Język sali sądowej: asertywność

Tagi: , ,
Asertywność na sali sądowej

Rys. Łukasz Jagielski

Rozprawa sądowa to jedna z tych sytuacji, w której asertywny styl komunikacji może przynieść korzyści każdemu z jej uczestników. Stosowanie strategii asertywnej jest jednak znacznie ograniczone przez wymogi prawne oraz zwyczajowe normy postępowania.

Od mniej więcej dwudziestu lat terminy „asertywność” i „asertywny” odmienia się w Polsce przez wszystkie przypadki. To na początku lat dziewięćdziesiątych XX w., razem z trafiającymi na księgarskie półki pierwszymi amerykańskimi podręcznikami komunikacji interpersonalnej, rozpoczęła się kariera tego pojęcia oraz… nieporozumienia z nim związane.

Asertywność nie jest wyłącznie, jak przyjęło się uważać, umiejętnością mówienia „nie”. To jeden z trzech stylów komunikacyjnych, jakim posługują się ludzie – obok stylu pasywnego i negatywnego. Czym zatem charakteryzują się te style i które z elementów strategii asertywnej dopuszczalne są w sytuacji procesu sądowego?

Niepewność czyli styl pasywny

Osoby, które komunikują się za pomocą pierwszego ze stylów komunikacyjnych – stylem pasywnym – nie potrafią bezpośrednio wyrazić swoich uczuć, myśli i życzeń. Obawiają się odkrycia siebie i wstydzą się tego, czego chcą, co czują i co myślą. To oni w sali sądowej są zagubieni i na wiele pytań sędziego odpowiadają: „Nie wiem”, „Chyba”, „Wydaje mi się, że…”.

Takie osoby, z powodu niepewności i lęków, podporządkowują swoje potrzeby potrzebom innych, często zmieniają zdanie, np. podczas spraw rozwodowych. Są małomówni, bo lubią słuchać – słuchanie nie oznacza konieczności odsłaniania siebie. Gdy już zabiorą głos, często pomniejszają znaczenie swoich wypowiedzi, np. mówiąc: „Wie, Wysoki Sąd”, „Nie wiem, czy to ważne, Wysoki Sądzie”, „To pewnie nieistotne”, „Nie ma sensu o tym mówić”, „To znaczy…”. Sformułowanie każdej prośby jest dla nich wyzwaniem, ponieważ woleliby nie absorbować sobą innych, ale jednocześnie oczekują, że to inni domyślą się, czego chcą. Z kolei sami chętnie zgadzają się na różne propozycje, nawet wtedy, gdy nie jest im to na rękę – dlatego w sądzie bardzo potrzebują wsparcia pełnomocników, którzy zachowają za nich zdrowy rozsądek w ustępstwach i poszukiwaniu kompromisu.

Osoby komunikujące się stylem pasywnym mając ogromne kłopoty z werbalnym, niewerbalnym i parawerbalnym wyrażaniem uczuć, często marszczą czoło (oznaka smutku i/lub gniewu), płaczą i mamroczą pod nosem (sposób wyrażania sprzeciwu). W skrajnych przypadkach blokują w sobie przeżywanie emocji, tłumią je całkowicie albo próbują komunikować je pośrednio (np. wypowiedź: „Jestem bardzo zmęczony”, zamiast: „Jest mi naprawdę smutno”).

Takie osoby podczas rozprawy mówią cichym, słabym i niepewnym głosem, co utrudnia zrozumienie ich wypowiedzi. W dodatku, ich komunikaty cechuje wahanie i szukanie właściwych słów, pojawiają się w nich bardzo liczne pauzy. Sprawiać to może wrażenie namyślania się nad treścią odpowiedzi bądź konstruowania komunikatu odpowiedzialnego i precyzyjnego, choć po pewnym czasie, w połączeniu z niejasnością wypowiedzi i częstym zmienianiem jej tematu, niezmiernie irytuje słuchacza i uniemożliwia efektywne przyjęcie wyjaśnień.

Osoby tego rodzaju są bardzo źle oceniane komunikacyjnie i nie poprawia tego nawet ich tendencja do ciągłego uśmiechania się, bo też i autentyczność takiego uśmiechu jest niewielka. Reasumując, pasywny styl komunikacji to całkowite zaprzeczenie asertywności.

