Dubois

Telesprawiedliwość

Tagi: , , , , ,
Jacek Dubois

Rys. Łukasz Jagielski

Prokuratura, dbając o swój wizerunek, chce szczycić się sukcesami. Coraz częściej nagłaśnia więc prowadzone przez siebie sprawy – w Internecie, w relacjach dla mediów, zwłaszcza podczas konferencji prasowych. Tyle, że przed sądem opinii publicznej jej „przeciwnik” nie ma zagwarantowanych równych szans.

Od kiedy uzbrojeni w kamery reporterzy zadomowili się w sądach, wymierzanie sprawiedliwości stało się spektaklem oglądanym przez miliony. Takie zainteresowanie powinno nas prawników cieszyć, bo pokazywanie rozpraw wpływa na kulturę prawną i pomaga realizować cele kary w zakresie prewencji ogólnej. Niestety, edukacja nie jest rzeczywistym celem telewizji i brukowców. Dla większości dziennikarzy najistotniejsze są sensacyjne aspekty rozprawy, a rzeczywiste funkcje procesu, czyli dotarcie do prawdy i wydanie sprawiedliwego orzeczenia, zostają zepchnięte na dalszy plan.

Media chcą pokazać atrakcyjny show z uczestnikami odzianymi w togi. W konsekwencji sala sądowa zatraca swój dostojny wygląd przekształcając się w studio telewizyjne, z którego prowadzona jest transmisja na żywo. Prawnicy, otoczeni przez reporterów z wyciągniętymi mikrofonami i dyktafonami, często bardziej muszą się koncentrować na tym, by nie stracić zębów, niż na swoich przemówieniach.

Obserwując niedawno reporterów leżących na podłodze przed stołem sędziowskim z zazdrością pomyślałem o amerykańskim sądzie, w którym istnieje przestrzeń nie do przekroczenia bez zgody sędziego. To tradycja pochodząca z okresu Dzikiego Zachodu, kiedy sędziowie byli przedmiotem ataku publiczności. W konsekwencji dziś nawet prokurator i adwokaci muszą prosić tamtejszego sędziego o zgodę na podejście. Może to pomysł na przywrócenie równowagi pomiędzy powagą sądu a potrzebami informacyjnymi mediów także w Polsce?

Każdy spektakl medialny musi mieć dobrych i złych bohaterów, dlatego przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości nie tylko realizują powierzone im zadania, ale walczą o swój medialny odbiór. Sprawy już dawno przestały odbywać się jedynie przed sądem powszechnym, równolegle toczą się przed sądem opinii publicznej, który potrafi być okrutny i wydawać surowe oraz nieprzemyślane wyroki w trybie doraźnym i bez prawa do odwołania. Przed takim sądem łatwo zabłysnąć.

Czy sytuacja, gdy celem organów procesowych jest nie tylko dojście do prawdy, ale również kreowanie własnego wizerunku, w konsekwencji nie prowadzi do zagrożenia respektowania zasady równowagi stron procesowych? Reguły postępowania karnego są przejrzyste – sprawca powinien zostać wykryty i pociągnięty do odpowiedzialności, a osoba niewinna odpowiedzialności ponosić nie może. Orzeczenia sądów najczęściej tę zasadę realizują. Sytuacja jest zgoła inna, gdy sprawa przenosi się na forum publiczne, gdzie reguły procedury nie obowiązują. Jak zatem zapewnić uczciwość tego drugiego procesu, gdzie stawką jest godność, dobre imię, kariera i majątek osoby postawionej pod zarzutami?

Policja i prokuratura mają za zadanie ściganie przestępców. Dbając o swój wizerunek siłą rzeczy chcą szczycić się sukcesami. Najprostsza metoda to informowanie o zatrzymaniach. Polskie organa ścigania opracowały to do perfekcji – obok publikacji na swoich stronach internetowych, w zanadrzu mają regularne relacje dla mediów z kolejnych czynności procesowych, a nawet zwoływanie konferencji prasowych. Czy takie upublicznianie działań nie wpływa na późniejszy obiektywizm organów prowadzących postępowanie? Trudno po medialnych oświadczeniach, że zatrzymało się sprawcę, przyznać się później do pomyłki. Łatwiejszym wizerunkowo wyjściem jest ciągnięcie sprawy w nieskończoność, aż zatrze się ona w pamięci.

Teoretycznie celem postępowania karnego jest dotarcie do prawdy. W praktyce zdarzają się konferencje prasowe zwoływane zanim zatrzymany zostanie przesłuchany i dostanie szansę przedstawienia swojego stanowiska. W efekcie podejrzany jest poddawany publicznej ocenie jednostronnie, bo na takiej konferencji o sprawie wypowiadają się tylko przedstawiciele organów ścigania. Tej dysproporcji nie przywrócą nawet późniejsze medialne komentarze podejrzanego bądź jego obrońcy, którzy nie znając materiałów postępowania siłą rzeczy znajdują się w defensywie. Zresztą, obrońca, któremu odmówiono wglądu do akt tłumacząc to dobrem postępowania, o szczegółach sprawy dowiaduje się często dopiero z prokuratorskiej konferencji.

Jeśli postawienie zarzutów było słuszne – chwała prokuraturze. Co jednak, gdy wstępna diagnoza okaże się mylna? Jeśli zapadnie wyrok uniewinniający, strat poniesionych przed sądem opinii publicznej nie będzie już można wynagrodzić. Do niedawna samorząd adwokacki zastanawiał się, czy obrońca powinien wypowiadać się publicznie o sprawie, którą prowadzi. Upublicznianie przez organa ścigania informacji o postępowaniach pytanie to uczyniło bezprzedmiotowym.

Adwokat musi dziś bronić klienta, oczywiście z uwzględnieniem zasady umiaru, również przed sądem opinii publicznej. Istotne jest, jakie damy mu narzędzia prawne, by mógł to robić skutecznie, doprowadzając do równowagi stron i w tym procesie. Rozwiązanie wydaje się proste. Jeśli organa ścigania decydują się sprawę nagłośnić, przeciwnikowi winny zagwarantować równe szanse. W konferencjach prasowych prokuratury prawo uczestnictwa powinien mieć przedstawiciel podejrzanego, by mógł polemizować z tezami oskarżenia. Podobnie, jeśli prokuratura chce powoływać się na dane z akt, to powinna je udostępnić również obronie.

Na koniec kwestia konsekwencji. Państwo wszczynając spór przed opinią publiczną musi się liczyć z finansowymi konsekwencjami swojej porażki. Przewidywalne następstwo publicznego oskarżenia to utrata zaufania, przyjaciół, klientów, często bankructwo. Ograniczenie odpowiedzialności państwa tylko do odszkodowań za niesłuszne tymczasowe aresztowanie to za mało. Kary wymierzone przez otoczenie jeszcze przed werdyktem sądu bywają bowiem bardziej dotkliwe niż pobyt w areszcie.

W czasach globalnego obiegu informacji prawnikom nie uda się już powrócić w zacisze sal sądowych. Skoro pełnomocnicy muszą dziś walczyć także w blasku telewizyjnych fleszy, to warto spowodować, by podlegali równie jasnym regułom gry, co te obowiązujące w salach sądowych.