Nie reformować ENA

Tagi: , ,
Marcin Przestrzelski - asystent sędziego z Poznania

Fot. Paweł Miecznik

W obecnym kształcie europejski nakaz aresztowania bardzo dobrze realizuje swoją funkcję i świetnie wpisuje się w politykę karania nie tyle surowego, co przede wszystkim efektywnego. Błędem byłoby wprowadzanie zmian skutkujących ograniczeniem ilości takich nakazów wydawanych przez sądy w Polsce – przekonuje Marcin Przestrzelski, asystent sędziego z Poznania.

Od kilku lat słyszymy, że polskie sądy przodują w wykorzystywaniu Europejskiego Nakazu Aresztowania. Z danych statystycznych zebranych przez Komisję Europejską za lata 2005-2009 wynika, że spośród prawie 55 tys. nakazów wydanych w tym okresie przez wszystkie kraje członkowskie Unii Europejskiej, aż 17 tys. (tj. 31 proc.) pochodziło z Polski. W wykonaniu ENA wydanych przez polskie sądy przekazano zaś w tym czasie w sumie 2 765 osób ściganych.

Od czasu przystąpienia Polski do UE zauważalna była wyraźna tendencja wzrostowa, zarówno w ilości wydawanych ENA, jak i w liczbie nakazów wykonanych. Dopiero w latach 2010-2011 odnotowano spadek liczby wydanych ENA. W 2009 r., kiedy to liczba nakazów była najwyższa, polskie sądy wydały ich 4 844, zaś w 2011 r. – już „tylko” 3 809.

Mniej legalizmu?

Jednocześnie, wraz z utrzymującą się znaczną liczbą nakazów z Polski, na forum krajowym, a także europejskim, trwa dyskusja nad zasadnością reformy ENA. Reforma taka miałaby zmierzać do stworzenia mechanizmów ograniczających stosowanie nakazów, de facto więc do odstąpienia w jakimś stopniu od zasady legalizmu na rzecz zasady proporcjonalności.

Jako propozycje takich rozwiązań wskazuje się na konieczność racjonalnej nowelizacji przepisów dotyczących podstaw wydawania Europejskiego Nakazu Aresztowania, na reformę legislacyjną transgranicznego przesłuchania na odległość umożliwiającą przesłuchanie osoby ściganej w kraju jej pobytu, czy też na nowelizację art. 259 § 4 k.p.k. pozwalającego dziś stosować tymczasowe aresztowanie wobec drobniejszych przestępstw, m.in. w sytuacji, kiedy oskarżony się ukrywa lub w inny sposób utrudnia postępowanie. Nowelizacja ta polegać by miała na dodaniu zastrzeżenia, że przepisu nie stosuje się w przypadku wydawania ENA – co miałoby stanowić barierę stosowania nakazu w sprawach rzeczywiście drobnych.

Jakie zatem wartości przemawiają za tym, by złagodzić nieco rygoryzm ścigania za pomocą ENA? Wśród argumentów podnoszonych przez zwolenników takiego rozwiązania na pierwszy plan wysuwają się trzy: fakt, że Polska wydaje najwięcej ENA, co rodzi określone pretensje organów innych państw członkowskich Unii Europejskiej, także rzekomo mała waga niektórych przestępstw wskazywanych w ENA z Polski, i wreszcie, po trzecie, znaczne koszty każdorazowo związane z procedurą wykonania tego instrumentu.

Konieczna nieuchronność kary

Pierwszy z argumentów, choć często powtarzany, nie brzmi zbyt poważnie. Powody dużej częstotliwości wydawania nakazów przez polskie sądy były już zresztą wielokrotnie wyjaśniane, choćby przez przedstawicieli Ministerstwa Sprawiedliwości. Wystarczy przypomnieć, że Polska należy do jednego z najludniejszych państw Unii, a przy tym, po uzyskaniu członkostwa, to nie obywatele Wielkiej Brytanii czy Niemiec (właśnie te kraje najczęściej skarżą się na nadmierną ilość ENA z Polski) masowo przyjeżdżali do Polski, lecz odwrotnie – to nasi obywatele emigrowali najchętniej do tych krajów, korzystając ze wspólnotowej swobody przemieszczania się i zatrudniania. Jednocześnie okazało się, że wśród wielusettysięcznej rzeszy osób, które opuściły nasz kraj, byli również przestępcy widzący w wyjeździe szansę na uniknięcie odpowiedzialności karnej. Ilość wystawianych przez Polskę ENA wynika zatem wyłącznie z faktu, że najwyraźniej przestępcy tacy stanowili bardzo liczną grupę.

