Na straży niezależności

Tagi: ,
Antonii Górski, przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa

fot. Krzysztof Wojciewski

Jakie są cechy i powinności prawnika? Kim są dzisiaj sędziowie? Jaka powinna być pozycja wymiaru sprawiedliwości względem pozostałych władz w państwie? Oto opinie sędziego Antoniego Górskiego, przewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa.

– Jak być dobrym prawnikiem, Panie Sędzio?

– Zasłużenie na miano „dobrego prawnika” nie jest zadaniem łatwym.

– Co dziś oznacza to określenie?

– Tak jak w innych zawodach, przede wszystkim oznacza bycie profesjonalistą, a więc kimś, kto ma gruntowną znajomość prawa. Nie chodzi przy tym o proste przyswojenie obowiązujących regulacji, gdyż ono – ze względu chociażby na postępującą jurydyzację życia społecznego i związany z tym lawinowy przyrost przepisów – nie jest w pełni możliwe ani nawet konieczne. Chodzi raczej o systemowe rozumienie prawa, a więc zasad, jakimi kierują się poszczególne działy prawa, umiejętność dokonywania wykładni, znajomość judykatury i podstawowych publikacji doktrynalnych. Konieczne jest przy tym głębsze i bardziej szczegółowe opanowanie przynajmniej jednej dziedziny prawa – tak, aby można było poruszać się w niej swobodnie i zabierać głos w sposób kompetentny.

Ale to jeszcze nie wystarczy, gdyż dobra znajomość prawa jest zaledwie koniecznym wstępem i warunkiem do osiągnięcia miana dobrego prawnika.

– Dla współczesnego prawnika ścieżka specjalizacji wydaje się zatem nieuchronna?

– Nie do końca. Prawnik jest, a przynajmniej powinien być, humanistą, a więc kimś o szerszych horyzontach i zainteresowaniach, niż zakreślają paragrafy. Ponadto powinien mieć i reprezentować sobą przekonanie o spełnianiu określonej misji społecznej. W zawodzie adwokata czy radcy polega to przede wszystkim na postawie „nachylenia do człowieka”, zrozumienia jego usprawiedliwionych potrzeb i motywów działania oraz chęci niesienia mu pomocy. Prokuratora powinna z kolei cechować konsekwencja w działaniu zmierzającym do ustalenia sprawcy przestępstwa, a przy tym ochrony pokrzywdzonego oraz interesu publicznego.

– Możemy wyodrębnić określone cechy charakteru niezbędne prawnikowi?

– Od prawnika wymaga się wysokiej kultury zawodowej i osobistej, gdyż w odbiorze społecznym to on jest uosobieniem prawa. Przestrzeganie zasad kultury sprawia, że proces sądowy, który jest przecież starciem przeciwstawnych interesów stron, nie przeradza się w kłótnię czy pyskówkę.
Największe oczekiwania i wymagania związane są z osobą sędziego, co wyraża się w ustawowym sformułowaniu, iż powinien być on nieskazitelnego charakteru. Podstawą tej nieskazitelności jest wyznawany i praktykowany przez sędziego system wartości, prawość oraz niezłomność w przestrzeganiu wynikających z tego systemu zasad, odporność na jakiekolwiek sugestie czy oczekiwania aktualnie głoszonych zasad poprawności, a więc także zdolność „pójścia pod prąd”. Oczywistą i konieczną cechą sędziego jest też poczucie sprawiedliwości jako nadrzędnej dyrektywy w jego pracy zawodowej i w postępowaniu. Sędzia nie może być przesadnym formalistą, lecz powinien prezentować postawę humanizmu prawniczego, która polega w skrócie na tym, aby przy ferowaniu wyroku odbyć dwie drogi myślowe – najpierw drogę od człowieka do przepisu, kiedy ustala się tzw. stan faktyczny, a następnie od przepisu do człowieka, aby móc przeanalizować wszystkie konsekwencje podejmowanej decyzji. Wykładnia sędziowska powinna bowiem spełniać wymogi interpretatio pro homini (interpretacji z nachyleniem do człowieka).
Tych wszystkich cech na ogół nie zdobywa się w drodze doświadczenia, gdyż niezbędne są tu odpowiednie predyspozycje osobowościowe. Dużo zapewne wynosi się z domu, część też od dobrych nauczycieli na studiach, a zwłaszcza na aplikacji.

