Pomyłka sądowa – polska perspektywa

Tagi: , , , , ,
Wyrok sądowy

Rys. Łukasz Jagielski

Niestarannie przeprowadzone oględziny, nieprofesjonalne okazanie, wymuszone przyznanie się do winy, pomówienie, także bezkrytyczne zaufanie do dowodu z opinii biegłego – oto najczęstsze przyczyny niesłusznych skazań.

Pomyłka sądowa towarzyszy procesowi karnemu od samego początku. Wpisana jest w jego założenia – tak jak błąd wiąże się z ludzką naturą. Historia zna przypadki wielu pomyłek sądowych, chociażby tragiczną historię Joanny d’Arc, spalenie setek tysięcy czarownic, francuską aferę Dreyfus’a, czy budzący po dziś wątpliwości przypadek Rity Gorgonowej.

Od pomyłek nie jest wolny również współczesny wymiar sprawiedliwości. Sporo z nas pamięta losy tzw. szóstki z Birmingham – sześciorga niewinnych Irlandczyków, którzy oczekując na prawdę przesiedzieli w brytyjskim więzieniu kilkanaście lat. Nie tak dawno z USA dotarły informacje o Carlosie DeLunie – Amerykaninie meksykańskiego pochodzenia, którego skazano na karę śmierci i ostatecznie stracono. Wykonane po dwudziestu latach badania DNA udowodniły, że nie był sprawcą zarzucanego mu czynu.

Wymienione wyżej przypadki to w istocie przykłady niesłusznych skazań, które są jednym z elementów – niewątpliwie najdonioślejszym i o najdalej idących konsekwencjach – zjawiska nazywanego pomyłką sądową. Do innych należą przypadki niesłusznych uniewinnień, a także te, w których niesłusznie – przez zbyt długi czas, bądź w oparciu o niewystarczające podstawy – sąd stosuje tymczasowe aresztowanie. Warto podkreślić, że utożsamianie takich aresztowań z pomyłkami sądowymi budzi kontrowersje, jednak dolegliwość związana ze stosowaniem tymczasowego aresztowania przemawia za słusznością zaliczenia tego typu przypadków w poczet błędów organów sądowych.

Program „Niewinność”

Analizą spraw, w których mogło dojść do niesłusznego skazania, od ponad 10 lat zajmuje się Program „Niewinność” prowadzony przez Helsińską Fundację Praw Człowieka. Przez ten czas do Fundacji wpłynęły setki listów zaczynających się od słów: „jestem niewinny”, „nie zabiłem”, „nie ukradłem”, „to nie byłem ja”, których autorzy zwracali się z prośbą o pomoc podnosząc, że nie popełnili czynów, za które zostali skazani. Do tego typu listów osoby zaangażowane w pracę Programu „Niewinność”, w tym niżej podpisani, zawsze podchodzą z ograniczonym zaufaniem. Ponad dziesięcioletnia działalność Programu przekonuje jednak, że część z podnoszonych spraw jest zasadna. Kilka interwencji zakończyło się wznowieniem postępowań i uniewinnieniem rzekomych sprawców. Wielu skazanych w budzących ogromne wątpliwości sprawach wciąż jednak oczekuje na tę szansę.

Każda pomyłka sądowa ma swą przyczynę. Czynniki te można klasyfikować rozmaicie. Mogą one zależeć np. od etapu postępowania. Często spotyka się pogląd, któremu nie sposób odmówić słuszności, że przyczyny pomyłek mają najczęściej swoje źródło w postępowaniu przygotowawczym. Rzeczywiście, od dokładności i skrupulatności czynności podejmowanych przez śledczych już od pierwszych godzin po zaistnieniu przestępstwa zależy powodzenie całego procesu i trafność wyroku.

Z drugiej strony, również niewątpliwie słusznym jest pogląd, że pełną odpowiedzialność za przypadki niesłusznych skazań ponoszą rozpoznające sprawę sądy. Sędziowie bowiem, dysponując swobodą w ocenie dowodów, mają prawo do wydania każdego wyroku, który wydaje im się słuszny i uzasadniony.

