KSSiP – do poprawki

Tagi: ,
Siedziba Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, Kraków

Fot. Anna Wojnar

Mija trzeci rok, odkąd szkolenie kadr wymiaru sprawiedliwości przejęła Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury. Z jednej strony KSSiP zapewnia wysoki poziom zajęć i ich komfortowe warunki, z drugiej – Ministerstwo rozważa likwidację aplikacji ogólnej, która nie spełniła pokładanych w niej nadziei. Sami aplikanci upominają się zaś m.in. o większą liczbę zajęć prowadzonych przez praktyków.

Przez kolejne pięć dni w każdym miesiącu aplikanci spotykają się w czteropiętrowym, świetnie wyposażonym budynku krakowskiej szkoły. Mają tu do dyspozycji sale wykładowe i ćwiczeniowe, także sale do symulacji rozpraw ze stołem sędziowskim, ławami dla oskarżonego, prokuratora i obrońcy. Jest też sala do okazań z lustrem weneckim i pokój przesłuchań nieletnich. Oprócz tego, szkoła dysponuje nowoczesnym hotelem aplikanta z jednoosobowymi pokojami z łazienkami oraz telewizją kablową i dostępem do Internetu.

– W tym roku szkoła zadbała też o naszą kondycję fizyczną i mamy zajęcia sportowe w sali gimnastycznej pobliskiego liceum – opowiada jeden z aplikantów. – Dobrze też, że wprowadzono naukę języka angielskiego prawniczego, bo jego profesjonalna znajomość da nam w przyszłości szanse na rozwinięcie współpracy międzynarodowej – dodaje inny.

Aplikanci chwalą zajęcia prowadzone przez wykładowców, tak odmienne od nauki teorii, którą przeładowane są szkolenia na aplikacjach korporacyjnych. Cenią też małe, 15 osobowe grupy. – Symulacje case metod, a więc praca na orzeczeniach lub aktach, naprawdę angażuje nas do pracy. A spotkania z geodetą, psychiatrą, psychologiem czy radcą Prokuratorii Generalnej, a więc przedstawicielami zawodów, których wiedza przydaje się w sali rozpraw, też kiedyś zaprocentują – mówią aplikanci.

Przyszli sędziowie i prokuratorzy doceniają również fakt, że szkoła dba o dobór odpowiednich wykładowców. Wprowadzono system ewaluacji i jeżeli ktoś się nie sprawdził, to już nie wykłada – zgodnie z zasadą, że nie każdy dobry prawnik jest dobrym nauczycielem.

Aplikanci KSSiP

Fot. Anna Wojnar

Aplikacje trzy

Pomysł, by sędziów i prokuratorów kształcić w jednym miejscu i jednolitymi metodami, zrodził się już ponad 10 lat temu. Zauważono wtedy, że aplikacje kształtujące przyszłych pracowników wymiaru sprawiedliwości, prowadzone niezależnie od siebie przez sądy i prokuratury apelacyjne i okręgowe w całym kraju, przygotowują zbyt dużą liczbę profesjonalistów do pracy w organach wymiaru sprawiedliwości, w oderwaniu od rzeczywistego zapotrzebowania. Efektów takiego zdecentralizowanego kształcenia państwo nie było w stanie dłużej ponosić. Gdy w 2003 r. powstało Krajowe Centrum Szkolenia Kadr Sądów Powszechnych i Prokuratury, plany stworzenia centralnej aplikacji stały się bardziej realne. „Kropkę nad i” postawił jednak dopiero Trybunał Konstytucyjny, który w 2007 r. orzekł, że wydawanie wyroków przez asesorów – „sędziów na próbę”, de facto świeżo upieczonych aplikantów, którzy pełniąc ograniczone funkcje orzecznicze przygotowali się do zawodu sędziego – było niezgodne z przepisami Konstytucji.

