Służba w czasie kryzysu

Tagi: , , , ,
Jarosław Gowin - Minister Sprawiedliwości

fot. Krzysztof Wojciewski

Jestem przekonany, że zamrożenie sędziowskich wynagrodzeń okaże się koniecznością przejściową. Będę zabiegał u Premiera oraz Ministra Finansów, by jak najszybciej rząd mógł wywiązać się z danej dwa lata temu obietnicy – pisze Minister Sprawiedliwości Jarosław Gowin.

Wielokrotnie zapewniałem o szacunku, jakim darzę osoby czyniące sprawiedliwość. Mam dla ich ciężkiej i odpowiedzialnej pracy olbrzymie uznanie. Jednocześnie, obejmując funkcję Ministra Sprawiedliwości w rządzie doby spowolnienia gospodarczego, miałem pełną świadomość konieczności akceptacji decyzji trudnych, w tym naruszających kluczowe interesy silnych grup zawodowych. Jedną z takich decyzji było zamrożenie waloryzacji uposażeń sędziowskich. Jestem przekonany, że ta akceptacja była moralnym wyzwaniem dla wszystkich członków rządu. Z jej nieuchronnością musieliśmy się jednak pogodzić.

Zobowiązanie dla elit

Zastanówmy się przez chwilę nad pewnym scenariuszem. Naszemu domostwu zagraża kataklizm. Mając możliwość ewakuacji i krótki czas na podjęcie odpowiednich działań, decydujemy, co wziąć ze sobą, a co przenieść na wyższe piętro w nadziei, że ocaleje. I kogo z członków rodziny zostawić w zagrożonym domu, by pilnował dobytku.

Opis tej sytuacji przywołuję z przekonaniem, jako adekwatny do sytuacji zagrożenia finansów publicznych, w jakiej znalazła się Europa i Polska. Czy należało ratować dobytek? Oczywiście! Czy chronić słabych? Z pewnością! Czy kosztami działań obronnych obciążyć przede wszystkim najsilniejszych? Tak!

W dobie groźby kryzysu finansów publicznych ciężar ponoszenia koniecznych niedogodności ekonomicznych powinni wziąć na siebie w pierwszej kolejności przedstawiciele elit społecznych. Elitą są sędziowie

Konsekwentnie stoję na stanowisku, że w dobie groźby kryzysu finansów publicznych ciężar ponoszenia koniecznych niedogodności ekonomicznych powinni wziąć na siebie w pierwszej kolejności przedstawiciele elit społecznych. Elitą są sędziowie. Unikając niebezpiecznego wartościowania pracy poszczególnych zawodów zaufania publicznego, warto w tym miejscu przypomnieć, że uposażenia tej grupy zawodowej są jednak znacząco wyższe niż nauczycieli, policjantów czy funkcjonariuszy Służby Więziennej.

Sędziowie są jedyną grupą zawodową, o której zarobkach wspomina Konstytucja RP. To pochodna szczególnej pozycji ustrojowej tego zawodu. Sądy są trzecią władzą w państwie, niezależną od pozostałych, władzą czyniącą sprawiedliwość. W konsekwencji mamy więc w ustawie najwyższej rangi zapis stanowiący, że sędziom zapewnia się warunki pracy i wynagrodzenie odpowiadające godności urzędu oraz zakresowi ich obowiązków. Nie zapominajmy jednak o przyczynach, dla których nadano te szczególne uprawnienia. Zostały one przecież przyznane w interesie ogółu obywateli. Sędzia zatem, gdy wymaga tego sytuacja, winien być gotowy na pewne wyrzeczenia czy niedogodności. Taka jest m.in. natura służby publicznej.

Nazbyt często brakuje w Polsce myślenia kategoriami dobra wspólnego. Jestem natomiast przekonany, że sędziowie, jako grupa zawodowa bez reszty oddana służbie państwu i obywateli, w głębi duszy podzielają moją perspektywę. To, że polskie finanse publiczne skutecznie ewakuowaliśmy przed niszczycielskim żywiołem, zawdzięczamy właśnie wielu trudnym, salomonowym wręcz rozstrzygnięciom, jakie zastały podjęte pod koniec 2011 r. Warto, byśmy zechcieli mieć to na uwadze.

Logika trudnych decyzji

Znamy wszyscy treść deklaracji składanych przez moich poprzedników sprawujących urząd Ministra Sprawiedliwości. Pamiętamy, z jaką determinacją środowisku sędziowskiemu udało się uzyskać gwarancję corocznej waloryzacji płac, uzależnionej od wzrostu poziomu przeciętnego wynagrodzenia. Nieszczęśliwie się stało, że rząd zmuszony był danej wcześniej obietnicy nie spełnić.

Mam świadomość, jak bardzo dotkniętym może poczuć się ktoś, kto przyjmując za pewnik otrzymaną deklarację, wiążąc z nią konkretne plany, przede wszystkim plany związane ze statusem materialnym swoim i swojej rodziny, musi nagle te oczekiwania weryfikować. Jednocześnie, uczestnicząc w pracach rządu oraz podejmując jako Minister Sprawiedliwości działania brzemienne w skutki dla rzeszy obywateli, mam pełną świadomość ogromu wyzwań, przed jakimi stanęło polskie państwo w trudnym okresie groźby kryzysu finansów publicznych.