Wedle kolejnego poglądu, przyczyny niesłusznych skazań mają swoje źródło w błędach logicznego rozumowania popełnianych przez osoby zaangażowane w prowadzenie postępowania, jak również w ich niewiedzy i braku doświadczenia (por. Jan Wojtasik, „Błąd w kryminalistyce” – strona internetowa www.zielona-gora.po.gov.pl, 11 maja 2008 r.).

Osobiste doświadczenia autorów niniejszego artykułu pozwalają wskazać na typowe błędy w czynnościach postępowania karnego, które mogą skutkować niesłusznymi skazaniami. Przywołane w kolejnych akapitach przykłady niesłusznych skazań pochodzą z praktyki Programu „Niewinność”.

Odznaka policyjna

Rys. Łukasz Jagielski

Oględziny miejsca zdarzenia

Powody, które mogą stać się przyczyną niesłusznego skazania, często mają swoje źródło w pierwszym etapie śledztwa – w chwili badania miejsca zdarzenia. Przeprowadzone prawidłowo oględziny są niewyczerpanym źródłem wiedzy dla organów ścigania. Mogą pomóc w błyskawicznym wskazaniu sprawcy, w naprowadzeniu na odpowiedni trop, w opracowaniu szeregu wersji kryminalistycznych. Czynności źle przeprowadzone oznaczają, że droga do prawdy materialnej rozmywa się, a śledczy muszą kluczyć w jej poszukiwaniu. Konsekwencje błędów popełnionych w pierwszym etapie śledztwa ciążą na procesie aż do jego końca.

Obserwacje autorów wskazują, że jakość przeprowadzonych oględzin i dokładność badania miejsca zdarzenia zależą w dużej mierze od wagi zdarzenia. Organy ścigania bardziej przykładają się bowiem do tych spraw, w których mogło dojść do zabójstwa, mniej – gdy mają do czynienia z kolejnym włamaniem do osiedlowego sklepu spożywczego. Choć są też wyjątki.

11 października 1998 r. w Giżycku doszło do przerażającej zbrodni – brutalnego zabójstwa dwóch nastoletnich braci. Ciało pierwszego znaleziono dopiero kilka tygodni od zdarzenia. Badająca miejsce zbrodni ekipa śledcza nie zauważyła zwłok drugiej z ofiar, pomimo tego, że znajdowały się zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej. Odnalazła je dopiero dwa tygodnie później. Nie sposób oszacować ilości tropów, które mogły zostać utracone w wyniku tego przeoczenia. W jego efekcie wśród dowodów przedstawionych sądowi nie znalazły się jakiekolwiek ślady z miejsca zdarzenia.

Trudno wskazać przyczyny, dla których oględziny bywają przeprowadzane niestarannie. Na to pytanie najbardziej wiarygodną odpowiedź dałyby osoby pracujące bliżej organów ścigania. Pobieżna obserwacja wskazuje jednak, że pewną rolę, zwłaszcza przy drobniejszych sprawach, odgrywa rutyna. Jako inny powód niestaranności należy podać brak doświadczenia funkcjonariuszy dokonujących oględzin. Zwłaszcza tych, którzy na co dzień pracują w mniejszych ośrodkach i z poważnymi przestępstwami spotykają się w swojej karierze zawodowej niezmiernie rzadko. Na końcu wymienić wypada niedofinansowanie polskiej policji, które w oczywisty sposób przekłada się na ograniczenia w zakresie jakości policyjnego sprzętu oraz umiejętności funkcjonariuszy.

