Sąd od strony publiczności

Tagi: , , ,
Temida przyjazna obywatelom

Rys. Łukasz Jagielski

Tomy prac naukowych, debaty, polityczne projekty, nowelizacje przepisów prawa, komentarze, szkolenia… O tym, jak odbudować autorytet wymiaru sprawiedliwości, powiedziano już wszystko. Raport podsumowujący kolejny Obywatelski Monitoring Sądów Rejonowych i Okręgowych wskazuje sposoby najprostsze i niejednokrotnie najbardziej skuteczne.

Obserwacji funkcjonowania sądów dokonało między lipcem 2011 r. a lipcem 2012 r. ponad 500 studentów, wolontariuszy fundacji Court Watch Polska. To już druga edycja projektu, który z roku na rok poszerza swój zasięg.

Obywatelski Monitoring Sądów jest największym w Polsce projektem badawczym poświęconym kwestii postrzegania wymiaru sprawiedliwości przez tzw. laików. Wolontariusze odwiedzili 113 sądów rejonowych i okręgowych, spędzając w nich wiele godzin na monitorowaniu ponad 5 tys. rozpraw i sądowych posiedzeń. Autorzy raportu przeprowadzali też bezpośrednie wywiady z uczestnikami rozpraw – przede wszystkim z sędziami, prokuratorami, adwokatami.

Co zrozumiałe, wolontariusze nie oceniali trafności wyroków, postanowień czy zarządzeń. Ich zadaniem było przyjrzenie się stronie organizacyjno-technicznej wymiaru sprawiedliwości, a więc dostępowi do sądów, sposobom organizacji rozpraw, terminowości ich przeprowadzania oraz tzw. kulturze (stylowi) sądzenia. Występując w charakterze publiczności badali też reakcje sędziów na pojawienie się na sali rozpraw osoby postronnej.

Jawność

Przed laty publika w sądzie to było coś zupełnie zwyczajnego. Całe ulice przychodziły do sądu, by na własne oczy ujrzeć oskarżonego o zbrodnię dokonaną w sąsiedztwie. Na niektóre procesy sąd musiał wręcz wydawać wejściówki. Dziś publiczność na rozprawie to rzadkość, ostatni „sądowi kibice” w sądowych korytarzach przestali pojawiać się jakieś 5-10 lat temu. Swoje zrobiła telewizja i powszechny dostęp do wielu źródeł informacji.

Nie zmienia to faktu, że z mocy Konstytucji rozprawa sądowa co do zasady pozostaje jawna. Okazuje się, jak wynika z raportu, że część sędziów do tego stopnia odwykła już od publiczności w salach rozpraw, że – mówiąc łagodnie – nie kryje zaskoczenia obecnością publiczności.

Bywało – czytamy w raporcie Fundacji Court Watch – że sędzia wypraszał z sali obserwatora procesu, pomimo iż postępowanie bez wątpienia było jawne. Były i inne incydenty. „Sędzia wypytywała mnie o powód mojej obecności i moją osobę – studia, zajęcia itp. Po przerwie wyprosiła mnie z sali” – oto relacja z Sądu Rejonowego w Tychach (I Wydział Cywilny, marzec 2012 r.). Albo z obserwacji wolontariuszy z Sądu Rejonowego Szczecin-Centrum (IV Wydział Karny, marzec 2012 r.): „Sędzia potraktował nas w bardzo nieładny sposób. Zapytał, czy jesteśmy wycieczką. Oczywiście, wytłumaczyliśmy wszystko, niestety sąd nas wyprosił, ponieważ nie wie, czy mamy 18 lat, jesteśmy studentami oraz czy nie posiadamy broni (co zostało sprawdzone przy wejściu do budynku)”. „A panie to kto?”, „Dlaczego tak w charakterze publiczności?”, „Już dzisiaj jakieś tu łaziły” – to z kolei cytaty z sal Sądu Rejonowego Kraków Śródmieście (II Wydział Karny, czerwiec 2012 r.).

Zdarzały się też kuriozalne sytuacje, gdy sędzia żądał przedkładania wolontariuszowi zaświadczeń z fundacji i od tego uzależniał zgodę na pozostanie obserwatora w sali, albo też w toku jawnej rozprawy zakazywał publiczności robienia notatek.

Dość często też – głosi raport – brakowało w sądzie informacji o wyłączeniu jawności rozprawy. Również w sytuacjach, gdy sąd wcześniej wiedział o okolicznościach sprawy wymagających wyłączenia jawności, swoją decyzję ogłaszał dopiero w sali rozpraw, wypraszając z niej publiczność. „Gdy o wyłączeniu jawności wiadomo z góry, informacja o tym powinna znaleźć się na wokandzie” – to jeden z postulatów autorów raportu.

