Errare humanum est

Tagi: , , ,
Jolanta Machura-Szczęsna

Fot. Jacek Jankowski

Za każdą omyłką sądową stoi konkretny sędzia, jednak przyczyn omyłek należy szukać również w wadach systemowych wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Ułomnościom sędziów zapobiec może szeroka społeczna kontrola ich pracy – przekonuje sędzia Jolanta Machura-Szczęsna.

Jak mówił Seneka, „Errare humanum est” – mylić się jest rzeczą ludzką. Wspomniana konstatacja dotyczy również osób stanowiących wymiar sprawiedliwości – jak wszystkich, z natury omylnych. Tę oczywistą ludzką słabość uwzględnił ustawodawca, ustanawiając szereg zasad i instytucji procesowych gwarantujących naprawienie ewentualnych błędów Temidy. Służy temu dwuinstancyjność postępowania sądowego, kasacja, sprostowanie oczywistych omyłek przez sąd, który je popełnił, także podwyższona ochrona oskarżonego jako najsłabszego ogniwa w procesie karnym, przejawiająca się w zasadzie domniemania niewinności.

Mimo to omyłki sądowe – jak żadne inne – szczególnie bulwersują opinię publiczną, stanowiąc pożywkę dla krytycznych ocen wymiaru sprawiedliwości. Trudno się temu dziwić – sądy rozstrzygają wszak o najistotniejszych dobrach człowieka: życiu, wolności, godności, rodzinie, własności, często w głośnych procesach poszlakowych.

Wzmożone zainteresowanie kwestią omyłek sądowych, przejawiające się choćby w niedawnych komentarzach prasowych dotyczących publikacji przez Fundację Forum Obywatelskiego Rozwoju raportu pt. „Przyczyny niesłusznych skazań w Polsce”, stanowi przejaw społecznej kontroli nad instytucjami demokratycznego państwa i jako takie jest zjawiskiem ze wszech miar pozytywnym. Warto na kwestię omyłek sądowych spojrzeć również oczami sędziego – de facto potencjalnego sprawcy takich omyłek, przede wszystkim zaś obserwatora i uczestnika sądowej praktyki.

Wzmiankowany raport oraz sprowokowane przez niego komentarze uwypukliły czynnik ludzki jako główną przyczynę pomyłek. Tymczasem, oceniając problem z perspektywy praktyka, dostrzec można trzy grupy przyczyn sądowych omyłek – wynikające z charakteru sędziego, spowodowane brakami w jego wiedzy, a także mające swą genezę w rozwiązaniach systemowych. Tylko dwie pierwsze przyczyny wiążą się z winą konkretnego człowieka, niewątpliwie wszystkie obciążają wizerunek polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Po pierwsze: etyka

Sędziowie, oprócz stosownego wykształcenia, zobligowani są ustawowo do przestrzegania podwyższonych norm etycznych, zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym. Począwszy od Konstytucji RP i ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych, po Kodeks Etyki Sędziowskiej, sędziom stawia się bardzo wysokie wymagania mające gwarantować bezstronność, prawość, nieskazitelność charakteru.

Trzeba przyznać otwarcie, że zarówno system przygotowania zawodowego przyszłych sędziów, jak i sposób ich naboru do zawodu, preferuje teoretyczną wiedzę prawniczą, a nie wartości etyczne. Przyszły sędzia podlega jedynie standardowemu wywiadowi policyjnemu, podczas aplikacji zdaje egzaminy teoretyczne, w czasie praktyki zazwyczaj przygotowuje dla swego patrona projekty orzeczeń. Tym samym brak jest możliwości głębszej oceny jego postawy etycznej. Zresztą, system przydzielania patronom aplikantów nie uwzględnia zawodowego doświadczenia sędziów, dlatego patronami zostają nawet osoby, które same dopiero uczą się zawodu. Nie uwzględnia też czasu, koniecznego do weryfikacji innych – poza wiedzą prawniczą – cech aplikanta.

Podczas pracy, zazwyczaj w charakterze referendarza, przyszły sędzia również podlega ocenie wyłącznie w sferze pracy merytorycznej – w formie lustracji i wizytacji. Nikt nie bada jego etycznych predyspozycji do zawodu. Zresztą, nie sposób nauczyć się prawości, honoru, bycia nieposzlakowanym. Jeszcze trudniej to miarodajnie zbadać, chociaż brak tych cech widać zwykle na pierwszy rzut oka. W efekcie, troska o etyczną stronę zawodu sędziego sprowadza się w praktyce do wygłaszania szczytnych haseł. Przekazywanie i weryfikowanie samej wiedzy prawniczej, bez zadbania o moralną otoczkę wymierzania sprawiedliwości, prowadzi do wniosku, że sądownictwo preferuje dobrych urzędników, którzy jednak niekoniecznie muszą być dobrymi sędziami.

