Sędzia 2.0 czyli usta Temidy

Tagi: , , , ,
Bartłomiej Przymusiński - rzecznik prasowy SSP „Iustitia”

Fot. Krzysztof Wojciewski

W świecie pełnym niezliczonych informacji, w którym ton debacie medialnej nadają już wyłącznie wypowiedzi prasowe, sędziowie nie mogą pozostać milczący. Stawką jest wizerunek wymiaru sprawiedliwości – pisze sędzia Bartłomiej Przymusiński, rzecznik prasowy SSP „Iustitia”.

Na naszych oczach stary świat w wersji 1.0 umiera i rodzi się świat w wersji 2.0. System koncesji telewizyjnych oraz gazet piszących o wydarzeniach „z wczoraj” odchodzi do lamusa, ustępując miejsca nieograniczonej liczbie relacji na żywo, integracji telewizji i prasy z Internetem, błyskawicznym komunikatom Twittera. W tym nowym świecie każdy może być dziennikarzem – nie trzeba już mieć kolumny na łamach dziennika, stałego programu w telewizji lub radiu, zaś dzięki Internetowi można z informacją dotrzeć wprost do nieograniczonego kręgu odbiorców, bezpośrednio na ekrany ich komputerów, tabletów czy telefonów.

Taka diagnoza obecnej rzeczywistości medialnej znajduje coraz więcej zwolenników. Jak zatem w tym nowym świecie mają znaleźć się sędziowie?

Sędzia komentujący

Pierwszy zwiastun nowej ery w wymiarze sprawiedliwości śledziliśmy kilkanaście tygodni temu za sprawą burzy wokół słów sędziego Igora Tulei, który uzasadniając ustnie powody wydanego orzeczenia użył kontrowersyjnych słów, a następnie udzielił kilku wywiadów, w których wyjaśniał, co miał na myśli. Pozwolił również na sesję fotograficzną i został uwieczniony na kilkunastu zdjęciach w todze z łańcuchem.

Świat 1.0 zatrząsł się w posadach. To niedopuszczalne, orzekli niektórzy, aby sędzia niczym celebryta występował w telewizji i udzielał wywiadów. A sesja fotograficzna to już w ogóle jest zabroniona – sędzia nie powinien pozować do zdjęcia, a jedyne fotografie można mu zrobić, gdy orzeka. Od wypowiedzi dla mediów jest rzecznik prasowy sądu – mówili inni, powołując się na § 30 regulaminu urzędowania sądów powszechnych, który rzecznikowi prasowemu sądu (bądź też prezesowi lub wiceprezesowi sądu) powierza zadania związane ze współpracą sądu ze środkami masowego przekazu. Z drugiej strony, często słyszymy słowa krytyki o sędziach jako środowisku zamkniętym w wieży z kości słoniowej, które nie tłumaczy publicznie powodów wydawanych orzeczeń.

Niestety, uparte unikanie przez nas kontaktów z mediami powoduje, że wizerunek sądów w społeczeństwie jest zafałszowany, zaś publiczne dyskusje nie dotykają istoty komentowanych przez nas wyroków. Jak to wygląda w praktyce dobrze obrazuje wystąpienie jednego z polityków w programie radiowym, w którym na pytanie dziennikarki: „Jak Pan skomentuje wyrok sądu?” uczciwie odpowiedział „Ja, co prawda, nie znam sprawy, ale mogę ją skomentować”.

Jeżeli sędziowie będą oddawać walkowerem możliwość przedstawienia swoich racji w publicznej dyskusji, to obywatel zdanie o wyrokach sądów będzie wyrabiał sobie na podstawie opinii osób, które spraw nie znają, ale je komentują. Od ponad roku w ramach Zespołu Informacyjnego Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” prowadzimy dla dziennikarzy szkolenia, podczas których staramy się przystępnym językiem wyjaśniać podstawowe zasady prawa. W czasie tych spotkań dziennikarze podkreślają, że zaletą szkolenia jest przede wszystkim możliwość rozmowy z sędziami, zadawania im pytań, bo w sądzie najczęściej nikt z nimi rozmawiać nie chce. Jeśli więc nie rozmawiamy z dziennikarzami, to nie dziwmy się, że obraz sądownictwa w mediach jest daleki od rzeczywistego.

Sędzia zrozumiały

Podstawowym obowiązkiem sędziego jest przeprowadzić postępowanie z poszanowaniem praw stron i wydać sprawiedliwy wyrok. To prawny fundament, bez którego w państwie nic się nie zbuduje. Ocena tego, czy fundament ten jest trwały, została pozostawiona sądom wyższej instancji, sumieniu sędziego oraz opinii społeczeństwa. Nie zgadzam się jednak z poglądem, że aktywność sądów ma się realizować wyłącznie w sferze prawnej.