Agresja znaczy brak szacunku

Drugim stylem komunikacji jest styl agresywny. Osoby, które się nim komunikują, dobrze wyrażają to, co myślą, czują i czego chcą, i dla wielu to właśnie wystarczy, by przyznać tej formie komunikacji miano asertywności. Niestety, pozostałe cechy stylu agresywnego dyskredytują jego użytkowników – przede wszystkim dlatego, że często wyrażają oni siebie kosztem praw i uczuć innych.

W sali sądowej osoby takie rozpoznaje się bez większej trudności. Przekonane są one o własnej elokwencji i erudycji, a jednocześnie, formułując sarkastyczne oraz – ich zdaniem – zabawne uwagi, poniżają innych. Tacy „agresorzy” w trakcie rozprawy opierają swoją komunikację na atakowaniu innych oraz kierowaniu pod ich adresem oskarżeń i żalu, co w połączeniu z wyniosłym stylem bycia i manifestowaniem siły wywołuje trudną do powstrzymania (i niezgodną ze sztuką sporu sądowego) niechęć u innych uczestników procesu. Negatywne nastawienie otoczenia potęgowane jest jeszcze przez używanie (nadużywanie) przez takie osoby tzw. wielkich kwalifikatorów, np. w stwierdzeniach: „Zawsze miała o coś do mnie pretensje”, „Nikt nigdy tak się do mnie nie zwracał”. W ich wypowiedziach pojawia się też masa negatywnych etykietek słownych („Zawsze była ograniczona”, „Jest typową marudą i leniem”) oraz wypowiedzi sugerujących wyższość i nieomylność („Tyle razy próbowałem przemówić jej do rozsądku, gdyby mnie posłuchała, nie znaleźlibyśmy się w sądzie”).

Z osobą stosującą agresywny styl komunikacji trudno nawiązać kontakt wzrokowy, ponieważ ukrywa ona wyraz oczu za przymrużonymi powiekami lub patrzy obojętnie, „bezmyślnie”. Na jej twarzy nie pracują tzw. mięśnie „myślenia” i/lub „problemu” – czoło jest gładkie, nie ma na nim pionowych zmarszczek między brwiami, zaś dolne powieki nie są napięte. Taka osoba, wypowiadając się, bardzo często stoi na dość szeroko rozstawionych nogach, dłonie trzyma na biodrach, ma ściśnięte i wysunięte do przodu szczęki. Towarzyszą temu sztywne ruchy ciała oraz nagłe, onieśmielające otoczenie gesty – np. grożenie palcem, zaciskanie pięści, czasem nawet uderzanie nimi o uda lub blat stołu.

„Agresorzy” tak bardzo chcą mieć rację, że nie słyszą, co inni mają do powiedzenia, nawet wówczas, gdy zapytają ich o zdanie. To właśnie ten styl komunikacji przez część Polaków jest utożsamiany z asertywnością – a przecież asertywność to nie tylko sztuka wyrażania uczuć, myśli i życzeń, ale także sztuka dbania o przestrzeganie praw należnych osobie komunikującej się, bez naruszania praw innych.

Asertywny, a więc zrównoważony

Asertywność jest rodzajem zachowania społecznego oraz umiejętnością komunikacyjną, a także – co nie mniej istotne – umiejętnością oceny, w jakiej sytuacji można i należy przyjąć postawę asertywną.

Osoby komunikujące się za pomocą stylu asertywnego w każdej sytuacji, także w sali sądowej, mówią wprost o swoich uczuciach („Czuję, że…”), myślach („Myślę, że…”) oraz pragnieniach („Chcę, żeby…”). Dbają zatem o poszanowanie swoich praw, a jednocześnie szanują prawa i uczucia innych. Potrafią za pomocą znaków werbalnych, niewerbalnych i parawerbalnych pokazać, że słuchają innych (np. ciało pochylone w kierunku rozmówcy, wzrok skierowany w stronę mówiącego, napięte mięśnie „myślenia” na twarzy) oraz dają im poznać, że ich wysłuchali (np. parafrazowanie właściwe wypowiedzi innych oraz zadawanie dobrych, uszczegóławiających pytań). Umiejętnie zaczynają i kończą rozmowę, znakomicie potrafią prowadzić dyskusję, są otwarte na negocjacje, poszukują dobrego kompromisu – choć oczywiście nie kosztem swoich praw i swojej godności.

