Aplikacje korporacyjne: więcej praktyki, mniej teorii

Egzaminy wstępne na aplikację radcowską

Fot. Okręgowa Izba Radców Prawnych w Warszawie

Uwolnienie dostępu do zawodów radcy i adwokata skłoniło korporacje prawnicze do zmiany w programach szkoleń. Czego mogą spodziewać się osoby, które w tym roku rozpoczynają zajęcia na aplikacjach?

Zmiany w programie kształcenia mają zmienić utrwaloną przez lata opinię o aplikacjach korporacyjnych jako teoretycznych, mało przydatnych w praktyce. Niewątpliwie, zmiany te zostały w dużej mierze wymuszone przez nowe przepisy, które spowodowały znaczne rozszerzenie dostępu do zawodów prawniczych oraz wzrost liczby osób dostających się na aplikacje adwokacką i radcowską. Jak przyznają sami przedstawiciele korporacji, w warunkach masowości aplikacji dotychczasowy system szkolenia okazał się nie dość efektywny.

Do 2006 r. egzaminy na aplikacje prawnicze: adwokacką, radcowską i notarialną były przeprowadzane przez samorządy zawodowe. W powszechnej opinii dostęp do zawodu był wówczas w znacznym stopniu ograniczony. Nowe zasady naboru wprowadziła ustawa z 30 czerwca 2005 r. o zmianie ustawy – Prawo o adwokaturze i niektórych innych ustaw, która dała początek państwowym egzaminom na aplikacje. Efekt? O ile w 2005 r. na aplikacje korporacyjne zdawało niespełna 5 tys. osób, to już w 2006 r. liczba ta wzrosła do 7,5 tys. osób, w 2009 r. osiągając rekordową wartość prawie 14 tys. osób. W ostatnich latach średnia liczba kandydatów na aplikacje utrzymuje się na poziomie ok. 11 tys. osób.

Ostatnim akordem procesu uwalniania dostępu m.in. do zawodów prawniczych jest uchwalona 13 czerwca 2013 r. tzw. pierwsza transza deregulacji. Jej skutkiem będzie zmiana modelu egzaminów zawodowych – odstąpienie od testów oraz wprowadzenie zadań z etyki i zasad wykonywania zawodu. Usankcjonowano też zmianę sposobu kształcenia aplikantów, co wprost znalazło swój wyraz w dodanym w Prawie o adwokaturze oraz w ustawie o radcach prawnych sformułowaniu: celem aplikacji (…) jest przygotowanie aplikanta do należytego i samodzielnego wykonywania zawodu adwokata, w szczególności wykształcenie umiejętności z zakresu zastępstwa procesowego, sporządzania pism, umów i opinii oraz przyswojenie zasad wykonywania zawodu”.

Duże grupy to przeszłość

Utrzymujące się w ostatnich latach ogromne zainteresowanie aplikacjami, spowodowane uwolnieniem dostępu do korporacyjnych zawodów prawniczych, skutkowało dużym poziomem teoretyczności samego szkolenia.

– W naszej grupie było ponad 200 osób i jeśli próbowano nas dzielić na dwie podgrupy, to i tak każda z nich liczyła ponad 100 osób. Tyle osób jednorazowo uczestniczyło w zajęciach, dlatego czasem trudno było zorientować się, co jest wykładem, a co ćwiczeniem. Przyznawali to nieraz sami prowadzący, zastanawiając się głośno, jak w 100 osób przeprowadzić zajęcia praktyczne – opowiadają byli aplikanci.

Dodają, że podział na małe grupy funkcjonował tylko podczas praktyk w sądach i prokuraturze; wówczas do jednego sędziego czy prokuratora było przydzielonych po kilku aplikantów. Rekompensatą za zbyt małą liczbę zajęć praktycznych były prace domowe. – Oceniano je bardzo dokładne, dając wiele praktycznych wskazówek, widać było, że oceniający uważnie je czytali – mówi były aplikant radcowski.

Wprawdzie na samych zajęciach również zdarzało się pisanie pism procesowych i umów, a następnie wspólne ich omawianie, ale mimo wszystko przeważały wykłady. Ich poziom – jak mówią nasi rozmówcy – zależał od prowadzących. Zdarzali się tacy, którzy przez całe zajęcia czytali przepisy. Skutkiem tego na sali mogącej pomieścić 200-300 osób było zaledwie 15 obecnych – tych, którzy przychodzili po to, by podpisać siebie i złożyć podpis za innych. – Całe szczęście, że nikt tych podpisów nie weryfikował, bo zajęcia były naprawdę stratą czasu – relacjonuje były aplikant. Ale były też, dodaje, wykłady, na które przychodziło tak wielu chętnych, że nie mogli się pomieścić w sali, a prowadząca przestrzegała, że będzie musiała sprawdzać obecność i wypraszać osoby z innych grup.