Podstawowym „pozaprawnym” obszarem wzmacniającym autorytet sądów jest ta sfera ich funkcjonowania, która nie jest tworzeniem treści orzeczenia, choć jest związana z szeroko pojętym procesem orzekania. Mam tu na myśli zachowanie sędziego w sali rozpraw – np. punktualność rozpoczynania przewodu, ułatwienia publiczności udziału w rozprawie. Są to obszary objęte m.in. inicjatywą monitoringu sądów prowadzoną przez Fundację Court Watch Polska (nota bene raporty Fundacji powinny być obowiązkową lekturą dla wszystkich sędziów, gdyż nawet jeśli nie zgadzamy się z ich metodą lub niektórymi wnioskami, to pokazują one, jak jesteśmy widziani oczami laików). W tej sferze mieści się także powinność takiego sformułowania ustnych motywów wyroków, by były one zrozumiałe dla osób, które nie śledziły całego procesu i nie mają przygotowania prawniczego.

W krajach anglosaskich słusznie zwraca się uwagę na to, aby instytucje publiczne komunikowały się z obywatelami w sposób zrozumiały, z użyciem tzw. plain language. Problematykę tę dostrzeżono także w fundamentalnej dla sędziów Wielkiej Karcie Sędziów, która w art. 16 wskazuje, że „dokumenty i orzeczenia sądowe winny być sformułowane w przystępnym, prostym i jasnym języku”. Również § 11 zbioru Zasad Etyki Zawodowej Sędziów zaleca, aby podając motywy orzeczenia, czynić to w sposób zrozumiały dla stron. W Polsce problemem bariery komunikacyjnej między językiem urzędowym a odbiorem przez obywateli zainteresowała się m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Irena Lipowicz, tworząc wraz z Mazowieckim Urzędem Wojewódzkim i Radą Języka Polskiego projekt „Język urzędowy przyjazny obywatelom”.

O ile, ze względów procesowych, trudno oczekiwać znacznego upraszczania języka w pisemnych uzasadnieniach orzeczeń, o tyle ustne motywy powinny być w możliwie największym stopniu wygłaszane w jasny, zrozumiały dla nieprawników sposób. Ustne motywy kierowane są wszak nie tylko do stron procesu, ale także do publiczności, a ich zadaniem jest przekonanie do słuszności wydanego rozstrzygnięcia. Mogą, a nawet muszą być one bardziej publicystyczne w swej formie. Granicę zakreśla tu § 11 ust. 2 Zasad Etyki Zawodowej nakazujący, aby sędzia unikał sformułowań wykraczających poza rzeczową potrzebę uzasadnienia stanowiska sądu, mogących naruszać godność lub cześć podmiotów występujących w sprawie albo też osób trzecich. Ustne motywy muszą być zrozumiałe, bo dopiero wtedy, gdy są zrozumiałe, wypada oczekiwać rzetelnego ich przekazania w każdej możliwej relacji, również medialnej.

Sąd a media

Rys. Łukasz Jagielski

Sędzia edukujący

Czy zatem wydanie sprawiedliwego wyroku, rzetelny proces i zachowanie tzw. kultury urzędowania to już cała sfera aktywności, jaka powinna być udziałem sędziego? W moim przekonaniu to zdecydowanie za mało. Owszem, w czasach, gdy relacje z sądów były tworzone przez dziennikarzy sądowych znających się na prawie, a politycy powstrzymywali się od krytykowania orzeczeń sądów, tak określona domena sędziego była rzeczywiście wystarczająca. Dziś jednak kontrowersyjne ze społecznego punktu widzenia orzeczenie sądu wywołuje szeroko zakrojoną dyskusję, z przebiegu której często można odnieść wrażenie, że komentowane jest zupełne inne rozstrzygnięcie – tak zniekształcone bywają w relacjach medialnych motywy i treść wyroku.

Podczas organizowanej przez SSP „Iustitia” w 2011 r. konferencji „Sędziowie a media” dziennikarz Waldemar Szymczyk z Gazety Wyborczej przekonywał, że obowiązkiem dziennikarzy jest mieć w każdej sprawie wątpliwości i nie można ich tego pozbawiać. Jego zdaniem trzeba również unikać sytuacji, w których dziennikarz pełni rolę magnetofonu i bezkrytycznie powtarza opinie polityków. Z kolei redaktor Kamil Durczok apelował do sędziów o kompromis pomiędzy językiem prawniczym a językiem zrozumiałym. „Trzeba trochę inaczej spojrzeć na media – że są one drogą dotarcia do odbiorców” – przekonywał.

