Niesprawiedliwe sądy o e-sądzie

Tagi: ,
Paweł Kurczyński - radca prawny

Fot. Sebastian Borowski

Tezy, jakoby e-sąd umożliwiał sprytnym lub nieuczciwym firmom windykacyjnym wymuszanie zwrotów nieistniejących długów, są z gruntu nieusprawiedliwione. Podważają też fundamentalną zasadę pacta sunt servanda – przekonuje radca prawny Paweł Kurczyński.

Instytucja elektronicznego postępowania upominawczego poddana została w ostatnich miesiącach miażdżącej krytyce prasowej. Stawiane w niej zarzuty, jakoby e-sąd był narzędziem w rękach nieuczciwych wierzycieli, którzy dochodzą nieistniejących roszczeń wobec osób niebędących dłużnikami albo celowo podają fałszywe dane adresowe pozwanych, uniemożliwiając im tym samym podjęcie środków obrony, są niestety dalekie od rzeczywistości.

Medialna rzeczywistość kreowana jest – świadomie lub nie – w oparciu o oburzenie dłużników wobec elektronicznego postępowania upominawczego – sprawnego, szybkiego i taniego narzędzia dochodzenia przez wierzycieli roszczeń. Należy ocenić to jako niedorzeczność. Budowane w przekazach prasowych przekonanie o krzywdzącym działaniu e-sądu wynika z braku podstawowej wiedzy na temat tego postępowania oraz procedur rządzących każdym postępowaniem cywilnym, nie tylko elektronicznym. Chybione są zarzuty usprawiedliwiające brak aktywności procesowej pozwanych uchylających się od odbioru korespondencji sądowej. Osoby takie, nie znając skutków doręczenia per aviso, często po prostu liczą na to, że nieodebranie listu poleconego pozwoli na uniknięcie odpowiedzialności. Inni pozwani, z powodu nieznajomości prawa lub nieporadności, nie wnoszą sprzeciwów od nakazów zapłaty. Nie sposób jednak wobec części społeczeństwa odstąpić od zasady ignorantia iuris nocet – że nieznajomość prawa szkodzi.

Rzecz jasna, przypadki nadużywania przez wierzycieli swoich praw mają miejsce. Zdarzają się zarówno pomyłki (przy masowym kierowaniu spraw do e-sądu zawieść może i człowiek, i system informatyczny), jak i celowe nadużycia. Niemniej, wobec kilku milionów spraw „należycie” rozstrzygniętych w okresie ponad trzyletniego funkcjonowania e-sądu, liczba osób faktycznie pokrzywdzonych na skutek „nieszczelności” systemu jest marginalna.

Ważne prawo wierzyciela

Częstym zarzutem powtarzanym w mediach jest to, że cała procedura sądowa – od złożenia pozwu w elektronicznym systemie, po wydanie przez sąd nakazu zapłaty – odbywa się bez wiedzy pozwanego. Krytycy e-sądu sugerują tym samym, że taka wiedza jest konieczna, a nawet niezbędna, do zapewnienia należytej ochrony pozwanemu. Nic bardziej mylnego. To właśnie powód jest dysponentem wierzytelności i to on decyduje, czy, kiedy i w jakim trybie chce dochodzić roszczenia na drodze sądowej. Treścią wydanego orzeczenia jest natomiast nakaz spełnienia tego roszczenia – sądowy nakaz zapłaty.

Warto jednocześnie zauważyć, że wydanie nakazu jest każdorazowo połączone ze wskazaniem przez e-sąd dwutygodniowego terminu, w którym pozwany może albo zaspokoić roszczenie w całości, albo wnieść sprzeciw do sądu (art. 502 § 1 k.p.c.). Nakaz zawiera pouczenie o sposobie wniesienia sprzeciwu oraz o skutkach niezaskarżenia nakazu (art. 502 § 2 k.p.c.). O treści wydanego orzeczenia pozwany dowiaduje się dopiero z chwilą doręczenia nakazu i od tej chwili służą mu środki ewentualnej obrony. Sprzeciw nie wymaga szczególnej formy, uzasadnienia ani nawet przedstawienia dowodów – wystarczy, że pozwany nie zgadza się z treścią obowiązku stwierdzonego nakazem zapłaty.