Odzwierciedleniem wykładów były testy na egzaminach – przedmiot niemałej krytyki ze strony aplikantów. Przyszli radcowie i adwokaci narzekali głównie na przeładowanie testów rozległą i szczegółową wiedzą oraz naszpikowanie podchwytliwymi, kazuistycznymi pytaniami, z odpowiedziami różniącymi się często jednym, drobnym sformułowaniem.

Co się zmienia?

Dariusz Sałajewski, wiceprezes Krajowej Rady Radców Prawnych, mówi, że korporacja dostrzegła potrzebę zmian programu aplikacji już dużo wcześniej. Dlatego, jak zapewnia, począwszy od rocznika, który aplikację rozpoczął w tym roku, ponad 2/3 czasu szkoleniowego przeznaczone jest na zajęcia praktyczne, a tylko 1/3 – na wykłady. Te ostatnie są również prowadzone w formie konwersatoryjnej.

– Bardziej zależy nam na tym, by aplikanci zdobyli umiejętności niż wiedzę, ponieważ wykonywanie zawodu radcy prawnego wymaga umiejętności szybkiej reakcji, komunikacji, poprawnego wysławiania się, kontrolowania stresu, godnej postawy – mówi wiceprezes KRRP. To z kolei wymusiło ograniczanie liczebności grup. Wiceprezes Sałajewski zapewnia, że zajęcia praktyczne są obcenie prowadzone w grupach nie większych niż 35-osobowe.

Podobnie chce uczynić od 1 stycznia 2014 r.
Naczelna Rada Adwokacka. Planuje, że wszystkie roczniki będą podzielone na maksymalnie 25-osobowe grupy. – Taki podział funkcjonuje już od 2010 r. w Wałbrzychu, a od września br. we Wrocławiu – zapewnia mec. Małgorzata Gruszecka z Prezydium NRA.

Podział na grupy dotyczyć ma zajęć praktycznych. Zarówno aplikanci adwokaccy, jak i radcowscy, mówią, że najważniejsze dla nich jest to, by rzeczywiście różniły się one od wykładów. A z tym bywa różnie. – Obecnie proporcja zajęć o charakterze praktycznym do tych prowadzonych w formie wykładów wynosi pół na pół. Ale problem leży nie tylko po stronie prowadzących. Czasem próbują oni spowodować jakąś interakcję ze słuchaczami, ale nie ma chętnych, by podjąć dyskusję – zauważa osoba, która właśnie ukończyła pierwszy rok aplikacji radcowskiej.

Zajęcia praktyczne mają umożliwić aplikantom poznawanie sposobów procedowania poszczególnych organów, identyfikowanie ich ewentualnych błędów oraz błędów stron i ich pełnomocników, uczenie się oceny stanowisk stron oraz materiału dowodowego, dokonywania ustaleń faktycznych i subsumcji normy prawnej, wreszcie – prawidłowej konstrukcji wniosków dowodowych i pism procesowych, argumentacji prawniczej oraz konstruowania zarzutów apelacji. Co nie mniej ważne, pozwalają też ćwiczyć tzw. umiejętności miękkie. Wyrazem „upraktycznienia” programów szkoleniowych była rezygnacja z testów. Obecnie wszystkie kolokwia na aplikacji radcowskiej i adwokackiej mają charakter zadaniowy. Rezygnacja z testów to również największa zmiana, jaka czeka aplikantów na najbliższym egzaminie zawodowym.

Droższe szkolenie
W ubiegłym roku aplikacja radcowska kosztowała 5 tys. zł rocznie, a adwokacka – 4480 zł. Ta ostatnia kwota już wkrótce wzrośnie – Minister Sprawiedliwości, przychylając się do wniosku Naczelnej Rady Adwokackiej, podpisał rozporządzenie przewidujące opłatę na poziomie 3,05 minimalnego wynagrodzenia (dotychczas współczynnik ten wynosił 2,8). Wzrost opłaty ma przełożyć się na inny, lepszy sposób kształcenia aplikantów adwokackich.

Aplikanci chwalą

Przedstawiciele samorządów adwokackiego i radcowskiego zapewniają, że w programie aplikacji pozostanie część rozwiązań, które sprawdziły się do tej pory.

Jedna z ciekawych form kształcenia, chwaloną przez samych aplikantów, są symulacje rozpraw sądowych. Taka rozprawa odbywa się w pomieszczeniu przypominającym wystrojem salę rozpraw. Uczestnicy ubrani są w togi i dzielni na grupy, co oznacza, że kilka osób musi wcielić się w rolę sędziego, kilka w rolę powoda, a kilka – pełnomocnika pozwanego. Samej rozprawie przysłuchują się radca prawny i sędzia, którzy na koniec komentują wystąpienia poszczególnych uczestników.

