W koronie czy bez?

Tagi: , ,
Marcin Przestrzelski - asystent sędziego z Poznania

Fot. Paweł Miecznik

Zgodnie z popularnym ostatnio poglądem, że urząd sędziego powinien stanowić „koronę zawodów prawniczych”, sędziowie w Polsce powinni rekrutować się z grona doświadczonych adwokatów, radców prawnych, prokuratorów, notariuszy. Czy rzeczywiście system dochodzenia do zawodu wymaga przeprowadzenia aż tak gruntownej reformy? – zastanawiają się Mariusz Sygrela i Marcin Przestrzelski z Sądu Okręgowego w Poznaniu.

Początek zmianom w zakresie powoływania na stanowisko sędziowskie dał słynny wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 24 października 2007 r. (sygn. akt SK 7/06), na mocy którego powierzanie asesorom sądowym pełnienia czynności sędziowskich zostało uznane za niezgodne z Konstytucją RP. W konsekwencji, od 4 marca 2009 r. instytucja asesora, z której do tej pory wywodziła się zdecydowana większość polskich sędziów, straciła rację bytu.

Obecnie ponad 90 proc. sędziów powoływanych jest spośród referendarzy sądowych i asystentów sędziów. Sytuacja ta spotyka się z powszechną krytyką ze strony przedstawicieli środowiska sędziowskiego, przedstawicieli innych zawodów prawniczych, także świata nauki. Zaowocowała też licznymi koncepcjami zmian istniejącego stanu rzeczy. Za niepożądane uznano bowiem powoływanie na urząd sędziego głównie osób młodych, niedoświadczonych, bez praktyki orzeczniczej.

W tych warunkach sformułowano założenie, że urząd sędziego powinien stać się tzw. „koroną zawodów prawniczych”. Założenie tyleż egzotyczne, co – w wymiarze praktycznym – chybione.

Z ziemi brytyjskiej do Polski

Niewątpliwie, idea „korony” opiera się przede wszystkim na rozwiązaniach funkcjonujących w Wielkiej Brytanii, gdzie – w odróżnieniu od systemów prawnych wielu innych krajów europejskich – osoby ubiegające się o stanowiska sędziowskie muszą wcześniej pracować jako prawnicy (solicitors lub barristers) przez okres wynoszący zasadniczo od 7 do 10 lat. W rzeczywistości, osoby mianowane na urząd sędziego mają za sobą ok. 20 lat praktyki w zawodach prawniczych, w efekcie sędziami zostają zwykle w późniejszych okresach swoich karier.

Czy istnieją jednak podstawy, by rozwiązania analogiczne do brytyjskich przenieść na nasz grunt? Co więcej, czy istnieje ku temu potrzeba? Biorąc pod uwagę oczywiste różnice w systemach prawnych Wielkiej Brytanii i Polski, a także praktykę w zakresie powoływania sędziów w naszym kraju w oparciu o dotychczasowe prawodawstwo, nietrudno zauważyć, że pomysł, aby urząd sędziego stał się koroną zawodów prawniczych, nie ma w naszych realiach ani historycznego, ani faktycznego uzasadnienia.

Przechodzenie do stanu sędziowskiego przedstawicieli innych zawodów prawniczych jest w Polsce możliwe od wielu lat. Już Prawo o ustroju sądów powszechnych z 1928 r. dopuszczało obejmowanie urzędu sędziego przez adwokatów, a z czasem – w latach 1957, 1975 i 1982 – możliwość tę na stałe uzyskali, odpowiednio, prokuratorzy, notariusze i radcowie prawni. O tym, że przedstawiciele pozostałych zawodów prawniczych nie dążą dziś do tego, by urząd sędziego stał się ukoronowaniem ich karier, zdecydowała wyłącznie praktyka, całkowicie niezależna od uregulowań prawnych.

Na przestrzeni dziesięcioleci prawnicy niesędziowie najwyraźniej nie byli zainteresowani praktykowaniem w zawodzie sędziego w stopniu, który doprowadziłby do powstania tego rodzaju normy bądź zwyczaju. Obecnie pomysł o uczynieniu z urzędu sędziego „korony zawodów prawniczych” wydaje się więc swego rodzaju zaklinaniem rzeczywistości i usilną próbą przeniesienia na grunt polski rozwiązań zdecydowanie obcych naszej tradycji ustrojowej.

