Wołanie o sprawność

Tagi: , ,
Cezary Kazimierczak

Fot. Krzysztof Wojciewski

Szybkie prowadzenie spraw przez polskie sądy jest możliwe. Potrzeba zdecydowanego przywództwa i politycznej woli dokonania zmian. I nie chodzi tu o skrócenie procesów z trzech do dwóch lat, tylko do dwóch-trzech miesięcy, a w drobnych sprawach – do dwóch-czterech tygodni – przekonuje Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Powolne rozstrzyganie sporów sądowych to jedna z podstawowych przeszkód stojąca na drodze do rozwoju kraju oraz polepszenia jakości życia Polaków. Przeciągające się procesy podważają zaufanie obywateli do państwa i nie mają nic wspólnego ze sprawiedliwością, więcej, są jej zaprzeczeniem. Niemożność rozstrzygnięcia w rozsądnym terminie sporów, często w dość drobnych sprawach, ma przede wszystkim wymierny, negatywny wpływ na sferę gospodarczą – zabija przedsiębiorczość Polaków i hamuje rozwój ekonomiczny kraju.

Jest też inny skutek niskiej wydolności sądownictwa. Dość mizerne efekty trwających od 1989 r. reform, które miały zwiększyć sprawność postępowań, popychają ustawodawcę do tworzenia skrajnie szczegółowych przepisów, w zamierzeniu regulujących wszelkie sporne sytuacje. Pomijając już fakt, że dzisiejszy świat jest tak skomplikowany, że nie sposób go zrozumieć, nie wspominając o opisaniu, prowadzi to do zdecydowanie nadmiernych regulacji. „Przeregulowane” prawo staje się kulą u nogi obywateli oraz przedsiębiorców.

Wielokrotnie, pracując w gronie pracodawców i przedsiębiorców nad różnymi rozwiązaniami z zakresu prawa gospodarczego, dochodziliśmy do martwego punktu, który nazywał się „rozstrzygnięcie sporu”. I po krótkiej konstatacji, że uzyskanie szybkiego wyroku jest w polskich sądach niemożliwe, przystępowaliśmy do „opisywania morza”, co jak wiadomo, jest zajęciem nie do wykonania. Niemniej, w polskim parlamencie działania polegające na radosnym regulowaniu każdej dziedziny aktywności obywateli prowadzone są non stop i stąd w Polsce tak dużo złego, niepotrzebnego, często sprzecznego ze sobą prawa.

Okiem przedsiębiorcy

Nie jestem prawnikiem, nie znam problemów środowiska prawników. Na wymiar sprawiedliwości patrzę z punktu widzenia przedsiębiorcy, który miewa od czasu do czasu spory sądowe i w ten sposób wyrabia sobie opinie o kondycji sądów. Na wymiar sprawiedliwości patrzę też jak obywatel przekonany, że rozstrzyganie sporów i wymierzanie sprawiedliwości jest podstawową funkcją państwa, że w każdej sytuacji powinno być jego priorytetem.

Mam poważne wątpliwości, czy ta funkcja jest dobrze spełniana. Przyczyny leżą w samej filozofii polskiego wymiaru sprawiedliwości, jak również w sposobie jego organizacji.

„Fundamentem ciągnących się latami sporów jest filozofia dążenia do ustalenia prawdy obiektywnej, a nie rozstrzygnięcia sporu„

Z moich obserwacji wynika, że fundamentem, na którym opierają się ciągnące się latami spory, jest filozofia dążenia do ustalenia prawdy obiektywnej, a nie rozstrzygnięcia sporu. Bez względu na koszty. Prawda, owszem, jest ważna, ale z punktu widzenia obrotu gospodarczego znacznie istotniejsze wydaje się szybkie zakończenie sporu. Zresztą, zmiana tej filozofii, polegająca na odwróceniu priorytetów, dla prawdy obiektywnej będzie miała niewielki skutek. 80 proc. głównego obszaru sporu widać bowiem od razu i jego rozpatrzenie podczas rozprawy sądowej zajmuje tylko 20 proc. czasu, jaki potrzeba na poprowadzenie całego przewodu. Wniknięcie w pozostałe 20 proc. obszaru sporu niestety pochłania 80 proc. zasobów czasowych sądu – dokładnie tyle sił i środków polski wymiar sprawiedliwości trwoni na nieistotne w sumie detale. Typowy „paradoks Paretto” ma zastosowanie także i w tym przypadku.