Niedostatek należytej staranności środowiska w dbaniu o poziom etyczny sędziów to pierwotna i chyba najważniejsza przyczyna późniejszych omyłek sądowych. Obniżanie poziomu etycznego jest bowiem źródłem wszelkich innych przywar, takich jak lenistwo, wygodnictwo, konformizm, pycha, lekceważenie obowiązków, pamiętliwość, uleganie nałogom. Każda taka przywara u sędziego stanowi zagrożenie, że wyroki będą nieprzemyślane, zbyt surowe lub zbyt pobłażliwe, obarczone błędem.

Po drugie: doświadczenie

Każdy, kto zna rzemiosło prawnicze „od kuchni” wie, że sędzia, któremu brak dostatecznej praktyki orzeczniczej, przestaje być dobrym prawnikiem. Doskonały teoretyk niekoniecznie jest przecież dobrym sędzią.

W obecnym kształcie aplikacji sądowej liczy się przede wszystkim przekazywanie wiedzy teoretycznej. Po opuszczeniu murów Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury przyszły sędzia trafia na kilkanaście miesięcy do typowo urzędniczej pracy – na stanowisko o bardzo okrojonych kompetencjach, najczęściej referendarza. Następnie, po zdaniu egzaminu, może już zostać sędzią. Osoba taka często przeświadczona jest o swojej „misji”, ale zdarza się, że brak jej koniecznej w zawodzie sędziego pokory.

Brzmi to jak truizm, ale praca sędziego jest trudną sztuką. Wydanie każdego wyroku poprzedzone jest żmudnym procesem przygotowawczym – analizą akt, przeprowadzeniem dowodów, następnie ich oceną, w końcu tzw. subsumpcją, a więc przełożeniem stanu faktycznego na literę prawa. Na każdym etapie tego procesu można popełnić omyłkę. Zanim sędzia dostatecznie opanuje sędziowskie rzemiosło, będzie – co oczywiste – popełniał błędy. Nie wszystkie skoryguje, z różnych względów, druga instancja.

Sędzia bez dostatecznego doświadczenia zawodowego zastosuje prawo, ale niekoniecznie wymierzy sprawiedliwość, bo dobre stosowanie prawa wymaga wyczucia i wprawy. Taki sędzia, nawet wydając zły wyrok, najczęściej ma poczucie, że postępuje zgodnie z prawem. I często, np. w przypadku błędnej oceny materiału dowodowego, jego działanie takie w istocie jest. Tego typu „omyłki sądowe” budzą największą grozę, bo sędzia nie ma nawet świadomości błędnego postępowania.

Stosunkowo łatwo jest skontrolować stan wiedzy sędziego i w przypadku niezadowalających wniosków wskazać środki zaradcze. Szkoda tylko, że wszelkiego rodzaju lustracje i wizytacje sprawdzają prace sędziów w bardzo okrojonym zakresie, bez uwzględnienia stopnia ich obciążenia, czy czasu potrzebnego na przygotowanie się do rozpatrywanych spraw. Preferuje się tzw. załatwialność spraw, a nie pracę sędziów. Niektórzy wizytatorzy uważają nawet, że ich zadanie polega na tym, aby każdemu znaleźć i wytknąć błąd. Ale czy taka postawa wizytatora motywuje sędziego do starannej pracy?

W konsekwencji dostępne sankcje, takie jak wytyki i postępowania dyscyplinarne, mogą służyć do eliminowania osób niepokornych czy niewygodnych dla środowiska, a nie do eliminowania błędów. Jednym słowem, rzadko przyczyniają się do podniesienia jakości samego orzecznictwa.

Sędzia, młotek sędziowski

Fot. Krzysztof Wojciewski

Po trzecie: mankamenty systemu

W ten sposób doszliśmy do trzeciej grupy błędów sędziowskich, a mianowicie tych, które wynikają z wad w ukształtowaniu systemu wymiaru sprawiedliwości.

Odkąd pamiętam, do rozpoznawania spraw trudnych, w pierwszej kolejności karnych, kierowani są sędziowie, którzy dopiero zaczynają zawodową karierę. Dawniej byli to asesorzy, dziś są to z reguły referendarze po nominacji, bez doświadczenia w salach rozpraw, ze znikomą praktyką w dziedzinie prawa karnego. Dzieje się tak dlatego, że w wydziałach karnych zwykle brakuje sędziów. Należy zatem zapełnić etaty, niesłusznie zakładając, że każdy sędzia jest przygotowany do orzekania w każdej sprawie, w każdym wydziale.

Wielce szkodliwa jest, stosowana od pewnego czasu, praktyka „wymuszania” na sędziach zastępstw w salach rozpraw absencjonowanych kolegów (np. w razie ich choroby) – z dnia na dzień, bez możliwości przygotowania się do poprowadzenia takiej sprawy. Szczególnej staranności sędziowskiej nie sprzyja też przepis, w ramach którego sprawa uchylona do ponownego rozpoznania wskutek niewyjaśnienia wszystkich okoliczności trafia do sędziego, który wcześniej jej nie rozpatrywał. W ten sposób dotychczasowy sędzia „pozbywa się” źle poprowadzonej sprawy. Warto podkreślić, że taka zasada nie jest regułą w europejskich systemach prawnych.