Okazanie i błędna identyfikacja przez świadka

Okazanie w celu rozpoznania

Rys. Łukasz Jagielski

Przebywający niedawno w Polsce amerykański profesor Mark Godsey, ekspert w dziedzinie pomyłek sądowych i działacz na rzecz reformy wymiaru sprawiedliwości w USA, jako najważniejszą przyczynę niesłusznych skazań w Stanach Zjednoczonych wskazał błędne rozpoznanie sprawcy przez świadka. Stwierdził, że aż 75 proc. niesłusznych skazań w USA spowodowanych jest tym właśnie czynnikiem.

Problem błędnie przeprowadzonych okazań dostrzegany jest również w polskich sprawach. Z całą pewnością odpowiada za gros niesłusznych skazań. Wydaje się jednak, że nie odgrywa aż takiej roli, jak w Stanach Zjednoczonych.

Pod koniec ubiegłego roku w jednej z podwarszawskich miejscowości dobiegł końca proces Arkadiusza Ł. oskarżonego o rozbój na pięćdziesięcioletnim wędkarzu. Do zdarzenia doszło w sierpniowy wieczór w nieoświetlonej okolicy jednego z mostów na Wiśle. Wędkujący mężczyzna został napadnięty przez trzech mężczyzn. Jeden z nich uderzył go wiosłem. Nieprzytomny wędkarz wpadł do rzeki, skąd po jakimś czasie udało mu się wydostać i dotrzeć na pobliski komisariat policji. Nie od razu mógł jednak złożyć zeznania – konieczne było, aby wcześniej wytrzeźwiał.

Funkcjonariusze policji dosyć szybko wytypowali trzech mężczyzn, którzy mogli mieć coś wspólnego z rozbojem. Byli oni kolejno okazywani pokrzywdzonemu, który podczas pierwszej czynności wskazał mężczyznę przypadkowo dobranego do szeregu, kategorycznie twierdząc, że to on uderzył go wiosłem. Podczas kolejnych okazań rozpoznał wszystkich trzech zatrzymanych mężczyzn, wskazując również tego z nich, który faktycznie miał uderzyć go wiosłem. Wskazany za pierwszym razem mężczyzna podnosił, że policjanci sugerowali pokrzywdzonemu wybór. Podkreślał, że znacznie różnił się od osób dobranych do szeregu, co mogło mieć wpływ na wybór, którego dokonał pokrzywdzony.

Podobne przypadki wątpliwych okazań można mnożyć. W opisanej powyżej sprawie sąd ocenił, że tak przeprowadzona czynność okazania była niewiarygodna, w konsekwencji wskazany pierwotnie mężczyzna został uniewinniony. Odmienny los spotkał mężczyznę, który zwrócił się do Fundacji podnosząc, że jako podejrzany został okazany pośród uczniów liceum. Okazanie to można by zakwalifikować jako prawidłowe (mężczyźni nie różnili się znacząco od podejrzanego wiekiem), gdyby nie fakt, że na okazanie uczniowie zostali zabrani wprost ze szkolnego boiska i do tej czynności, w przeciwieństwie do podejrzanego, przystąpili ubrani w stroje sportowe.

O tym, że okazanie to czynność bardzo wrażliwa wie niemal każdy zajmujący się prawem karnym. Obarczone jest ryzykiem błędów wynikających z zasad działania ludzkiej psychiki, związanych z nią procesów postrzegania, zapamiętywania i odtwarzania. Nie brakuje tu jednak błędów zawinionych także przez samych funkcjonariuszy. Osoby zwracające się o pomoc w ramach Programu „Niewinność” często podkreślają, że padły ofiarą sugestywnego rozpoznania. Wskazują na błędy w dobieraniu osób do szeregu okazywanych oraz sugestie padające ze strony policjantów (zarówno bezpośrednie, polegające na wskazaniu podejrzanego, jak i te pośrednie, np. wyróżniające się ubranie podejrzanego). Praktyka autorów tego artykułu potwierdza słowa psycholog prof. Ewy Gruzy z Katedry Kryminalistyki WPiA UW, która twierdzi, że czynność okazania „zbyt często narusza wypracowane zasady kryminalistyczne i psychologiczne, a także zalecenia zawarte w rozporządzeniu wykonawczym” (zob. Ewa Gruza, „Psychologa Sądowa dla Prawników” – Warszawa 2009, str. 159).