W 2009 r. uchwalono Ustawę o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury, a miejscem, w którym szkolić miały się przyszłe kadry wymiaru sprawiedliwości, został Kraków. Budynek szkoły powstawał w błyskawicznym tempie. W podobnym tempie pracowano nad modelem szkolenia przyszłych sędziów i prokuratorów, zaznaczając jednocześnie, że pierwsze lata funkcjonowania szkoły będą okresem wypracowywania ostatecznej formuły nowych aplikacji. Z końcem 2009 r. KSSiP przyjęła studentów, rozpoczynając kształcenie na pierwszym roku aplikacji ogólnej. Rok później ruszyło również szkolenie na dwóch aplikacjach specjalistycznych – sędziowskiej i prokuratorskiej.

Ustawodawca podzielił szkolenie w KSSiP na dwa etapy. Rozpoczyna je trwająca rok aplikacja ogólna, wspólna dla przyszłych sędziów i prokuratorów. Słuchacze spotykają się raz w miesiącu w Krakowie na tygodniowym zjeździe, a przez następne dni odbywają praktyki w prokuraturach i sądach. Od ocen ze sprawdzianów, które piszą na początku każdego zjazdu, a także ocen z praktyk, uzależniony jest wstęp na wymarzoną aplikację specjalistyczną.

Takie rozwiązanie miało być gwarancją, że tylko najlepsi studenci szkoły zostaną sędziami bądź prokuratorami. Zamysłem ustawodawcy było też, by osoby, którym nie uda się dostać na aplikacje specjalistyczne, mogły starać się o etaty referendarzy lub asystentów sędziego.

Ogólna – do likwidacji?

Od 2009 r. w KSSiP odbyły się trzy konkursy na aplikację ogólną. W pierwszym i drugim, z ponad 1,5 tys. chętnych, wybrano po 300 najlepszych osób. Po roku nauki jedynie połowa z nich dostawała się na aplikacje specjalistyczne. W ubiegłym roku kandydatów na aplikantów wprawdzie przybyło, bo do egzaminu zgłosiło się ponad 1,8 tys. osób, jednak naukę na aplikacji ogólnej – zgodnie z limitem ustalonym przez Ministra Sprawiedliwości – rozpoczęło już mniej, bo 200 osób.

Dziś, po trzech latach funkcjonowania szkolenia ogólnego, okazuje się, że nie spełnia ono pokładanych w nim nadziei. Absolwenci, którzy nie dostają się na jedną z aplikacji specjalistycznych, niechętnie pozostają w sądach na etatach asystenta czy referendarza. Wolą kontynuację nauki na aplikacji adwokackiej bądź radcowskiej. – Nie po to przechodzę mordercze szkolenie, żeby potem starać się o etat asystenta sędziego, w dodatku fatalnie płatny. Jeszcze do niedawna przyjmowano na to stanowisko absolwentów prawa bez żadnych aplikacji i to w zupełności wystarczyło. Dlatego walczę o wysokie miejsce na liście rankingowej, które jest warunkiem przyjęcia na aplikacje specjalistyczne, a jeśli to się nie uda, pójdę na aplikację korporacyjną – takie opinie nie są odosobnione wśród aplikantów każdego z roczników KSSiP.

W efekcie, choć państwo zapewnia uczestnikom aplikacji ogólnej bezpłatne zdobycie dobrego przygotowania prawniczego (dodatkowo osoby takie otrzymują z budżetu KSSiP stypendia w wysokości ok. 3,2 tys. zł), to zbyt często nie ma z takiej inwestycji żadnych profitów.

Ministerstwo Sprawiedliwości rozważa zatem rezygnację z aplikacji ogólnej – z zastrzeżeniem, że na razie to tylko propozycja. – Obecnie omawiamy założenia do nowelizacji ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury, wariant likwidacji aplikacji ogólnej jest analizowany. Być może warto byłoby szkolić więcej osób na aplikacjach specjalistycznych – zauważa sędzia Grzegorz Wałejko, do niedawna Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości odpowiadający za nadzór nad Krajową Szkołą.

