Z pożytkiem dla przedsiębiorcy

Tagi: , , , ,
Jolanta Machura-Szczęsna - sędzią Sądu Rejonowego w Gliwicach

Fot. Andrzej Rachwalski

Zmiany procedury i wzmacnianie nadzoru mają niekorzystny wpływ na sprawność orzekania. W sądach potrzeba zmiany sposobu oceny pracy orzeczniczej oraz wzmocnienia asystenckiego – postuluje Jolanta Machura-Szczęsna.

Pomimo podejmowanych od lat prób uproszczenia procedur sądowo-urzędowych w celu ułatwienia przedsiębiorcom dochodzenia roszczeń, sytuacja ciągle nie jest zadowalająca. Polska nie wypada dobrze na tle innych państw w szybkości sądowego egzekwowania należności. Przedstawiciele biznesu skarżą się m.in na trwające latami postępowania, na urzędnicze podejście sędziów poszukujących prawdy obiektywnej nawet w prostych sprawach, zamiast rozstrzygana sporów bez brnięcia w detale, na nieżyciowe zasady doręczeń pism sądowych. Politycy deklarują chęć podejmowania kolejnych reform sądownictwa gospodarczego, podczas gdy sądom najbardziej potrzeba stabilizacji, przedsiębiorcom zaś – poczucia pewności prawa.

Wady i zalety systemu

Ostatnia nowelizacja kodeksu postępowania cywilnego, likwidująca od maja 2012 r. odrębną procedurę w sprawach gospodarczych, stanowiła krok wstecz w dążeniu do przyspieszenia i uproszczenia postępowań. Imperatyw spełnienia wysokich standardów ochrony prawnej przesłonił wzgląd na efektywność i sprawność, ograniczając dobrze funkcjonującą od lat zasadę kontradyktoryjności.

Takie zmiany jak ograniczenie prekluzji dowodowej, zniesienie możliwości wydawania wyroków zaocznych na posiedzeniach niejawnych, uniemożliwienie umarzania spraw zawieszonych, zobowiązanie sędziów do wydawania orzeczeń w przedmiocie wymiany pism przez strony – bez zreformowania systemu sądownictwa – wydłużyły czas procedowania. Prekluzja dowodowa dyscyplinowała nie tylko strony, ale i sąd. Obecnie – przy istniejącej ocenie pracy sędziów, w której nacisk kładzie się na formalną poprawność poszczególnych czynności, a nie sprawiedliwość rozstrzygnięcia – brak ścisłych terminów przedstawiania dowodów daje furtkę do przedłużania procesów w nieskończoność.

Zbyt pochopne wprowadzanie zmian w procedurach, w szczególności bez konsultacji z praktykami, psuje prawo. Obecnie funkcjonuje szereg pozbawionych praktycznego sensu przepisów, np. o obowiązku wydawania formalnych postanowień z uzasadnieniami w błahych czynnościach (jak umorzenie po cofnięciu pozwu i za zgodą stron) czy nadawania klauzul wykonalności zamiast formy uproszczonej.

Co więcej, ostatnia reforma może w dalszej perspektywie prowadzić do likwidacji specjalizacji zawodowej sędziów. Tymczasem sprawy gospodarcze, z uwagi na różnorodność materii, wymagają często nabywanej latami wiedzy z ekonomii, rachunkowości i innych pozaprawnych dziedzin. Dodatkowo, brak doświadczonych i pewnych siebie sędziów w pierwszej instancji, gdzie orzekają głównie nowopowołane, młode osoby o nieustabilizowanej sytuacji życiowej i zawodowej, powoduje, że trudniej im w praktyce oprzeć się pokusie szczegółowego rozpatrywania wszystkich zgłoszonych przez strony dowodów – nawet gdy od początku wiadomo, że niczego to do sprawy nie wniesie. Tę sytuację można zmienić jedynie poprzez wprowadzenie bardziej praktycznego modelu przygotowania do zawodu sędziego.

Jednocześnie, nie można tej samej miary przykładać do sądów w dużych ośrodkach przemysłowych i małych miejscowościach. Liczba i waga rozpoznawanych tam spraw jest nieporównywalna, dlatego błędem było afirmowanie przez lata małych sądów, zamiast wzmocnienia dużych ośrodków, bo to głównie od wyników pracy tych drugich zależy kondycja sądownictwa gospodarczego w skali kraju.