Osoby, które cechuje dobrze pojęta asertywność, nie wpatrują się w innych – patrzą nie tyle w oczy partnera, co w ich kierunku (wzrok na linię brwi, a więc kontakt „oficjalny”, lub w okolice nosa – kontakt „prywatny”), choć oczywiście w sytuacji składania zeznań patrzenie bezpośrednio w oczy przesłuchującego jest sposobem potwierdzenia wiarygodności wypowiedzi osoby przesłuchiwanej.

Jedną z najważniejszych umiejętności osoby komunikującej się asertywnie jest skuteczne radzenie sobie z krytyką, bez konieczności przyjmowania postawy wrogiej bądź obronnej. Niestety, to niezwykle rzadka, by nie rzec unikatowa, cecha uczestników procesów sądowych. Znakomita większość podsądnych i ich pełnomocników broni się ze wszystkich sił, a czasami manifestuje, wbrew obowiązującej konwencji, wrogie bądź agresywne nastawienie, choćby do sędziego. Równie trudne dla większości uczestników postępowania jest formułowanie wprost swoich próśb oraz otwarte wyrażenie odmowy.

Asertywny pełnomocnik, podsądny bądź sędzia to osoba mówiąca zrelaksowanym, stanowczym, dobrze modulowanym głosem, w którym słychać pewność siebie oraz siłę, ale również empatię. Osoba taka przyjmuje harmonijną, wyprostowaną oraz pochyloną w kierunku rozmówcy postawę, zaś jej oczy komunikują otwartość i uczciwość. Asertywny styl komunikacji nie jest z pewnością normą u przedstawicieli zawodów prawniczych, o czym świadczy powszechne w opinii publicznej przekonanie, że prawnicy to często osoby nieżyczliwe, niesympatyczne, zadufane, niezdolne do mówienia komplementów.

Ta ostatnia cecha – umiejętność prawienia i przyjmowania komplementów – to również element postawy asertywnej.

Techniki przydatne w sądzie

Wydaje się, że większość uczestników procesów toczonych w polskich sądach reprezentuje agresywny lub pasywny styl komunikacji. Pełnomocnicy stron, a zwłaszcza sędziowie, mając do czynienia z tego typu postawami, powinni zatem sięgać do asertywnych strategii komunikacji, prowadzących w ich przypadku do osiągnięcia celu asertywnego. Należy mieć jednak na uwadze fakt, że stosowanie strategii asertywnych jest ograniczone przez przepisy i zwyczajowe normy dotyczące zasad zachowania się podczas rozprawy sądowej.

Z pewnością jedną z takich technik asertywnych jest tzw. „zacięta płyta”, polegająca na sformułowaniu krótkiego, precyzyjnego oraz łatwego do zrozumienia dla słuchaczy stwierdzenia dotyczącego własnych potrzeb, oczekiwań i celów. Stwierdzenie takie należy jednak połączyć z zastosowaniem odpowiedniego „języka ciała” – stojąc/siedząc z wyprostowanymi plecami, patrząc rozmówcy w stronę oczu oraz trzymając ręce wzdłuż ciała. Jeśli wypowiedź nie przyniesie zamierzonego efektu, trzeba spokojnie i stanowczo powtarzać swój komunikat aż do skutku, nie pozwalając przy tym, by rozmówca swoimi stwierdzeniami zbił mówiącego z tropu. Rzecz jasna rodzi się wątpliwość, czy takie zachowanie sędziego nie będzie odebrane jako stronnicze czy niewłaściwe.

Podobnie, trudno jest ocenić procesową przydatność innej techniki asertywnej określanej mianem „z treści na proces”. Warto wszak spróbować jej użyć, gdy proces komunikacyjny w sali rozpraw odbiega od tematu, a sędzia tego nie chce. Należy wtedy przesunąć uwagę stron z aktualnego tematu (treść) na to, co dzieje się między rozmówcami (proces). Niestety, wymaga to ujawnienia przez strony tego, co czują w związku z toczącą się interakcją (np. „Czuję dyskomfort, gdy rozmawiamy o tym”, „Naprawdę szczerze rozmawiamy. Bardzo pozytywnie Cię teraz odbieram”). Technika ta jest szczególnie przydatna, gdy rozmówca denerwuje się, złości i/lub podnosi głos – wypowiedzi drugiej strony muszą być wtedy neutralne, pozbawione emocji, niedające możliwości, by odebrać je jako słowny atak. Wydaje się jednak, że asertywność w takiej formie jest w sądzie nie do przyjęcia, ponieważ zakłada odkrywanie odczuwanych przez komunikujących się emocji.

