Piękna polszczyzna w warunkach sali sądowej

Słuchacze, sala sądowe

Rys. Łukasz Jagielski

Sformalizowany język prawniczy rodzi u nieprawników strach, a nawet irytację. Skutkiem tego nie potrafią oni w pełni zaangażować się w toczący się proces, mają też złą opinię o sędziach, prokuratorach, adwokatach i pełnomocnikach – nawet tych, którzy działają w ich interesie. Jak temu zaradzić?

Retoryka, a zatem także retoryka sali sądowej, ma wielowiekową tradycję. Rytualność komunikacji prawniczej stanowi o tożsamości tej formy porozumiewania się i pozwala bez trudu odróżnić ją od innych rodzajów komunikacji publicznej. Niestety, jednocześnie, ze względu na swoją specyfikę, język prawniczy nie reaguje na zmiany gwałtownie zachodzące w polskim języku ogólnym, przez co wypowiedzi prawników są coraz mniej zrozumiałe dla uczestników rozprawy, którzy prawnikami nie są.

Czy zatem rozwiązaniem jest mówienie językiem potocznym, pisanie pism procesowych w prostszy sposób – a tym samym sprzeniewierzanie się prawniczej precyzji dla zwiększenia komunikacyjności z podsądnymi i klientami? Czy trzeba aż tak uprościć język w sali sądowej, aby uczestniczący w procesie sędzia, adwokat, prokurator czy pełnomocnik mieli poczucie, że mówią nie tak, jak chcą, nie tak, jak potrzebują, a nawet nie tak, jak nakazuje im litera prawa? Oczywiście, że nie. Warto natomiast zadbać o stosowanie tam, gdzie jest to możliwe, zasad pragmatycznej kultury języka. Dzięki nim możliwe będzie zachowanie prawniczej właściwości wypowiedzi, a jednocześnie uczynienie jej bardziej przyjaznej i zrozumiałej dla gorzej wykształconego, a nawet niekompetentnego w zakresie prawa, podsądnego.

Składnia a poziom zrozumienia

Pierwszą rzeczą, którą bardzo łatwo uprościć, o ile nie jest się nadmiernie przywiązanym do prawniczych formuł, jest długość tzw. okresów składniowych. „Człowiek sieci” korzystający codziennie z internetu, smsów i smartfonów ma trudności ze zrozumieniem zdania dłuższego niż dwu-, trzykrotnie złożone. Tymczasem, zarówno w pismach procesowych, jak i w mowach prokuratorskich czy wystąpieniach pełnomocników, pojawiają się wypowiedzenia o wiele bardziej skomplikowane – zajmujące pół strony, usiane przecinkami i spójnikami, tworzące, bez względu na treść, barierę percepcyjną dla większości podsądnych.

Warto choćby, zamiast mnożyć spotykane już niemalże jedynie w języku prawniczym łączniki bowiem, iż, aczkolwiek czy jednakowoż, postawić po dwóch, trzech zdaniach składowych kropkę i zacząć kolejne zdanie od jednak, ponieważ czy bo. Tym bardziej, że niektóre z tych słów wymagają odpowiedniego miejsca w szyku zdania, o czym coraz częściej zapominają posługujący się nimi Polacy. Łącznik bowiem na przykład, zgodnie z regułami języka polskiego, powinien zajmować trzecie miejsce składniowe w zdaniu, np. Wydanie wyroku w tej sprawie nie jest łatwe, zgromadzony materiał dowodowy jest bowiem niewystarczający, aby jednoznacznie orzec o winie oskarżonego. W wielu pismach i wypowiedziach w sali sądowej forma tego zdania jest tymczasem błędna: Wydanie wyroku w tej sprawie nie jest łatwe, bowiem zgromadzony materiał dowodowy jest niewystarczający, aby jednoznacznie orzec o winie oskarżonego. Można to zdanie skonstruować znacznie prościej: Wyrok w tej sprawie nie jest łatwy, bo/ponieważ zgromadzone dowody nie świadczą jednoznacznie o winie oskarżonego.

Tego typu zmiany nie naruszą znaczenia ani intencji wypowiedzi uczestnika procesu. Jednocześnie wskażą na kolejne, jak się wydaje, łatwe do wyeliminowania defekty języka prawniczego z perspektywy pragmatycznej kultury języka – rozwlekłość, analityczność i tautologiczność.

