Wykreślić art. 212 k.k.!

Tagi: , , ,
Ireneusz C. Kamiński

Fot. Krzysztof Wojciewski

Posługiwanie się art. 212 k.k. prowadzi do przegranych Polski przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Co więcej, osoby zniesławione mają do dyspozycji wystarczające środki cywilne służące dochodzeniu swoich praw – pisze profesor Ireneusz C. Kamiński.

Z 21 dotychczasowych wyroków, jakie zapadły w polskich sprawach na podstawie chroniącego swobodę wypowiedzi art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, tylko czterokrotnie Polska wybroniła dokonaną ingerencję. Pięć przegranych polskiego państwa dotyczyło wyroków wydanych na mocy art. 212 obecnie obowiązującego k.k. (Dąbrowski v. Polsce, Długołęcki v. Polsce, Kurłowicz v. Polsce) bądź poprzedzającego go art. 178 k.k. z 1969 r. (Malisiewicz-Gąsior v. Polsce, Sokołowski v. Polsce). Co ważne, o ile dwa „stare” wyroki wydane na podstawie kodeksu z 1969 r. zasądzały kary zasadnicze, a więc rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata (Malisiewicz-Gąsior) lub grzywnę (Sokołowski), to w trzech nowszych sprawach sądy warunkowo umorzyły postępowania, a osoby oskarżone musiały jedynie uiścić niewielkie nawiązki i koszty, a w jednym przypadku dodatkowo dokonać przeprosin.

Nawet niewielkie konsekwencje karne ETPCz zakwestionował jako nieproporcjonalne, gdyż – jego zdaniem – zniechęcały one do udziału w debatach o ważnych publicznie sprawach i wywierały wobec skazanego tzw. „mrożący skutek”, uznany przez strasburskich sędziów za równoznaczny z cenzurą. Dodatkowo, po wyroku nazwisko skazanych wpisywano do Krajowego Rejestru Skazanych, co rodziło dla nich wiele negatywnych następstw.

Obecnie na strasburskiej wokandzie zawisło kilka kolejnych spraw dotyczących art. 212 k.k. Sprzeczność polskich wyroków z Konwencją (orzeczniczym acquis conventionnel) jest tak oczywista, że w głośnej w Polsce kilka lat temu sprawie Andrzeja Marka, dziennikarza z Polic, Trybunał zaproponował niedawno skarżącemu i polskiemu rządowi podpisanie deklaracji, która miała zakończyć spór. Komunikat był czytelny: ETPCz wyda wyrok, ale skoro jest jasne, jaka będzie konkluzja, to nie obciążajcie nas tą sprawą, tylko załatwmy to szybko, nie podejmując angażujących czas koniecznych w zwykłej procedurze kroków procesowych. Rząd polski zaakceptował tę ofertę 6 grudnia 2011 r. Warto dodać, że „skłonność” ETPCz do stwierdzenia, że Polska naruszyła art. 10 Konwencji, nie została spowodowana przez fakt aresztowania polickiego dziennikarza, gdy ten odmówił zapłacenia grzywny, lecz przez samo orzeczenie grzywny przez sąd.

Wątpliwa praktyka

W porównaniu z oryginalną redakcją, obecne brzmienie art. 212 k.k. i powiązanego z nim art. 213 k.k. uległo zmianie. Stało się tak zwłaszcza w następstwie wyroków Trybunału Konstytucyjnego (z 20 października 2006 r. w sprawie P 10/06 i z 12 maja 2008 r. w sprawie SK 43/05). Nadal jednak paragraf 1 art. 212 przewiduje karę ograniczenia wolności i grzywny, a dokonaniu kwalifikowanej postaci zniesławienia za pomocą środków masowego przekazu towarzyszy nawet zagrożenie karą więzienia do roku (paragraf 2).

Nie sądzę, by zmiany przepisów Kodeksu karnego odnoszących się do pomówienia zharmonizowały polską praktykę orzeczniczą z konwencyjnym standardem. W sprawach dotyczących wypowiedzi o kwestiach mających publiczne znaczenie każde konsekwencje karne, w tle których znajduje się uznanie winy autora wypowiedzi, będą co do zasady w sprzeczności z Konwencją. Pokazują to wyroki ETPCz związane z warunkowo umorzonymi postępowaniami.

Jeszcze większe trudności nastręczają kary pozbawienia i ograniczenia wolności. Począwszy od jednomyślnie wydanego wyroku Wielkiej Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Cumpănă i Mazăre v. Rumunii (z 17 grudnia 2004 r.) stało się jasne, że karę więzienia (ale można przyjąć, że dotyczy to kar wolnościowych jako takich – vide np. Kanellopoulou v. Grecji, wyrok z 11 listopada 2007 r.) można orzec zasadniczo tylko w przypadku tzw. mowy nienawiści i wezwania do przemocy. Do takich wypowiedzi nie ma jednak zastosowania art. 212, lecz inne przepisy Kodeksu karnego.