Dlatego przecieram oczy ze zdziwienia czytając analizy wybitnych przedstawicieli prawa, którzy de facto kwestionują prerogatywę administracji rządowej do korekt jej wcześniejszych zobowiązań, a więc do elastycznego reagowania na zmieniającą się sytuację w kraju i jego otoczeniu, do podejmowania zdecydowanych działań wobec zagrożeń dla funkcjonowania państwa. Czy naprawdę ma być tak, że godzimy się poddać kataklizmowi w imię utrzymania przywilejów grup zawodowych, w imię unikania odium krytyki społecznej? I czy ma to być postępowanie rozsądne?

Rząd jest rządem także po to, by podejmował niepopularne decyzje. W ostatnich latach gospodarczego prosperity, tak naprawdę na przestrzeni ostatnich dwóch dekad szybkiego wzrostu ekonomicznego, zdarzyło nam się o tym zapominać. Dlatego dziś zmuszony jestem zaakcentować to wyraźnie – pensje Polaków w ostatnich latach rosły regularnie. Dla przykładu, uposażenia sędziowskie zwiększyły się od 2005 r. średnio o 40 proc. Nie zapominajmy przy tym, że płace polskich sędziów, w relacji do tzw. średniej krajowej, są wyższe niż płace sędziów niemieckich, hiszpańskich czy francuskich. Ostatnie wypowiedzi oraz działania niektórych przedstawicieli środowiska mogą być zatem dla obywateli co najmniej niezrozumiałe.

Pod osąd Trybunału

Uważam, że sędzia, tak jak każdy obywatel demokratycznego państwa prawa, może i powinien korzystać z dostępnych instrumentów dochodzenia swoich praw. Wniosek Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego do Trybunału Konstytucyjnego odnośnie zamrożenia waloryzacji płac sędziowskich traktuję więc jako działanie fair, zgodne z dobrze rozumianymi standardami świata prawniczego. Niech Trybunał oceni legalność trybu wprowadzenia ustawy okołobudżetowej. Każdą jego decyzję przyjmiemy z pokorą.

Warto w tym kontekście spojrzeć na pozwy o wyrównanie wynagrodzeń sędziowskich, składane dziś przez sędziów do sądów pracy w całym kraju. Inicjatywy te wydają się być wprawdzie zrozumiałymi w kategoriach osobistych, ale jednak działaniami w dłuższej perspektywie obliczonymi na osiągnięcie określonego efektu. Sędzia rozpatrujący pozew sędziego przeciwko sędziemu, w tym przypadku pracodawcy reprezentowanego przez prezesa sądu – publiczność telewizyjnych serwisów informacyjnych będzie zachwycona. Co jednak z nieznośną dwuznacznością sytuacji bycia arbitrem we własnej sprawie?

Tego rodzaju sprzeczne z duchem kompromisu inicjatywy niektórych przedstawicieli środowiska służące wypromowaniu trudnego zagadnienia uposażeń mogą smucić. Zwłaszcza, że obywatele oczekują od sędziów rozwagi w działaniu, odpowiedzialności i okazywania wszelkich tych postaw, które uzasadniają szacunek, jakim cieszy się funkcja sędziego w polskim społeczeństwie.

Konieczność przejściowa?

Wielu sędziów traktuje swój zawód jak misję. Osobom, które być może zechcą uznać wyjątkowość działania rządu w sytuacji zagrożenia kryzysem, pragnę podziękować za wyrozumiałość. Pozostałych mogę tylko poprosić o cierpliwość.

Jestem przekonany, że zamrożenie wynagrodzeń sędziowskich jest koniecznością przejściową. Będę zabiegał u Premiera oraz Ministra Finansów, by jak najszybciej rząd mógł wywiązać się z danej dwa lata temu obietnicy. Oczywiście, w dużej mierze zależeć to będzie od kondycji finansów publicznych w najbliższych miesiącach. Jeśli ta się poprawi, a jest na to olbrzymia szansa, dodatkowych argumentów na rzecz odblokowania mechanizmu waloryzacji uposażeń w wymiarze sprawiedliwości dostarczą mi pierwsze efekty trwającej właśnie reorganizacji sądownictwa powszechnego.

Zmiany systemowe, które wprowadzamy, to zmiany dobre. Racjonalizujemy strukturę najmniejszych sądów, głównie po to, by wyrównać obciążenia sędziów pracą, a w konsekwencji przyspieszyć tempo prowadzonych postępowań i zlikwidować zaległości. Wprowadzamy instytucje i mechanizmy służące bardziej efektywnemu zarządzaniu sądami i sędziowską pracą. Jestem pewien, że dzięki tym reformom ciężka i odpowiedzialna praca świadczona codziennie w salach rozpraw znajdzie szybkie potwierdzenie również w statystykach obrazujących funkcjonowanie całego sądownictwa. Naszym wspólnym celem jest przecież wymiar sprawiedliwości racjonalnie ukształtowany, sprawnie zarządzany, wydający bezzwłoczne rozstrzygnięcia. Rzecz jasna również taki, którego przedstawiciele są zadowoleni z polepszających się warunków wykonywanej pracy.

Mamy w sądownictwie bardzo wiele problemów, które nawarstwiały się przez dziesięciolecia i z którymi nie umieli sobie poradzić moi poprzednicy na stanowisku Ministra Sprawiedliwości, w tym wybitni prawnicy. Nie jestem wrogiem środowiska sędziowskiego, jestem jego orędownikiem. Przede wszystkim jednak jestem pierwszym od wielu lat Ministrem Sprawiedliwości, któremu przyszło wdrażać wyjątkowo niepopularne decyzje. Za te decyzje biorę dziś pełną odpowiedzialność.