Mariusz Sygrela - sędzią – wizytatorem w Sądzie Okręgowym w Poznaniu

Fot. Paweł Miecznik

Doświadczenie adwokata, doświadczenie referendarza

Polska przyjęła mieszany system naboru kandydatów na sędziego, zakładający możliwość powoływania na sędziego zarówno przedstawicieli innych zawodów prawniczych, jak również osób, które odbyły specjalistyczne szkolenie, złożyły egzamin sędziowski i przez określony czas zajmowały stanowisko asystenta sędziego czy referendarza sądowego. Pomimo faktu, że to ci ostatni stanowią najliczniejszą grupę, z której obecnie powoływani są sędziowie, doświadczeni prawnicy wcale nie są bez szans. Dla przykładu, z dostępnych danych wynika, że w latach 2005-2010 o stanowisko sędziego ubiegało się 46 adwokatów, z których 19 otrzymało powołania (w samej Warszawie na pięć osób ubiegających się o urząd powołani zostali wszyscy, i to do sądów wyższych instancji). W przypadku adwokatów daje to znakomitą, 41-procentową skuteczność (w Warszawie – stuprocentową).

Powyższe liczby pozwalają na sformułowanie dwóch wniosków. Po pierwsze, zainteresowanie urzędem sędziego wśród przedstawicieli zawodów korporacyjnych jest dziś niewielkie. Po wtóre, doświadczeni prawnicy, pod warunkiem prezentowania odpowiednich kwalifikacji, dziś bez przeszkód powoływani są na stanowiska sędziowskie, nawet w sytuacji, gdy konkurują z sędziami, nie mówiąc o asystentach czy referendarzach.

Powyższą obserwację dodatkowo potwierdzają słowa sędziego Antoniego Górskiego, przewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa. Podczas konferencji zorganizowanej 7 stycznia br. w Senacie przez senacką Komisję Ustawodawczą, we współpracy z KRS, sędzia otwarcie przyznał: „praktyka KRS jest taka, że doświadczony prawnik o dłuższym stażu, jeśli chce zostać sędzią, ma pierwszeństwo przed referendarzem lub asystentem. Kandydatów nie ma wielu, zapewne z powodu kwestii płacowych. Problemem jest jednak, że wielu spośród takich prawników nie legitymuje się wystarczającym doświadczeniem, które powinno obejmować m. in. umiejętność sporządzania różnych pism procesowych. I wtedy taki prawnik przegrywa konkurencję z asystentem lub referendarzem. Takich przypadków jest wiele. Dziś niestety na jeden z najwyższych urzędów w państwie powoływani są ludzie młodzi, bez praktyki orzeczniczej, bez dorobku”.

Wątpliwe, że najwybitniejsi prawnicy z wieloletnim doświadczeniem i określonym dorobkiem zechcą „ukoronować” swoje kariery w sądach rejonowych

Prestiżowe wykroczenia

Wbrew dominującej krytycznej ocenie istniejącej sytuacji i wyraźnych preferencji liderów środowiska sędziowskiego, aby – zamiast asystentów i referendarzy – sędziami zostawali przede wszystkim doświadczeni prawnicy, warto zauważyć, że to właśnie obowiązujący mieszany system dojścia do zawodu sędziego, po jego pewnych modyfikacjach, umożliwi wybór najlepszych kandydatów na stanowiska sędziowskie. Od zawsze chodziło przecież o wybór najlepszych kandydatów, a nie o doprowadzenie do sytuacji, by sędziami zostawali przedstawiciele określonych zawodów prawniczych.

Nie ma przy tym żadnych podstaw do zakładania a priori, że przedstawiciel jednego zawodu prawniczego jest lepszy od przedstawiciela innego zawodu. Nawet doświadczony i świetny w swoich kompetencjach prokurator, adwokat, radca prawny czy notariusz wcale nie musi okazać się równie dobrym sędzią. Podobnie, nie ma takich gwarancji w odniesieniu do asystentów bądź referendarzy. Bezpardonowa krytyka tych ostatnich, którym wciąż zarzuca się zbyt młody wiek i brak doświadczenia, jest w tym kontekście krzywdząca i nieuzasadniona. Paradoksalnie, może ona tylko wzmóc niechęć do wykonywania tych zawodów oraz doprowadzić do zwiększenia ich eksodusu z sądów – co już stanowi problem, zwłaszcza w odniesieniu do asystentów sędziów.