Dlatego rozumiem i popieram decyzję sędziego Igora Tulei, który zdecydował się udzielić wywiadów, a tym samym odnieść do wydanego przez siebie orzeczenia. Dzięki tej, dotąd rzadko spotykanej, aktywności, dostrzeżono, jak ogromna odpowiedzialność spoczywa na barkach sędziego i jak ważną rolę spełniają sądy w zapewnianiu przestrzegania porządku prawnego. Dopiero dzięki tym wystąpieniom wiele osób uświadomiło sobie wagę sędziowskiej niezawisłości. W odbiorze społecznym – osób niezaangażowanych emocjonalnie po żadnej ze stron ideologicznego sporu – głos sędziego stał się bardziej wiarygodny od głosu polityka czy publicysty. W ten sposób realizowana była społeczna funkcja wymiaru sprawiedliwości, jaką jest umacnianie zaufania do sądów. W XXI w. trwanie sędziego w okopach sali rozpraw, schowanego za tarczą rzecznika prasowego, nie może się już ostać. Jak słusznie stwierdziła prof. Ewa Łętowska, „sędzia musi być przygotowany do dialogu z mediami. Nie da się sprawować wymiaru sprawiedliwości bez mediów” (źródło: „Sędziowie i media razem pod patronatem PWP”, www.lex.pl).

Czy jednak sesja fotograficzna, w której wziął udział sędzia Tuleya, to nie było przekroczenie granic medialnego zaangażowania? Nie mam wątpliwości, że nie. Żyjemy w medialnej kulturze obrazkowej, gdzie newsem jest wizerunek, zaś publikowany obok fotografii tekst ma coraz mniejsze znaczenie. „Jak cię widzą, tak cię piszą” – mówi przysłowie. Specjaliści od wizerunku wskazują, że o odbiorze danej osoby w 55 proc. decydują komunikaty niewerbalne, czyli m.in. wygląd, sposób prezentacji. Z tego punktu widzenia zgoda sędziego Tulei na wykonanie aranżowanych zdjęć była decyzją słuszną – dzięki nim przynajmniej dobrze się zaprezentował, został przedstawiony z godnością. Wspomniane fotografie zdecydowanie korzystniej budowały pozytywny wizerunek sądu, niż gdyby zrobiono je „w biegu”, w sądowym korytarzu lub z ław dla publiczności w czasie samego procesu.

Sędzia obecny

Dyskusja o poruszanych w tym artykule zagadnieniach trwa w środowisku sędziowskim już co najmniej od kilkunastu lat. Odbyło się też wiele konferencji poświęconych tym kwestiom. Jednak wciąż w sytuacjach podobnych do tej, w jakiej znalazł się sędzia Igor Tuleya, pozostawieni jesteśmy sami sobie – pełni wątpliwości, na co możemy sobie pozwolić, a co jest już niedopuszczalne.

Regulamin urzędowania sądów powszechnych i wdrażana właśnie w sądach tzw. „polityka bezpieczeństwa informacji” zdają się ograniczać prawo sędziów do wystąpień medialnych. Z drugiej strony jako sędziowie mamy ustrojowy obowiązek dbania o autorytet wymiaru sprawiedliwości, zaś ograniczanie swobody wypowiedzi sędziów poprzez akty niższej rangi jest co najmniej wątpliwe.

Żadna instytucja w Polsce nie czuje się wystarczająco odpowiedzialna za kształtowanie pozytywnego wizerunku sądownictwa. Objawia się to m.in. tym, że do dziś nie powołano centralnej służby prasowej sądów powszechnych. Z perspektywy ostatnich doświadczeń związanych z burzą medialną wokół orzeczenia sędziego Tulei, utworzenie profesjonalnej komórki, stanowiącej wsparcie dla dziennikarzy i sędziów, wydaje się działaniem koniecznym i pilnym. Chciałbym, by ta służba była równie profesjonalna, jak profesjonalni w procesie orzekania są sędziowie. Dziś, jako rzecznik Iustitii, często słyszę od dziennikarzy, że wolą dzwonić do nas do stowarzyszenia, gdyż nasza służba informacyjna jest nastawiona na to, by pomóc im w pracy. Podobny cel powinien przyświecać również służbie prasowej sądów.

Temida, bogini i uosobienie sprawiedliwości, tradycyjnie przedstawiana jest z opaską na oczach symbolizującą bezstronność. Waga w jej ręce oznacza ważenie racji w procesie, a miecz – karę dla przestępców. Nie są atrybutem Temidy przysłonięte, zamknięte usta. A więc sami – jako sędziowie – ich sobie nie zamykajmy.