Prawnik jest, a przynajmniej powinien być, humanistą, a więc kimś o szerszych horyzontach i zaintaresowaniach, niż zakreślają paragrafy

– Jaka była Pańska droga do osiągnięcia obecnej pozycji osoby „stojącej na straży niezawisłości sędziowskiej i niezależności sądów”?

– Jak w przypadku każdego sędziego, była to droga służby – poczynając od aplikacji sądowej, przez asesurę, sąd powiatowy, wojewódzki, apelacyjny, na Sądzie Najwyższym w 1997 r. kończąc. Przez wiele lat byłem wizytatorem do spraw cywilnych. Na fali przemian rozpoczętych w 1989 r., na początku 1990 r., zostałem prezesem Sądu Wojewódzkiego, a po roku – Sądu Apelacyjnego w Białymstoku.

– Wspomniał Pan o asesurze. Dziś nie ma już możliwości sprawdzenia przydatności kandydata na sędziego w takim okresie próby. Czy słusznie?

– Uważam, że ta instytucja – asesor czy „sędzia na próbę” – nadal byłaby pożyteczna. Pozwalałaby ona ocenić wszechstronnie kandydata na sędziego – na podstawie jego dorobku orzeczniczego, stosunku do stron i współpracowników oraz predyspozycji osobowościowych.

„Prawnik jest, a przynajmniej powinien być, humanistą, a więc kimś o szerszych horyzontach i zaintaresowaniach, niż zakreślają paragrafy„

Warto przy tym zauważyć, wbrew nagminnie powtarzanym opiniom, że Trybunał Konstytucyjny w wyroku z dnia 24 października 2007 r. (SK 7/06) nie uznał za niekonstytucyjną samej instytucji asesora. Oceniając ją, Trybunał stwierdził jedynie, że jej ówczesne ustawowe uregulowanie nie odpowiada konstytucyjnym kryteriom wymaganym przy sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości, w rezultacie czego orzekł o niezgodności z Konstytucją art. 125 u.s.p. Jednocześnie podkreślił, że nie oznacza to zakwestionowania samej idei instytucji asesora, pod warunkiem, że jej normatywny kształt zagwarantuje rzeczywiste oddzielenie trzeciej władzy od pozostałych władz, rozluźni więź asesora z Ministerstwem Sprawiedliwości oraz zapewni Krajowej Radzie Sądownictwa wpływ na karierę zawodową sędziego in spe. Zgodnie z tymi wymogami asesor mógłby być powoływany przez I Prezesa Sądu Najwyższego na wniosek Ministra Sprawiedliwości, a Krajowa Rada Sądownictwa podejmowałaby decyzję o zaopiniowaniu i przedstawieniu tego wniosku do nominacji.

– Panie Przewodniczący, co satysfakcjonuje Pana w pracy sędziego, a co uwiera?

– Praca sędziego Sądu Najwyższego ma swoją specyfikę, której źródłem jest konstytucyjna rola tego sądu polegająca na zapewnieniu jednolitości orzecznictwa sądów powszechnych i wojskowych. Najwięcej satysfakcji przynosi koncepcyjny charakter tej pracy – rozstrzyganie problemów prawnych, często o charakterze precedensowym, a także świadomość, że jest się ostatnią instancją, swoistą klapą bezpieczeństwa, kiedy można jeszcze wzruszyć oczywiście błędne rozstrzygnięcie sądów niższych instancji.

Doskwiera mi przede wszystkim powszechna choroba naszego systemu prawnego, jaką jest zmienność prawa, którą określiłem kiedyś mianem „ruchomych piasków legislacji”. Tę dolegliwość odczuwają może jeszcze bardziej koledzy z sądów powszechnych. W ich przypadku dochodzi tu bowiem brak stabilności ustawy ustrojowej, prawa o ustroju sądów powszechnych. Wiąże się to z brakiem ugruntowania w świadomości społecznej oraz w kręgach politycznych właściwej pozycji władzy sądowniczej.