Kolejne argumenty, a więc to, że wydawane przez nas ENA często dotyczą drobnych przestępstw oraz że koszty związane z realizacją nakazów są duże, nie wytrzymują konfrontacji z tezami wynikającymi z samej istoty prawa karnego. Wśród prawników dominuje przecież pogląd, sformułowany już w XVIII w. przez Cesarego Beccarię, wedle którego to nie surowość kary, lecz jej nieuchronność, odstrasza potencjalnych sprawców i przeciwdziała zjawisku przestępczości. Zamiast reformować ENA w sposób zmierzający do ograniczenia jego stosowania, powinniśmy się raczej cieszyć, że mamy do dyspozycji dobrze działający środek, który w dodatku świetnie wpasowuje się w przedstawioną wyżej koncepcję. Nie ma bowiem lepszego sygnału dla sprawców przestępstw niż to, że sprawiedliwość dosięgnie ich również poza granicami Polski, bez względu na to, jakiego czynu się dopuścili. Na tym właśnie polega nieuchronność kary.

Poza tym, skoro rezygnujemy z nadmiernej represyjności i obecnie prawo nie musi być surowe, tylko przede wszystkim skutecznie egzekwowane, to pobłażliwość wobec sprawców, którzy opuścili terytorium Polski w celu uchylenia się od odpowiedzialności za popełnione przestępstwo, oznaczałaby klęskę wymiaru sprawiedliwości i po prostu słabość państwa, nie wspominając o całkowitej ignorancji wobec praw osób pokrzywdzonych takimi przestępstwami, choćby błahymi. Innymi słowy, kary nie byłyby w takich przypadkach ani surowe, ani skutecznie egzekwowane – wyłącznie dlatego, że pewne przestępstwa uznawane są za zbyt drobne, zaś koszty realizacji ENA są zbyt wysokie.

Europejski Nakaz Aresztowania

Rys. Łukasz Jagielski

Przestępstwo błahe czyli…?

Pochylając się jeszcze przy zagadnieniu owej „błahości” czynów, która ma rzekomo dotyczyć przestępstw wykazywanych w nakazach z Polski, warto podnieść kwestię obiektywnych kryteriów służących do oceny, czy dane przestępstwo jest wystarczająco poważne, by być przedmiotem ENA.

Pewnych wskazówek w tym zakresie dostarcza już sama Decyzja Ramowa Rady (WE) z dnia 13 czerwca 2002 r. w sprawie europejskiego nakazu aresztowania i procedury wydawania osób między Państwami Członkowskimi (2002/584/WSiSW). Posługuje się ona w zasadzie jedynym kryterium, a mianowicie surowością kary grożącej lub orzeczonej za przestępstwa wskazane w ENA. Z jednej strony, zgodnie z art. 2 ust. 1 Decyzji, ENA może zostać wydany wyłącznie w odniesieniu do czynów zagrożonych karą pozbawienia wolności lub środkiem zabezpieczającym o maksymalnym wymiarze co najmniej 12 miesięcy, albo w przypadku, gdy zapadł wyrok lub wydano środek zabezpieczający o wymiarze co najmniej czterech miesięcy. Z drugiej strony, w art. 2 ust. 2 tego aktu określono katalog najpoważniejszych przestępstw, w przypadku których nie jest konieczne badanie tzw. podwójnej karalności, a więc już ze swej istoty stanowią one podstawę do przekazania osoby ściganej w trybie ENA. Cechą wspólną wymienionych w tym katalogu przestępstw jest zagrożenie karą co najmniej trzech lat pozbawienia wolności.

Ponadto, zgodnie z motywem 6. preambuły Decyzji Ramowej, ENA został powołany do życia przede wszystkim jako pierwszy etap i środek do usprawnienia współpracy sądowej pomiędzy państwami członkowskimi, bez zastrzeżenia, jak się często uważa, że współpraca ta ma dotyczyć jedynie najpoważniejszych przestępstw. Podnieść również wypada, co też wynika z treści wspomnianej preambuły (motyw 7.), że postanowienia Decyzji Ramowej sformułowano już z uwzględnieniem zasady proporcjonalności.

Jak widać, zapisy aktu prawnego ustanawiającego ENA dają wszelkie podstawy do twierdzenia, że jakiekolwiek czyny, które spełniają warunki określone w Decyzji Ramowej, nie mogą być uznawane za drobne czy błahe. Przyjęcie innego poglądu może natomiast doprowadzić do sytuacji, w której ocena wagi przestępstwa stanie się zupełnie dowolna, zaś – uwzględniwszy istotne różnice w systemach prawnych państw stosujących ENA – mechanizm europejskich nakazów może zostać sparaliżowany, z niewątpliwą szkodą dla samych państw członkowskich, a z korzyścią dla przestępców.