Wydaje się, że problem nienależytego przeprowadzania dowodu z okazania może być rozwiązany jedynie przez same organy procesowe. Dopóki będą one tolerować choćby najdrobniejsze uchybienia w trybie przeprowadzania okazania, a także budowania na tak wątpliwych okolicznościach aktów oskarżenia, a w konsekwencji uzasadnień wyroków skazujących, dopóty podmioty przeprowadzające okazania nie będą wykazywały koniecznej w tej mierze staranności.

Przyznanie się do winy

Kajdanki, zatrzymanie

Rys. Łukasz Jagielski

Niekiedy przyczyną pomyłki staje się przyznanie się podejrzanego do winy. Tak było chociażby w jednym z najsłynniejszych przypadków niesłusznego skazania w historii polskiego sądownictwa.

W 2002 r. w Lisewie Malborskim został brutalnie zamordowany dwunastoletni Marcin. Policjanci szybko ustalili, że sprawcą może być dwudziestokilkuletni, niepełnosprawny intelektualnie Tomasz Kułaczewski. Mężczyzna przyznał się do winy. Sąd Okręgowy w Gdańsku nie miał wątpliwości – wymierzył mu karę 15 lat pozbawienia wolności.

Nic by się nie zmieniło, gdyby nie to, że trzy lata od wydania tego orzeczenia w okolicach Pruszcza Gdańskiego zginął kolejny nastolatek. W związku z tą zbrodnią policja aresztowała Piotra T. W trakcie przesłuchania przyznał się on do zarzucanych mu czynów, a także do popełnienia morderstwa, za które wcześniej sąd skazał Tomasza Kułaczewskiego. Innego wydźwięku nabrały wtedy okoliczności tego morderstwa: fakt, że Kułaczewski nie był w stanie doprowadzić policjantów na miejsce zbrodni, jego wycofanie się z przyznania się do winy, a także to, że znaleziona na jego ubraniu krew nie należała do pokrzywdzonego. Po czterech latach detencji uznany za niewinnego Kułaczewski opuścił zakład karny.

Dlaczego więc przyznał się do zbrodni, której nie popełnił? Wiele wyjaśnia jego list nadesłany do Fundacji Helsińskiej (pisownia oryginalna): „Dnia 11 listopada gliny przyjechali na bazę nie oznakowanym samochodem po sąśada Mariana Dź. i po brata na ponowne zeznańa ale brata ne było i wźeli mie ojca i tamtego najpierw sąśada co kręcił w zeznańach…powiedziałem to samo nie uwierzyli i zaczęło się straszenie nachóki potem przekupstwo było zimno a oni kazali śćągnąć wszystko do spodenek i śedzieć a było zimno trzęsłem się robili kawe szlugi, dali postrzelać z gloka 22 bez naboji obiecali moro policyjne kase i po wymuszonych siłą zeznaniach zaczeli straszyć, że będe dłużej śedział jak śę nie przyznam potem wźeli na pogotowie do psychiatry na ćękej bólźe i spodenkach potem prokurator straszyła że uderzy z całej siły jeśli się ne przyznam robiło śe ciemno wźeli na dołek do karcera kazali rozebrać na golasa i spać bez gaći i skarpet na ćękej roboczej bluźe bez niczego na dechach pod gryzącym kocem na ćękiem materacu przegniłym było straszńe ńewygodne zimno trzęsło mie dostałem po całym dniu głodówki tależ zimnej zupy nie zdatnej do jedzenia 2 bółki+kubek zimnej cherbaty bódzili co 2 godź i dawali zajarać…a ja muwiełem że to Piotr T z Tczewa jest sprawcą a oni swoje ż kłamie i wymósili siła zeznania…”.