Orzekając w sprawach gospodarczych od ponad 20 lat, w dużych ośrodkach przemysłowych, zdaję sobie sprawę, że sędzia mógłby pracować sprawniej, gdyby nie uzasadnione obawy o to, czy protokolant potrafi dostatecznie szybko pisać, czy sekretarz prawidłowo wykona zarządzenie, czy brak asystenta umożliwi sporządzenie uzasadnienia na czas. Sędzia byłby w stanie wyznaczyć więcej rozpraw, gdyby nie musiał wykonać szeregu czynności na posiedzeniu niejawnym, które z powodzeniem mógłby przecież załatwić urzędnik sądowy.

Brak dobrze wykwalifikowanego, stabilnego personelu pomocniczego, problemy z doręczeniami, niewłaściwie określony zakres czynności sądowych urzędników, wszystko to niweczy trud sędziów w dążeniu do wydania szybkiego rozstrzygnięcia.

Więcej sędziego, mniej kontroli

Co do zasady, polska procedura cywilna nie należy do złych. Na jej prawny kształt sędziowie nie mają wpływu. Mogą natomiast oddziaływać na sposób rozpoznawania spraw.

Świadomość prawna polskiego przedsiębiorcy, szczególnie drobnego, jest ciągle niska. Brak należytej staranności w dokumentowaniu działalności biznesowej, niesprawdzanie przyszłych kontrahentów, niefrasobliwość przy zawieraniu umów, nieznajomość podstawowych zasad co do form czynności prawnych, terminów, pełnomocnictw – wszystko to w sądzie działa na niekorzyść strony. Nieprzestrzeganie romańskiej premii ignorantia iuris nocet może mieć w praktyce dotkliwe konsekwencje.

W kontradyktoryjnym procesie cywilnym sędzia jest jednak niezawisłym arbitrem, którego rola sprowadza się do rozwiązania sporu w oparciu o twierdzenia i dowody zaoferowane przez strony. Możliwość działania ex officio jest bardzo ograniczona, sprowadza się w zasadzie do żądania dowodów, których strona sama, z różnych przyczyn, przedstawić nie jest w stanie. Oczekiwania, że sędzia „pomoże”, czy „wesprze” stronę, są kompletnym niezrozumieniem ról procesowych i pozostają w całkowitej sprzeczności z zasadą bezstronności. Informowanie stron o ich podstawowych prawach oraz pouczenia prawne muszą respektować tą naczelną zasadę. Strony nie powinny przy tym interpretować powściągliwości sędziego jako nieuprzejmości, ale też wskazane jest, aby sędzia z dużym wyczuciem i taktem każdą taką odmowę wytłumaczył.

Sędzia ma natomiast wpływ na usprawnienie swojego warsztatu pracy, pod kątem dostosowania procedury do potrzeb stron. Może np. wyznaczać, o ile to realne, krótsze terminy pomiędzy rozprawami tak, aby sprawnie zakończyć już wniesione sprawy – zamiast równoczesnego procedowania we wszystkich sprawach w referacie. Może wyznaczać krótsze terminy instrukcyjne. Musi jednak mieć poczucie, że taki system pracy nie spowoduje konfliktu ze zwierzchnikami, a do tego w obecnym systemie często dochodzi. Brak określenia pensum, a więc liczby spraw, które sędzia ma w swoim referacie, powoduje, że oczekuje się od niego nadania biegu wszystkim sprawom równocześnie – nawet, jeśli ich liczba przekracza rozsądną wielkość – zamiast rozpatrywania w pierwszej kolejności tych już wszczętych. Stąd coraz dłuższe przerwy między rozprawami i słuszne skargi stron na przewlekłość.

Sędzia nie jest typowym urzędnikiem, rozliczanym z czasu spędzonego przy biurku lub w sali rozpraw. Ma zadaniowy czas pracy i powinien ją sobie tak organizować, by móc efektywnie rozpoznać znaną i przewidywalną liczbę spraw. Odpowiednie „pokrycie” wpływu spraw w danym miesiącu, którego w praktyce od sądów oczekuje Ministerstwo Sprawiedliwości, z punktu widzenia przedsiębiorcy nie ma żadnego znaczenia, dla niego liczy się uzyskanie wyroku w rozsądnym terminie. Należałoby zatem oczekiwać zmiany sposobu nadzoru i oceny pracy sędziego. Zamiast wymagać, aby wyjaśniał on na piśmie innemu sędziemu, swojemu administracyjnemu zwierzchnikowi, powód odraczania rozprawy, oceniajmy efekty jego pracy, tj. czy istotnie dąży do końcowego rozstrzygnięcia.

Nieracjonalny system nadzoru administracyjnego funkcjonujący obecnie w sądach, brak wsłuchania się w autentyczne problemy sędziów orzekających, wszystko to powoduje, że kolejne pomysły na usprawnienie sądownictwa gospodarczego pozostają w sferze haseł.

