Język sali sądowej: zasady komunikacji

Tagi: , ,
Język na sali sądowej

Rys. Łukasz Jagielski

Jak sprawić, by wypowiedzi sędziego były jak najbardziej zrozumiałe dla stron procesu? Jak w warunkach hierarchiczności, rytualności i nierównorzędności osiągnąć postulat skutecznej komunikacji?

Z bardzo wielu stron i od wielu różnego rodzaju specjalistów słychać narzekania na to, że sędziowie, prokuratorzy, adwokaci czy pełnomocnicy, a także sami podsądni, nie umieją komunikować się interpersonalnie i asertywnie w trakcie rozprawy. Że nie istnieje prawdziwy kontakt między uczestnikami procesu. Że taka komunikacja jest hierarchiczna i rytualna, a nie równorzędna i spontaniczna. Patrząc na ten problem z perspektywy różnorodnych teorii komunikacyjnych, przyglądając się specyfice pełnionych przez prawników i pozostałych uczestników procesu funkcji w sali rozpraw, nie należy się temu dziwić ani oczekiwać – charakterystycznej dla zupełnie innych sytuacji komunikacyjnych – otwartości, empatii czy równorzędności.

Teoretycznie w każdym akcie porozumiewania się ludzie powinni stosować się do zasad tzw. dobrej komunikacji. W teoriach językoznawczych i komunikacyjnych opiera się ona na trzech aksjomatach. Analiza sytuacji komunikacyjnej, w jakiej znajduje się sędzia podczas rozprawy, przekonuje, że zrealizowanie któregokolwiek z nich jest bardzo trudne, a w zasadzie niemożliwe.

Autentyczność, adekwatność, równorzędność

Pierwszym aksjomatem jest autentyczność udziału nadawcy i odbiorcy w rozmowie. Oczywiście, w sali sądowej jest ona w zasadzie niemalże nie do osiągnięcia. Brak chęci uczestnictwa w rozprawie ze strony podsądnych niszczy możliwość prawdziwego porozumiewania się, choć nie uniemożliwia wykonywania zadań, jakie stoją przed sędzią.

Drugi aksjomat, adekwatność, jest realizowany nieco lepiej, zaś stopień jego realizacji zależy w dużej mierze od rodzaju odpowiedniości. Pełna adekwatność języka polegająca na jego dostosowaniu do sytuacji, tematu i odbiorcy, jest w warunkach sali sądowej praktycznie nierealna. Język prawniczy jest wszak dla większości społeczeństwa językiem specjalistycznym, niezrozumiałym i tajnym. Innym rodzajem adekwatności jest odpowiedniość tematu. Zgodnie z tą zasadą, to, o czym rozmawiają ludzie, zależy od więzi (bliskości, kontaktu) między nimi. Sala sądowa, zwłaszcza gdy toczą się na niej sprawy rozwodowe i majątkowe związane z poruszaniem tematów najbardziej intymnych, bywa miejscem, gdzie ten rodzaj adekwatności także nie jest zachowany.

Podczas komunikacji w sali sądowej warto natomiast budować więź sztywną, zwaną inaczej ceremonialną, rytualną czy dyplomatyczną. Proces jest niewątpliwie rodzajem spektaklu komunikacyjnego z rozpisanymi głównymi i drugoplanowymi rolami, ze znakami werbalnymi (etykietalny sposób zwracania się do siebie pomiędzy uczestnikami rozprawy) i niewerbalnymi (stroje, kolory wyłogów przy togach, pozycja siedząca albo stojąca, organizacja przestrzeni sali itp.), z określonym porządkiem i etapami. Pilnowanie przez sędziego prawidłowej realizacji ustalonego przez przepisy scenariusza przebiegu rozprawy, czuwanie nad właściwym wypełnianiem procesowego rytuału, prowadzi do efektywności oraz skuteczności podejmowanych przez niego (oraz pozostałych uczestników rozprawy) działań. Tak prowadzony proces będzie co prawda neutralny lub wręcz „zimny” emocjonalnie (a zatem nieinterpersonalny), za to będzie poprawny i pragmatyczny.

Trzeci rodzaj adekwatności – odpowiedniość etapów komunikacji (wstępu, rozwinięcia i zakończenia) – ma dużo mniejsze znaczenie dla sędziego niż dla prokuratora czy adwokata.

