Menadżer w sądzie

Tagi: , , , ,
Dyrektor - manager

Rys. Łukasz Jagielski

Od stycznia 2013 r. dotychczasowi dyrektorzy i kierownicy finansowi sądów zyskają nowe uprawnienia. W pełni zajmą się zarządzaniem kadrą administracyjną, prezesom zaś pozostanie nadzór nad działalnością orzeczniczą sądów. Reforma ma poprawić efektywność wymiaru sprawiedliwości, jednak sędziowie obawiają się zmian. Czy słusznie?

System menadżerski w sądach powszechnych wprowadza nowelizacja ustawy prawo o ustroju sądów powszechnych, uchwalona w sierpniu 2011 r. (Dz. U. z 2011 r. Nr 203 poz. 1192). A dokładniej jej ostatni akord – wejście w życie z dniem 1 stycznia 2013 r. przepisów na nowo określających kompetencje dyrektorów sądów.

Samo hasło może brzmi rewolucyjnie, bo menadżerowie jak dotąd byli domeną korporacji. Rewolucji jednak nie będzie. Ministerstwo zapewnia, że jedynie finalizuje zmiany w organizacji zarządzania sądami, zapoczątkowane jeszcze zmianą u.s.p. z 2001 r. To wtedy w sądach apelacyjnych i okręgowych pojawili się dyrektorzy, a w rejonowych – kierownicy finansowi. W ich kompetencjach znalazły się m.in. sprawy budżetowe, gospodarki finansowej i audytu. Obecna nowelizacja rozszerza te uprawnienia o kierowanie administracją – tak, by ostatecznie oddzielić kwestie związane z obsługą sądu od jego funkcji orzeczniczej. Dodatkowo, dotychczasowi kierownicy finansowi z sądów rejonowych staną się ich dyrektorami.

Dyrektor czyli finansista

Co zmienia się w sądach z początkiem 2013 r.? Dyrektor, powoływany i odwoływany przez Ministra Sprawiedliwości (choć wciąż podległy służbowo prezesowi sądu i powoływany na jego wniosek – kandydaturę wyłania się w drodze konkursu), oprócz zarządzania finansami i inwestycjami, będzie teraz odpowiadał również za nadzór nad urzędnikami w sądzie. Będzie ich zatrudniał i zwalniał. Dyrektor będzie też odpowiedzialny za sprawne funkcjonowanie sekretariatów – słowem będzie dbał o zapewnienie sędziom właściwych warunków pracy.

Prezesi sądów, którzy do 2001 r. byli, obok kolegiów, jedynymi organami władzy w sądach, z biegiem lat i kolejnymi nowelizacjami u.s.p. zaczęli dzielić się uprawnieniami z dyrektorami. Począwszy od 2013 r. w ich wyłącznych kompetencjach pozostaje odpowiedzialność za sprawy związane z działalnością orzeczniczą sądu, w tym nadzór i organizację pracy sędziów, referendarzy sądowych i asystentów sędziów. Nadal jednak to prezesi mają decydujący wpływ na określanie najważniejszych potrzeb administracyjnych sądów.

Dyrektorami-menadżerami będą mogły zostać osoby z wykształceniem wyższym oraz doświadczeniem na podobnych stanowiskach, które wygrają konkurs. Dotychczasowi dyrektorzy i kierownicy finansowi (dyrektorów, ich zastępców oraz kierowników finansowych jest obecnie w sądach 252) nowe kompetencje otrzymają z definicji.

Szef jest tylko jeden?

Zmiany dotychczasowego sposobu zarządzania sądami oraz przesunięcie prezesów do funkcji stricte orzeczniczych budzą w środowisku sędziowskim obawy. Sędzia Waldemar Żurek z Sądu Okręgowego w Krakowie, członek KRS, obawia się o zachwianie ustrojowego modelu trójpodziału władzy. – Pamiętamy wszyscy nowelizację sprzed lat, która z funkcji dyrektora utworzyła organ sądu. Dla mnie sąd jest emanacją władzy sądowniczej, a władza sądownicza cechuje się tym, że sprawuje wymiar sprawiedliwości. Organy sądu muszą zatem składać się z niezawisłych sędziów. Jeśli dany organ tego przymiotu nie spełnia, nie może być organem sądu – twierdzi.

Sędzia Żurek uważa, że dyrektorzy w sądach są potrzebni, mówi jednak o ryzyku ich „uzależnienia” od Ministra Sprawiedliwości, który sprawuje funkcję z politycznego nadania. Obawia się pokus „ręcznego sterowania” i politycznego klucza w obsadzaniu stanowisk urzędniczych w sądach. Jego wątpliwości dotyczą też podporządkowania służbowego kadry administracyjnej sądów dyrektorom. Bo prezes nie będzie miał wpływu na to, kogo przyjmuje się do pracy urzędniczej, a także na sposób rozlokowania pracowników w sądzie. – Prezes elastycznie przesuwa pracowników, a ekonomista dyrektor może powiedzieć: trzymamy się planu. Ekonomiści kochają plany, budżety, bilanse. Tymczasem wymiar sprawiedliwości to nie są klasyczne zakłady produkcyjne, gdzie zasadą jest konieczność wypracowywania zysków – mówi Żurek.