Propozycja jest taka, by wprowadzić bezpośredni nabór do KSSiP na aplikacje sędziowską i prokuratorską oraz uruchomić, w miejsce aplikacji ogólnej, szkolenia dla przyszłych asystentów. – Zlikwidowanie aplikacji ogólnej mogłoby pozwolić na stworzenie mniej kosztownego i skomplikowanego, a jednocześnie krótszego, modelu szkolenia. Oznaczałoby jednak rezygnację z zalet obecnego systemu, do których należy m. in. selekcja do aplikacji specjalistycznych dopingująca aplikantów do wzmożonego wysiłku podczas rocznego szkolenia. Byłoby również trudne z uwagi na konieczność opracowania odpowiednich przepisów przejściowych, chroniących uprawnienia absolwentów KSSiP – mówi sędzia Rafał Dzyr, zastępca dyrektora KSSiP.

Szkolenie aplikantów w KSSiP

Fot. Jerzy Ruciński

Kwestia asystentów, kwestia referendarzy

Obecnie realizowany program nauczania aplikacji ogólnej został tak zaprojektowany, by przygotować aplikantów do wykonywania zawodu asystenta (tak w sądzie, jak i prokuraturze) bądź referendarza sądowego. Zarówno w przypadku asystentów, jak i referendarzy, ten model szkolenia jednak się nie sprawdził.

– Jeśli chodzi o asystentów sędziego, to ta faza szkolenia nie jest w stanie zapewnić wystarczającej liczby osób do pełnienia funkcji asystentów. Ciągle mamy od 160 do 200 nieobsadzonych etatów w dużych miastach. Prawdopodobnie trzeba rozważyć obniżenie wymagań wobec asystentów i zacząć przyjmować do pracy absolwentów studiów prawniczych, którzy szkoliliby się już w trakcie pracy w sądzie – twierdzi wiceminister Wałejko.

Co do referendarzy, to przed powstaniem KSSiP byli oni rekrutowani m.in. spośród osób, które ukończyły aplikacje sędziowską lub trwającą rok aplikację referendarską. Po zmianie przepisów wystarczył jedynie rok nauki na aplikacji ogólnej. Problem w tym, że od czasu powołania Szkoły tylko jeden absolwent aplikacji ogólnej zabiegał o nominację referendarską. Ministerstwo upatruje problem w programie aplikacji, który nie przygotowuje wystarczająco do zawodu referendarza. Dodatkowo, jak zauważa sędzia Rafał Dzyr, przy obsadzaniu wolnych etatów referendarskich preferowane są osoby z ukończoną dawną aplikacją sądową i zdanym egzaminem sędziowskim, a nie absolwenci aplikacji ogólnej.

– Funkcja referendarza rządzi się innymi prawami niż funkcja asystenta. Aplikacja ogólna trwa tylko jeden rok, zaś jej program jest bardzo szeroki i przeładowany. Szkolenie referendarza powinno być bardziej kierunkowe, chodzi o niezbędne umiejętności do pracy w systemach informatycznych – Krajowym Rejestrze Sądowym, księgach wieczystych czy elektronicznym postępowaniu upominawczym. Program aplikacji ogólnej w sposób niewystarczający uwzględnia dziś te potrzeby – dodaje minister Grzegorz Wałejko.

Z szacunków Szkoły wynika, że jedynie 60 proc. osób kończących aplikację ogólną pozostaje w wymiarze sprawiedliwości.

Asesor – kwestia otwarta

Za powołaniem KSSiP trzy lata temu stała idea, by miejsce asesora zajął aplikant szkoły sędziowsko-prokuratorskiej, który po ukończeniu szolenia zasiądzie za stołem sędziowskim i rozpocznie orzeczniczą pracę. Dziś wciąż nie ma pewności, że taka „zamian” ostatecznie się powiedzie. Wciąż nie wypracowano też ostatecznej wizji odpowiedniego przejścia ze statusu aplikanta do statusu sędziego – przez ostatnie trzy lata zmieniała się nawet długość okresu na przywdzianie sędziowskiej togi.

– Aplikacja sędziowska nie kończy się złożeniem egzaminu sędziowskiego, koniecznym jest jeszcze odbycie stażu po egzaminie. Pierwotnie miał to być 24 miesięczny staż na stanowiskach asystenta i referendarza. Po nowelizacji ustawy o Krajowej Szkole, aplikanta czeka już tylko 18 miesięczny staż referendarski – opowiada sędzia Rafał Dzyr z KSSiP. Grzegorz Wałejko, dotychczasowy Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości nadzorujący działalność szkoły, zauważa: – Obecnie sytuacja jest jasna. Po egzaminie sędziowskim obowiązuje 18-miesięczny staż referendarski. Każdy aplikant musi go odbyć, by uzyskać nominację. Jednak ten staż, w moim przekonaniu, w żaden sposób nie poszerza wiedzy aplikanta.

