Bodnar

Takie Rzeczypospolite, jakie sędziów chowanie

Tagi: , , ,
Adam Bodnar

Rys. Łukasz Jagielski

O reformie wymiaru sprawiedliwości mówi się najczęściej w kontekście zmian ustrojowych czy poważnych rozwiązań legislacyjnych. Mniej uwagi poświęca się choćby systemowi kształcenia ustawicznego. A wymaga on zmian zasadniczych.

Minęły czasy, kiedy uważało się, że wraz ze zdaniem egzaminu sędziowskiego nie istnieje potrzeba, by sędzia się dokształcał. Zmieniające się przepisy, multicentryczny charakter prawa, poziom skomplikowania spraw wykraczający ponad ścisłą analizę normy prawnej, zachowania ludzkie na sali sądowej – wszystko to wpływa na konieczność ciągłego podnoszenia kwalifikacji. Szkolić się trzeba zarówno w kwestiach merytorycznych (znajomości przepisów i orzecznictwa), jak i umiejętnościach miękkich (zasadach negocjowania, sztuce przemawiania) czy podstawowej wiedzy z nieprawniczych dziedzin fachowych, które mają wpływ na rozstrzyganie sporów (np. psychologii czy ekonomii). Podkreślali to uczestnicy zorganizowanej przez Krajową Radę Sądownictwa w maju br. konferencji dotyczącej szkolenia ustawicznego sędziów.

Podczas debaty w KRS zwracano m.in. uwagę, że fakt realizowania od wielu lat programów wzmacniających wiedzę sędziów nie oznacza wcale, że wypracowano kompleksowy system – system rozwiązań instytucjonalnych zapewniających konsekwencję, strategię oraz długofalowość w zakresie kształcenia sędziów. Obecnie bowiem w wielu przypadkach można mówić o przypadkowości w doborze tematów, wykładowców, określaniu nakładów godzinowych na kształcenie, czy wręcz w geograficznym rozmieszczeniu szkoleń.

Instytucją odpowiedzialną za kształcenie ustawiczne sędziów jest Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury. Nie jest tajemnicą, że przez lata istniał konflikt między dyrekcją KSSiP a jej Radą Programową, odnoszący się do funkcjonowania szkoły. Istnieje nadzieja, że nowo powołana Rada – składająca się z wybitnych autorytetów – doprowadzi do nowego otwarcia w stosunkach z dyrekcją szkoły. Skoro jest Rada Programowa, to powinna mieć ona dużo do powiedzenia.

Jednym z przejawów konfliktu jest kwestia doboru wykładowców do prowadzenia szkoleń ustawicznych. Decyzja w tym względzie w zasadzie należy do KSSiP. Rada Programowa ma tu niewiele do powiedzenia, co siłą rzeczy musi budzić wątpliwości. Tymczasem dobór kadry do tak zaszczytnych (ale także intratnych) funckji powinien odbywać się na zasadzie przejrzystości. Tymczasem ze świecą szukać np. otwartych konkursów na wykładowców ogłaszanych w prasie czy Internecie. A wydawałoby się, że powinna to być podstawowa metoda rekrutacji najlepszych specjalistów.

Inny problem to oczywiście kwestie merytoryczne. Ostatni apel Koalicji na rzecz Równych Szans zrzeszającej 52 organizacje pozarządowe, dotyczący uwzględnienia w szkoleniach prawa antydyskryminacyjnego, został przez dyrekcję KSSiP potraktowany niezbyt poważnie. W takiej sytuacji Rada Programowa też ma niewiele do powiedzenia. Może przyjąć stosowną uchwałę, ale implementacja jej zaleceń przez dyrekcję KSSiP nie jest już taka pewna.

Przy tworzeniu KSSiP skupiono się głównie na aplikantach, model kształcenia ustawicznego potraktowano zaś po macoszemu

Nawet jeśli organy decyzyjne KSSiP porozumieją się ze sobą, to nie rozwiąże to innego problemu – małej liczby szkoleń ustawicznych. Istnienie kompleksowego systemu powinno oznaczać, że każdy sędzia ma realny dostęp do potrzebnych mu kursów. System powinien zakładać także możliwość szybkiego reagowania szkoły na zmiany w prawie i praktyce orzeczniczej. W najprostszym modelu oznaczałoby to, że każdy z ponad 10 tys. sędziów w Polsce przynajmniej raz do roku uczestniczy w jednym szkoleniu. Na realizację takiego postulatu nie ma obecnie szans, bo – jak zwykle – brakuje pięniędzy. Niestety, politykom sprawującym funckje ministrów sprawiedliwosci trudno zrozumieć tego typu potrzeby. Znacznie łatwiej jest im krytykować sędziów, że np. nie znają się na ekonomii, niż realnie zatroszczyć się o fundusze na szkolenia.

Inna sprawa to kwestia funkcji, jaką powinna pełnić sędziowska szkoła w odniesieniu do poszczególnych apelacji sądowych. Jeśli pomyślimy o KSSiP jako o podmiocie odpowiedzialnym za tworzenie programów, podmiocie inspirującym i koordynującym szkolenia w całym kraju, to poszczególne apelacje mogłyby wziąć na siebie wdrożenie takich założeń. Decydowałyby wówczas o zorganizowaniu danego szkolenia, wyboru miejsca jego przeprowadzenia, doborze uczestników. Natomiast za jakość kształcenia, przygotowanie wykładowców i nadzór nad nimi, materiały pomocnicze oraz końcowy efekt merytoryczny, odpowiedzialna byłaby głównie KSSiP. Bo oczekiwanie, że armia 10 tys. sędziów co roku odbywać będzie „pielgrzymkę“ szkoleniową do Krakowa, Dębe czy Jastrzębiej Góry będzie z gruntu nierealistyczne.

Wreszcie, budując kompleksowy model szkoleń ustawicznych nie należy zapominać o asystentach sędziów i referendarzach. Obecnie w optytce KSSiP są oni zbyt często pomijani. Tymczasem to oni w sposób zasadniczy wspierają sędziów w ich pracy. Zresztą, część z nich pewnego dnia uzyska nominacje sędziowskie.

Jan Zamoyski tworząc swoją „Akademię“ napisał, że „takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie“. Warto pomyśleć o tej sentencji w kontekście kształcenia sędziów. Niestety, przy tworzeniu KSSiP skupiono się głównie na aplikantach aplikacji ogólnej i specjalistycznej, model kształcenia ustawicznego potraktowano zaś po macoszemu. Abyśmy zatem wciąż mogli mówić, że „są jeszcze sądy w Rzeczypospolitej“, trzeba się na poważnie zająć odpowiedzialnym „chowaniem“ orzekających w nich sędziów.