Fakt przyznania się do winy przez osobę niewinną jest trudny do wyobrażenia, choć takie przypadki mają miejsce. Ich przyczyny mogą być rozmaite – począwszy od niskiej wytrzymałości psychicznej podejrzanego na presję i sugestie ze strony organów ścigania, kończąc na niezrozumieniu przez niego własnej sytuacji prawnej oraz nieuświadomieniu konsekwencji własnych słów. Z drugiej strony podkreślić należy, że wyjaśnienia rzekomych sprawców zawsze podlegają ocenie organów procesowych, które przyznanie się do winy niekiedy wciąż traktują jako królową dowodów.

Doktorantka UJ Anna Sowa, powołując się na badania Richarda A. Leo i Richarda J. Ofshe, przywołuje trzy wyznaczniki, dzięki którym można sprawdzić wiarygodność przyznania się do winy. Jej zdaniem, przymiot wiarygodności można przyznać takim wyjaśnieniom gdy: dzięki przyznaniu się podejrzanego możliwe jest odkrycie uprzednio nieznanego dowodu, gdy przyznanie się niesie informację o szczegółach czynu, które nie zostały upublicznione lub gdy zawiera bardzo dokładny opis czynu. (A. Sowa, „Przyczyny pomyłek sądowych” – Palestra 2002, nr 1-2).

Biegli

Opinia biegłego

Rys. Łukasz Jagielski

Rozważając problem niesłusznych skazań nie sposób nie wspomnieć o opiniach biegłych – tym bardziej, że w 52 proc. amerykańskich spraw, w których doszło do pomyłki sądowej, dowód ten miał kluczowe znaczenie (por. ” Opinie biegłego w postępowaniu karnym” – www.innocenceproject.org).

Odnosząc się do polskiej perspektywy warto wspomnieć, że już w 1973 r. Stefan Kalinowski, Prokurator Generalny PRL, wskazywał na rosnącą, wręcz niepokojąco, rolę w postępowaniu sądowym dowodu z opinii biegłego (zob. S. Kalinowski „Opinie biegłego w postępowaniu karnym” – Warszawa 1973, str. 7). 20 lat później tezę o procesowej „fetyszyzacji” ekspertów sformułował prokurator Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie Jerzy Biederman (J. Biederman, „Glosa do wyroku SN z 12 stycznia 2000 r. (IV KKN 269/99)” – Prokuratura i Prawo 2000, nr 11, str. 117). Te same obserwacje można poczynić i dziś.

W sprawach, które wpływają do Programu „Niewinność”, najczęściej pojawiają się opinie biegłych z zakresu psychologii. Ich zadaniem jest najczęściej analiza osobowości głównego świadka oskarżenia pod kątem jego rozwoju umysłowego, zdolności postrzegania lub odtwarzania przez niego spostrzeżeń. Często taka opinia jest kierunkowskazem dla organu procesowego, który opiera na niej uzasadnienie swojego orzeczenia. De facto to od opinii biegłego zależy, czy takiemu świadkowi sąd przyzna wiarygodność uznając, że nie ma on problemów ze zdolnością do postrzegania, zapamiętywania i odtwarzania spostrzeżeń.

Taka sytuacja miała miejsce w sprawie Krzysztofa S. W 2002 r. rozwiódł się on z żoną. Sąd postanowił nie orzekać o winie żadnego z małżonków. Opiekę nad dziećmi przyznał żonie, zaś Krzysztof S. zachował prawo do kontaktu z nimi. Kilka miesięcy później była żona oskarżyła S. o molestowanie seksualne małoletnich córek. Dzieci były przesłuchiwane w obecności biegłego z zakresu psychologii. Ekspert wydał opinię, w której stwierdził, że jedna z dziewczynek padła ofiarą molestowania seksualnego, a druga – przemocy fizycznej. W toku procesu jeszcze kilkukrotnie sąd wzywał biegłych, żaden z nich nie potwierdził jednak wcześniej postawionej tezy. W uzasadnieniu orzeczenia sąd w całości przyjął jednak za wiarygodną opinię pierwszego eksperta, odrzucając jednocześnie sprzeczne z nią opinie późniejsze. Uznał, że z opinią pierwszego biegłego korespondują zeznania byłej żony Krzysztofa S., a także jej ojca (choć oboje zostali skazani za składanie fałszywych zeznań w postępowaniu rozwodowym).