Zegar

Rys. Łukasz Jagielski

Jaka alternatywa?

Dopóki nie dojdzie do przebudowy systemu wymiaru sprawiedliwości – począwszy od metod dochodzenia do zawodu, poprzez zarządzanie sądami i urzeczywistnienie społecznej nad nimi kontroli – skutecznym remedium na usprawnienie sporów gospodarczych będzie stosowanie, również po wniesieniu pozwu, tzw. alternatywnych metod rozwiązywania sporów.

W społeczeństwie wciąż pokutuje postawa roszczeniowa – że urzędy, w tym sądy, mają wszystko „załatwić za obywatela”. Częstokroć wytoczenie pozwu sądowego nie jest poprzedzone żadną próbą negocjacji, poza standardowym „przedsądowym wezwaniem do zapłaty”, a i to nie zawsze. A przecież techniki negocjacji są jedną z podstawowych metod prowadzenia biznesu. Dlatego, w mojej ocenie, sędziowie gospodarczy powinni częściej korzystać z możliwości kierowania stron do mediacji.

Właśnie w sprawach gospodarczych ta forma rozwiązywania sporów ma dużą szansę powodzenia. Należałoby zachęcać, zwłaszcza początkujących sędziów, do korzystania z niej na każdym etapie sporu. Wbrew obiegowym opiniom, nie powoduje ona żadnej przewlekłości, przynosi wyłącznie korzyści. Nie stanowi przeszkody w równoczesnym wyznaczeniu rozprawy, a nawet jeśli do ugody mediacyjnej nie dojdzie, to i tak każda próba pojednania i wyjaśnienia stanowisk ułatwi dalsze procesowanie.

Poza wszystkim, zawarcie ugody sądowej lub zatwierdzenie ugody mediacyjnej to duża satysfakcja zawodowa dla sędziego. Nie do przecenienia jest widok zadowolonych stron, szczególnie przedsiębiorców, którym sąd zasugerował takie właśnie „eleganckie” załatwienie sporu i którzy wychodzą z sali rozpraw nie jako wrogowie, lecz biznesowi partnerzy. Stanowisko przeciwne świadczy o braku pewności siebie, niezdecydowaniu, czy wręcz upodobaniu w sprawowaniu władzy, co u sędziego stanowi cechę szkodliwą i niebezpieczną.

Za sprzyjający należy również ocenić postęp w informatyzacji sądownictwa, w tym w internetowym dostępie do informacji prawnej i sądowej. Coraz lepiej opracowane strony internetowe MS oraz sądów, jak również funkcjonująca od niedawna możliwość dostępu do sądowego rejestru firm, znacząco ułatwiają działanie przedsiębiorcom. Dlatego ten kierunek działań należy ocenić bardzo pozytywnie.

Problem w organizacji

Podkreślenia wymaga fakt, iż zdecydowana większość spraw gospodarczych kończy się szybkim wydaniem nakazu zapłaty. W swojej zawodowej praktyce obserwuję, że ewentualne opóźnienia rzadko wynikają z opieszałości lub przepracowania sędziów, częściej są pokłosiem sytuacji kadrowo-administracyjnej w sądach.

Dlatego potrzebny jest efektywny podział kompetencji pomiędzy referendarzy i sędziów, odciążenie sędziów od czynności urzędniczych, zmiana filozofii case menagement, jasne określenie pensum. Sytuację niewątpliwie poprawiłoby skupienie się nad tym, jak sędziemu pomóc w orzekaniu poprzez zagwarantowanie odpowiedniego zaplecza asystencko-kancelaryjnego, czy skierowanie do orzekania w dużych ośrodkach sędziów do tej pory odsuniętych z powodu pełnienia innych funkcji, często świetnych prawników.

Egzekwowanie od sędziego rzeczywistych efektów, a nie załatwiania statystycznych „numerków”, poparte godziwym wynagrodzeniem (zauważyć trzeba, że dotychczasowy system premiuje funkcje, a nie orzekanie) – zamiast nieskoordynowanego i nieefektywnego „dyscyplinowania” – to działania, które przy poparciu środowiska mogłyby zostać wprowadzone w życie.

Uporządkowanie zaplecza sądownictwa gospodarczego wydaje się ważniejsze niż kolejne zmiany procedury. Odpowiedzialność ciążąca na jego barkach jest nie do przecenienia. To odpowiedzialność za kondycję polskiego biznesu, a co z tym związane, za warunki pracy i płacy obywateli, za cywilizacyjny awans kraju.