Postać niezłomna

Tagi:
Prof. Wiesław Chrzanowski

fot. Radek Pasterski/Fotorzepa/Forum

Ciepły, otwarty, życzliwy, skromny – to przymiotniki, które najczęściej pojawiają się we wspomnieniach osób, które miały okazję poznać Profesora osobiście. 29 kwietnia br., w wieku 88 lat, zmarł Wiesław Chrzanowski – polityk, były Minister Sprawiedliwości, Marszałek Sejmu I kadencji, powstaniec warszawski, patriota. Człowiek uczciwy wobec siebie i swoich przekonań.

Pogrzeb Profesora odbył się 7 maja na warszawskich Powązkach. W uroczystości wzięli udział m.in. Prezydent RP Bronisław Komorowski, marszałkowie Sejmu i Senatu, były prezydent Lech Wałęsa, Władysław Bartoszewski, były premier Jan Krzysztof Bielecki, ministrowie i posłowie. Mimo różnic w poglądach politycznych i odmiennych wizji co do przyszłości Polski, przyszli pożegnać Profesora. Nie jako polityka, lecz jako człowieka, który swoje życie poświęcił służbie Polsce – najpierw jako członek Armii Krajowej walczący w Powstaniu Warszawskim, później jako więzień polityczny PRL, w końcu polityk nurtu konserwatywno-chrześcijańskiego oraz wychowawca środowisk patriotycznych.

Seminaria na Powiślu

Do niego w czasach stalinowskich po poradę przychodzili opozycjoniści, później ważni politycy. Ale nie tylko. Z prośbą o komentarz czy analizę przychodzili dziennikarze, a z prośbą o rozmowę – przyjaciele, wśród nich wielu adwokatów i sędziów.

Zawsze wiedzieli, gdzie go znaleźć. Mieszkanie Profesora przez cztery dekady było mekką środowisk patriotycznych. Wśród pierwszych Jego słuchaczy byli liderzy Ruchu Młodej Polski. Słuchali opowieści o II RP, o okupacji i konspiracji, wreszcie – o odbudowie kraju po wojnie.

Profesor każdego rozmówcę traktował z szacunkiem. Bez względu na to, czy była to ważna osoba publiczna, czy początkujący prawnik. Rozmowy z gośćmi toczyły się godzinami, zaś tematom nie było końca. Od komentarzy na temat wydarzeń politycznych płynnie przechodził do rozważań na temat zagadnień filozoficznych, religii, historii. Zawsze zorientowany w bieżących wydarzeniach, zawsze żywo zainteresowany tym, co działo się w Polsce i na świecie.

Skromne lokum Profesora mieściło się w bloku na warszawskim Solcu. Zaledwie 45 metrów kwadratowych. Meble w stylu XX-lecia międzywojennego. Na ścianach obrazy upamiętniające ważne chwile z historii Polski: Powstanie Kościuszkowskie, Powstanie Styczniowe. Wygląd tego miejsca wiele mówił o charakterze gospodarza oraz historii jego życia. – To było bardzo skromne mieszkanie, ascetyczne, można nawet powiedzieć, że materialnie ubogie. Mieszkanie osoby, która w życiu publicznym uczestniczyła nie po to, by osiągać materialne korzyści – mówi jeden z uczniów Profesora.

Piękna karta w historii
Jarosław Gowin - Minister Sprawiedliwości

fot. Krzysztof Wojciewski

Profesora Wiesława Chrzanowskiego wspomina minister Jarosław Gowin:

Kiedy wszedłem po raz pierwszy do swojego gabinetu w Ministerstwie Sprawiedliwości, jedna z moich refleksji dotyczyła właśnie profesora Chrzanowskiego. Kilka metrów pod tym gabinetem, w podziemiach gmachu ministerstwa, mieści się cela, w której w latach 50-tych za działalność antykomunistyczną przesłuchiwany był Wiesław Chrzanowski. Zastanawiałem się, co profesor mógł czuć, gdy kilkadziesiąt lat później wkraczał do tego gmachu jako Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny wolnej od komunizmu Polski. Tego oczywiście nie wiem, wiem natomiast, że w jego postępowaniu od osobistych emocji i urazów istotniejsza była wierność zasadom, z których najważniejsza to obrona godności człowieka.

Wiesław Chrzanowski był człowiekiem niezłomnym. Ludzie niezłomni to tacy, którzy nie wyrzekają się swoich elementarnych wartości i przekonań, nawet wtedy, gdy neguje je większość. Dlatego profesor Chrzanowski zapisał piękną kartę w historii Polski – jako żołnierz podziemia walczący w Powstaniu Warszawskim czy działacz opozycyjny w czasach komunizmu, ale także po 1989 r., jako jeden z ważnych współtwórców „nowej Polski”. Jego postawa była wyjątkowa. Łatwiej znaleźć nam w Polsce tych, którzy potrafią tylko walczyć. Trudniej takich, którzy zdolni są także do współdziałania i tworzenia.