Pozostaną również zajęcia podsumowujące organizowane przed egzaminem zawodowym, tzw. repetytoria. To nie tylko powtórka programu, ale przy okazji możliwość sprawdzenia własnych sił podczas pisania przykładowych zadań egzaminacyjnych, np. zarzutów apelacji na podstawie otrzymanego kazusu bądź akt sprawy.

Zdecydowanie najlepiej aplikanci byli i obecni oceniają zajęcia z sędziami. Jak mówią, przedstawiciele Temidy chętnie dzielą się wiedzą. Widać, że często mają ogromną wiedzę i doświadczenie, również życiowe. Przedstawiciele korporacji, nawet jeśli wiedzą mają równie rozległą, to – w oczach aplikantów – są postrzegani jako ci, którzy niezbyt chętnie dzielą się umiejętnościami praktycznymi – Może z obawy przed konkurencją, a może z racji dość młodego wieku, gdyż sędziowie są z reguły nieco starsi i inaczej patrzą na świat – zastanawia się aplikant radcowski z Warszawy.

Aplikanci zgodnie narzekają na jakość zajęć z patronami – z reguły zajętymi własną praktyką i niezbyt chętnie znajdującymi czas na aplikantów. Sugerują, że patronaty to najsłabszy punkt szkolenia zawodowego. – W trakcie roku doprosiłem się od mojego patrona jednego zadania. Wysłałem odpowiedź, ale nie doczekałem się żadnej reakcji, więc dałem spokój. I tak miałem szczęście, że patrona w ogóle udało mi się znaleźć – opowiada osoba, która ukończyła pierwszy rok aplikacji.

Masowa czy luksusowa?

W opinii części przedstawicieli korporacji prawniczych, kwestię kłopotów z patronatami oraz, szerzej, problemów z masowym charakterem szkoleń rzutującym na ich niedostateczny wymiar praktyczny, mogłoby rozwiązać limitowanie dostępu do zajęć aplikacyjnych.

– Na aplikację powinni dostawać się najlepsi, a ograniczenie dostępu do zawodu adwokata powinno wynikać z limitu, na wzór tego, który przewidziany jest na aplikacji sędziowskiej i prokuratorskiej. O dostaniu się na taką limitowaną aplikację powinien decydować wynik jednolitego egzaminu wstępnego – mówi mec. Małgorzata Gruszecka.

Przeciwny powrotowi do limitów jest z kolei mec. Dariusz Sałajewski. – Stwarzają fałszywą tezę o ograniczonym dostępie do zawodu – twierdzi i dodaje, że aplikacje powinny być ekskluzywną formą kształcenia w całkiem innym rozumieniu tego słowa. – Jeżeli dajemy dziś do wyboru, czy skorzystać z pozaaplikacyjnej ścieżki i we własnym zakresie przygotowywać się do egzaminu, bez ponoszenia kosztów aplikacji, a może nawet wykonując w tym czasie pracę zarobkową, czy też zainwestować czas i pieniądze w aplikację, to siłą rzeczy musimy sprawić, by aplikacja miała te przewagi i zalety, których nie zapewni żadna inna forma przygotowania do egzaminu – mówi wiceprezes KRRP.

Również Ministerstwo Sprawiedliwości wyklucza limitowanie przyjęć na aplikacje samorządowe, choćby na wzór aplikacji sędziowskiej czy prokuratorskiej. – Szkolenie adwokackie i radcowskie może rozpocząć każdy, kto zda egzamin wstępny, zaś przedstawiciele samorządów prawniczych mają wpływ na poziom oczekiwanej, niezbędnej do rozpoczęcia aplikacji wiedzy – są przecież współautorami pytań egzaminacyjnych – zauważa sędzia Iwona Kujawa, dyrektor Departamentu Zawodów Prawniczych i Dostępu do Pomocy Prawnej MS. – Porównywanie aplikacji samorządowych z sądową lub prokuratorską jest nieuprawnione. W przypadku aplikacji samorządowych koszty szkolenia są pokrywane przez samych aplikantów, natomiast szkolenie aplikantów sędziowskich i prokuratorskich jest w całości finansowane z budżetu państwa, ponadto z budżetu wypłacane są im stypendia. Również tworzenie nowych etatów sędziowskich i prokuratorskich jest limitowane możliwościami budżetu państwa, podczas gdy wykonywanie wolnych zawodów prawniczych podlega prawom rynku – dodaje dyrektor Kujawa.

Resort podkreśla, że dzięki uwolnieniu dostępu do zawodów prawniczych odsetek osób świadczących profesjonalną pomoc prawną w odniesieniu do liczby mieszkańców nie jest, jak jeszcze do niedawna, jednym z najniższych w Europie.