Na uwagę zasługuje jeszcze jeden aspekt koncepcji o urzędzie sędziowskim jako „koronie” zawodów prawniczych. Zapomina się o nim szczególnie w kontekście kandydatów na sędziów sądów rejonowych, którzy dominują liczebnie w polskich sądach. Chodzi mianowicie o zupełnie błędne założenie, że najlepsi i najbardziej doświadczeni prawnicy, ubiegając się o stanowisko sędziowskie, będą wybierali sądy rejonowe, nie zaś sądy okręgowe, apelacyjne, czy wręcz Sąd Najwyższy. Pomijając już nawet względy finansowe, wątpliwym wydaje się, że najwybitniejsi prawnicy z wieloletnim doświadczeniem i określonym dorobkiem zechcą „ukoronować” swoje kariery w sądach rejonowych, licząc się z koniecznością orzekania np. w sprawach o wykroczenia, wydawania nakazów zapłaty w drobnych sprawach cywilnych czy dokonywania wpisów w księgach wieczystych lub innych rejestrach. Znacznie bardziej prawdopodobne, ale i całkowicie racjonalne, byłoby ubieganie się przez takich prawników o bardziej prestiżowe stanowiska w sądach wyższego rzędu.

Toga

Fot. Krzysztof Wojciewski

Demon młodości?

Głosom krytycznym odnośnie przygotowania młodych sędziów, wcześniej referendarzy czy asystentów, towarzyszą liczne propozycje zmian. Wśród nich zgłaszany jest postulat m.in. podwyższenia minimalnego wieku kandydata na sędziego, jako gwarancji doświadczenia odpowiedniego do objęcia tego urzędu. Dane raportu o stanie kadry sędziowskiej, opracowanego w 2012 r. przez CBOS na zlecenie KRS, każą ten postulat poddać w wątpliwość.

Raport wskazuje, że w sądach rejonowych najliczniejszą grupę stanowią dziś sędziowie w wieku od 35 do 40 lat, w sądach okręgowych – w wieku od 40 do 50 lat, zaś w sądach apelacyjnych najwięcej sędziów to osoby w wieku od 50 do 60 lat. Jednocześnie sędziami sądu rejonowego zostają zwykle osoby w wieku 32-33 lat, a zupełnie wyjątkowo – osoby poniżej 30 roku życia. Teza, jakoby polscy sędziowie byli za młodzi do wykonywania swojego zawodu, wydaje się zatem nieuzasadniona. Co więcej, z raportu wynika także wniosek, że młodsi sędziowie popełniają błędy zdecydowanie rzadziej, niż ich koledzy ze znacznie dłuższym stażem zawodowym, których wiedza i doświadczenie życiowe z założenia powinny być większe. Przejawia się to w dużych dysproporcjach w ramach tzw. wytyków, które udzielane są najczęściej właśnie sędziom bardziej doświadczonym.

Powyższe obserwacje prowadzą do wniosku, że polskie sądownictwo nie zna problemu zbyt młodych czy niedoświadczonych sędziów. Proponowane zmiany nie powinny zatem iść w kierunku zwiększania wieku uprawniającego do ubiegania się o urząd sędziego.

Kompromis czyli orzekanie „na próbę”

Powszechna krytyka obecnego systemu powoływania sędziów nie pozostawia złudzeń, że zmiany w tym zakresie są przesądzone i konieczne. Konieczne, ponieważ zdarzają się obiektywne przypadki, kiedy osoby, które bardzo dobrze wykonywały obowiązki asystenta bądź referendarza, nie sprawdzają się w roli sędziego. Zastanówmy się zatem, zamiast powtarzać slogan o „koronie zawodów prawniczych”, jak ten rzeczywisty problem wyeliminować.

Rozsądnym rozwiązaniem byłoby przywrócenie jakiejś formy orzekania „na próbę”, która pozwoliłaby zweryfikować umiejętności przyszłego sędziego. W pierwszej kolejności trzeba by uwzględnić zastrzeżenia TK i spełnić warunek niezależności od władzy wykonawczej takiego „sędziego na próbę”, podsędka, czy asesora sądowego. Instytucją, która powinna mieć głos przesądzający przy podejmowaniu decyzji, czy przyszły sędzia daje wystarczającą rękojmię sprawowania urzędu, jest Krajowa Rada Sądownictwa, jako konstytucyjny organ stojący na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

Jednocześnie, konieczne byłoby rozważenie, czy wspomniana reforma ma objąć wyłącznie asystentów i referendarzy, czy dotyczyć także przedstawicieli pozostałych zawodów prawniczych – tak by i oni mieli szansę zdobyć niezbędną praktykę za stołem sędziowskim oraz wykazać się odpowiednimi predyspozycjami (podobnie zresztą, jak ma to miejsce w Wielkiej Brytanii). Reformując ścieżkę dojścia do zawodu sędziego należałoby nowymi zasadami objąć przedstawicieli wszystkich zawodów prawniczych. Dopiero wtedy będzie można mówić o równym dostępie do urzędu sędziego i takim samym traktowaniu wszystkich kandydatów na to stanowisko.