Ostatnim aksjomatem jest równorzędność komunikacyjna. Sędzia ma najwyższe miejsce wśród uczestników procesu. Nic zatem dziwnego, że strony zwracają się do niego w formie formulicznej („Wysoki Sądzie”), że każda wypowiedź sędziego, która ze względu na użyte wyrazy powinna uznawana być za prośbę (np. „proszę podejść”), jest intencjonalnie poleceniem i skutkuje bezwarunkowym jego wykonaniem przez strony. Osiągnięcie równorzędności komunikacyjnej i związanego z nią braku hierarchii wśród uczestników procesu doprowadziłoby do nieskuteczności działań sędziego i stron.

W poszukiwaniu skuteczności

W niewielkim stopniu brak możliwości zrealizowania aksjomatów komunikacyjnych rekompensują realizowane przez sędziów w trakcie rozprawy następujące maksymy: ilości, jakości, relewancji i sposobu.

Maksyma ilości nakazuje przekazywanie tylko tylu informacji, ile jest niezbędne na danym etapie komunikacji, także dopasowanie długości wypowiedzi do fazy, w jakiej znajduje się rozprawa. Maksyma jakości zawiera zalecenie mówienia prawdy lub sygnalizowania w swojej wypowiedzi stopnia prawdziwości – pokazywania, na ile to, co mówi nadawca, zgadza się z rzeczywistością. Maksyma relewancji (odniesienia) oznacza konieczność „trzymania się” tematu, unikania dygresji, aluzji, rozbudowanych przykładów, żartów i dowcipów. I wreszcie ostatnia z maksym – maksyma sposobu. Nakazuje ona mówić głośno, wyraźnie, starannie oraz zrozumiale dla odbiorców, jednoznacznie ukazując stanowisko nadawcy.

Mając na uwadze niemożność zrealizowania w sali sądowej postulatów tzw. dobrej komunikacji, warto zauważyć, że sędzia powinien jednak próbować pokonywać bariery językowe pomiędzy nim a stronami. Inaczej akt komunikacji, jakim jest proces, może okazać się nieskuteczny. Kluczową będzie tu umiejętność rozpoznania kompetencji komunikacyjnych podsądnych i świadków uczestniczących w procesie.

Język polski jest jednym z kilkunastu najbardziej złożonych i najtrudniejszych języków świata (składa się z ok. 200 tys. słów potocznych, 5-7 mln terminów, 750 tys. nazw własnych i 1 mln reguł gramatycznych i semantycznych). Stopień opanowania języka polskiego dzieli Polaków na dwie grupy: osoby z kodem ograniczonym (z reguły znają maksymalnie 10 tys. słów, a najczęściej 2-3 tys., mówią z ogromną trudnością i niechęcią, nie rozumieją wypowiedzi innych) oraz osoby z kodem rozwiniętym (znajomość z reguły ok. 20 tys. słów lub więcej, umiejętność mówienia pięknego i sprawnego). W czasie rozprawy przed sędzią stają przedstawiciele obu tych grup, a zatem komunikacja z nimi wymaga posługiwania się różnymi formami językowymi.

Identyfikacja kodu językowego

Pierwszą metodą określenia zasobów języka strony czy świadka jest analiza akt osób uczestniczących w procesie. Osoby z wykształceniem podstawowym i zawodowym z reguły posługują się kodem ograniczonym, a ludzie z wykształceniem średnim i wyższym – kodem rozwiniętym. Informacje o wykształceniu mogą jednak wprowadzić w błąd. Większość osób po zakończeniu kształcenia przestaje rozwijać swój język, ma coraz rzadszy kontakt ze słowem pisanym, zapomina znane wcześniej słowa i formy. Inne rozszerzają swoją kompetencję językową, ponieważ dużo czytają, wykorzystują komunikację językową w swojej pracy. Najwyraźniej nieadekwatność relacji poziomu wykształcenia do kompetencji językowej widać u dzisiejszych sześćdziesięciolatków (mówią zdecydowanie lepiej niż wskazuje na to ich wykształcenie) oraz dwudziestoparolatków (dyplom uczelni nie potwierdza znajomości kodu rozwiniętego).

