla niektórych osób wciąż jest ona zbyt wysoka. Aplikant z Łodzi: – Dla młodych osób, które chcą się usamodzielnić, a jednocześnie jako aplikanci w kancelariach nie zarabiają wiele, suma ta jest nie do przyjęcia.

O mniejszych kwotach za szkolenia korporacje nie chcą słyszeć. Planują zmienić sam model aplikacji, a to, zdaniem ich przedstawicieli, łączy się ze sporymi kosztami. Kwoty, które pozostały izbom po obniżce, ponoć ledwie pokrywają obecną średnią wydatków ponoszonych na organizację szkoleń. – Chcąc udoskonalić system szkoleń nie możemy z góry zakładać, że przychody z opłat za aplikacje będą ustalane przez Ministra Sprawiedliwości w sposób oderwany od uzasadnionych kosztów szkolenia – twierdzi Dariusz Sałajewski.

– Zmieniony program szkolenia pisany był pod zupełnie inne wpływy z opłat za aplikacje. A koszty mamy bardzo duże. Szkolimy wykładowców i na to idą spore kwoty. W miarę możliwości wykorzystujemy własne zaplecze lokalowe i staramy się nie wynajmować sal – dodaje mec. Agnieszka Zemke-Górecka, przewodnicząca Komisji Kształcenia Aplikantów Naczelnej Rady Adwokackiej.

Postulat trzeci. Więcej praktyki

W powszechnym odczuciu aplikantów, zajęcia organizowane przez korporacje bardziej przypominają wykłady akademickie niż ćwiczenia pozwalające na kształcenie umiejętności praktycznych. Dla przykładu, przyszli radcowie na pierwszym roku aplikacji ponownie przerabiali procedury i prawo materialne.

Aplikantka z Warszawy: – To było w dużej mierze powtórzenie wiedzy akademickiej i dodanie do tego poglądów orzecznictwa Sądu Najwyższego. Na drugim roku jest podobnie, choć więcej jest zajęć praktycznych z prawa gospodarczego. Tymczasem nam bardziej potrzebna się umiejętność sporządzania pism procesowych czy projektów umów. Niby to robimy, ale nasze prace nie są oceniane i nikt ich nawet nie komentuje. Podobnie wygląda kształcenie radców w innych miastach. Przyszli adwokaci mają nieco lepiej. Wprawdzie uczestniczą w zajęciach, na których powtarzają wiedzę nabytą na studiach, to mają też szkolenia typowo warsztatowe, podczas których wspólnie z prowadzącymi rozwiązują kazusy i prezentują swoje poglądy na sprawę. Potem uczestniczą w dyskusji, a ich pomysły są oceniane.

Problem już dostrzegły obie izby. Izba adwokacka niektóre rozwiązania w modelu szkolenia wprowadziła już od tego roku. Nowym trybem ruszył obecny pierwszy rok aplikacji. Jak mówi Agnieszka Zemke-Górecka, celem zmian jest należyte przygotowanie aplikantów do zawodu oraz wyrównanie ich szans w tym względzie. – Zajęcia muszą mieć charakter praktyczny, mobilizować aplikanta do wykonywania określonych zadań, które są sprawdzane tak, by aplikant wiedział, co robi źle, i mógł to poprawić. Taki model jest nowością dla aplikantów, ale też dla osób, które uczą – zauważa przewodnicząca Komisji Kształcenia Aplikantów Naczelnej Rady Adwokackiej.

Wykłady mają stać się rzadkością. W ich miejsce pojawią się ćwiczenia i seminaria z rozwiązywaniem kazusów i analizą orzecznictwa. Podczas warsztatów aplikanci będą uczyć się stosowania prawa i opracowywać pisma procesowe pod kontrolą prowadzących. Nowy program przewiduje też symulowane rozprawy sądowe, podczas których aplikanci analizować będą przebieg procesu oraz zachowania sądu i pełnomocników. – Chcemy też położyć dużo większy nacisk na zajęcia z etyki zawodowej, również praktyczne, obejmujące postępowanie adwokata wobec samorządu, klienta czy względem sądu – mówi mec. Agnieszka Zemke-Górecka.