Zastosowaniem komunikacji asertywnej w sali sądowej mogą też być techniki radzenia sobie z krytyką. Rozróżnia się tu trzy sposoby: „potwierdzanie” („Jeśli to prawda, to przyznaję się do błędu/pomyłki”), „zamglenie” (znalezienie elementu wypowiedzi, z którym zgadza się druga osoba, ale równoczesne trzymanie się własnego punktu widzenia; zgoda częściowa; zgoda „być może”) oraz „sonda” (zbadanie, co kryje się pod zawoalowaną krytyką, poprzez pytania typu: „Co takiego Cię drażni w…”?). Pomagają one poprawić jakość kontaktu pomiędzy aktorami sali sądowej, choć nie wszystkie są zgodne z dobrymi procesowymi obyczajami.

Komunikacja w sali sądowej ma charakter rytualny, co powoduje, że wiele asertywnych form porozumiewania się nie jest dopuszczalnych

Fot. Krzysztof Wojciewski

Prawa sędziego, prawa stron

Polski system prawny zbudowano w oparciu o hierarchizację rzeczywistości, skutkiem czego istnieje wiele ograniczeń w stosowaniu zasad komunikacji interpersonalnej w sali rozpraw, w tym zasad komunikacji asertywnej. Widać to doskonale zwłaszcza wtedy, gdy w kontekście przebiegu rozprawy sądowej przeanalizujemy tzw. „prawa w asertywności”. Okazuje się, że wykorzystanie przez uczestników procesu niektórych z nich byłoby jawnie sprzeczne z zasadami sztuki procesowej oraz konwencją obowiązującą w sali sądowej.

Sędzia zatem w żadnym wypadku nie powinien prosić o pomoc i wsparcie emocjonalne ani mówić o bólu, który odczuwa. Tymczasem zarówno prokurator, jak i adwokat, mogą sięgać do tych dwóch praw i skutecznie je wykorzystywać (wypowiedzi typu: „Te czyny były tak bestialskie i przerażające, że trudno o nich mówić ze spokojem”, „Mój klient wycierpiał się już tyle, że bardzo proszę Wysoki Sąd o pomoc”.). Korzystanie z nich jest rzecz jasna naturalne również w przypadku podsądnego – uczestnicy procesu mogą dzięki temu lepiej poznać i zrozumieć jego sytuację, a także potrzeby i uczucia towarzyszące mu w związku z osądzanymi wydarzeniami.

Kolejne dwa prawa – prawo do uznania za swoje osiągnięcia oraz prawo do samotności – nie znajdą zastosowania w sali sądowej, i to bez względu na rolę procesową uczestnika postępowania. Sędziowie traktują wszelkie pochwały i wyrazy wdzięczności ze strony uczestników procesu jako podejrzane i nieuczciwe (manipulatorskie). Podejście to nie jest, rzecz jasna, bezzasadne, ale powoduje również nieformułowanie przez sędziego tego rodzaju komunikatów pod adresem podsądnych, adwokatów czy prokuratorów. Jest to właściwe ze względu na powagę sądu i obiektywizację przebiegu procesu, ale jednocześnie uniemożliwia jego uczestnikom bycie asertywnymi. Podobnie jak w każdej innej sytuacji „zawodowej”, w trakcie procesu nie można również domagać się respektowania prawa do samotności – nawet, gdy w danej chwili uczestnik postępowania nie ma ochoty na kontakty z innymi ludźmi.

Problematyczne dla uczestników postępowania będzie też respektowanie prawa do popełniania błędów i mówienia „nie”. Z pewnością najłatwiej w sali sądowej nie zgadzać się na coś sędziemu, bo to on jest gospodarzem procesu. Trudniej przychodzi odmawianie prokuratorowi i adwokatowi, zaś w najmniej komfortowym położeniu znajduje się podsądny. Strona wie, że niezgadzanie się na różne, być może nawet niewygodne propozycje sądu, zwiększa ryzyko niekorzystnego zakończenia sprawy. Jeśli zaś chodzi o prawo do błędu – errare humanum est, jednak łatwość przyznawania się do niewłaściwego postępowania nie jest cechą większości osób. Stąd dość częste w sali sądowej jest nieasertywne, pokrętne tłumaczenie się z pomyłek, charakterystyczne w zasadzie dla wszystkich uczestników procesu.

