Romer

My i oni

Teresa Romer

Rys. Łukasz Jagielski

Sędziowskiej bezstronności sprzyja powściągliwość w relacjach z przedstawicielami innych profesji prawniczych. Różne role procesowe, które pełnią „oni”, a więc różne perspektywy w ocenie ludzkich problemów, dają „nam” jak najpełniejszy obraz faktyczny i prawny prowadzonej sprawy. Taki obraz jest niezbędny do wydania właściwego rozstrzygnięcia.

My, sędziowie, i oni – zajmujący miejsca po drugiej stronie stołu sędziowskiego, zadający za naszym przyzwoleniem pytania stronom i świadkom, wygłaszający mowy zawsze w pozycji stojącej, w tej samej pozycji wysłuchujący wyroków. „Oni”, czyli pełnomocnicy stron, obrońcy oskarżonych, prokuratorzy. Poza salą sądową – często nasi koledzy ze studiów, dobrzy znajomi.

Jak powinny wyglądać kontakty sędziów z przedstawicielami innych profesji prawniczych? Czy należy ich unikać, by nie narazić się na zarzut stronniczości?

W czasach „słusznie minionych” wyglądało to źle, nawet bardzo źle. Każdy kontakt sędziego z adwokatem czy radcą prawnym postrzegany był jako niewłaściwy. Taka była specyfika PRL-u. Z jednej strony postawy wielu kolegów-sędziów zgodne z oczekiwaniami ówczesnych władz, z drugiej – do przesady eksponowane wymogi „etyczne”, które kuriozum osiągnęły w ustawie zakazującej małżeństw sędziowsko-adwokackich. W bufecie sądowym sędzia zawsze siadał przy innym stoliku niż adwokat, by nie stwarzać pozorów zagrożenia dla swojej bezstronności, szczególnie w oczach funkcyjnych zwierzchników.

Na szczęście do takiej fasadowej ostrożności we wzajemnych relacjach nie ma już powrotu. Co oczywiście nie oznacza, że nie należy unikać sytuacji, w których – właśnie ze względu na społeczne postrzeganie sędziowskiej niezawisłości – kontakty sędziego z pełnomocnikiem czy prokuratorem mogłyby budzić wątpliwości co do bezstronności tego pierwszego. Niestety, ciągle jeszcze zaufanie obywateli do sędziów nie jest na tyle wysokie, aby z góry wykluczyć podejrzenia co do stronniczości wynikające z samego faktu rozmowy sędziego z prokuratorem czy adwokatem. Nie możemy nie dostrzegać pokutujących w naszym społeczeństwie nie najlepszych stereotypów dotyczących wymiaru sprawiedliwości, a w konsekwencji zachowywać się tak, by je podsycać.

Poza wszystkim, powinniśmy również pamiętać o przesłaniu, jakie sędzia James Burrows Thomas z Sądu Najwyższego w Queenstland w Australii zawarł w swojej publikacji z 1988 r. pt. „Etyka sędziowska”: Tworzymy szczególną grupę w społeczeństwie. Jesteśmy wyposażeni w szczególną siłę. Jej użycie ma ogromny wpływ na życie i majątek tych, którzy przed nami stają. Jest konieczne, aby istniały standardy zachowania zarówno w sądzie, jak i poza nim, których celem jest spełnienie tych oczekiwań.

Sędziowie

Rys. Łukasz Jagielski

Co to powinno oznaczać w praktyce? Bez wątpienia, rozmowa sędziego ze znajomym adwokatem czy prokuratorem nigdy nie powinna dotyczyć konkretnego postępowania. Podobnie, w sytuacji, gdy sędziemu przypadnie w udziale orzekanie w sprawie, w której reprezentantem strony lub obrońcą jest zaprzyjaźniony prawnik, warto o jej poprowadzenie poprosić kolegę-sędziego.

Prawidłowo rozumiana ostrożność dotycząca bezstronności nie wyklucza dbania o właściwą kulturę relacji w sali rozpraw. Procedura sądowa nie sprzyja, i słusznie, budowaniu atmosfery zażyłości między sędzią a pozostałymi uczestnikami postępowania. To sędzia jest gospodarzem sprawy, co oznacza m.in. prawo uchylania takich pytań pełnomocnika czy prokuratora, które nie dotyczą meritum sprawy, a mogłyby stawiać stronę czy świadka w niewygodnej sytuacji. Jednak nawet uchylając pytanie sędzia powinien wystrzegać się jakichkolwiek komentarzy i zachować stosowny dystans do „popisów” takiego prawnika. Można przecież być zdecydowanym, ale nie trzeba być przy tym nieuprzejmym.

Fundamentalnym postulatem etycznym kierowanym pod adresem każdego sędziego jest niezawisłość. Ma ona być poszukiwaniem równowagi, ważeniem racji, obiektywizowaniem ocen. Jej konsekwencją jest bezstronność i niezależność w wyrokowaniu.

Świadomość istoty niezawisłości prowadzi do wniosku, że podział na „my” i „oni” tej niezawisłości sprzyja oraz ją umacnia. Wielce pouczającą dla „nas” może być „ich” ogólna interpretacja aspektów prawnych zachowań osób stających przed obliczem Temidy. Różne miejsca w sali rozpraw, które zajmują „oni”, a więc i różne punkty widzenia, powinny dać sędziemu jak najpełniejszy obraz faktyczny i prawny prowadzonej sprawy, pozwolić spojrzeć na ludzkie słabości i problemy także „ich” oczami. Taki obraz jest nam potrzebny do wydania właściwego rozstrzygnięcia.

Natomiast poza salą sądową, w momencie, kiedy zdejmujemy swoje togi, podział na „my” i „oni” właściwie przestaje istnieć. I „oni” i „my” mamy przecież swoje zainteresowania, swoje poglądy czy światopoglądy, o których możemy swobodnie dyskutować. Wspólne wspominanie czasów studiów, dzielenie się obserwacjami z ciekawych spraw, dyskutowanie o zmianach legislacyjnych – wszystko to przecież sprzyja temu, co robią „oni” i co robimy „my”.