Odstraszająca urzędowość

W większości pism i wystąpień prawniczych pojawiają się bardzo popularne wśród Polaków, choć całkowicie niepoprawne wyrażenia: W dniu 24 listopada, w mieście Warszawa, o godzinie osiemnastej, itp. Uświęcone przez tradycję szablony komunikacyjne i złe, szkolne nawyki, powodują, że niezwykle trudno przyzwyczaić się do mówienia czy pisania po prostu 24 listopada… Przecież 24 listopada jest datą dzienną i trudno uwierzyć w racjonalność argumentacji, że słowo dzień informuje, że coś nie stało się w nocy.

Tego rodzaju powtórzenia (tautologie, pleonazmy) są jednym z wyznaczników języka prawniczego i urzędowego, z którymi niezwykle trudno się rozstać, bo pojawiają się we wzorcach pism od dziesięcioleci (niektórzy twierdzą, że są one efektem wpływu języka rosyjskiego na język polski w latach 1945-1989). Należą do nich także często pojawiające się w wypowiedziach uczestników procesu wyrażenia typu: tradycyjny zwyczaj, interesująca ciekawostka, praktyczne działanie, ściśle sprecyzować, potencjalne możliwości, zamierzenia na przyszłość, najbardziej optymalny, cofać się do tyłu, okres/rok/tydzień/miesiąc czasu, fakt autentyczny, kompletne fiasko, panaceum na wszystkie problemy, spektakularne widowisko. We wszystkich takich zestawieniach wystarczy użyć jednego wyrazu, bo drugi znaczy niemalże to samo lub po prostu to samo. Nie będzie wystarczającym usprawiedliwieniem dla ich „podwójnego” zastosowania tłumaczenie, że nadawca chce w ten sposób podkreślić intensywność zjawiska. W tym celu może przecież posłużyć się wieloma z niemalże dwustu tysięcy wyrazów tworzących słownik języka polskiego.

Z kolei rozwlekłość i analityczność to pokłosie zamiłowania języka prawniczego i urzędowego do konstrukcji biernych, które w mniemaniu nadawców tego rodzaju wypowiedzi nadają im odpowiednią rangę. Osoby w sali sądowej biorą udział (zamiast: uczestniczą) w procesie, adwokat dokłada starań (zamiast: stara się), aby sprawa zakończyła się korzystnie dla jego klienta, świadek udzielił odpowiedzi (zamiast: odpowiedział) na pytania sędziego, kradzież opisana w akcie oskarżenia miała miejsce (zamiast: wydarzyła się), a sam proces dobiega końca (zamiast: kończy się). Nie są to, oczywiście, rażące błędy językowe, ale ze względu na swoją rozwlekłość utrudniają odbiór wypowiedzi, zwalniają jej tempo, nie są wreszcie tak retoryczne, estetyczne i skuteczne jak ich krótsze odpowiedniki.

Leksyka i fleksja – ciągła samokontrola

Bogactwo gramatyczne języka polskiego, czyniące go jednym z najtrudniejszych języków świata, jest jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem jego użytkowników.

Różnorodność form fleksyjnych, równoległość końcówek (w jednym przypadku lub w jednej osobie dopuszczalne są dwie prawidłowe formy lub jest ich czasem nawet więcej) czy synkretyzm fleksyjny (jedna forma odpowiada wielu przypadkom lub osobom) powodują, że warto – występując w sądzie lub przygotowując pisma procesowe – upewnić się, że forma, która wydaje się poprawna, bo nadawca używa jej od dawna, taką jest istotnie. Oto kilka najczęstszych błędów: Powiedziałem to w cudzysłowie, a nie: Powiedziałem to w cudzysłowiu; Proszę Pani, niech Pani nie krzyczy, a nie: Proszę Panią, niech Pani nie krzyczy; Zrobiłem sobie powtórkę z tych przepisów, a nie: Zrobiłem se powtórkę z przepisów. Stosowana jest też cała grupa błędnych form czasownika: domyślić/wymyślić, a nie: domyśleć/wymyśleć; nienawidzić, a nie: nienawidzieć; będą umieć / potrafią, a nie: będą potrafić. Warto także zwrócić uwagę na rzeczowniki rodzaju nijakiego, od których zaimek osobowy w bierniku ma postać je, a nie go, np. Gdy otworzyli drzwi, zobaczył niebo. Wcześniej zasłaniały je (nie: go) wrota.