Spostrzeżenia wolontariuszy odnośnie „problemów z jawnością” dotyczyły sytuacji, w których sędzia miał zastrzeżenia co do obecności publiczności (5 proc. obserwowanych rozpraw jawnych), oraz takich, w których obserwator uznał, że sędzia zachował się w stosunku do publiczności niekulturalnie i agresywnie (3 proc. spraw).

Oczywiście, jednych cechuje wyższa, innych niższa kultura osobista, być może też obcesowy sędzia miał tzw. gorszy dzień. Niemniej Zbiór Zasad Etyki Sędziowskiej, opracowany i uchwalony przez Krajową Radę Sądownictwa, głosi, że sędzia ma zachowywać się godnie, przestrzegać dobrych obyczajów, dbać o autorytet sądu oraz unikać zachowań podważających zaufanie do jego bezstronności. Wobec powyższego, opisane w raporcie zachowania sądu należy uznać za niedopuszczalne.

Punktualność

Jedną z najbardziej irytujących obywateli przypadłości sądownictwa jest niepunktualność Temidy. Raport z monitoringu głosi: o czasie rozpoczęto jedynie 46 proc. obserwowanych rozpraw, a pozostałe miały opóźnienia. Gdy na wokandzie widnieje 10-15 spraw do rozpoznania, a opóźnia się już druga w kolejności, naturalną konsekwencją jest „obsuwka” kolejnych. Jedna trzecia odnotowanych przez fundację opóźnień wynikała z takich właśnie przyczyn.

Rzecz jasna, nikt rozsądny nie będzie postulować przerywania ważnego przesłuchania czy innej istotnej czynności sądu tylko dlatego, że właśnie dobiegł końca zaplanowany czas rozprawy. Dużo mniej ekonomiczne byłoby ponowne wzywanie tego samego świadka na inny termin, niż poświęcenie mu dodatkowego kwadransa czy dwóch. Problem jest jednak gdzie indziej. Otóż bardzo rzadko, bo jedynie w 16 proc. obserwowanych rozpraw, zdarzało się, by strony oczekujące na korytarzu na swoją sprawę doczekały przeprosin za opóźnienie i informacji o jego powodach, bądź też powiadomienia, jak długo opóźnienie potrwa. Tymczasem odpowiedni komunikat byłby prostym sposobem na przekazanie oczekującym osobom (prawnikom mającym być może inne zaplanowane na dany dzień sprawy, stronom procesu zestresowanym koniecznością znalezienia się w sądzie), że sąd szanuje ich czas, który można by przecież wykorzystać np. na pójście na kawę czy opłacenie samochodowego parkingu.

Opóźnienia częściej zdarzały się w sądach w miastach liczących powyżej 400 tys. mieszkańców – tam na czas nie rozpoczynało się ponad 63 proc. rozpraw. Natomiast w miastach do 100 tys. mieszkańców odsetek ten wynosi już „tylko” 42 proc. Niestety, aż w 60 proc. zidentyfikowanych przypadków winny opóźnienia był sędzia, który przybywał na salę nie podając przyczyny swojego spóźnienia.

Sala sądowa

Fot. Krzysztof Wojciewski

Uprzejmość

Nie oceniając merytorycznie samego orzecznictwa, obserwatorzy fundacji wypowiedzieli w raporcie niemało krytycznych uwag odnoszących się do stylu orzekania i tego, jak styl ten jest odbierany przez osoby postronne. W 3 proc. spraw wolontariusze mieli zastrzeżenia do kultury osobistej sędziów i sposobu prowadzenia procesu – pod kątem subiektywnie odbieranej przez nich stronniczości, która miała się objawiać w zachowaniu sądu wobec oskarżonych czy świadków.

„Pił pan coś dziś?” – pyta sędzia świadka, który zaprzeczył. „To czemu ma pan tak przechlaną twarz?” (Sąd Rejonowy w Toruniu). „Panie R., to nie jest przedszkole” – powiedziała sędzia do oskarżonego, gdy ten szukał długo jakiegoś dokumentu w dowodach rzeczowych” (Sąd Okręgowy w Krakowie, III Wydział Karny, kwiecień 2012 r.). „Sędzia powiedział do pokrzywdzonego, który nie chciał zgodzić się na ugodę: Typowy Polak, taka jest polska mentalność, nie wybaczy, wszystko zrobi, żeby ukarać kogoś za wszelką cenę” (obserwacja z Sądu Rejonowego w Inowrocławiu, kwiecień 2012 r.). „W bardzo nieprzyjemny sposób zwracała się do protokolanta, np.: Proszę tego nie pisać, bo to pana przerasta” (Sąd Rejonowy Warszawa Praga Południe, III Wydział Karny, czerwiec 2012 r.).

Umiejętność sądzenia, uważają niektórzy, przychodzi z doświadczeniem i wiekiem. Może należy zgodzić się z poglądem osób przypominających, że „sędzia” i „sędziwy” mają to samo słowotwórcze źródło? Wszak sędzią powinna być osoba doświadczona życiowo, która widziała już tyle, że potrafi oceniać cudze czyny.