Potrzeba eksperta od zarządzania

Dwuwładzy w sądzie obawia się z kolei Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego Stanisław Dąbrowski. – Dyrektorzy są potrzebni, ale lepiej by było, żeby za sąd była odpowiedzialna jedna osoba. Prezes powie, że odpowiada dyrektor, a dyrektor, że on pełni tylko funkcje pomocnicze – twierdzi sędzia Dąbrowski. Zauważa jednocześnie, że pomysł odciążenia sędziów od pracy administracyjnej jest dobry, wolałby jednak, by prezesi mieli wpływ na powoływanie i odwoływanie dyrektorów. – Nowelizacja wchodzi w życie. Poczekajmy na rezultaty – mówi Dąbrowski.

Zwolennikiem koncepcji menadżerskiego zarządzania sądami jest sędzia Marcin Łochowski, rzecznik Sądu Okręgowego Warszawa-Praga w Warszawie. Łochowski przyznaje, że model menadżerski budzi wśród sędziów wiele kontrowersji. Podejrzewa, że obawy środowiska spowodowane są nie tyle treścią nowych rozwiązań, co samym faktem zmian. – Powierzenie dyrektorowi kierowania działalnością administracyjną w zakresie zapewnienia w sądzie odpowiednich warunków techniczno-organizacyjnych zrywa z kilkudziesięcioletnią tradycją kierowania całością sądu przez jego prezesa – zauważa sędzia Marcin Łochowski. – Co do zasady, nowe rozwiązania zasługują na pozytywną ocenę. Sędziowie będący znakomitymi prawnikami nie zawsze są ekspertami z zakresu zarządzania.

Jego zastrzeżenia dotyczą ewentualnych sporów kompetencyjnych między prezesem a dyrektorem. – Teza, że prezes będzie jedynie „petentem” wobec dyrektora, nie jest pozbawiona racji. Co prawda prezes jest zwierzchnikiem służbowym dyrektora, ale to raczej zwierzchnictwo tytularne. Prezes nie dysponuje w zasadzie żadnymi uprawnieniami władczymi wobec dyrektora, nie może mu wydawać poleceń dotyczących sfery kierowania działalnością administracyjną sądu. W konsekwencji Ministerstwo Sprawiedliwości, które powołuje dyrektora, bierze na siebie odpowiedzialność za należyte zorganizowanie i prawidłowe funkcjonowanie administracji sądowej – stwierdza sędzia Łochowski.

Sekretariat sądu

Fot. Paweł Miecznik

Zmiana ewolucyjna

Prezes nie będzie jednak całkowicie pozbawiony wpływu na organizację pracy administracyjnej w sądzie. W myśl przepisów, dyrektor w porozumieniu z prezesem określa rozmieszczanie i liczbę poszczególnych stanowisk urzędniczych. W tym przypadku prezes, jako formalny przełożony dyrektora, będzie miał realny wpływ na jego decyzję. Kolejny element „kontroli” poczynań dyrektora to roczne sprawozdanie dyrektora z jego działalności. Jest ono opiniowane przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Apelacji. Negatywa opinia Zgromadzenia może stać się podstawą odwołania dyrektora. Nie będzie mógł on zatem lekceważyć uwag i potrzeb sędziów.

Przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości zapewniają, że zarządzanie menadżerskie w sądach nie jest rozwiązaniem rewolucyjnym. – To tylko niewielka modyfikacja obecnego modelu organizacji pracy. Dyrektor do tej pory zajmował się projektowaniem i wykonywaniem budżetu oraz realizacją inwestycji. Teraz podlegać będą mu również pracownicy administracyjni. Sędziowie na tym tylko zyskają, bo nie będą musieli zajmować się całym zapleczem funkcjonowania sądu – twierdzi Jan Paziewski, dyrektor Departamentu Budżetu, Kontroli Zarządczej i Efektywności w Ministerstwie Sprawiedliwości. Celem zmian jest wdrożenie nowowczesnego systemu zarządzania kadrą administracyjną w sądach, zwiększającego efektywność jej wykorzystania, a także zmiana modelu finansowania sądów poprzez zmianę struktury dysponentów środków budżetowych. Dyrektorowi sądu apelacyjnego będą teraz podlegać bezpośrednio wszyscy dyrektorzy sądów z obszaru apelacji, ujednolicone też zostaną kryteria rozdziału środków dla sądów z całej apelacji. Skorzystają na tym duże sądy, które załatwiają najwięcej spraw.

Dyrektor Paziewski przypomina, że gdy w 2002 r. do sądów wprowadzono dyrektorów, przedstawiciele środowiska sędziowskiego również zgłaszali obawy odnośnie ryzyka dwuwładzy w sądach i marginalizacji prezesów. – W Norwegii obsługą administracyjną zajmuje się osobna instytucja, Krajowa Administracja Sądów, i tam nikt nie zgłasza, że godzi to w niezawisłość sędziowską – zauważa. – W Polsce 10 lat temu też były obawy o konflikty na linii prezes-dyrektor. W praktyce pojawiło się ich niewiele i szybko udało się je rozwiązać. Zdarzało się choćby, że prezesi oczekiwali realizacji innych zakupów dla sądu, ponad finansowe możliwości. Ale wszystko da się wypracować w drodze współpracy, zresztą dyrektorzy znają swoje miejsce w sądach.