Sprawa Krzysztofa S. pokazuje, że w opiniach biegli czasem wykraczają poza zakres swoich kompetencji, a czasem również się mylą. Oczywistym bowiem jest, że jeżeli w postępowaniu są trzy ekspertyzy i każda na zadane pytania odpowiada w inny sposób, to co najmniej dwie z nich są błędne.

Jedną z przyczyn nierzetelności opinii biegłych są złe regulacje prawne. Pomimo licznych postulatów karnistów, w procesie karnym w charakterze eksperta nadal mogą uczestniczyć osoby, które nie dają gwarancji należytego wykonywania funkcji biegłego. Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 24 stycznia 2005 r. w sprawie biegłych sądowych (Dz. U. nr 15 poz. 133) nie stawia żadnych szczególnych wymogów osobom, które pragną zostać ekspertami. Zgodnie z § 14 tego aktu kandydat na biegłego musi ukończyć 25 lat, posiadać pełnię praw cywilnych i obywatelskich, a także dawać rękojmię należytego wykonywania obowiązków biegłego. Osoba taka musi również dysponować teoretyczną i praktyczną wiedzą z danej dziedziny wiadomości specjalnych. Dwa ostatnie wymogi trudno zweryfikować, co w istocie nie stawia ograniczeń osobom, które chcą zostać biegłymi sądowymi.

Niskie wymagania stawiane biegłym powodują, że do oceny ich opinii organ procesowy powinien podchodzić niezwykle ostrożnie, z uwzględnieniem specyfiki takiego dowodu. Jak podają wrocławska sędzia Anna Kegel oraz prof. Zdzisław Kegel z Uniwersytetu Wrocławskiego, konieczne jest sprawdzenie kwalifikacji biegłego, posiadanego doświadczenia w opiniowaniu, kwalifikacji moralnych, a także tego, czy dysponuje on niezbędną aparaturą techniczną. Z całą pewnością niedopuszczalne jest powierzanie wyboru eksperta pracownikom organizacyjnym prokuratury czy sądu.

Zdaniem Anny i Zdzisława Kegel, właściwa ocena samej opinii biegłego to przede wszystkim sprawdzenie, czy jest ona jasna, pełna i wewnętrznie niesprzeczna. Niezweryfikowanie tego typu okoliczności oznacza ryzyko późniejszego oceniania wniosków obarczonych błędem. Następnie organ procesowy powinien skontrolować opinię odnosząc się do jej warstwy merytorycznej. Konieczne jest zwrócenie uwagi na takie okoliczności jak przejrzystość wywodów biegłego, dokładność przeprowadzania badań, wykorzystanie materiału porównawczego, a także zasadność przyjęcia określonej metody badań. Uwadze organu nie może także ujść logiczność wniosków biegłego – każdorazowo należy sprawdzać konkluzje opinii pod kątem tego, z jakich przesłanek zostały wyprowadzone. Prawidłowa ocena opinii nie może się również obejść bez należytego przygotowania organu procesowego. Wydaję się, że minimum informacji, jakie powinien on posiadać, to znajomość nomenklatury używanej w danej dziedzinie wiedzy (zob. A. Kegel, Z. Kegel „Przepisy o biegłych sądowych, tłumaczach i specjalistach: komentarz”, Kraków 2004, str. 137).

Pomówienie

W sprawach wpływających do Programu „Niewinność” jednym z najistotniejszych przyczyn niesłusznych skazań jest pomówienie. To właśnie pomówienie, jak wszystko na to wskazuje, okazało się kluczowym dowodem w postępowaniu dotyczącym brutalnego zabójstwa dwóch braci w październiku 1998 r. w Giżycku, o którym wspomniano na początku niniejszego artykułu. Sprawa ta zakończyła się tragedią dwóch kolejnych osób, które dziś odsiadują kary dożywotniego pozbawienia wolności.

