Wymiar jawności

Tagi: , ,
Jacek Dubois

Rys. Łukasz Jagielski

Dotychczas sędzia był dla stron postacią całkowicie anonimową. Jawność oświadczeń majątkowych spowoduje, że zainteresowani uzyskają wgląd w jego życie osobiste. Osłabiona zostanie powaga urzędu, osłabione może zostać bezpieczeństwo samego sędziego.

Pytanie o granice prywatności powraca przy próbach nałożenia na obywateli kolejnych obowiązków informacyjnych. Współczesna technika doprowadziła do tego, że nasze życie może być równie kontrolowane, jak bohaterów telewizyjnych reality shows. Dlatego coraz częściej opowiadam się za zachowaniem resztek prywatności, niż sprzyjam pomysłom, które – w imię zasady przejrzystości – wystawiają nas na widok publiczny.

Ocierającym się o groteskę był przed laty pomysł autorstwa Grzegorz Kołodki, który zamierzał przeprowadzić powszechny spis majątkowy. Dla przypomnienia, minister planował, by podatnicy składali deklaracje podatkowe zawierające spis i wycenę ich majątków. Cel był prosty – poznać „wartości” każdego obywatela i urzędowo kontrolować zmiany w jego majątku. Klasyczna wizja orwellowskiego modelu społeczeństwa, gdzie nadrzędny cel sprawowania kontroli legalizuje dopuszczalność wszelkich metod. Podejrzewam, że pomysłodawca nie analizował skutków ubocznych projektu. Załóżmy, że urzędnicy posiadają kompletne informacje o majątku każdego obywatela, łącznie z jego wyceną. Niech tylko ktoś mający dostęp do tych informacji nie potrafi zachować poufności. Jakież to ułatwienie dla świata przestępczego! Wystarczy telefon z pytaniem, u kogo można znaleźć obraz Tadeusza Makowskiego. Informacje z takich deklaracji to również raj dla kidnaperów czy szantażystów. Po co zastanawiać się, jakiej sumy zażądać, jeśli „wycena” ofiary wynika wprost z dokumentów?

Inny polityk wpadł swego czasu na pomysł państwa idealnie pozbawionego korupcji. Ideał chciał osiągnąć zakazując urzędnikom noszenia do pracy pieniędzy. Mogliby mieć tylko drobne na kanapkę i papierosy. Wykrycie ewentualnej nadwyżki byłoby dowodem przyjęcia łapówki…

Uczono mnie, że należy zakładać, że człowiek jest uczciwy. Działania sprawdzające mogą być podejmowane dopiero, gdy zachodzi podejrzenie, że ktoś naruszył obowiązujące zasady. Autorzy opisanych wyżej pomysłów przyjęli odwrotne założenie – potencjalnymi przestępcami są wszyscy, a kontrole mają wykazać, w stosunku do kogo założenie takie jest mylne. Na szczęście oba wspomniane projekty trafiły do kosza.

Dotychczas sędzia był całkowicie anonimowy. Im strony mniej o nim wiedzą, tym mniejsza możliwość manipulacji

Niestety, pomysły na kontrolowanie obywateli powracają nieustająco. Ostatnie dni to dyskusja nad jawnością oświadczeń majątkowych sędziów. Zainteresowani są w niezręcznej sytuacji. Protestować to jakby sygnalizować, że ma się coś do ukrycia… Pomysł mnie nie dotyczy, dlatego mogę spojrzeć na niego bezstronnie.

Dla mnie urząd sędziego symbolizuje sprawiedliwość. Sędzia to osoba, która ze względu na swoją wiedzę, mądrość i nieskazitelny charakter delegowana została przez państwo, by rozstrzygać spory obywateli. Jeśli kogoś obdarzono takim zaufaniem, to stała kontrola jego uczciwości godzi w autorytet urzędu. W praktyce takie działanie jest też bezcelowe. Jeśli nawet ktoś z doświadczeniem prawniczym sędziego miałby nielegalne dochody, znalazłby przecież skuteczny sposób, by nie uwzględnić tego w oświadczeniu majątkowym. Zresztą, państwo już dziś ma dziesiątki sposobów na to, by zweryfikować każde podejrzenie odnośnie legalności zgromadzonego majątku.

Zdecydowano jednak, że przejrzystość finansów sędziego ma być wartością nadrzędną nad prestiżem sędziowskiego zawodu. Dopóki oświadczenia były tajne, nie miało to większego znaczenia, bo majątek sędziego podlegał weryfikacji przez wąskie grono osób do tego powołanych. Ujawnienie oświadczeń, które nastąpi w przyszłym roku, sytuacje tę zmieni.

Dotychczas sędzia był całkowicie anonimowy. Im strony mniej o nim wiedzą, tym mniejsza możliwość manipulacji. Jawność oświadczeń spowoduje, że zainteresowani uzyskają wgląd w jego życie osobiste. Będą wiedzieli jak mieszka, jakim samochodem jeździ, ile ma na koncie i ze spłatą jakiego kredytu się zmaga. W ten sposób oświadczenia majątkowe mogą stać się wskazówką o kłopotach urzędnika wymiaru sprawiedliwości. Osłabiona zostanie powaga urzędu, osłabione może zostać bezpieczeństwo samego sędziego.

Oczywiście, jako kontrargument można podać, że oświadczenia majątkowe są dziś powszechnie stosowane i muszą je składać zarówno politycy, jak i inni urzędnicy państwowi. Zgoda, ale osoby te są na ogół wybierane. Wyborca chce wiedzieć, czy osoba chcąca sprawować władzę podejmowała trafne decyzje w życiu prywatnym. Sędziowie są tymczasem nominowani, a zatem wiedza o ich majątku nie wpływa na decyzje obywateli.

Czy ujawnienie oświadczeń majątkowych sędziów przyniesie pozytywne, wymierne efekty? Nie przypominam sobie sprawy, w której oświadczenia takie doprowadziły do wykrycia korupcji. Znam natomiast przykłady, gdy stały się narzędziem do niszczenia karier.

Ujawnienie oświadczeń z pewnością spowoduje, że biurko Ministra Sprawiedliwości zostanie zasypane donosami i anonimami. Czy zatem większą wartością dla państwa jest jawna wiedza o majątkach sędziów, czy też powaga i bezpieczeństwo wymiaru sprawiedliwości?