– Może działa tu zasada „jak Was widzą, tak Was piszą”? Kim dziś zatem są sędziowie, a kim być powinni?

– Sędziowie postrzegani bywają często całkowicie błędnie jako jeszcze jedna kategoria urzędników, pracowników sfery budżetowej, a nie jako nosiciele władzy, której podstawowym zadaniem jest ochrona praw i wolności obywateli. Trzeba zatem podkreślić i przestrzec, że każde osłabienie sądownictwa pociąga za sobą osłabienie możliwości działania tej jedynej instancji mogącej realnie zapewnić wykonanie wspomnianej funkcji ochronnej, która w państwie prawnym ma znaczenie fundamentalne.

– Wróćmy do sprawy poruszonej już sygnalizacyjnie w jednym z poprzednich pytań. Co czeka wymiar sprawiedliwości, w tym sędziów – specjalizacja czy konieczność wszechstronnego rozwoju?

– Prognozowanie przyszłości w tej mierze jest rzeczą ryzykowną, zwłaszcza w sytuacji kalejdoskopowego wręcz zmieniania prawa. Najświeższym przykładem jest tu zniesienie odrębnego trybu postępowania w sprawach gospodarczych, który miał stanowić panaceum na poprawę sprawności ich rozpoznawania. Osobiście uważam, że w sądownictwie nie powinno się przesadzać z forsowaniem zbyt wąskich specjalizacji, gdyż takie „szufladkowanie” utrudnia szersze systemowe spojrzenie na prawo i sprzyja powstawaniu tendencji do techniczno– mechanicznego jego stosowania, a to jest zaprzeczeniem wspomnianej wcześniej pożądanej postawy humanizmu sędziowskiego.

– Czy awans poziomy sędziów był dobrym rozwiązaniem?

– To było rozwiązanie mające poprawić samopoczucie sędziów, którzy z racji ograniczoności miejsc nie mogli przejść do sądów wyższej instancji, a jednocześnie stworzyć im możliwość awansu płacowego. Z istoty swojej było to więc rozwiązanie doraźne, które nie mogło załatwić sprawy w sposób systemowy. Przeprowadzona w 2009 r. zmiana w zakresie zasad wynagrodzeń sędziowskich doprowadziła do „zaabsorbowania” skutków płacowych wynikających z tzw. awansów poziomych. Od tego czasu awanse te w praktyce miały w zasadzie jedynie tytularne znaczenie, co zaciemniało istniejący system rzeczywistego awansu pionowego, a więc awansu do sądu wyższej instancji.

– Instytucja ta, niegdyś popierana przez sędziów, została zakwestionowana przez Trybunał Konstytucyjny. Co sprawiło, że także KRS zmieniła o niej zdanie?

– Właśnie wtedy, gdy okazało się, że „awans poziomy” może utrudniać zwyczajny „awans pionowy”, Rada uznała, że nie ma obecnie merytorycznych racji, które przemawiałyby za utrzymaniem instytucji awansu poziomego.

Na marginesie trzeba podkreślić, że sprawa wynagrodzeń sędziowskich powinna być uregulowana zgodnie z wymogiem art. 178 ust. 2 Konstytucji, bez stosowania tego typu protez i zamazywania instancyjnej struktury naszego sądownictwa. Budowanie takiego systemu wynagrodzeń rozpoczęto w 2009 r. Wprowadzono jako zasadę, że wysokość wynagrodzeń będzie ustalana na podstawie odpowiedniego współczynnika od przeciętnego wynagrodzenia ogłaszanego przez Prezesa GUS – za trzeci kwartał poprzedniego roku. Dlatego też KRS tak stanowczo sprzeciwiła się i sprzeciwia decyzji o tzw. zamrożeniu płac sędziowskich dokonanych rok temu, gdyż jest ona zaprzeczeniem idei uniezależnienia wynagrodzeń sędziowskich od bieżących decyzji politycznych.

– Jak wyobraża Pan sobie drogę do zawodów prawniczych? Do każdego taka sama czy też zróżnicowanie najwcześniej, jak to możliwe?