Ministerstwo Sprawiedliwości stoi na stanowisku, że głównym celem zwiększenia uprawnień dyrektorów w sądach jest oddzielenie spraw administracyjnych od funkcji orzeczniczych. Dzięki ostatniej zmianie u.s.p. od obowiązków biurokratycznych zostaną odciążeni również przewodniczący wydziałów – kierownicy sekretariatów będą bowiem podlegać dyrektorom.

Podobne rozwiązania obowiązują w niektórych krajach Unii Europejskiej, np. w Portugalii czy Holandii. Taki model zarządzania sądami postulowany jest też przez Radę Europy. W opinii przedstawicieli Ministerstwa, jest on szansą na „efektywny wymiar sprawiedliwości” – z łatwym dostępem do sądu, w którym obywatel szybko i skutecznie może otrzymać ochronę prawną.

Klucz we współpracy
Jan Gajewski - dyrektor Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim

Fot. Toamasz Kurzydlak

Mariusz Jałoszewski: – Prezes sądu powierzył Panu funkcję dyrektora-menadżera już w lipcu 2012 r., zgodnie z możliwością zawartą w ustawie nowelizującej u.s.p. Co Pan robił wcześniej, jakie ma doświadczenie?

Jan Gajewski, dyrektor Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim: – Dyrektorem w sądzie w Piotrkowie jestem od 2002 r. Wcześniej byłem dyrektorem w Banku Pekao SA, NBP, także w innych dużych przedsiębiorstwach, jednocześnie wykładałem w wyższych uczelniach. Mam wykształcenie ekonomiczne o specjalności organizacja zarządzania.

– Czy menadżer z ekonomicznym przygotowaniem będzie „czuł” specyfikę wymiaru sprawiedliwości?

– Dyrektorzy w sądach funkcjonują już od 10 lat, będąc ich organami w dziedzinie finansów. Prezes jest strategiem odpowiedzialnym za realizację podstawowych funkcji sądu, natomiast dyrektor, zarządzając środkami finansowymi, wspomaga realizację stawianych zadań. Nowa ustawa niewiele zmienia, rozszerza jedynie kompetencje dyrektora o funkcje związane z racjonalnym gospodarowaniem personelem.

Dyrektorzy w sądach już od dawna są menadżerami, zarządzają budżetem oraz majątkiem. Jak wskazuje dotychczasowa praktyka, bardzo rzadko dochodzi do konfliktów między nimi a prezesami. Dyrektorzy do tej pory zdążyli dobrze poznać specyfikę wymiaru sprawiedliwości i są w stanie sprostać stawianym zadaniom.

– Są obawy o to, czy w sądach nie dojdzie do konfliktów dyrektorów z prezesami.

– Zadaniem dyrektora jest maksymalne wykorzystanie potencjału pracowników administracyjnych, podnoszenie ich sprawności i efektywności, a także ich racjonalne rozmieszczenie w poszczególnych komórkach sądu. Działania te mają być realizowane przy dobrej współpracy kadry kierowniczej średniego i wyższego szczebla – przewodniczących wydziałów, kierowników sekretariatów, oddziałów, itp. Nie można zakładać, że dyrektorowi przyświecają inne cele niż prezesowi sądu bądź przewodniczącemu wydziału, że będzie dochodzić do konfliktów. Przecież wszystkie organy sądu maja dbać o prestiż sądu i jego pozytywną ocenę przez społeczeństwo.

– Czy miał Pan z prezesem spory typu: prezes wnioskuje o jakieś wydatki, a Pan mówi twardo, że „nie ma pieniędzy”?

– Oczywiście. W sytuacji, gdy środki finansowe w budżecie są ograniczone, trudno zrealizować wszystkie, nawet najbardziej innowacyjne pomysły. Jednak w moim przypadku zawsze mogę liczyć na decyzje prezesa wspomagające moje działania.

– Jak wygląda rekrutacja nowych pracowników? Kto tu ma decydujący głos?

– W krótkim okresie zarządzania kadrami administracyjnymi starałem się skupić na zbudowaniu efektywności pracy poszczególnych osób i zaproponować przesunięcia pomiędzy wydziałami tak, by obciążenie pracą było w miarę możliwości równe. Ponieważ brakuje środków finansowych na zwiększenie zatrudnienia, można jedynie podejmować działania racjonalizujące wykorzystanie potencjału kadrowego.

– Jakie jest największe wyzwanie stojące przed dyrektorami-menadżerami?

– Dzisiaj, w dobie kryzysu, przy ograniczonych środkach sądów, najważniejsze jest ich racjonalne wydatkowanie. Wyzwaniem jest zmiana systemu wynagradzania urzędników na bardziej motywacyjny, a to nie jest łatwe w obecnej sytuacji budżetu państwa.