Należy podkreślić, że e-sąd nie jest sądem wirtualnym, w którym można dochodzić fikcyjnych roszczeń. Wydanie nakazu zapłaty w elektronicznym postępowaniu upominawczym możliwe jest jedynie w oparciu o treść pozwu, w sprawach o rzeczywiste roszczenia pieniężne. Nie twierdzę, że nie ma przypadków dochodzenia fikcyjnych roszczeń od osób, które nigdy zobowiązania nie zaciągnęły. Każde postępowanie, zarówno „papierowe” jak i „elektroniczne”, może stanowić pole do nadużyć w tym zakresie. Stąd właśnie możliwość sprzeciwu. Co istotne, a całkowicie pomijane w krytyce, taka procedura jest tożsama dla każdego postępowania upominawczego – zarówno dla elektronicznego, jak i tradycyjnego, „papierowego” modelu.

Uzupełniając powyższe dodać należy, że wierzytelność, tak jak każde inne dobro, podlega obrotowi, może zatem być sprzedana na rzecz innego podmiotu. Zmiana wierzyciela w niczym nie wpływa na sytuację prawną dłużnika, który winien jest spełnić świadczenie na rzecz nowego podmiotu. Praktykę, gdy dotychczasowy wierzyciel zbywa wierzytelność, niejednokrotnie za ułamek nominalnej wartości długu, w celu odzyskania choćby części należności, nie można zatem uznać za nieuczciwą. Taka jest właśnie idea obowiązującej w całym cywilizowanym świecie instytucji sekurytyzacji wierzytelności.

E-sąd, EPU

Rys. Łukasz Jagielski

Przedawniony, ale jednak dług

Krytycy e-sądu i zasady uproszczonej ścieżki w dochodzeniu wierzytelności zdają się zapominać, że nawet przedawniona wierzytelność wciąż jest długiem, a co z tym związane, wciąż może być dochodzona przed sądem. Z tą jednak różnicą, że na skutek podniesienia przez pozwanego zarzutu przedawnienia (np. w sprzeciwie od nakazu zapłaty albo ustnie, podczas rozprawy), powód zostaje pozbawiony możliwości przymusowego dochodzenia zapłaty. Zobowiązanie, które na skutek upływu terminu przedawnienia przekształca się w zobowiązanie naturalne, jest zobowiązaniem istniejącym. Jak bowiem stanowi przepis art. 411 pkt 3 k.c., jeśli dłużnik spełni świadczenie w celu zadośćuczynienia przedawnionemu roszczeniu, to nie może żądać jego zwrotu.

Formułowanie zarzutów wobec powodów, w znacznej części firm windykacyjnych opierających swój model biznesowy na skupowaniu wierzytelności, jakoby znaleźli oni nie do końca uczciwy sposób dochodzenia przedawnionych roszczeń, jest zatem chybione i nie znajduje poparcia w przepisach prawa oraz zasadach współżycia społecznego. Przecież zobowiązanie zostało zaciągnięte i w ten sposób dłużnik kosztem wierzyciela uzyskał określoną korzyść majątkową. Naturalną rzeczą jest więc możliwość żądania spełnienia tego roszczenia.

Warto w tym miejscu podkreślić, że samo przedawnienie roszczenia, które jest ryzykiem wierzyciela, powinno być w stosowny sposób wyartykułowane przez dłużnika – po to, by mógł on skutecznie uchylić się od jego spełnienia. Interes prawny dłużnika jest konkurencyjny wobec interesu wierzyciela, zatem rolą wierzyciela będzie takie prowadzenie sprawy, by dłużnik ze swojego prawa nie czynił użytku. Nakłanianie dłużnika do złożenia wniosku o prolongatę czy rozłożenie zadłużenia na raty to powszechnie stosowane i dopuszczalne zabiegi, które skutkują uznaniem długu, a co z tym związane, przerwaniem biegu terminu przedawnienia (art. 123 § 1 pkt 2 k.c.).

Problemy z doręczeniem

Autorzy publikacji prasowych krytykują też instytucję doręczenia per aviso (art. 139 k.p.c.) – stosowaną w sytuacji, gdy doręczenie do rąk własnych adresata nie jest możliwe, nie można skorzystać z doręczenia zastępczego dorosłemu domownikowi, zaś domownik nie odebrał dwukrotnie awizowanej przesyłki. Doręczenie per aviso stanowi jednak regułę funkcjonującą w większości europejskich systemów sądowych. W sytuacji uchylania się dłużnika od odbierania korespondencji, brak tej instytucji spowodowałby de facto pozbawienie wierzyciela prawa do sądu. Na to m.in. zwrócił uwagę Trybunał Konstytucyjny z 15 października 2002 r. (SK 6/02, OTK-A 2002, Nr 5, poz. 65) orzekając o konstytucyjności przepisów dotyczących doręczenia zastępczego.