– W moim przekonaniu najlepszym modelem dochodzenia do zawodów prawniczych jest model aplikacji. Dlatego popieram koncepcję rocznej aplikacji ogólnej po zakończeniu studiów, która dawałaby status doradcy prawnego. Po jej ukończeniu można byłoby ubiegać się o przyjęcie na aplikacje specjalistyczne – prokuratora, adwokata, notariusza, radcy prawnego. Odrębna, krótka aplikacja, powinna być zorganizowana dla referendarzy sądowych.

– Który etap obecnego kształcenia prawników stanowi „najsłabsze ogniwo”?

– Najwięcej kłopotów jest ze sposobem przygotowywania do funkcji sędziego. Nie wiadomo bowiem jakie efekty przyniesie, pomyślana jako elitarna, krakowska Szkoła. Oczywiście, najlepiej byłoby, gdyby sędziami zostawali dobrzy prawnicy, legitymujący się odpowiednim dorobkiem i doświadczeniem w innych zawodach prawniczych. Jednakże, ze względu na niekonkurencyjność warunków finansowych oraz bardzo duże obciążenie pracą w sądzie, upowszechnienie się takiego modelu dochodzenia do urzędu sędziego jest w najbliższych latach mało prawdopodobne.

„Sędziowie to nie jeszcze jedna kategoria urzędników, tylko nosiciele władzy, której podstawowym zadaniem jest ochrona praw i wolności obywateli „

– Gdzie dziś znalazły się polskie sądy w trójpodziale władzy? I czy to dobre dla nich miejsce?

– Są dwie fundamentalne zasady warunkujące należyte sprawowanie wymiaru sprawiedliwości: niezawisłość sędziego i niezależność sądów. W naszym kraju spełnione są w sposób dostateczny ustawowe wymogi zapewnienia sędziom niezawisłości. Gorzej jest z niezależnością sądów. Ogranicza ją przede wszystkim nadzór administracyjny nad sądami wykonywany przez Ministra Sprawiedliwości. Oddziaływanie tego nadzoru zostało ostatnio wzmocnione przez znaczne rozszerzenie kompetencji dyrektora sądu kosztem prezesa. Dyrektor, powoływany przez Ministra, jest praktycznie niezależny od prezesa, stając się w ten sposób przedstawicielem resortu w sądzie.

Sędziowie to nie jeszcze jedna kategoria urzędników, tylko nosiciele władzy, której podstawowym zadaniem jest ochrona praw i wolności obywateli

– W opinii Ministerstwa chodzi tu wyłącznie o kwestie nadzoru w zakresie czynności administracyjnych sądów.

– Uważam, że to chybiony argument. W przypadku pozostałych dwóch władz nikomu nie przyjdzie do głowy, aby na kancelarię premiera miał przemożny wpływ przedstawiciel parlamentu, albo odwrotnie – na kancelarię Sejmu przedstawiciel rządu. W przypadku sądownictwa dochodzi zatem do zacierania odrębności władz, mimo kategorycznego brzmienia art. 173 Konstytucji, zgodnie z którym Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz.

Niezależnie od tych zastrzeżeń natury ustrojowej, nie jest łatwo wytyczyć granicę pomiędzy nadzorem administracyjnym a pracą orzeczniczą. Przykładem tych trudności są działania zmierzające do zapewnienia sprawności postępowania, które łatwo mogą przekroczyć wspomnianą delikatną granicę. Dlatego też poprawnym z punktu widzenia konstytucyjnej zasady trójpodziału władz byłby model sprawowania nadzoru administracyjnego przez Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego.

– Jak Pan patrzy na ogłoszony ostatnio przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt „racjonalizacji” wymiaru sprawiedliwości, polegający m.in. na reorganizacji struktury sądów rejonowych i łączeniu niektórych z nich?

– W Polsce mamy ponad 10 tys. sędziów, a więc dużo. Jednocześnie jednak w ubiegłym roku do sądów powszechnych wpłynęło ponad 13 mln spraw, co jest niewyobrażalną lawiną. Takiego stanu rzeczy nie można dłużej tolerować. Trzeba koniecznie podjąć zdecydowane kroki zmierzające z jednej strony do ograniczenia rzeczowej właściwości sądów (oczywistym błędem było np. powierzenie sądom orzekania w sprawach o wykroczenia), a z drugiej do poszerzenia uprawnień referendarzy sądowych.