Chciałbym podkreślić, że moje uwagi dotyczą sądownictwa gospodarczego, choć być może mają one zastosowanie również – w całości lub części – w innych rodzajach spraw.

Winne przepisy

W moim przekonaniu proces gospodarczy to spór dwóch stron, który powinien rozstrzygnąć sędzia-arbiter. Sędzia nie musi dążyć do ustalenia prawdy obiektywnej za wszelką cenę i brnąć w nieskończoność w nieistotne detale. Sędzia powinien po prostu wydać wyrok na podstawie dowodów przedstawionych mu przez strony, w oparciu o literę prawa i swój zdrowy rozsądek.

Szybkie prowadzenie spraw, sprawność postępowań

Rys. Łukasz Jagielski

Prowadząc własną działalność gospodarczą, dwukrotnie spotkałem się z przypadkiem podania sądowi mojego nieprawdziwego adresu. Powód wszystkie wcześniejsze pisma do mnie wysyłał na właściwy adres – wszystkie z wyjątkiem pozwu sądowego. Cel takiego zabiegu był oczywisty – spowodowanie uchybienia przeze mnie terminowi procesowemu, a tym samym uniemożliwienie złożenia korzystnych dla mnie dowodów.

Prowadziłem działalność gospodarczą również w USA i zaręczam, że tego typu wybryk powoda skończyłby się tam na pierwszej sprawie karą 15 tys. dolarów wymierzoną za obrazę sądu. W moim przypadku przywracanie terminu trwało… osiem miesięcy i miałem wrażenie, że sędzia prowadzący sprawę zamierza się z tej konkretnej czynności prawnej doktoryzować. Osiem miesięcy rozważań nad zasadnością mojego wniosku, mimo ewidentnych dowodów na brak mojej winy w uchybieniu terminu. Ewidentne kpiny z prawa, z Sądu! Nie wiem, dlaczego prosta czynność zajęła tak dużo czasu, nie umiem odpowiedzieć też na pytanie, dlaczego sędzia pozwolił na takie wybryki powoda. To środowisko sędziowskie powinno odpowiedzieć sobie na pytanie o przyczynę akceptacji działań obniżających autorytet Temidy.

Powróćmy do głównego zagadnienia. Dlaczego wymiar sprawiedliwości bywa w Polsce niewydolny? W odróżnieniu od wielu opinii na ten temat nie sądzę, że winni są ludzie. Mieszkałem i pracowałem w kilku krajach i uważam, że jednostki w gruncie rzeczy są bardzo do siebie podobnie, a ich zachowania w największej mierze kształtowane są przez prawa i obyczaje, które w danym kraju panują. Czas więc szkodliwe dla państwa i jego obywateli regulacje wreszcie zmienić.

Uważam też, że zmiana przepisów dotyczących procedury sądowej jest w stanie zdziałać cuda i przywrócić życie martwemu zapisowi konstytucyjnemu głoszącemu, że obywatel ma prawo do procesu prowadzonego „bez nieuzasadnionej zwłoki”. W przypadku rozpatrywania spraw przedsiębiorców należałoby skorzystać z doświadczeń sądownictwa arbitrażowego, w którym rolą sędziów jest wysłuchanie stron, ocena przedstawionych dowodów i szybkie rozstrzygnięcie sporu. Z punktu widzenia obrotu gospodarczego i jego bezpieczeństwa, to właśnie szybki wyrok jest najistotniejszy.

Sędzia w roli głównej

Choć nie jestem prawnikiem, to z wieloletnich obserwacji oraz doświadczenia zawodowego wiem, że kilka zmian proceduralnych i organizacyjnych radykalnie przyspieszyłoby rozstrzyganie sporów w polskich sądach.

Dlaczego zatem nie podzielić wszystkich spraw gospodarczych na „małe” i „duże”, określanych wielkością przedmiotu sporu (np. „małe” do 25 tys. zł) i rozstrzygać te „małe” według prostej procedury, przez sąd w składzie jednego zawodowego sędziego, na jednej rozprawie, na podstawie dowodów dostarczonych przez strony? Sądzę, że wraz z innymi koniecznymi zmianami w procedurze cywilnej mogłoby to skrócić czas oczekiwania na rozstrzygnięcie do 2-4 tygodni od momentu złożenia pozwu.