W czasie wojny młody Wiesław Chrzanowski związał się z ruchem narodowym i do końca życia został wierny temu wyborowi. Wierzył, że każdy Polak jest zdolny do troski nie tylko o własne dobro, ale także o dobro swojej narodowej wspólnoty. I tak jak poszczególni ludzie zdolni są przekraczać swoje egoizmy, tak i narody powinny być zdolne do szacunku dla innych. Tej postawy nauczyło go głęboko przeżywane chrześcijaństwo.

W historii życia tego wyjątkowego człowieka widzimy piękno łączenia tego, co indywidualne i wyjątkowe, z tym, co uniwersalne. To dla nas prawdziwa i dobra szkoła, jak troszczyć się o nasze współczesne narodowe dobro. I dzisiaj, gdy Wiesława Chrzanowskiego nie ma już wśród nas, widzimy, jak żywe może być świadectwo dobrego życia.

Patriotyzm genetyczny

Profesor Wiesław Chrzanowski, rocznik 1923, pochodził z rodziny o bogatych tradycjach patriotycznych. Ojciec – minister obrony i handlu w rządzie Wincentego Witosa, inżynier i profesor Politechniki Warszawskiej, wcześniej Politechniki Lwowskiej, brał udział w Powstaniu Wielkopolskim. Dziadek walczył w Powstaniu Styczniowym. Prapradziadek był pułkownikiem u Tadeusza Kościuszki.

Młody Chrzanowski jako nastolatek marzył o karierze aktorskiej. Wybuch wojny zmienił jego plany: wstąpił do konspiracyjnej Młodzieży Wielkiej Polski, rozpoczął studia prawnicze. Walczył w szeregach Narodowej Organizacji Wojskowej, która weszła w skład Armii Krajowej. Jako żołnierz AK brał udział w Powstaniu Warszawskim, mimo że zawsze był przeciwny decyzji o jego rozpoczęciu. Walczył, bo, jak mówił, „taki był rozkaz”.

W późniejszych wywiadach wspominał o codziennych modlitwach za przyjaciół poległych w czasie wojny oraz w latach stalinowskich. Brat Zdzisław, który wciągnął go do podziemia, został rozstrzelany w czasie okupacji. Jego śmierć Profesor traktował jako rodzaj długu, który spłacał swoim zaangażowaniem w życie publiczne.

Prawnik w latach PRL-u

Studia prawnicze miały przygotować Chrzanowskiego do pełnienia funkcji w życiu publicznym. Pierwsze trzy lata studiował na tajnych kompletach, dyplom magistra na Uniwersytecie Jagiellońskim uzyskał w wieku 22 lat. Wyrok więzienia za próbę reaktywacji ruchu katolicko-narodowego, który zmierzał – zgodnie z sentencją wyroku – do „obalenia ustroju Polski Ludowej” – przerwał karierę asystenta na odradzającym się Uniwersytecie Warszawskim. Osiem lat spędzonych w więzieniach PRL-u wyniszczyło zdrowie Chrzanowskiego. Sąd Najwyższy rehabilitował go w 1956 r.

W 1960 r. Wiesław Chrzanowski ukończył aplikację adwokacką, jednak przez 21 kolejnych lat jego wnioski pisane do Ministerstwa Sprawiedliwości o dopuszczenie do wykonywania zawodu pozostawały bez odpowiedzi. W tym czasie utrzymywał się z porad prawnych świadczonych na rzecz Centralnego Związku Spółdzielni Budownictwa Mieszkaniowego. Rozwijał się także naukowo, wśród jego zainteresowań badawczych było prawo spółdzielcze, rodzinne i korporacyjne. W 1975 r. otrzymał tytuł doktora, w 1979 r. – doktora habilitowanego. Od początku lat 80. prowadził wykłady na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Dopiero w 1981 r. oficjalnie dostał zgodę na wykonywanie zawodu adwokata. Wówczas był już doradcą Komisji Krajowej „Solidarności”, współtworzył statut związku.

Z wiedzy prawniczej Profesor Chrzanowski zrobił polityczny użytek wiele lat później, jako Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego. Funkcję tę sprawował od stycznia do grudnia 1991 r. Urzędował wówczas w budynku w Alejach Ujazdowskich w Warszawie, w którego piwnicach niegdyś mieścił się areszt śledczy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Cztery dekady wcześniej Chrzanowski był w nim przesłuchiwany jako były AK-owiec.

Ojciec polskiej chadecji

W latach 1991-1993 Profesor Chrzanowski pełnił funkcję Marszałka Sejmu RP. Był założycielem i prezesem Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Program partii, nawiązującej do przedwojennych tradycji narodowych oraz wartości chrześcijańskich, był odbiciem jego ideałów. Religia odegrała w życiu Profesora ważną rolę. Zawsze był związany z kościołem, w latach sześćdziesiątych został jednym z czołowych doradców Kardynała Stefana Wyszyńskiego, był zaangażowany w zespół informacyjny przy Prymasie Tysiąclecia.