– Czy Pana zdaniem da się wypracować możliwie kompromisowe rozwiązanie zmierzające do wyrównania obciążenia pracą w sądach? Krajowa Rada Sądownictwa zaskarżyła do Trybunału Konstytucyjnego uprawnienie Ministra Sprawiedliwości umożliwiające działania w tym zakresie.

– Sprawa jest w toku. Trybunał doręczył już odpisy skargi uczestnikom postępowania, którzy mają się do niej ustosunkować. Natomiast docelowym działaniem organizacyjnym powinno być stworzenie modelu, w którym każdy sędzia miałby asystenta. Bez przeprowadzenia tych zmian systemowych nie da się uzdrowić sytuacji również w największych sądach w kraju.

– Ostatnie działania Rady mają swój odbiór społeczny. Protestując przeciw zmianom w u.s.p. znaleźliście się w koalicji z innymi organizacjami sędziowskimi, np. Iustitią, którą przecież Rada w przeszłości krytykowała za akcje protestacyjne, uznawane przez KRS za zbyt radykalne. Dziś jesteście niejako na wspólnym froncie.

– KRS nie tworzy żadnych sojuszy ani „wspólnych frontów”. Wykonuje swój podstawowy obowiązek konstytucyjny, którym jest stanie na straży niezawisłości sędziów i niezależności sądów. Każdy, kto wspiera takie działania, jest naszym sojusznikiem.

Droga na szczyt
Sędzia Antoni Górski urodził się 13 czerwca 1947 r. W 1969 r. ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. W latach 1969– 1971 odbywał aplikację sądową w okręgu Sądu Wojewódzkiego w Białymstoku, po czym odebrał nominację na asesora sądowego w tym okręgu. Od 1973 r. przez siedem lat (do 1980 r.) orzekał jako sędzia w Sądzie Powiatowym w Białymstoku. Następnie w latach 1980– 1990 był sędzią Sądu Wojewódzkiego w Białymstoku. Od lutego do końca września 1990 r. pełnił funkcję prezesa tego sądu. Od października 1990 r. zaczął orzekać jako sędzia Sądu Apelacyjnego w Białymstoku. W latach 1991– 1995 pełnił funkcję prezesa tego sądu.21 lipca 1997 r. z rąk prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego sędzia Antoni Górski odebrał akt powołania na sędziego Sądu Najwyższego, gdzie podjął prace w Izbie Cywilnej. Orzeka w niej do dziś. Jeden z bardziej znanych procesów, w których rozstrzygał w SN, to sprawa kasacyjna dotycząca głośnego paradokumentalnego filmu Henryka Dederki pt. „Witajcie w życiu” o amerykańskiej korporacji Amway. Proces do dziś toczy się w niższych instancjach sądowych, gdyż SN uchylił rozstrzygnięcie Sądu Apelacyjnego w Warszawie o zniesławiającym charakterze filmu i stwierdził, że w całej sprawie powinien się wypowiedzieć biegły – reżyser. Sędzia Antoni Górski jest też współautorem komentarza do ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych oraz komentarza do k.p.c..22 lutego 2010 r. samorząd Sądu Najwyższego wybrał go do Krajowej Rady Sądownictwa. 31 marca tego samego roku objął funkcję jej przewodniczącego – po sędzim Stanisławie Dąbrowskim. W tajnym głosowaniu nad jego kandydaturą wzięło udział 24 członków Rady. Sędzia Górski otrzymał 22 głosy, dwie osoby wstrzymały się od głosu.

Sprawując funkcję przewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa Antoni Górski kontynuuje linię swych poprzedników. Pozostaje krytyczny wobec rządowych nowelizacji ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych. W wypowiedziach prasowych konsekwentnie upomina się też o szacunek dla autorytetu trzeciej władzy.

Żonaty, ojciec trzech dorosłych synów. Małżonka jest doktorem habilitowanym nauk medycznych.