Podobne zmiany od przyszłego roku wprowadza samorząd radcowski. Jak zapowiada prezes Dariusz Sałajewski, aplikanci przede wszystkim będą uczyć się sporządzania dokumentów prawnych, m.in. skargi konstytucyjnej, umów cywilnoprawnych, apelacji. Przepisy mają poznawać od strony życiowej – poprzez analizę konkretnych sytuacji prawnych i próby poszukiwania rozwiązań w interesie przyszłych klientów. Program z postępowania cywilnego obejmuje symulację procesu, aplikanci poznawać również będą zasady etyki radcowskiej i wykonywania zawodu.

Postulat czwarty. Jednolita forma kolokwiów

Egzaminy wstępne na aplikację radcowską

Fot. Okręgowa Izba Radców Prawnych w Warszawie

Dziś okręgowe rady adwokackie same dokonują wyboru formy kolokwiów. Aplikanci chcieliby ją jednak ujednolicić. Mówią, że to postulat porządkujący, bo jeśli jest jednolita aplikacja, a także jednolity egzamin wstępny i zawodowy, to podobnie powinno być z kolokwiami. Aplikantka z Krakowa: – W wielu izbach, np. w Krakowie i Poznaniu, są one ustne. Oczywiście przyszły prawnik musi umieć mówić, ale forma pisemna sprawdzianu byłaby bardziej obiektywna.

Z kolei w regulaminie odbywania aplikacji radcowskiej określono, że w roku szkoleniowym przynajmniej jeden egzamin powinien mieć formę ustną. – Ustna forma kolokwiów jest rzeczą ważną, w ten sposób sprawdzamy umiejętność wypowiadania się. Proszę wziąć jednak pod uwagę, że gdybyśmy chcieli w izbie warszawskiej, gdzie szkoli się najwięcej przyszłych radców, przeprowadzić wszystkie kolokwia ustne, to wówczas egzaminowalibyśmy przez cały rok. Pewne jest natomiast, że od przyszłego roku zwiększamy liczbę kolokwiów prowadzonych w formie ustnej. Wiadomo też, że nie będzie testów, zamiast tego aplikanci sporządzać będą projekty pism procesowych i umów – zapowiada mec. Dariusz Sałajewski.

Postulat piąty. Mniejsze grupy ćwiczeniowe

Mówi aplikantka z Warszawy: – Jeśli płacimy spore pieniądze naszej izbie, to można byłoby się spodziewać wysokiego poziomu i ciekawej oferty szkoleń, tymczasem wciąż wtłaczani jesteśmy na zajęcia do jednej sali w grupach po 100 osób.

Wprawdzie jej 400 osobowy rocznik został podzielony na grupy, które również mają swoje podgrupy, to podział ten jest iluzoryczny. Zajęcia odbywają się w dużej auli – wykładowcy mówią, aplikanci notują, czasem padnie pytanie kierowane do całej stuosobowej grupy. – W Warszawie mamy dużo aplikantów, ale na to izba wpływu nie ma, ponieważ egzaminy wstępne przeprowadza państwo. Duży nabór siłą rzeczy rodzi określone problemy. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że tylko forma aktywna gwarantuje większe możliwości zdobycia praktycznych umiejętności niezbędnych do wykonywania zawodu – mówi mec. Sałajewski.

Krajowa Izba Radców Prawnych zamierza wyjść naprzeciw oczekiwaniom aplikantów. Od 2013 r. grupy szkoleniowe mają być sukcesywnie zmniejszane (do maksimum 35 osób) tak, by zajęciach oznaczały pracę nad warsztatem przyszłego radcy. – Będzie problem, gdy okaże się, że przychody z opłat za aplikację w skali poszczególnych izb nie pokrywają uzasadnionych kosztów prowadzenia zajęć w małych grupach – zastanawia się mec. Sałajewski.

Przedstawiciele KRRP już szykują się do czerwcowego spotkania z ministrem Gowinem, podczas którego chcą przedstawić cenę wdrożenia nowego modelu aplikacji. Liczą, że minister, ustalając wysokość opłat za aplikacje, weźmie pod uwagę ich argumenty.

Postulat szósty. Reforma patronatu

Jak twierdzą niektórzy adepci obu zawodów prawniczych, patronat to archaiczna forma szkolenia. Ten model, ich zdaniem, sprawdzał się w gospodarce socjalistycznej, w warunkach braku konkurencji. Dziś kwestia patronatu staje się mocno dyskusyjna, gdyż nie wszyscy adwokaci bądź radcowie chcą szkolić przyszłych „rywali” na rynku usług prawniczych. Dodatkowo, w warunkach dużej liczby kształcących się dziś aplikantów, znalezienie patrona to rzecz niełatwa.