Resort nie wyklucza więc, że zrezygnuje z obowiązkowego stażu referendarskiego. Jeśli tak się w istocie stanie, to po zdaniu egzaminu sędziowskiego aplikant byłby zatrudniany już jako pełnoprawny referendarz. Pełniąc tę funkcję mógłby też od razu starać się o nominację sędziowską.

Powstaje jednak ważne pytanie. Czy osoby, które jeszcze niedawno były aplikantami, mogą zostać rzucone na głęboką wodę? Czy nie przydałaby się wpierw jakaś pewna forma praktyki sędziowskiej, zbliżona do dawnej asesury? – Taka instytucja byłaby niezwykle cenna – twierdzi Wałejko. – Prawdą jest, że asesura w pewien sposób weryfikowała umiejętności przydatne do zawodu i po takiej weryfikacji zawsze okazywało się, że kilkanaście osób nie spełnia warunków, by otrzymać nominację sędziowską. Powrót do asesury w starym wydaniu nie jest już jednak możliwy, choć temat „sędziego na próbę” wart jest rozważenia. TK w swym orzeczeniu sugeruje pewne rozwiązania – mówi sędzia Wałejko.

Mniej aplikantów, droższe szkolenie
Dziś w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury uczy się na wszystkich rocznikach ok. 500 aplikantów. Jest ich stanowczo mniej niż na aplikacjach, które przed reformą prowadziły sądy i prokuratury. Zdarzało się wtedy, że w jednym roku przyjmowano nawet ponad 1 tys. osób. Kwestia w tym, że koszty obecnego, scentralizowanego kształcenia, najprawdopodobniej się nie zmniejszyły, a wręcz przeciwnie – uległy zwiększeniu.Budżet Ośrodka Szkolenia Wstępnego KSSiP to ok. 28 mln zł rocznie. Z tej sumy finansowane jest przeprowadzenie ogólnopolskiego konkursu na aplikację ogólną, egzamin sędziowski i prokuratorski, wynagrodzenia kadry oraz wykładowców, a także stypendia dla aplikantów. To duże kwoty w porównaniu z tymi, które wydawano przed laty na aplikacjach regionalnych.– Trudno jest dokładnie oszacować wydatki, które ponosiło państwo na aplikacje w poprzednim modelu. Były one w znacznej mierze ukryte w ogólnych kosztach utrzymania administracji sądów i prokuratur oraz bazy szkoleniowej w budynkach tych instytucji. Możliwym jest jedynie podsumowanie wydatków ponoszonych przed 2009 r. przez ponad 40 instytucji szkolących wówczas aplikantów. Chodzi o wynagrodzenia wykładowców, patronów praktyk, kierowników szkoleń, członków komisji egzaminacyjnych i zespołów opracowujących pytania, a także wynagrodzenia aplikantów etatowych. Dopiero po zebraniu tych wszystkich danych można będzie bardziej precyzyjnie porównać koszty szkolenia w starym i nowym systemie. Pewne jest natomiast, że obecny model pozwala na szybkie zracjonalizowanie, a zatem i obniżenie kosztów, a także na bardziej efektywne wykorzystanie środków budżetowych. Ponadto jest w pełni transparentny – mówi sędzia Rafał Dzyr, zastępca dyrektora Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury.

Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad wysokością obecnych kosztów kształcenia sądowych i prokuratorskich kadr. Planowana reforma KSSiP ma uwzględnić racjonalizację programu kształcenia m.in. w celu ograniczenia wydatków ponoszonych przez szkołę.