Według wyjaśnień trojga współsprawców, inspiratorami i głównymi wykonawcami tej zbrodni mieli być Krzysztof K. i Marcin Ch. Głęboka analiza akt pokazuje jednak, że okoliczności sprawy nie układają się w logiczną całość. Głównym wykonawcą zbrodni miał być spokojny i wcześniej niekarany licealista. Według wersji, którą przyjął sąd, jego poleceniom poddało się bez wahania troje osób, które miały wcześniej poważne zatargi z prawem. Tezy o kluczowej roli tej osoby nie potwierdzają jednak inne dowody, chociażby zeznania świadka, który w dniu zbrodni miał widzieć wspomnianą trójkę w towarzystwie zupełnie innych osób. Karkołomną okazała się również próba znalezienia motywu, dla którego Krzysztof K. i Marcin Ch. mieliby dopuścić się zbrodni. Zwłaszcza w kontekście faktu, że jeden z nich – rzekomy inspirator całego morderstwa – nie znał ofiar. Obydwaj przedstawili wiarygodne alibi, sąd nie dał im jednak wiary.Fałszywe pomówienia są często związane z występowaniem w postępowaniu świadków szczególnego rodzaju. Zarówno w przypadku świadka koronnego, jaki i tzw. „małego” świadka koronnego, osobą pomawiającą jest skruszony przestępca, dla którego korzyścią ze złożenia obciążających zeznań jest wolność lub perspektywa otrzymania niższej kary.

Przykłady takich spraw są liczne. Raper Andrzej Ż. miał dostarczyć świadkowi koronnemu 10 kg środków odurzających. Nie znał go jednak żaden ze współoskarżonych. Dariusz R. i Zbigniew W. – dwaj renciści zamieszani w warszawski półświatek – zostali pomówieni o udział w podwójnym morderstwie. Żaden z nich nie należał jednak do grupy przestępczej, która dopuściła się zbrodni. Spośród siedmiu obecnych na miejscu zdarzenia osób widział ich tylko „mały” świadek koronny. Na początku postępowania również na nim ciążył zarzut zabójstwa. Gdy postępowanie się kończyło, sąd wymierzył mu jedynie karę grzywny.

Wydaję się, że organy procesowe nie zawsze zwracają uwagę na szczególne okoliczności towarzyszące pomówieniom. Nie odnoszą się do tego, czy zeznania były składane spontanicznie, chwilę po zdarzeniu, czy też pewien czas po nim. Bywa, że okres ten jest tak długi, że wystarczy do wymyślenia historii, która uwiarygadnia pomawiającego w oczach śledczych. Niekiedy też zupełnie bagatelizowany jest fakt, że osoba pomawiająca zmienia swoje wyjaśnienia lub zeznania, jak również to, że pomawiającym jest człowiek o przestępczej przeszłości. Wszystkie te okoliczności powinny być brane pod uwagę przy ocenie zeznań świadków, wobec których zachodzi podejrzenie pomawiania.

Przyczyny błędów organów procesowych, które stają się podłożem późniejszych niesłusznych skazań, z całą pewnością nie można ograniczyć do tych wymienionych wyżej. W ocenie autorów artykułu to jednak one w największym stopniu narażają polski proces na niepowodzenie, jakim jest wyrok skazujący dla niewinnej osoby.