Słownik

Rys. Łukasz Jagielski

Druga metoda oceny kompetencji komunikacyjnej strony lub świadka to danie mu możliwości swobodnego wypowiedzenia się o sprawie i wsłuchanie się w to, co i jak mówi. Dobrze jest zwrócić wtedy uwagę na trzy aspekty wypowiedzi. Po pierwsze, istotna jest płynność komunikacji, związana z tzw. czasem językowej reakcji. W „swobodnej wypowiedzi” każdy kompetentny językowo Polak wypowiada w ciągu minuty około 120 słów, dzięki czemu odbiorcy wydaje się, że mówi sprawnie i pewnie. Tymczasem osoby z kodem ograniczonym potrzebują około pół sekundy na przypomnienie sobie słowa nazywającego rzecz, o której mówią. Z tego powodu często mówią bardzo wolno albo „ykają” („protezują”) poszczególne słowa, np. „Wysokiyyyyyyyy Sądzieyyyyyy, toyyyyyy byłoyyyyyyyyy takyyyyyy”. Psychologowie komunikacji zwracają tu jednak uwagę na tzw. „ryzyka Brokawa”. Osoby będące w stresie, nawet kompetentne językowo, będą się jąkały i mówiły niesprawnie, ponieważ boją się powagi sądu i odpowiedzialności związanej z zeznawaniem przed sądem.
Po drugie, warto zaobserwować, czy strona potrafi korzystać z tzw. synonimii. Osoba o ograniczonym kodzie językowym posługuje się tylko jednym terminem na opisanie danego zjawiska. Stąd, gdy sędzia prosi o opisanie zdarzenia innymi słowami, osoba taka powtarza wciąż te same sformułowania lub ewentualnie zmienia szyk zdania. Braku umiejętności opisu sytuacji na kilka czy kilkanaście sposobów nie można już wiązać ze stresem, tremą i lękiem wywołanymi faktem udziału w procesie – to widomy znak, że do takiego podsądnego trzeba zwracać się „prosto i jasno”.

Ostatnia, najbardziej wiarygodna metoda oceny tego, w jaki sposób należy mówić do konkretnej osoby, opiera się na analizie poprawności językowej. Co prawda nie ma osób, które nie popełniają błędów w języku mówionym, jednak liczba i rodzaj tych błędów świadczy o stopniu znajomości polszczyzny. Duże nagromadzenie podstawowych błędów językowych w kilku czy kilkunastu zdaniach, które powiedział lub napisał podsądny, charakterystyczne jest dla niskiej poprawności. W komunikacji z taką osobą należy stale zwracać uwagę na własne wypowiedzi, przekładać „z polskiego na nasze”, mówić prostym językiem. Jedynie wtedy jest szansa na porozumienie z podsądnym i szczęśliwe doprowadzenie procesu do końca.

Komunikacyjny złoty środek

Sędzia w trakcie rozprawy staje przed koniecznością poszukiwania równowagi w realizowanym przez siebie modelu komunikacji językowej. Równowagi pomiędzy zgodnością wypowiedzi własnych z „literą prawa” (schematycznym, skostniałym i tajnym językiem prawniczym) a ich zrozumiałością (dopasowaniem używanego kodu językowego do możliwości podsądnego).

W polszczyźnie istnieją trzy normy językowe: hiperpoprawna (wzorcowa, idealna), którą posługuje się ok. 3 proc. społeczeństwa, potoczna (użytkowa, konkretna), którą zna ok. 23-27 proc. Polaków, a także norma pragmatyczna (kontekstowa) umożliwiająca porozumienie z każdym i na każdy temat. Ta ostatnia nakazuje mówić w taki sposób, by odbiorca wiedział, o czym informuje go nadawca i by nie podejrzewał nadawcy o wymądrzanie się lub niekompetencję językową. W sytuacji, gdy używa się słów z normy hiperpoprawnej, zaś odbiorca nie posługuje się żadną z norm lub jedynie normą potoczną, można zostać ocenianym jako osoba źle mówiąca po polsku. Przykładowo, unikać należy używania następujących „hiperpoprawnych” terminów: „przekonywający” (znakomita większość Polaków mówi błędnie „przekonywujący”, dlatego niestosowne jest mówienie ani z błędem, ani hiperpoprawnie, bezpiecznie jest za to użyć terminu „przekonujący”), „nadwerężać” (na pewno nie „nadwyrężać”, bo to błąd, raczej „naciągnąć”) czy wreszcie zwrotu „nie zasypiać gruszek w popiele” (błędnie mówi się „nie zasypywać gruszek w popiele”, lepiej użyć zwrotu „nie marnować szansy, okazji”).

Świadome ograniczanie własnej wypowiedzi przez sędziego w myśl budowania komunikatu zrozumiałego dla stron procesu z pewnością spowoduje, że wypowiedź ta straci na atrakcyjności i ornamentowości. Mówiąc inaczej, sędzia straci szansę na „uwiedzenie” (określenie Bertranda Russella) odbiorców, „porwanie” sali swoją elokwencją i erudycją. Najważniejsza dla sprawnego prowadzenia procesu wydaje się jednak umiejętność skutecznego przekazywania i odbierania informacji, umiejętność zrozumiałego dla stron przedstawiania sentencji wyroków i ich uzasadnień. Takie działania komunikacyjne sędziego, nie zaś popisy krasomówcze i oratorskie przed „nierozumiejącymi prawa”, kreują bowiem rzeczywistość.