Przyspieszenie dyskrecjonalne

Andrzej Antkiewicz

Fot. Bartosz Bartosiński

Ostatnia wielka nowelizacja k.p.c. nie przyniosła rewolucji. To, czy nowe narzędzia dyscyplinujące strony wpłyną na przyśpieszenie postępowań, zależeć będzie od odpowiedniej edukacji tak stron, jak i orzeczników – ocenia sędzia.

Mija właśnie półtora roku od wejścia w życie ustawy z dnia 16 września 2011 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. Nr 233, poz. 1381). Projekt tej ustawy, a właściwie dwa oddzielne projekty, które później scalono w jeden, przygotowywany był w Ministerstwie Sprawiedliwości przez kilka lat. Szczęśliwie prace doprowadzono do końca i po sześciomiesięcznym vacatio legis projekt stał się obowiązującym prawem.

Od dawna podnoszono, że rozpoznawanie spraw sądowych w Polsce, w tym cywilnych, jest przewlekłe i nie uwzględnia współczesnych standardów demokratycznego państwa prawa. Celem kolejnych nowelizacji k.p.c. było zatem usprawnienie i przyspieszenie postępowania. Taki też główny cel przyjął projektodawca omawianej noweli, modyfikując system gromadzenia materiału procesowego prezentowanego przez strony postępowania.

Rewolucja na papierze?

Jeszcze przed wejściem omawianej ustawy w życie podkreślano, że rodzaj i zakres zmian wprowadzonych do k.p.c. jest ogromny, a ich przyjęcie gruntownie zreformuje postępowanie cywilne. Liczba zmienionych przepisów była rzeczywiście duża. Okazało się jednak, że wiele zmian miało charakter jedynie kosmetyczny, porządkujący, zaś rzeczywiste zmiany nie są aż tak rozległe.

Co się zmieniło? Przede wszystkim, wprowadzono system wzmocnionej dyskrecjonalnej władzy sędziego w zakresie koncentracji materiału procesowego (zmiany treści art. 207 i 217 k.p.c.). Wprowadzone zmiany dotyczyły głównie sfery działania stron procesowych, na które nałożono ciężar wspierania postępowania. Chodziło o skłonienie ich do podejmowania działań w takim czasie i w taki sposób, by w możliwie największym stopniu osiągnąć skupienie materiału procesowego. W świetle noweli, strona ma go prezentować odpowiednio wcześnie, w przeciwnym razie musi liczyć się z ryzykiem nieuwzględnienia go przez sąd przy wydawaniu orzeczenia. To z kolei może mieć dla strony negatywne konsekwencje, tzn. może zapaść wyrok dla niej niekorzystny, nawet wtedy, gdy obiektywnie ma ona w sporze rację.

Przed nowelizacją podnoszono, że odpowiedzialność za koncentrację materiału procesowego, a tym samym za zapewnienie szybkości postępowania, spoczywa na sądzie, zaś środki dyscyplinujące strony w tym zakresie nie są wystarczające. Według nowych przepisów, przytoczenie okoliczności faktycznych i dowodów powinno nastąpić bez zwłoki, w zasadzie w pierwszym piśmie procesowym, a na rozprawie we właściwym czasie. Przyjęte rozwiązania mają charakter uniwersalny, albowiem te same zasady dotyczą wszystkich postępowań, w tym odrębnych, a odpowiednio mogą być też stosowane w postępowaniu nieprocesowym.

Rozbieżności wśród sędziów

Dla niektórych sędziów – szczególnie starszych, orzekających jeszcze przed reformą z 1996 r. na gruncie zasady prawdy obiektywnej – omawiane zmiany okazały się szokiem. Nie jest bowiem łatwo zmienić ugruntowane wieloletnią praktyką myślenie i uznać, że to sędzia dyskrecjonalnie decyduje o tym, do kiedy ma być gromadzony materiał procesowy – w sytuacji, gdy wcześniej zmierzało się wszelkimi środkami do wyjaśnienia stanu faktycznego (dopuszczając dowody z urzędu nawet wtedy, gdy obie strony były zastępowane przez fachowych pełnomocników – jeśli tylko sędzia nie miał przekonania, że rozstrzygnie sprawę sprawiedliwie, „po ludzku”).

W efekcie, mimo sześciomiesięcznego vacatio legis, wielu sędziów wciąż jeszcze nie stosuje nowych rozwiązań. Mamy dziś okres przejściowy, kiedy obywatel w takiej samej sytuacji prawnej może być w sprawie cywilnej różnie potraktowany – w zależności od tego, jaki sędzia będzie w niej orzekał. Dla przykładu wystarczy podać, że w tym samym wydziale jednego sądu niektórzy sędziowie w każdej sprawie stosują surową sankcję zwrotu każdego pisma procesowego wniesionego przez którąkolwiek ze stron po złożeniu odpowiedzi na pozew (na podstawie art. 207 § 7 k.p.c.), a inni w ogóle tej sankcji nie zauważają. W jednej sprawie strona jest więc pozbawiona – zgodnie zresztą z obowiązującym prawem – możliwości prezentacji dalszych twierdzeń i dowodów, w innej zaś tym prawem wciąż dysponuje.

Co oczywiste, na skutek różnego podejścia sędziów wynik sprawy może być w podobnej sytuacji faktycznej różny, co w odbiorze społecznym nie jest dobrze postrzegane oraz zmniejsza zaufanie do wymiaru sprawiedliwości. Wiele lat upłynie, nim praktyka w tym zakresie ukształtuje się w miarę jednolicie. Wprowadzone przepisy nie będą temu sprzyjać, gdyż w wielu miejscach są niejednoznaczne (np. ocenne sformułowania z art. 217 § 2 k.p.c.: bez zwłoki, wyjątkowe okoliczności).