Mówi aplikantka z Warszawy: – Szukałam patrona dość długo, bo rynek prawniczy w stolicy jest nasycony. Nawet w sytuacji, gdy aplikant chce nabierać szlifów za darmo. Jak wygląda relacja mistrz-uczeń? Mój patron ma kliku aplikantów, kontakty z nim są raczej niesformalizowane, choć oczywiście uczestniczymy w regularnych spotkaniach, na których omawiamy sprawy sądowe prowadzone przez patrona.

Faktem jest, że w warunkach dużego naboru na aplikacje, coraz mniej kancelarii jest w stanie przyjąć aplikantów. Obie izby stoją więc dziś u progu reformy modelu patronackiego. – Zmierzymy się z tą koniecznością, gdy uda się nam wdrożyć reformę szkolenia – zapowiada mec. Sałajewski, wiceprezes KIRP. – Warto jednak już dziś zadać pytanie, czy patronat ma być obowiązkiem, czy też dobrą wolą radcy. Warto też wiedzieć, że nie każdy prawnik ma predyspozycje do przekazywania zdobytej przez siebie wiedzy praktycznej. Inny problem to zasada nieodpłatnego patronatu. Możemy przyjąć, że aplikantom on się należy, choć w dzisiejszych warunkach nadmiaru pracy i biegania za klientem może nie warto utrzymywać utopijnych koncepcji?

Mecenas dodaje, że patronat mógłby być darmowy i wówczas patron byłby wspierany przez aplikanta, albo też patron otrzymywałby wynagrodzenie ze specjalnego funduszu izby. To są na razie wstępne pomysły. – Trudno dziś o klasyczny patronat, bo to relacja mistrz-uczeń, zaś większość naszych kolegów aplikantów pracuje nie zawsze w kancelariach, w dodatku nie zawsze w instytucjach związanych ze stosowaniem prawa. Odrywanie ich od codziennych zajęć byłoby trudne, bo te osoby opłacają aplikacje i muszą być aktywne zawodowo – mówi mec. Sałajewski.

Jak z kwestią patronatu radzi sobie korporacja adwokacka? W dwóch izbach, które szkolą najwięcej aplikantów, wkrótce wprowadzone zostaną tzw. grupy studyjne. Powód takiego rozwiązania? Brak możliwości wykonywania patronatu na dotychczasowych zasadach, szczególnie odczuwalny w Warszawie. – Przy dużej liczbie aplikantów nie da się wszystkim zapewnić patrona. Z drugiej strony zajęcia praktyczne w sali rozpraw być muszą po to, by młody człowiek pod okiem adwokata mógł stanąć przed sądem i nie bał się reprezentować klienta. Niezbędne jest utrzymanie relacji mistrz-uczeń, ponieważ jest to jedyna możliwość prawdziwej nauki zawodu adwokata – zawodu zaufania publicznego – twierdzi mec. Agnieszka Zemke-Górecka z NRA.

Grupy studyjne prowadzone będą przez adwokatów, którzy z racji doświadczenia nie prowadzą już aż tak aktywnej działalności zawodowej, ale za to potrafią nauczyć adwokackiego „warsztatu”. Adwokaci będą zabierać pięcioosobowe grupy aplikantów na swoje sprawy i na własnym przykładzie pokazywać, jak należy zachowywać się w sądzie, jakie pytania zadawać oskarżonym, świadkom czy biegłym. Szkolenie w grupach studyjnych zacznie funkcjonować już w październiku br.

Postulat siódmy. Koniec z marnymi zarobkami

Co oczywiste, aplikanci adwokaccy i radcowscy nie mogą liczyć na miesięczne stypendium, które otrzymują ich koledzy z tzw. aplikacji państwowych prowadzonych przez Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury. Chcąc opłacić naukę zawodu pracują w instytucjach, które nie zawsze związane są ze stosowaniem prawa. Tam mogą jednak liczyć na stałe, przyzwoite pensje. Są zatrudnieni na etacie albo na jego części. Inaczej jest w kancelariach. Tylko nieliczni pracujący w nich aplikanci zarabiają na tyle dobrze, by móc się utrzymać i opłacić szkolenie.
W wielu miastach, nie tylko w Warszawie czy Krakowie, rynek prawniczy jest już nasycony. Sporo aplikantów nie może liczyć na finansowe wsparcie rodziny, dlatego nieduże zarobki, jakie uzyskują w kancelariach, to dla nich prawdziwy problem. Jedyne, co mogą uzyskać, to rozłożenie na raty opłaty za aplikację. Można też wnosić o to, by izba umorzyła cześć należności, ale uzyskanie pozytywnej decyzji graniczy z cudem.