Kierunek: depenalizacja

W składzie Trybunału rośnie liczba sędziów, którzy uważają, że wszelkie sankcje karne jako reakcja na zniesławienie są sprzeczne z Konwencją. Do tej grupy należy także powściągliwy Nicolas Bratza, od 1 listopada 2011 r. prezes ETPCz. Można oczekiwać, że tak jak w 2004 r. doszło do zakwestionowania kary pozbawienia wolności, tak w przyszłości sprzeczna z konwencją stanie się sama droga postępowania karnego.

Na potrzebę zmian prawnych wskazuje też rezolucja 1577 (2007) przyjęta 4 października 2007 r. przez Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy. Chociaż dokument nosi tytuł „Ku dekryminalizacji zniesławienia”, nie wzywa do eliminacji wszystkich sankcji karnych. Wskazuje jedynie na konieczność ograniczeń w stosowaniu kary pozbawienia wolności. Rezolucja jest więc aktem podsumowującym obecny stan strasburskiego orzecznictwa, ale jej zapisy można odczytywać – ze względu na kierunek wskazany w tytule – jako krok ku odejściu (poza pewnymi szczególnymi sytuacjami) od stosowania prawa karnego do zniesławienia.

Rezolucja wzywa do natychmiastowego usunięcia kary pozbawienia wolności za pomówienie z regulacji karnych w państwach członkowskich Rady Europy (pkt 17.1), również i tych, gdzie przepisy dopuszczające taką karę pozostają od lat martwą literą. Samo już bowiem istnienie prawa karnego zezwalającego na pozbawienie wolności jest wykorzystywane jako dogodne usprawiedliwienie przez te kraje, które nie tylko mają analogiczne przepisy, ale i z nich korzystają (pkt 13). Zauważono ponadto, że środki karne są nadużywane w celu zastraszania mediów oraz eliminacji krytyki, rodzą autocenzurę, w efekcie ograniczają przestrzeń politycznej debaty.

Depenalizacyjna zmiana jest już dostrzegana na poziomie regulacji krajowych. Zniesławienie przestało być przestępstwem w m.in. w Wielkiej Brytanii (2009 r.) i Irlandii (2010 r.), a także w Armenii, Bośni-Hercegowinie, Cyprze, Estonii, Gruzji, Ukrainie. Poza Europą stało się tak m.in. w Meksyku, Nowej Zelandii, Sri Lance, Salwadorze czy Ghanie. Depenalizację zapowiedziano np. we Francji oraz Indiach. W innych państwach nowelizacje skutkowały wykreśleniem kary pozbawienia wolności m.in. w Bułgarii, Rumunii, Chorwacji, Serbii, Czarnogórze i Macedonii.

W kontekście zachodzących zmian olbrzymie znaczenie ma niedawne rozstrzygnięcie Komitetu Praw Człowieka Narodów Zjednoczonych (z 7 lutego 2012 r.), który w sprawie Alex Adonis v. Filipinom nie tylko uznał, że skazanie dziennikarza na karę pozbawienia wolności stanowiło naruszenie art. 19 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, ale również wezwał władze krajowe do dekryminalizacji pomówienia, gdyż ustawodawstwo karne, jako takie, jest niezgodne z Paktem.

W sprzeczności ze standardem

Zniesławienie, czasopismo

Rys. Łukasz Jagielski

Przepisy art. 212 i 213 Kodeksu karnego nie korespondują – tak w świetle strasburskiego standardu, jak i dokonującej się zmiany – z depenalizacyjnym trendem. Można oczywiście argumentować, że polski sędzia ma do swojej dyspozycji zarówno art. 213 § 2 k.k., który uchyla przestępność czynu, gdy prawdziwy zarzut dotyczy osoby pełniącej funkcję publiczną lub służy obronie społecznie uzasadnionego interesu, jak i art. 29 k.k. dotyczący usprawiedliwionego błędu, by skorespondować polską praktykę orzeczniczą ze standardem wymaganym obecnie od Polski. Ale jest oczywiste, że chcąc pozostać w zgodzie z tym standardem należy zapomnieć o orzekaniu kar wolnościowych, a niejednokrotnie – wręcz o stosowaniu jakichkolwiek sankcji karnych.