Zupełnie odmiennym zagadnieniem jest fleksja nazw własnych (imion, nazwisk, nazw geograficznych i miejscowych), których formy są zapisane we wzorcach odmiany, ale mają one masę wyjątków. Niemożliwe jest opanowanie ich wszystkich, dlatego warto upewnić się przed jej zapisaniem lub wypowiedzeniem, jaka jest prawidłowa odmiana (niektóre programy komputerowe dla sędziów i protokolantów podsuwają odpowiednie formy).

Kontakty języka polskiego z innymi językami, mnogość zapożyczeń i wyrażeń archaicznych funkcjonujących w codziennych komunikatach i w tekstach specjalistycznych, zmusza także do zwracania uwagi na używanie słów we właściwym znaczeniu oraz we właściwej formie frazeologicznej. Pomimo tego (choć poprawna, a może nawet lepsza, jest także forma pomimo to), że wielu ludzi uważa, że można pełnić rolę, zdecydowanie lepiej jest: grać rolę lub pełnić funkcję, a podsądny chciałby załatwić sprawę po linii najmniejszego oporu, a nie: po najmniejszej linii oporu, ale jego nadzieje były płonne (nie: płone). Zbędne jest także używanie wyrażenia w międzyczasie, gdy piękniej i bardziej zrozumiale będzie powiedzieć czy napisać w tym czasie, wtedy, równocześnie.

Słownik

Rys. Łukasz Jagielski

Interpunkcja, ortografia, stylistyka

Postępująca pauperyzacja języka polskiego dotyczy także jego ortografii i interpunkcji. Utyskiwanie na nieznajomość przez Polaków zasad interpunkcji jest tak powszechne, że aż nudne. Jednak dla prawników właściwe stosowanie tych zasad jest dowodem ich staranności i szacunku dla odbiorcy. Wypada zatem posługiwać się przecinkami, pauzami, średnikami i wielokropkami zgodnie z logiką wywodu oraz w zgodzie z językiem polskim.

Jeszcze większym problemem jest pisownia łączna i rozłączna różnych terminów i wyrazów. Najwięcej problemów sprawia pisownia nie z imiesłowami oraz przyimka nowo. Na początku lat dziewięćdziesiątych XX w. podjęto decyzję o ujednoliceniu pisowni nie z imiesłowami przymiotnikowymi. Wcześniej o zapisie razem lub osobno decydowało znaczenie wypowiedzi. Gdy imiesłów zastępował czasownik, pisownia była rozdzielna, gdy przymiotnik – łączna. Obecnie zalecana jest pisownia razem. Dlatego niesprawdzony czy nieprzekonujące należy pisać właśnie w ten sposób. Warto pamiętać także o tym, że przyimek nowo i jemu podobne trzeba pisać rozdzielnie z wyrazem, do których się odnoszą, jeśli pochodzi on od czasownika (słynna nowo powstała spółka, a nie: nowopowstała spółka), natomiast wyraz nowobogacki zapisywany jest łącznie.

Rada Języka Polskiego, której członkowie podejmują decyzje dotyczące kształtu normy językowej, od wielu lat dyskutuje o ujednoliceniu zapisów typu: na pewno i naprawdę, ale na razie część wyrażeń pisanych jest razem, a część osobno i warto to sprawdzić, żeby nie popełnić błędu. Dobrze jest zajrzeć co jakiś czas na stronę Rady (www.rjp.pan.pl), żeby dowiedzieć się „co w mowie piszczy”, bo język polski ewoluuje i to, co było poprawne lub niepoprawne wcześniej, takim już nie jest.

Bezmiar i bezkres językowy

Nie sposób przedstawić nie tylko wszystkie typowe błędy językowe w wypowiedziach prawników, ale nawet te najczęstsze czy najbardziej rażące. Trudno określić zresztą, które z właściwości komunikatu językowego są najważniejsze.

Wiele osób uważa – i nie można traktować tego poglądu jako pozbawionego sensu – że najważniejsza jest zrozumiałość, a piękno i poprawność językowa schodzi na dalszy plan. Jednak ze względu na doniosłość funkcji sędziego, prokuratora, adwokata czy pełnomocnika w życiu społecznym, ze względu na miejsce zawodów prawniczych w hierarchii, na pewno warto próbować łączyć w wypowiedziach językowych w sali sądowej wszystkie cechy pragmatycznej kultury języka – zrozumiałość, skuteczność, poprawność, grzeczność oraz piękno.