Zdaniem aplikantów

Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury czeka zatem reforma, której kształt rozstrzygnie się w najbliższym czasie. Jak z kolei nowy model szkolenia kadr wymiaru sprawiedliwości oceniają sami aplikanci? Chwalą wyśmienitą bazę dydaktyczną, nowoczesne metody nauczania oraz przede wszystkim to, że ich postulaty są słuchane przez władze Szkoły. Swoje uwagi studenci mogą wpisywać do odpowiednich ankiet i bardzo często te uwagi są uwzględniane.

Powszechnie docenianym jest też fakt, że na aplikacjach specjalistycznych wprowadzono okresy praktyk w sądach i prokuraturach dłuższe od tych z aplikacji ogólnej, gdzie trwają 5-7 tygodni (w efekcie, zanim studenci zdążą się wdrożyć w dany temat, już muszą rozpoczynać praktykę w innym wydziale sądu czy prokuratury). Szwankuje za to, zdaniem aplikantów, powiązanie tematyki aktualnie odbywanych praktyk z tematyką egzaminów sprawdzających. – Na praktykach powinniśmy się uczyć tego, co będzie na sprawdzianie, czasem jednak zadania wydziału, w którym mamy staż, nie przystają do materii sprawdzianu – mówi jedna z aplikantek.

Niektórzy aplikanci zauważają też, że zajęcia prowadzone podczas zjazdów w Krakowie prowadzone są przez doświadczonych praktyków, jednak osoby te stoją wysoko w hierarchii sądowej i prokuratorskiej, a zatem z pewnymi problemami mieli do czynienia kilkadziesiąt lat temu. – Nam chodzi przede wszystkim o kontakt z profesjonalistami z tzw. pierwszej linii, którzy na co dzień sądzą czy też oskarżają. Takie osoby mają praktyczną, przydatną na nas wiedzę – tłumaczy jeden z aplikantów. Pojawiają się też głosy, by kolokwia i egzaminy sprawdzała nie jedna osoba, lecz grupa, gdyż wówczas łatwiej o obiektywizm.

Część aplikantów odwołuje się od konkretnych decyzji władz szkoły do sądu administracyjnego. W marcu NSA uznał za słuszne skargi sześciu aplikantów aplikacji ogólnej, nieprzyjętych w 2010 r. na dalsze szkolenie sędziowskie i prokuratorskie. Na rozpatrzenie czekają kolejne skargi dotyczące systemu punktacji, od którego zależał los każdego aplikanta. Chodzi o to, że szkoła przyjęła system oceniania praktyk niekorzystny dla aplikantów z pierwszego naboru, co przekreśliło szanse na odbycie przez nich aplikacji specjalistycznych. Ustawa o KSSiP precyzowała, że o miejscu na liście kwalifikacyjnej „decyduje suma punktów uzyskanych przez aplikanta ze wszystkich sprawdzianów i praktyk”. Aplikanci mieli w ciągu roku 9 sprawdzianów i 15 praktyk, więc (przy skali od 0 do 5) mogli zdobyć 120 punktów. Przed końcem pierwszego roku szkolnego dyrektor KSSiP ogłosił jednak, że liczy się suma ocen ze sprawdzianów i średnia z praktyk. Z tych ostatnich można więc było zdobyć maksymalnie 5 punktów, a nie 75.

Aplikanci wskazują też na swój nieuregulowany status zawodowy. Nie mają oni odprowadzanych składek na ubezpieczenie emerytalno-rentowe, bowiem w przyszłości, gdy przywdzieją sędziowską bądź prokuratorską togę, nie zostaną włączeni do systemu powszechnego ubezpieczenia społecznego, tylko przejdą w tzw. stan spoczynku. – Jednak nie jesteśmy pewni, czy za kilka lat ten system pozostanie w takiej formule, czy też się zmieni się na naszą niekorzyść. Przecież od pewnego czasu są takie zapowiedzi, by sędziów i prokuratorów włączyć do ZUS. A my, mając po 30 lat, najczęściej nie mamy odprowadzonych żadnych składek – podkreślają studenci KSSiP.

Czy głos aplikantów przełoży się na konkretne rozwiązania prawne? Resort sprawiedliwości zapewnia, że w analizach dotyczących reformy Krajowej Szkoły, a w tym wizji jej funkcjonowania w najbliższych latach, pod uwagę brane są postulaty wszystkich zainteresowanych środowisk.