Niesłuszne skazania: raport FOR
W lipcu br. przedstawiono wnioski płynące z pierwszej dokonanej w Polsce profesjonalnej analizy źródeł niesłusznych skazań. „Mylą się ludzie, nie dowody” – taka konkluzja płynie z raportu Fundacji „Forum Obywatelskiego Rozwoju”.Wyniki badań, przeprowadzonych przez współpracujących z Fundacją dr. Łukasza Chojniaka i mgr. Łukasza Wiśniewskiego z Uniwersytetu Warszawskiego, opublikowane zostały w raporcie pt. „Analiza niesłusznych skazań w Polsce”. Jego autorzy poddali analizie 119 spraw karnych z obszaru sądów apelacji poznańskiej, w których prawomocne wyroki zostały uchylone w drodze kasacji albo wznowienia postępowania w latach 2007-2009. W 68 z takich spraw stwierdzono fakt niesłusznego skazania. Najczęstszą przyczyną „pomyłki” była niekompetencja profesjonalnych uczestników postępowań.Autorzy raportu, wbrew obiegowym opiniom, nie stwierdzili, aby pomyłki sądowe w przeważającej liczbie związane były z mankamentami postępowania dowodowego (np. wynikały z braku przeprowadzenia dowodów istotnych dla sprawy). Wniosek ten oparli na niewielkiej liczbie ujawnionych spraw, w których miało miejsce prawomocne skazanie, a następnie postępowanie zostało wznowione z uwagi na pojawienie się nowych faktów lub dowodów nieznanych wcześniej sądowi. Autorzy odkryli natomiast, że większość przypadków niesłusznych skazań została wykryta i usunięta w wyniku postępowań kasacyjnych, a nie wznowieniowych, które uważane są za służące eliminowaniu niesłusznych skazań będących skutkami okoliczności w dużym stopniu od sądu niezależnych (np. ujawnienie nieznanych wcześniej faktów lub dowodów). To, że większość przypadków pomyłek sądowych wykryto w postępowaniach kasacyjnych, w których usuwane są rażące naruszenia prawa, jakich dopuszczono się w orzekaniu, upoważniać ma z kolei do przyjęcia tezy, że przyczyny niesłusznych skazań leżą głównie po stronie sądów.Błędy sędziów w takich sprawach, zdaniem autorów raportu, polegają m.in. na: wymierzaniu kar powyżej ustawowych zagrożeń za przypisane przestępstwa, przypisywaniu winy za czyny niewypełniające znamion przestępstw, pociąganiu osób nieletnich do odpowiedzialności karnej zamiast orzekania na gruncie Ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich, a także błędnej interpretacji przepisów prawa abstrahującej od wypracowanego orzecznictwa.W raporcie wskazano również sytuacje, w których do skazania osoby innej niż sprawca przestępstwa doprowadził brak należytej staranności przy identyfikacji oskarżonego (np. na skutek oparcia się na fałszywym oświadczeniu zatrzymanej osoby). Zdaniem autorów, alarmujące są statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości, zgodnie z którymi rośnie liczba wyroków za przestępstwa składania fałszywych zeznań, co w konsekwencji musi prowadzić do zwiększenia liczby samych pomyłek sądowych. W tym kontekście autorzy raportu przeciwstawiają się praktyce wyrokowania, w której sąd poprzestaje na stwierdzeniu o „braku dania wiary” zeznaniom konkretnego świadka, nie próbując jednocześnie wyjaśniać różnic między takim zeznaniem a pozostałym materiałem dowodowym, ani rozważyć złożenia zawiadomienia do prokuratury odnośnie podejrzenia składania fałszywych zeznań przez świadka.Raport można podsumować cytatem z jego treści: „Najsłabszym ogniwem procesu jest zazwyczaj człowiek (sędzia, obrońca, prokurator), a nie sam dowód lub źródło dowodowe”. Zdaniem autorów, przyczyny błędów profesjonalnych uczestników postępowań to: nadmierna rutyna, nonszalancja w ocenie materiałów dowodowych bądź po prostu brak wiedzy. Rekomendują oni rozszerzenie obowiązku stałego podnoszenia kwalifikacji zawodowych przez sędziów, prokuratorów oraz obrońców, a także wzmocnienie mechanizmów egzekwowania odpowiedzialności zawodowej przedstawicieli tych grup zawodowych.

Marta Rychert