Zwrotki

Fot. Krzysztof Wojciewski

Bywa jednak, że wskutek zaniedbań wierzyciela w treści pozwu może zostać podany nieaktualny adres dłużnika. W efekcie dłużnik dowiaduje się o istnieniu prawomocnego nakazu zapłaty, stanowiącego tytuł wykonawczy, dopiero od komornika doręczającego zawiadomienie o wszczęciu egzekucji, wraz z wezwaniem do zapłaty zadłużenia. Najczęściej dzieje się tak dlatego, że dłużnicy celowo nie podejmują korespondencji sądowej. Dość powszechną praktyką dłużnika jest też wymeldowanie się z dotychczasowego miejsca zamieszkania, bez podania nowego adresu zamieszkania, w celu uniemożliwienia wierzycielowi skutecznego dochodzenia roszczeń. Zdecydowana większość należności dochodzonych w e-sądzie wynika z wszelkiego rodzaju umów. Nie powinno zatem dziwić, że wierzyciele bazują na wskazanych w nich danych adresowych jako jedynym dostępnym źródle wiedzy na temat adresu dłużnika.

Zdarzają się też przypadki, że – na skutek wskazania błędnego adresu pozwanego – doręczyciel czyni wzmiankę o tym, że adresata nie zastano, pomimo jego faktycznego niezamieszkiwania pod danym adresem. I to jest clou problemu, gdy na skutek nieprawidłowego doręczenia zastępczego pozwany zostaje pozbawiony możliwości działania. Jednak nawet w takich przypadkach przysługuje mu ochrona – nakaz zapłaty nigdy nie został skutecznie doręczony, a więc bieg terminu do wniesienia sprzeciwu nie rozpoczął się i pozwany może, w terminie 14 dni od daty otrzymania zawiadomienia o wszczęciu egzekucji, wnieść do sądu pismo zawierające sprzeciw.

Oczywiście, nie można wykluczyć sytuacji, że nieprawidłowe doręczenie może mieć miejsce wskutek celowego wskazania przez wierzyciela nieaktualnego adresu, aby uniemożliwić dłużnikowi obronę i podniesienie zarzutów niweczących roszczenie. Biorąc jednak pod uwagę, że to właśnie w interesie wierzyciela jest dysponowanie aktualnym adresem zamieszkania dłużnika dla celów sprawnego przeprowadzenia postępowania sądowego oraz egzekucyjnego, trudno uznać takie działanie za regułę.

Kult samowoli czy kult odpowiedzialności?

Liczne zdania krytyczne wobec e-sądu wydają się mieć praprzyczynę w dotychczasowej bezkarności dłużników i atmosferze swoistego przyzwolenia na niepłacenie długów. Podejmowane przez media oceny, choć w części uzasadnione, są jednak nieuprawnione. Kreują w społeczeństwie przyzwolenie na unikanie odpowiedzialności za zaciągnięte zobowiązania, a tym samym dyskredytują wierzycieli, którzy dochodzą należnych im praw.

Nieumiarkowani i niesprawiedliwi krytycy e-sądu zdają się zapominać, że wyznacznikiem rozwoju społeczeństwa obywatelskiego jest budowanie systemu wartości opartego również na poszanowaniu prawa zobowiązań, a także akceptacji społecznej dla sprawnego i szybkiego dochodzenia roszczeń. Czy incydentalne przypadki praktyk nieuczciwych wierzycieli mają uzasadniać przyzwolenie na działania dłużników uchylających się od spełniania swoich powinności? Czy możemy zgodzić się na deprecjonowanie instytucji prawa zobowiązań i samego e-sądu jako instrumentu służącego sprawnemu ich egzekwowaniu?

Znikomy odsetek osób faktycznie pokrzywdzonych na skutek nierzetelnego działania wierzycieli bądź omyłek przy doręczaniu pism sądowych, wobec ogromnej liczby osób uchylających się od spłaty zobowiązań, nie może dyskredytować samego e-sądu, dzięki któremu nastąpiło jakościowe usprawnienie i przyśpieszenie postępowań sądowych. Rzecz jasna, nie zwalnia to jednak ustawodawcy z konieczności dopracowania obowiązujących rozwiązań w kontekście należytej ochrony praw stron postępowania sądowego.