Zoll

Kamasze dla chuligana

Andrzej Zoll

Rys. Łukasz Jagielski

Więzienie dla pseudokibica nie jest żadnym rozwiązaniem. Rozwiązaniem służącym socjalizacji takiej osoby byłby wyrok z warunkowym zawieszeniem wykonania kary i jednoczesnym powołaniem jej do wojska na okres próby.

Odpoczynek w sierpniową niedzielę na plaży w Gdyni został zakłócony przez rozwydrzonych i pewnych swojej bezkarności pseudokibiców Ruchu Chorzów. Ich głośne, często wulgarne zachowanie, znalazło finał w bitwie z członkami załogi meksykańskiego statku przebywającego w gdyńskim porcie. Wtedy dopiero wkroczyła policja, zatrzymano trzech uczestników bójki.

Jeśli dokładne były informacje prasowe, to w pobiciu (tak prokuratura zakwalifikowała to wydarzenie) meksykańskich marynarzy brało udział ok. stu chuliganów ze Śląska. Sprawa stała się głośna także poza granicami Polski. Stanowisko zajęli przedstawiciele władz meksykańskich, strona Polska wyraziła ubolewanie. U premiera odbyła się narada nad sposobami walki ze zjawiskiem chuligaństwa towarzyszącego imprezom sportowym, szczególnie meczom piłki nożnej.

Problem chuligaństwa pseudokibiców jest nadal bardzo aktualny. Trzeba dziś na nowo przemyśleć strategię przeciwdziałania temu wyjątkowo szkodliwemu zjawisku, które łatwo przeradza się w zwykły bandytyzm, prowadzący nierzadko do śmierci lub ciężkiego kalectwa ofiar pseudokibicowskich porachunków.

Chuligaństwo to nie tylko wybryki podczas meczów piłkarskich, ale także zachowania grup pseudokibiców poza stadionami – demolujących obiekty użyteczności publicznej, zakłócających spokój obywateli, narażających ludzi na bezpośrednie niebezpieczeństwo. Słychać głosy o potrzebie zaostrzenia przepisów prawa karnego przeciwko czynom o charakterze chuligańskim. Powtarza się zarzut, że ustawy regulujące odpowiedzialność za tego typu wybryki są zbyt łagodne.

Tutaj mała dygresja. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem utrzymywania w kodeksie karnym tego określenia. Jest to pozostałość czasów prawa karnego epoki komunistycznej i powinna być z przepisów usunięta. Ta nazwa jest uprawniona jako pojęcie natury socjologicznej, jest natomiast szkodliwa jako pojęcie języka prawnego. Prawo karne dla określenia podstaw odpowiedzialności wymaga zupełnie innego wyrażenia – czyn zabroniony ma być opisany, a nie nazywany. Mniejsza jednak o pojęcia.

To nie obowiązujące przepisy kodeksu karnego oraz kodeksu postępowania karnego krępują policję i organy wymiaru sprawiedliwości w stosowaniu surowych, choć racjonalnych środków w walce ze zjawiskiem chuligaństwa. Rzecz w dramatycznym braku konsekwencji w postępowaniu wobec chuliganów. Tzw. kibole za te same czyny raz są praktycznie chwaleni przez prominentnych przedstawicieli jednej z partii politycznych, obdarzeni zaufaniem na tyle, że składane są za nich poręczenia wobec organów ścigania. Innym razem są przez nich potępiani i żąda się ich surowego karania. Takie próby politycznego rozgrywania tej grupy społecznej są zachowaniem wyjątkowo niebezpiecznym i cynicznym.

Zgadzam się z tymi, którzy mówią „zero tolerancji” dla czynów zabronionych popełnianych przez rozwydrzonych młodych ludzi atakujących powszechnie chronione dobra społeczne. To „zero tolerancji” nie musi jednak przybierać formy bezwzględnego pozbawiania takich sprawców wolności. Tym, którzy tego żądają, przypominam, że w Polsce brakuje dzisiaj prawie 50 tys. miejsc w zakładach karnych. Gdzie więc skazani będą odbywali kary?

Z drugiej strony, „zero tolerancji” nie może też wyglądać tak jak w Gdyni, gdzie spośród 100 sprawców uczestniczących w pobiciu, sprawę prowadzi się wobec jednostek. Nasuwa się podejrzenie, że „losowo” zatrzymanych. Trzeba przecież wiedzieć, że zgodnie z treścią art. 158 k.k. udział w pobiciu nie wymaga nawet tego, by jego uczestnik zadawał ciosy. Sprawcą tego przestępstwa jest choćby ten, kto okrzykami zachęca innych do stosowania przemocy. Jeśli „zero tolerancji”, to tacy sprawcy też muszą odpowiadać, adekwatnie do własnego indywidualnego udziału.

Uważam, że „zero tolerancji” da się pogodzić z sytuacją polskich zakładów karnych. Młodzi ludzie, którzy są sprawcami czynów chuligańskich, nie powinni przebywać w więzieniach – z wyjątkiem oczywiście tych, którzy odpowiadają za poważne przestępstwa. Słusznie minister spraw wewnętrznych mówi o konieczności socjalizacji chuliganów, a w więzieniu nie da się przecież nikogo socjalizować. Więzienie desocjalizuje. Chuligani powinni za to dostawać wyroki z warunkowym zawieszeniem wykonania kary i w okresie próby otrzymywać powołanie do wojska. Pobór nie został uchylony i w tych przypadkach może być znakomicie wykorzystany do socjalizacji takich osób. Pozytywny przebieg służby wojskowej prowadziłby do zatarcia skazania i umożliwienia skazanemu włączenia się w pełni w życie społeczne. Niepodporządkowanie rygorom służby wojskowej skutkowałoby z kolei zarządzeniem wykonania orzeczonej kary oraz odpowiedzialnością za naruszenie dyscypliny wojskowej.

Służba w armii zyskałaby w ten sposób nowe, pożyteczne zastosowanie, stając się również formą wzmocnionej, zintensyfikowanej kurateli wobec stadionowego chuligana w okresie próby. Kurateli wykonywanej w interesie nas wszystkich. Proponuję panu premierowi, by na następną naradę w sprawie walki z chuligaństwem zaprosił także ministra obrony narodowej.