Obecnie sędzia może co najwyżej posłużyć się w praktyce grzywną (por. Lindon, Otchakovsky-Laurens i July v. Francji, wyrok Wielkiej Izby z 22 października 2007 r.; Radio France i inni v. Francji, wyrok z 30 marca 2004 r.; Rumyana Ivanova v. Bułgarii, wyrok z 14 lutego 2008 r.) oraz niektórymi środkami karnymi, zwłaszcza podaniem wyroku do publicznej wiadomości (niedawno ETPCz nie stwierdził złamania art. 10 Konwencji, gdy polskie sądy warunkowo umorzyły postępowanie i nakazały jedynie opublikowanie przeprosin – por. Gąsior v. Polsce, wyrok z 21 lutego 2012 r.). Dodatkowo, chcąc pozostać w zgodzie ze strasburskim standardem, sędzia musi nadać formule „obrony społecznie uzasadnionego interesu” (art. 213 § 2 pkt 2) szerokie rozumienie, by uzgodnić je z używaną przez ETPCz kategorią „dyskusji o sprawie mającej publiczne znaczenie”.

W celu pogodzenia polskich przepisów dotyczących pomówienia ze strasburskim standardem, należałoby dokonać ich kolejnego „ociosania” przez eliminację kar wolnościowych i wprowadzenie w art. 213 § 2 pkt 2 odniesienia do „dyskusji o sprawie mającej publiczne znaczenie”. Po takich zmianach polska regulacja odpowiadałaby obecnym strasburskim nakazom. Mogłaby się jednak okazać niewystarczająca, gdyby ETPCz dokonał zakwestionowania samej drogi postępowania karnego, czego można się spodziewać w raczej krótszym niż dłuższym horyzoncie czasowym.

Uważam, że nie ma jednak sensu dokonywać „albanizacji” Kodeksu karnego, łącząc pomówienie jedynie z karą grzywny i niektórymi środkami karnymi. Lepiej po prostu usunąć przestępstwo zniesławienia z polskiego prawa.

Wystarczy prawo cywilne

Depenalizacja zniesławienia nie może pozostawić ofiary pomówienia bez skutecznego środka prawnego. Tego wymaga ochrona dobrego imienia, do której odnosi się zarówno Konstytucja RP (art. 47), jak i art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Należytą ochronę są w stanie zapewnić finansowe i niefinansowe środki cywilne. Co ważne, zasądzane jako odszkodowanie i/lub zadośćuczynienie sumy trafiają bezpośrednio do osoby pokrzywdzonej, pełniąc funkcję rekompensacyjną. Kwoty te są przy tym znacznie wyższe niż orzekane w postępowaniu karnym grzywny bądź nawiązka.

Także ETPCz nie kwestionuje proporcjonalności sankcji cywilnych, chyba że są one rażąco ekscesywne. Dlatego w dwóch niedawnych polskich sprawach nie stwierdzono naruszenia art. 10 Konwencji, gdy sądy przyznały powodom 10 tys. zł (Kania i Kittel v. Polsce, wyrok z 21 czerwca 2011 r) i 30 tys. zł (Semik-Orzech v. Polsce, wyrok z 15 listopada 2011 r). Dążąc do zapewnienia adekwatnej satysfakcji cywilnej, ETPCz był również gotów zakwestionować krajowe ustawodawstwo, które ustanawiało górny próg możliwej do zasądzenia kwoty zadośćuczynienia (Armonas/Armonienė v. Litwie, wyrok z 22 listopada 2008 r.).

Jako argument przeciwko dekryminalizacji pomówienia przytacza się często orzecznictwo polskiego Trybunału Konstytucyjnego, który uznał – zwłaszcza w wyroku P 10/06 z 12 maja 2008 r. – że art. 212 i 213 k.k. są zgodne z Konstytucją RP. Nie podejmując polemiki z tym stanowiskiem, zgodzę się w pełni z trzema zdaniami odrębnymi dołączonymi do wyroku przez sędziów Ewę Łętowską, Marka Safjana i Mirosława Wyrzykowskiego.

Polski TK zbyt łatwo połączył ochronę czci i dobrego imienia z godnością człowieka (z art. 30 Konstytucji), a podczas analizy konfliktu wolności prasy i swobody wypowiedzi (art. 14 i 54 ust 1) z nakazem obrony czci i dobrego imienia (art. 47) przyznał jednoznacznie prymat drugiemu z praw, dokonując nawet jego swoistej fetyszyzacji. Tymczasem ETPCz, choć z uwagą pochyla się nad rozstrzygnięciami sądów konstytucyjnych, to nie podziela zawartej w nich oceny prawnej, jeśli nie koresponduje ona ze standardami Konwencji. Tak stało się już np. w sprawie dotyczącej autoryzacji, gdy ETPCz w dużej części wyroku powtórzył argumenty zawarte w zdaniu odrębnym sędziego Andrzeja Rzeplińskiego (Wizerkaniuk v. Polsce, wyrok z 5 lipca 2011 r., por. wyrok TK z 29 września 2008 r. w sprawie SK 52/05.).