Sprawy drobne

Raport Fundacji Court Watch wskazuje też na kilka drobniejszych uchybień w funkcjonowaniu sądów, których wyeliminowanie mogłoby wiele poprawić w wizerunku Temidy. Faktem jest, że niektóre budynki sądów mają już wiele lat i nie na wszystko są pieniądze, bezsprzecznie jednak trzeba gdzieniegdzie zainwestować w toalety. W niektórych sądach jest ich po prostu za mało, czasem ich czystość pozostawia wiele do życzenia. Jak wskazuje raport, znalezienie toalety jest kłopotliwe w co piątym budynku sądowym w Polsce. Są źle oznakowane, często też niedostępne dla niepełnosprawnych.

Ssoba niepełnosprawna może mieć także problem w sali rozpraw. Obserwacja z Sądu Rejonowego Kraków-Krowodrza, I Wydział Cywilny, kwiecień 2012 r.: „Na salę chciała wjechać wózkiem inwalidzkim starsza kobieta. Nie mogła się zmieścić, jej syn chwycił krzesło, by je przesunąć i zrobić matce miejsce. Sędzia oburzyła się: <<Co Pan robi z tym krzesłem? Proszę je natychmiast odstawić tam, gdzie było!>>, co spowodowało pięciominutowe próby ustawienia wózka bez przesuwania krzesła”.

Obserwatorzy z Fundacji Court Watch odnotowali też poważniejszy problem, mający znaczenie dla postrzegania bezstronności sądu. Chodzi o często spotykaną praktykę, gdy np. w przerwie rozprawy wszyscy (podsądni, adwokaci, publiczność) muszą wyjść z sali, tymczasem prokurator w niej zostaje. Jak wskazano, rodzi to obawy stron, zapewne w zdecydowanej większości nieuzasadnione, że prokurator z sędzią za zamkniętymi drzwiami coś uzgadniają. Fundacja ma prosty pomysł na zaradzenie tej sytuacji – by sędzia, robiąc uprzejmość prawnikowi, który chce poczekać w sali na kolejną rozprawę, zadbał jednocześnie o szerokie otwarcie drzwi na korytarz. Niby drobiazg, a jednak znaczący.

Sąd zszedł z piedestału
Wojciech Tumidalski - dziennikarz PAP

Fot. Krzysztof Wojciewski

Pamiętam, jak przed laty znany, nieżyjący już, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie Janusz Jankowski prowadził proces przeciwko osławionej „Ince” – oskarżonej o pomoc gangsterom w zabójstwie byłego ministra sportu Jacka Dębskiego. Sędzia Jankowski w sposób mistrzowski panował nad sytuacją w sali. Nie musiał podnosić głosu, by uciszyć zebranych. A była to sztuka, gdyż ławy dla publiczności podczas tego procesu pełne były dziennikarzy i postronnych obserwatorów.

Sędzia Jankowski słynął z niekonwencjonalnych, acz zgodnych z prawem, zachowań. Przysparzało mu to szacunku i sympatii, a być może także zainteresowania osób ciekawskich, chcących obserwować go w akcji. Rozpoczynając rozprawę zawsze witał wszystkich zebranych. Świadków traktował z szacunkiem i życzliwie – dzięki czemu oni także mogli poczuć się bardziej komfortowo i zeznawać bez niepotrzebnego dodatkowego stresu. – Dla sprawy karnej i szczegółowego ustalenia stanu faktycznego to niezwykle ważne – tłumaczył mi sędzia.

Pewnego razu sąd i strony mieli zapoznać się z nagranym na wideo zapisem wizji lokalnej z miejsca zbrodni. Telewizor został więc ustawiony przodem do stołu sędziowskiego, jednak bokiem do miejsc przeznaczonych dla stron procesu. Takie ustawienie oznaczało też, że publiczność nie mogłaby obejrzeć nagranego materiału. Sędzia Jankowski ogłosił zatem niekonwencjonalne zarządzenie: „Ponieważ rozprawa jest jawna, a na sali mamy publiczność, proszę osobę z obsługi o odwrócenie telewizora przodem do widowni, a sąd – sąd udaje się na salę”. I pięcioosobowy skład orzekający wyszedł zza stołu sędziowskiego, zajmując pierwszą ławkę. Wszyscy obejrzeli wizję lokalną. Czy któraś ze stron oponowała? Absolutnie nie! Czy autorytet wymiaru sprawiedliwości doznał uszczerbku? Zdaniem moim i innych zebranych tamtego dnia w sądzie – wręcz przeciwnie.

Szkoda, że takich postaci jak sędzia Janusz Jankowski jest coraz mniej w naszych sądach. Problem braku dobrych wzorców do naśladowania to zdaje się problem szerszy niż ta anegdota.

Wojciech Tumidalski