Początkowe sukcesy w polityce skończyły się wraz z opublikowaniem tzw. „listy Macierewicza”, na której znalazły się nazwiska wielu czołowych działaczy niepodległościowych okresu PRL-u, m.in. samego Profesora. Na oczyszczenie z zarzutu współpracy z SB czekał prawie 10 lat. Ten czas wspominał jako ciężki okres życia – odsunęło się wówczas od niego wielu znajomych. Jednak nigdy nie miał im tego za złe. Nie żywił też urazy do samego Macierewicza, który we wcześniejszych latach był jednym z jego politycznych podopiecznych.

Z czasem coraz więcej politycznych uczniów Profesora zaczęło zmieniać poglądy. Chrzanowski zrezygnował z kierowania partią w 1994 r. Jednak do końca swoich dni pozostał aktywnym komentatorem życia politycznego. Do końca również wierzył w to, że na polskiej scenie politycznej jest miejsce dla szerokiego ruchu o obliczu chrześcijańskim i patriotyczno-narodowym, nawiązującego do tradycji chadeckich.

Naturalnie, bez celebracji

Ostatnie miesiące życia spędził Profesor w swoim mieszkaniu na warszawskim Solcu. Z powodu pogarszającego się stanu zdrowia coraz więcej czasu spędzał w łóżku. Słabości organizmu związanej ze starością nie celebrował, ale też jej nie lekceważył. Traktował ją jak kolejny, nowy etap życia. – Profesor Chrzanowski nie zatrzymywał się, by celebrować przeszłość, zawsze patrzył do przodu, był w drodze ku nowemu – mówi jeden z jego uczniów.

Ze śmiercią był oswojony. Mówił: „Jestem człowiekiem samotnym, więc skończyć to życie też muszę samotnie. Nie mam na tym punkcie obsesji. Wyobrażam sobie, że po śmierci w dalszym ciągu coś się dzieje. Chrześcijaństwo to religia historyczna, która się dzieje. Mogą być przecież inne rzeczywistości, o których nie wiemy. Ale prawo do obecności, prawo do twórczości, z pewnością trwają”.

Historia, teraźniejszość, przyszłość
Fragmenty wywiadu z prof. Wiesławem Chrzanowskim przeprowadzonej w grudniu 2010 r. („Profesor – postać niezłomna” – Na wokandzie nr 1/2011):

  • o Unii Europejskiej: – Niektórzy ludzie mówią o zagrożeniu utratą tożsamości. O tożsamości decyduje jednak nie tylko to, co różne, ale także to, co wspólne. Tak pięknie pisał o tym Norwid. Trzeba podkreślać to, co piękne i wspólne w naszej cywilizacji.
  • o lojalności w polityce: – Lojalność to główne kryterium oceny polityka. Lojalność wobec wyborców, wobec programu. Polityk musi być też lojalny wobec wyższych wartości. W ogóle etyczna ocena polityka to ocena jego lojalności na różnych szczeblach kariery.
  • o prawie i polityce: – Udział prawników w polityce z jednej strony jest pożądany, z drugiej zaś wiąże się z pewnym niebezpieczeństwem. Niebezpieczne może być ich złudne przekonanie o własnej wiedzy. Prawnicy zazwyczaj są specjalistami w pewnej wąskiej dziedzinie, tymczasem zakres legislacji jest obecnie bardzo szeroki. Bycie prawnikiem wcale nie musi być atutem parlamentarzysty.
  • o moralności w polityce: – Jest etyka zasad i etyka celów. Są takie teorie, przy czym nie jestem ich zwolennikiem, zgodnie z którymi polityk za etyczne powinien uznawać to, co prowadzi do zasadniczego etycznego celu. Jest jeszcze kwestia interpretacji nakazów etycznych.Trzeba natomiast pamiętać, że polityk realizuje to, co może zrealizować, do czego może przekonać większość. Mimo że wszyscy jesteśmy grzesznikami, to trzeba przyznać, że udział w polityce często mocniej sprowadza na pokuszenie niż wykonywanie innych zawodów.
  • o swoich życiowych rolach: – Zawsze bardziej odpowiadało mi przekształcanie rzeczywistości niż pełnienie funkcji państwowych. Nie mówię, że to drugie nie jest ważne, ale np. marszałkiem Sejmu może być w zasadzie niemal każdy. Mnie zawsze odpowiadał nauczycielski sposób oddziaływania, ale nawet nie taki formalny, akademicki. Czuję się ojcem chrzestnym środowisk związanych z Ruchem Młodej Polski. Na pewno lepiej czułem się jako wychowawca niż polityk.
  • o Powstaniu Warszawskim: – Przed i po Powstaniu byłem jego przeciwnikiem. Sądziłem, że nastąpi dekonspiracja i nastąpi to samo, co w Wilnie. (…) Narodowa Organizacja Wojskowa, do której należałem, weszła w skład AK. Z tym, że byliśmy przekonani, że za trzy dni wejdą wojska radzieckie, że kierownictwo też jest tego pewne. Walczyłem, byłem ranny, ale na propozycję przejścia do powstańczej propagandy nie przystałem.