Sprawiedliwość kosztuje

Wracając do argumentu dotyczącego kosztów, jakie ponoszą państwa członkowskie wykonując ENA, należy w pierwszej kolejności zaznaczyć, że obciążają one dwie strony – państwo wydania oraz państwo wykonania nakazu. Zgodnie z art. 30 Decyzji Ramowej, wydatki poniesione na wykonanie ENA (będą to koszty odnalezienia osób ściganych, w tym koszty użycia sprzętu i paliwa, następnie koszty pomocy prawnej i tłumacza czy koszty ewentualnego pobytu ściganego w areszcie) obciążają państwo wykonujące, zaś wszelkie inne wydatki, a więc te, które nie zostały poniesione na terytorium państwa wykonania (głównie koszty samego wystawienia nakazu, jego tłumaczenia, a następnie transportu ściganego do państwa wystawienia), obciążają już państwo wydające nakaz.

Nie są niestety dostępne dane pozwalające na ustalenie dokładnej wysokości wydatków, jakie ponoszą poszczególne państwa członkowskie z tytułu mechanizmu europejskiego nakazu aresztowania (np. w Polsce nie zostały one jak dotąd policzone), wskazuje się jednak, że każdorazowe zastosowanie procedury ENA kosztuje przeciętnie 25 tys. euro.

Niezależnie jednak od rzeczywistej wysokości tych kosztów, stwierdzić należy, że uwzględnienie interesów fiskalnych, jakkolwiek istotne, nie jest najważniejszym celem wymiaru sprawiedliwości. Znacznie bardziej istotne jest pociągnięcie sprawcy do odpowiedzialności oraz skuteczne wykonanie wymierzonej kary – i każde państwo powinno zapewnić ku temu odpowiednie środki. Jeśli bowiem okazałoby się, że wymierzenie sprawiedliwości ze względów finansowych nie jest celowe, czy, co gorsza, możliwe, to taka konstatacja świadczyłaby o niewydolności samego państwa, w szczególności o niewywiązywaniu się z podstawowych obowiązków względem obywateli.

Wbrew regulacjom wspólnotowym

Omówione powyżej argumenty przeciwników legalistycznej praktyki stosowania mechanizmu ENA podnoszone są także w ramach działalności poszczególnych organów Unii Europejskiej. Rekomendują one Polsce zapewnienie, już na poziomie krajowym, by ENA wydawane były tylko wówczas, gdy uzasadnione jest to wagą przestępstw. Partnerzy europejscy rekomendują nam stworzenie mechanizmów „sprawdzania proporcjonalności” (ang. proportionality check) w celu zapobieżenia zjawisku wydawania nakazów dotyczących przestępstw wprawdzie wchodzących w zakres art. 2 ust. 1 Decyzji Ramowej, jednak nie na tyle poważnych, by uzasadniały podjęcie środków i współpracy służących wykonaniu nakazu. Jako przykłady takich przestęstw podaje się drobniejsze kradzieże, niepłacenie alimentów czy posiadanie niewielkiej ilości narkotyków.

Co ciekawe, eksperci unijni przyznają jednocześnie, że nie można odmówić wykonania ENA opierając się na zasadzie proporcjonalności. Odmowa taka, w przypadku gdy ścigane przestępstwo spełnia wymogi stawiane przez Decyzję Ramową, stanowiłaby bowiem naruszenie samej Decyzji Ramowej. Oznaczałaby ponadto zakwestionowanie polityki karnej obowiązującej w państwie wydającym nakaz oraz zagrażałaby istocie systemu ENA, opartego na zasadzie wzajemnego uznawania i zaufania w stosunkach między państwami członkowskimi. Tym samym przyjąć należy, że skoro nakaz wydany przez polski sąd odpowiada kryteriom określonym w Decyzji Ramowej, swoista autokrytyka obowiązującej w państwie członkowskim polityki karnej na etapie wydawania ENA staje się tym bardziej nieuzasadniona.

Skuteczność przede wszystkim

Podsumowując, należy wyrazić przekonanie, że Europejski Nakaz Aresztowania w obecnym kształcie bardzo dobrze realizuje swoją funkcję i bardzo dobrze wpisuje się w obrany przez Polskę kierunek karania nie tyle surowego, co przede wszystkim efektywnego. Błędem byłoby więc wprowadzanie zmian ograniczających możliwość wydawania europejskich nakazów aresztowania.

Ograniczenia takie uwzględniałyby wprawdzie postulaty części państw i organów Unii Europejskiej oraz pozwoliły na poczynienie pewnych oszczędności, jednak spowodowałyby, że znaczna liczba spraw prowadzonych przez polskie organy ścigania i sądy musiałaby zostać zawieszona – aż do czasu przedawnienia karalności czynów bądź przedawnienia wykonania kar już orzeczonych. To z kolei zrodziłoby dramatyczne pytanie o istotę mechanizmu ENA – czy ma on służyć pociągnięciu do odpowiedzialności sprawcy przestępstwa, czy też stanowi wartość samą w sobie, której sprawiedliwość musi czasem ustąpić.