Aplikantka z Krakowa. – Niektórzy z nas pracują za przysłowiowe grosze, ale musimy się godzić na takie warunki, bo to świetna nauka zawodu. Najmniej korzystne rozwiązanie to związanie aplikanta adwokackiego umową patronacką. Takie osoby w praktyce często pracują… za darmo.

Postulat ósmy. Zmiana statusu aplikanta

Ślubowanie aplikantów radcowskich

Fot. Okręgowa Izba Radców Prawnych w Warszawie

Z chwilą ukończenia aplikacji przyszły radca czy adwokat otrzymuje stosowne zaświadczenie i tym samym formalnie przestaje być aplikantem. Do egzaminu zawodowego ma jeszcze z reguły miesiąc. Potem dodatkowe dwa, trzy miesiące aplikanci czekają na wyniki sprawdzianu. Czas wydłuża jeszcze obieg dokumentów.

Aplikantka z Krakowa: – Okres, kiedy nie jest się już aplikantem, ale też jeszcze nie jest się adwokatem, to ok. sześć miesięcy. Nie można wtedy występować przed sądem, a przecież podstawową rolą aplikanta jest zastępowanie adwokata w sądzie. Nieżyciowe przepisy wyraźnie wiążą nam ręce.

Mecenas Agnieszka Zemke-Górecka z Naczelnej Rady Adwokackiej zapowiada przyjęcie rozwiązania, zgodnie z którym aplikant przez pół roku od ukończenia szkolenia (albo nawet przez rok, gdyż od wyników egzaminów adwokackich zdarzają się odwołania) nie będzie wykreślany z listy aplikantów. Zachowa wówczas możliwość występowania w sądzie z upoważnienia adwokata. Ważne jest również, że w tym czasie podlegać będzie odpowiedzialności dyscyplinarnej. Podobny pomysł na uregulowanie statusu aplikanta chcą wprowadzić radcowie prawni.

Ministerstwo Sprawiedliwości także przygotowało własny projekt. W myśl niego aplikant do czasu złożenia ślubowania będzie miał możliwość występowania przed sądem.

Innym postulatem z zakresu statusu aplikantów jest konieczność uregulowania kwestii braku ubezpieczenia zdrowotnego osób związanych umową patronacką z kancelarią. Jednym ze stosowanych przez takich aplikantów rozwiązań jest dziś rejestrowanie się jako osób bezrobotnych. Problem powstaje w przypadku tych, którzy otrzymują symboliczne wynagrodzenia. Jakikolwiek dochód pozbawia ich bowiem statusu osoby bezrobotnej.

Postulat dziewiąty. Większa świadomość prawna społeczeństwa

Ostatnim zasadniczym postulatem aplikantów radcowskich i adwokackich jest zwiększenie popytu na usługi prawnicze w Polsce. Przyszli prawnicy twierdzą, że otworzywszy dostęp do zawodów prawniczych powinno się jednocześnie podnieść kulturę prawną społeczeństwa. Dodatkowo wciąż pokutują opinie, że ceny usług prawniczych są dla przeciętnego Polaka nadal nieosiągalne.

Aplikantka z Krakowa: – Ludzie myślą, że lepiej nie iść do prawnika, bo będzie za drogo, dlatego nawet nie pytają się o ceny porad. Często jednak potem okazuje się, że pomoc była konieczna. Tak było w przypadku umów z deweloperami, którzy stosowali w nich zapisy stawiające kupujących na przegranych pozycjach. A przecież wystarczyło pójść do prawnika, by pewnym sytuacjom zapobiec.

Aplikanci postulują, by upowszechnianiem świadomości prawnej w społeczeństwie zajęło się państwo, a także same korporacje, które już dziś organizują akcje porad „pro bono”. Większa świadomość prawna Polaków przyniosłaby profity zarówno prawnikom, jak i ich klientom. Prawnicy będą mieć pracę, klienci zyskają większą ochronę prawną.