Własne opinie, rady innych, sprzeciw wobec krytyki

Kolejne prawa – do wyrażania swoich opinii i sądów oraz do zmiany decyzji i wyboru innego sposobu postępowania (lub też do negocjowania zmiany) – realizowane są i uznawane w różny sposób przez sędziego, prokuratora, adwokata oraz podsądnego. Najłatwiej korzystać z nich może podsądny, o ile oczywiście jest asertywny. Z podobnymi zachowaniami problemu nie będą też mieli asertywni prokuratorzy i adwokaci. Najtrudniej korzystanie z tych praw przyjdzie sędziemu. Wyrok jest przecież efektem gruntownej i dojrzałej oceny sytuacji, a zatem wszelkie opinie sędziego muszą być zobiektywizowane, zaś ogłoszona decyzja uzasadniona i umotywowana w niepodważalny niemal sposób. Niewątpliwie, także sędzia ma w uzasadnionych przypadkach prawo do negocjowania zmiany – choćby ze względu na nowe okoliczności w sprawie bądź interes pokrzywdzonego.

W czasie zadawania pytań stronom sędzia (a czasami także prokurator i adwokat) z powodzeniem korzysta natomiast z innego prawa asertywności – do przerywania innym, w celu doprecyzowania wypowiedzi. Dzięki temu wyjaśnienia składane przez strony stają się pełniejsze i służą wydaniu sprawiedliwego wyroku.

Z punktu widzenia komunikacji, proces to ciągłe przekonywanie sędziego do swoich racji przez innych uczestników postępowania. Stąd, pomimo że prokurator, pełnomocnik bądź strona nie udzielają sędziemu rad bezpośrednio, to ich wypowiedzi często sugerują (jawnie lub w sposób ukryty) pożądaną przez nich treść wyroku. Sędzia korzysta wtedy z innego prawa asertywności – do ignorowania rad innych. Jest to jak najbardziej naturalne i uzasadnione w sytuacji, gdy działania uczestników rozprawy nie służą czynieniu sprawiedliwości.

Ze względu na swoją pozycję w sali rozpraw, sędzia korzysta też z prawa do protestu przeciwko krytyce lub jakiemukolwiek działaniu wymierzonemu przeciwko niemu. Ten aspekt funkcjonowania sędziego podczas rozprawy regulują odrębne zasady, których muszą przestrzegać wszyscy uczestnicy procesu.

Trudno natomiast sędziemu oraz którejkolwiek ze stron korzystać z prawa do nieusprawiedliwiania się przed innymi. Dzieje się tak, gdyż zarówno uzasadnienie wyroku, jak i argumenty prokuratora czy adwokata, aby były przekonujące, muszą zawierać wyjaśnienie motywów ich przedstawienia.

Ostatnie cztery prawa asertywności – do bycia ostatecznym sędzią swoich uczuć i akceptowania ich jako właściwe, do niebrania odpowiedzialności za problemy innych, do niedomyślania się potrzeb i życzeń innych oraz do decydowania o swojej reakcji na daną sytuację – dotyczą przede wszystkim działań i komunikacji poza salą sądową. Związane są one bowiem z postawami otwartości i równorzędności, możliwymi do zastosowania jedynie w komunikacji interpersonalnej, nie zaś w zrytualizowanej komunikacji charakterystycznej dla postępowania w sądzie.

W konwencji rytuału

Komunikacja w sali sądowej to przede wszystkim komunikacja rytualna, w której albo nie ma miejsca na wiele form komunikacji asertywnej (zwłaszcza w przypadku sędziego), albo formy te uznawane są za nadmiernie agresywne i/lub stanowiące popisy oratorskie (szczególnie w przypadku prokuratorów, adwokatów i podsądnych). We współczesnym polskim sądzie w pełni asertywna komunikacja nie jest zatem możliwa, choć warto znać i stosować jej dopuszczalne techniki w ramach obowiązujących w sali sądowej zasad.