Niebagatelne znaczenie ma również nierównomierne obciążenie pracą w sądach. Inaczej orzeka się mając rozsądną ilość spraw w referacie, a zupełnie inaczej – z obciążeniem pracą kilkakrotnie większym, pod groźbą konsekwencji dyscyplinarnych w razie braku czynności w którejś ze spraw. U źródła tego problemu jest brak tzw. pensum, czyli określenia ilości spraw, które sędzia jest w stanie rozpoznać z należytą dokładnością. Logiczna zasada rozpoczynania pracy nad nowym projektem, gdy skończy się poprzedni, w sądach nigdy nie znajdowała zrozumienia.

Kolejny systemowy problem to brak asystentów. W obecnym systemie prawa, szczególnie gdy sędzia krajowy ma obowiązek stosować również prawo europejskie, ilość przepisów i orzeczeń stała się nie do ogarnięcia. Musi zatem istnieć zaplecze informatyczno-asystenckie służące do przygotowywania sędziemu szczegółowych przepisów, orzecznictwa oraz poglądów judykatury, koniecznych do rozpoznania sprawy. W sądach, szczególnie pierwszej instancji, dostęp sędziego do Internetu i asystenta wciąż bywa fikcją.

Niezwykle demoralizującym zjawiskiem jest też brak jasnych, normatywnych zasad awansowania sędziów. Stwarza to hipotetyczną możliwość, że do sądów odwoławczych mogą trafiać osoby o cechach charakteru lub niedostatkach wiedzy, które – postępując zgodnie z rutyną i mając poczucie niewzruszalności stanowiska – będą przyczyniać się do utrzymywania w mocy błędnych rozstrzygnięć. Nawet kolegialność składów orzekających nie stanowi w takich przypadkach gwarancji eliminowania ewentualnych błędów, gdyż praktyka wskazuje, że daną sprawę relacjonuje wyłącznie sędzia sprawozdawca. Podkreślmy, że tak wcale być nie musi, choć jakiekolwiek niejasności systemowe co do zasady sprzyjają nepotyzmowi i ewentualnym nadużyciom.

Wnioski: transparentność i społeczna kontrola

Smutny dla środowiska sędziowskiego i znamienny jest fakt, że w przekazach medialnych jako przyczynę omyłek na pierwszym miejscu wymienia się sędziów, jakkolwiek potencjalnymi ich sprawcami mogą być w równej mierze prokuratorzy, pełnomocnicy czy strony.

Zgodzić się trzeba, że to sędziowie – ze względu na swoją teoretycznie wysoką pozycję ustrojową – podlegają szczególnej społecznej kontroli. Z praktycznymi gwarancjami tej pozycji jest znacznie gorzej, zaś realny wpływ samych sędziów na możliwość zmiany status quo w wymiarze sprawiedliwości jest znikomy. Stąd też skutecznego instrumentu ograniczającego ilość sądowych omyłek należałoby upatrywać przede wszystkim w społecznej kontroli orzecznictwa sądów.

Środkiem do tego celu będzie zwiększenie jawności postępowań sądowych. Chodzi nie tylko o istniejące już gwarancje proceduralne (np. szeroko rozumiana jawność rozpraw), ale przede wszystkim o transparentność całej sądowej machiny – jawność nazwisk sędziów, ich wizerunku, jawność statystyk sądowych, także informacji dotyczących ilości i zasad podziału czynności w sądach. Poddanie społecznej kontroli takich danych jak obciążenie sprawami konkretnych sędziów czy liczba uchylonych i utrzymanych orzeczeń w przypadku każdego z nich, pozwoliłoby skuteczniej subordynować tych, którzy ze swojej winy, a nie np. z powodu nadmiaru obowiązków, popełniają omyłki.

Już słyszę głosy oburzonych powyższą propozycją. Tymczasem brak kontestacji istniejących w sądownictwie nieprawidłowości szkodzi i środowisku sędziów, i obywatelom. Podkreślić trzeba, że istniejące już instrumenty dyscyplinujące stosowane są przez samych sędziów, stąd nie budzą społecznego zaufania.

Obywatele oczekują od nas sprawnych, profesjonalnych orzeczeń. Nie znając realiów naszej pracy często niesłusznie umniejszają jej rolę, dając posłuch chwytliwym medialnie „aferom” w wymiarze sprawiedliwości. Także samo środowisko sędziowskie, wyraźnie nie radząc sobie z kłopotami na własnym podwórku, powinno przychylić się do poddania całego systemu społecznej sankcji.

Pomyłki sądowe były, są i będą. Ważne, by starać się ich odsetek sukcesywnie zmniejszać, bo każda ludzka krzywda wyrządzona sędziowskim błędem to zawsze o jeden błąd za dużo. Zacytujmy raz jeszcze Senekę, tym razem w całości: „Errare humanum est, in errore perservare stultum”. Błądzić jest rzeczą ludzką, trwać w błędzie – głupotą. Wyciągnijmy, jako sędziowie, wnioski z tego przesłania.