Potrzeba edukacji

Mimo przedstawionych wyżej dylematów, zmiany procedury cywilnej w zakresie koncentracji materiału procesowego należy ocenić jednak pozytywnie. W dłuższej perspektywie powinny bowiem, zgodnie z zamierzeniem ustawodawcy, zmierzać do przyspieszenia i usprawnienia postępowania. Pewne pozytywne efekty już widać, choć jest jeszcze za wcześnie na rzetelną analizę tego zagadnienia.

Pewne jest jednak jedno. Aby wprowadzone zmiany mogły wywrzeć w miarę szybko oczekiwany skutek, trzeba je poprzeć szerokim szkoleniem wszystkich sędziów i fachowych pełnomocników w zakresie nowego prawa, a także szerokim upowszechnianiem nowych rozwiązań w społeczeństwie. Do tej pory takich działań zabrakło.

W tym kontekście zwrócić należy uwagę na zbyt duży optymizm ustawodawcy w odniesieniu do świadomości i wiedzy prawnej obywateli. Poprzez dodanie § 2 w art. 6 k.p.c. słusznie nałożono na strony powinność przyczyniania się do sprawnego i szybkiego postępowania. Świadomość społeczna w tym zakresie jest jednak niewystarczająca, dlatego wprowadzenie radykalnych represji za uchybienia stron, zwłaszcza niereprezentowanych przez fachowych pełnomocników, w niektórych przypadkach może okazać się zbyt krzywdzące. Wielu obywateli nie zrozumie używanych w nowych przepisach sformułowań, stąd daleko niewystarczające jest „suche”, niejako techniczne pouczenie na rozprawie o treści skomplikowanych przepisów regulujących obowiązki procesowe stron oraz sankcje z tym związane (por. art. 210 § 21 k.p.c. i wskazane w nim przepisy). Procedura wymaga przytoczenia stronie treści określonych przepisów, bez ich wyjaśniania, na co zresztą nie ma w systemie polskiego sądownictwa czasu. Czy to wystarcza, aby strony były świadome obowiązków procesowych i skutków ich niedochowania?

Ustawodawca nie zróżnicował też w tym względzie sytuacji procesowej stron zastępowanych przez fachowych pełnomocników (wobec nich wymagania powinny być większe) oraz sytuacji obywateli niekorzystających z obsługi prawnej. Stosowanie tych samych obowiązków dla obu kategorii podmiotów jest niesprawiedliwe. Aby temu przeciwdziałać, niektóre sądy słusznie przesyłają przy pierwszym doręczeniu sądowym dodatkowe pouczenia o nowych przepisach. Wskazane byłoby, by nie ograniczały się one do przytoczenia ich treści, ale były w miarę przystępnym ich przedstawieniem. Pewną rolę w tym względzie, choćby w zakresie przygotowania broszur dostępnych w sądach i na ich stronach internetowych, powinno odegrać Ministerstwo Sprawiedliwości. Zresztą resort opracował już treść nowych pouczeń stosowanych na drukach sądowych wysyłanych do stron.

Należy również wyrazić ubolewanie, że tak zasadniczych zmian w k.p.c. nie poddano pod szeroką dyskusję przed skierowaniem projektu do parlamentu. Spowodowałoby to chociażby większą popularyzację wdrażanych rozwiązań, także w środowisku sędziowskim.

Nie tylko procedura

Oceniając nowelizację procedury cywilnej z dnia 16 września 2011 r. stwierdzić należy, że wprowadzone modyfikacje, choć doniosłe i potrzebne, są niewystarczające do osiągnięcia zamierzonego celu w postaci przyspieszenia postępowań. Świadczą o tym pośrednio kolejne zmiany k.p.c. (zob. np. ustawa z 10 maja 2013 r. – Dz. U. poz. 654) oraz procedowane i przygotowywane kolejne projekty udoskonalenia postępowań cywilnych.

Dodatkowo, pokutuje przekonanie, że za przewlekłość postępowania odpowiedzialna jest przede wszystkim wadliwa procedura oraz opieszałość sędziów. Teza ta jest prawdziwa jedynie w części. Warto zauważyć, że zanim dojdzie do rozstrzygnięcia sprawy, sędzia musi wydać znaczną liczbę różnorakich zarządzeń, często w błahych sprawach (mógłby je za niego wykonać choćby pracownik administracyjny sądu), a także orzeczeń formalnych, najczęściej zaskarżalnych. Bolączką obecnego systemu jest też brak zastępstwa sędziów podczas urlopów. Kiedy więc wracają do pracy po przerwie, mają jednocześnie tyle akt do przeanalizowania, że przy zwyczajowym orzekaniu na uporanie się z nimi potrzeba nieraz kilku tygodni.

Przyjęte rozwiązania nie są na pewno, panaceum na całe zło, tzn. nie wyeliminują przewlekłości we wszystkich sprawach, bo z natury rzeczy jest to niemożliwe. Pewne jest też to, że kształtowanie się nowych niebezpiecznych praktyk (np. ostatnio w zakresie windykacji przedawnionych należności przy wykorzystaniu e-sądu) oraz coraz szersze wykorzystanie w życiu codziennym elektronicznych technik informatycznych uzasadnia potrzebę ciągłego doskonalenia przepisów procesowych, ale także instytucji prawa materialnego cywilnego oraz organizacji i funkcjonowania samego sądownictwa. W każdym obszarze prawa, a więc i w zakresie norm postępowania cywilnego, bieżące zmiany są nieuniknione i do tego trzeba się niestety przyzwyczaić. Pokładanie nadziei w tym, że jedna zmiana proceduralna, nawet najdalej idąca, uzdrowi sądownictwo cywilne jest mrzonką tych, którzy nie są dostatecznie zorientowani w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości.