Bodnar

CIA i lekceważenie Strasburga

Tagi: , ,
Adam Bodnar

Rys. Łukasz Jagielski

Przez 20 lat Polska mogła pochwalić się wzorową współpracą z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, za co byliśmy szanowani i cenieni. Tymczasem w sprawie więzień CIA zachowujemy się dokładnie tak, jak rządy państw niedemokratycznych.

Niespełna dwa lata temu na łamach kwartalnika „Na Wokandzie“ opublikowałem felieton pt. „Trywializacja Strasburga“. Wskazałem w nim, że w Polsce przyzwyczailiśmy się do licznych wyroków ETPCz stwierdzających naruszenie Konwencji. Kolejne krytyczne orzeczenia Strasburga nie niosły bowiem za sobą głębszej refleksji środowiska sędziowskiego.

Od tamtego czasu bardzo wiele się zmieniło. W grudniu 2011 r. Krajowa Rada Sądownictwa przyjęła przemyślany zbiór rekomendacji dotyczący wykonywania wyroków strasburskich. W lutym 2013 r. podczas debaty w KRS zastanawiano się, jak ową rekomendację udoskonalić oraz które praktyki wprowadzać szerzej. Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury organizuje cykliczne szkolenia dla sędziów na temat standardów Strasburga. Przykłady dobrych praktyk można mnożyć

Jest jednak łyżka dziegciu w tym dość dobrym obrazie. To sposób prowadzenia przez Rząd RP sprawy Al-Nashiri przeciwko Polsce. Skarżący twierdzi, że między grudniem 2002 r. a wrześniem 2003 r. był przetrzymywany na terytorium Polski w tzw. tajnym więzieniu CIA w Starych Kiejkutach. Podnosi nie tylko zarzut przewlekłości prokuratorskiego śledztwa w tej sprawie, ale także zarzuty materialne – doznanie tortur na polskiej ziemi, pozbawienie wolności incommunicando, wreszcie odesłanie do państwa, w którym grozi mu kara śmierci. Komisja wojskowa obradująca właśnie w Guantanamo, gdzie został przewieziony z Polski, może w stosunku do niego wydać właśnie taki wyrok.

Każdy rząd państwa członkowskiego Rady Europy powinien rzetelnie współpracować przy wyjaśnieniu spraw, które są przedstawiane ETPCz. Przez dwadzieścia lat Polska mógła się tu pochwalić wręcz wzorową współpracą, za co byliśmy szanowani i cenieni. Co więcej, Rząd RP mógł ten argument wykorzystywać i zarzucać np. Rosji nierzetelne postępowanie w tzw. sprawie katyńskiej (skarga Janowiec i inni przeciwko Rosji). Podnoszona przez Polscę nierzetelność sprowadza się przecież do nieprzedstawiania Trybunałowi kluczowych dokumentów z rosyjskiego śledztwa.

Tymczasem w sprawie Al-Nashiri przeciwko Polsce Rząd RP zachowuje się dokładnie tak, jak rządy państw niedemokratycznych. Zaczęliśmy Strasburg lekceważyć. Pomimo wyraźnych pytań i próśb, pomimo zapewnień ze strony Trybunału dotyczących zagwarantowania tajności przekazywanych dokumentów, Polska nie zdecydowała się na współpracę. Rząd RP przedstawił jedynie kilkustronicowe obserwacje, które nie wniosły nic nowego. Trudno się zatem dziwić, że poirytowany Trybunał odtajnił całe postępowanie. Nie zostały przekazane żadne poufne dokumenty, po co zatem rozpatrywać sprawę potajemnie?

Trybunał w Strasburgu jest kolejną instytucją międzynarodową, która pada ofiarą lekceważenia bądź ingorowania wysiłków zmierzających do wyjaśnienia sprawy więzień CIA na terytorium Polski. Wcześniej podobnie potraktowano specjalne komisje Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy oraz Parlamentu Europejskiego. Jednak odmowa współpracy ze Strasburgiem ma znacznie poważniejsze konsekwencje. Po raz pierwszy Rząd RP otwarcie wysyła sygnał, że nie traktuje Trybunału z należytym szacunkiem.

Czy to wszystko ma jakiś związek z funkcjowaniem sądownictwa i prokuratury w Polsce? Otóż ma.

Po pierwsze, po sprawie Al-Nashiri przeciwko Polsce w sądach może zwyciężyć przekonanie, że skoro najwyższe organy władzy nie traktują poważnie Strasburga, to po co się męczyć i w ogóle stosować Konwencję. Do tej pory sądy wykazywały w tej kwestii duży sceptycyzm, czego dowodem są alergiczne reakcje na wnioski pełnomocników zawierające orzecznictwo strasburskie. Teraz władze „puszczają oko“, że Strasburg wcale nie jest taki ważny. Od tego prosty krok do pomijania orzecznictwa Trybunału przy wyrokowaniu.

Po drugie, władze polskie po raz kolejny wskazują, że w kwestii ochrony praw człowieka nie warto być pryncypialnym. „Co z tego, że były tortury na terytorium Polski, skoro to nie nasze dzieło. My tylko wiedzieliśmy o lądowaniu samolotów, za resztę odpowiadali Amerykanie“ – taki przekaz można wyczytać z licznych wypowiedzi. A przecież, zgodnie z art. 40 Konstytucji, zakaz tortur, nieludzkiego i poniżającego traktowania ma charakter absolutny. Jeśli jest łamany, to zawsze trzeba bić na alarm.

Po trzecie, pojawiają się głosy, że skoro Rumunia i Litwa zamiotły sprawę więzień CIA pod dywan (przynajmniej na razie), to Polska powinna postąpić podobnie, a nie dać się ciągać po międzynarodowych sądach. Tyle, że społeczeństwo obywatelskie, niektórzy eksperci czy dziennikarze mają znacznie większe oczekiwania od władz, w tym sądów i prokuratury. Skoro jesteśmy liderem transformacji, liderem regionu, to powinniśmy zachowywać się jak lider także na poziomie wartości. Powinniśmy równać do Szwecji, Danii, Wielkiej Brytanii czy Włoch, które z wyjaśnieniem współpracy z CIA skutecznie sobie poradziły, a nie do tych państw, w których opinia publiczna jest zbyt słaba, by zmusić polityków do aktywności w sprawach zasadniczych.

Sprawa więzień CIA będzie się w Polsce odbijać czkawką jeszcze przez długie lata. Na razie dzięki niej dowiedzieliśmy się, że politycy w Polsce zwykli mijać się z prawdą, opinia publiczna przez lata daje się zwodzić, prokuratura jest niezależna, choć nie do końca, zaś instytucje europejskie można skutecznie ignorować. Co dla wymiaru sprawiedliwości najważniajesze, sprawa ta pokazuje, że podstawowe normy prawne można w dogodnej chwili zlekceważyć.