Dlaczego nie przerzucić na strony postępowania obowiązków dowodowych, powoływana biegłych, wzywania świadków, przedstawiana ekspertyz, itp.?

Dlaczego nie zmienić roli sędziego – z całym szacunkiem – z „organizatora-sektretarki”, który sprawdza, czy ktoś odebrał wezwanie (co w ogóle deprecjonuje pozycję sędziego), na prawdziwego arbitra, którego zadaniem jest wysłuchanie stron, ocena przedstawionych przez niego dowodów i rozstrzygnięcie sporu?

Dlaczego nie zmienić archaicznego systemu doręczeń sądowych – powierzyć przekazywanie wezwań sądowych lokalnym policjom (strażom miejskim), gońcom sądowym oraz elektronicznym kanałom komunikacji, a także wprowadzić dotkliwe kary finansowe (obraza sądu) za uchybienia stron względem ich obowiązków w tym zakresie?

Dlaczego znacznie nie zwiększyć władzy sędziego podczas procesu, przede wszystkim poprzez ograniczenie możliwości proceduralnych dla stron procesu, w tym możliwości zaskarżania decyzji sędziego w czasie procesu?

Dlaczego nie uwolnić sędziego z pęt przepisów i procedur w zakresie prowadzenia sprawy? Państwo powinno obdarzyć konstytucyjną trzecią władzę znacznie większym zaufaniem i dać sędziom dużo więcej swobody w salach rozpraw. Jestem przekonany, że przepisy proceduralne powinny odnosić się do generalnych zasad prowadzenia spraw, a nie szczegółowo regulować każdą czynność sędziego, co z czasem przekształca sąd w „żywy automat”.

Dlaczego nie dążyć do istotnego podwyższenia statusu społecznego sędziego, przede wszystkim przez ograniczenie ogromnej liczby sędziów w Polsce oraz jednoczesne zwiększanie wynagrodzeń dla przedstawicieli tego zawodu?

Dlaczego nie wprowadzić, znanej w prawie amerykańskim, zasady „trail” (bądź kontynentalnej modyfikacji tej zasady), polegającej na tym, że proces prowadzony jest konsekwentnie dzień po dniu, aż do rozstrzygnięcia sporu?

Dlaczego wreszcie nie wprowadzić bodźców finansowych (np. bardziej surowe wyroki) dla strony, która nie chce zgodzić się na zawarcie porozumienia przed sędzią bez rozprawy, a potem przegrywa cały spór?

Tygodnie, nie lata

Młotek sędziowski, atrybut sędziego

Fot. Krzysztof Wojciewski

Wymienione wyżej propozycje zmian w procedurze prawdopodobnie nie są jedynymi, które mogłyby usprawnić prowadzenie procesów cywilnych. Ale z punktu widzenia strony – przedsiębiorcy, który prowadzi spór sądowy i chce go szybko rozstrzygnąć – wydają się one niezbędne, aby obecny stan zmienić.

Zapewne jest też szereg uregulowań wewnętrznych dotyczących zasad funkcjonowania i organizacji wymiaru sprawiedliwości (np. sprawa obiektywnych i wymiernych ocen pracy sędziów), które trzeba byłoby skoncentrować na realizacji głównego celu, jakim są sprawne i szybkie sądy. Nie umiem jednak ocenić, jakie bodźce skutecznie wspomagałyby realizację celu nadrzędnego i co należałoby konkretnie w tym zakresie zrobić. To już zadanie dla praktyków wymiaru sprawiedliwości.

Czy sprawne i szybkie polskie sądy są w ogóle możliwe? Są! Potrzeba tylko zdecydowanego przywództwa i politycznej woli dokonania zmian. Nie chodzi o skrócenie czasu procesu z trzech lat do dwóch, tylko o działanie metodą ambitnych celów – o skrócenie czasu procesu z trzech lat do dwóch-trzech miesięcy, a w małych sprawach – do dwóch-czterech tygodni.

Wiem, wiem – nie jestem prawnikiem, a prawo to wielce skomplikowana materia, w zmienianiu której nie można działać pochopnie, bez poważnych analiz, zaawansowanych konsultacji oraz ciężkiej pracy naprawdę tęgich głów. Znam zastrzeżenia dyżurnych sceptyków. Spróbujmy jednak spojrzeć na tę kwestię z innej strony. Bo skoro możliwe było wyprowadzenie wojsk sowieckich z Polski, to również uzdrowienie wymiaru sprawiedliwości będzie możliwe.