Popłoch w prokuraturze

Tagi: , ,
Jacek Dubois

Rys. Łukasz Jagielski

Nowa procedura karna to prawnicze wyzwanie. Jej wprowadzenie może przerażać, bo zostanie zabrany parasol ochronny roztaczany przez sąd nad uczestnikami procesu. Na prokuratorów padł bladych strach.

Pod rygorami dotychczasowego k.p.k. zawsze można było liczyć, że przeoczone dowody zostaną zauważone i przeprowadzone przez sąd z urzędu. Dla adwokatów była to sytuacja oczywiście komfortowa. Nie wiedząc, jaki efekt przyniosą wnioski dowodowe, zamiast je zgłaszać i ryzykować narażenie się na zarzut działania na niekorzyść klienta, wygodniej było zaczekać na inicjatywę sądu. Prokuratorzy takich dylematów nie mieli, bo realizując zasadę prawdy materialnej zawsze działali w służbie prawa. Ich bolączką było jedynie pominięcie w postępowaniu przygotowawczym dowodów istotnych dla wyjaśnienia sprawy.

Nowa procedura zmusi wszystkich do aktywności i ponoszenia pełnej odpowiedzialności za swoją pracę. Zmieni się jej styl – defensywny obrońca przeistoczy się w adwokata z serialu „Prawo Agaty” aktywnie zbierającego dowody i odbywającego narady ze specjalistami. Narażanie się na zarzuty, konieczność samokształcenia i zwiększenia aktywności, wszystko to nie zachęca do popierania zmian. Pomimo to adwokaci cieszyli się z nowelizacji uznając, że jest dla nich nie tylko wyzwaniem zawodowym, ale wzmacnia prawo do obrony, a w konsekwencji leży w interesie oskarżonych. A prokuratorzy? W prywatnych rozmowach dotychczas skarżyli się na niedosyt samodzielności, brak kontroli nad sprawą w sądzie, na wadliwą organizację prokuratury. A zatem zmiana procedury to dla nich niepowtarzalna szansa na wyeliminowanie tych niedoskonałości. Konsekwencją nowelizacji powinna być entuzjastyczna dyskusja o zmianach prowadzona w środowisku prokuratorskim.

O tym, że w życiu publicznym zasady logiki nie obowiązują, przekonał mnie prokurator Jacek Skała. W artykułach publikowanych w Rzeczpospolitej, zamiast zastanowić się, jak przystosować swoją firmę do nowych wyzwań, snuł apokaliptyczną wizję dezorganizacji wymiaru sprawiedliwości. Diagnozował, że dojdzie do wydłużenia i podrożenia postępowań oraz wzrostu liczby wyroków uniewinniających. Twierdził, że system, w którym zapada tylko 1,5 proc. wyroków uniewinniających, jest właściwy i nie powinien ulegać zmianie.

Niezgłębione są kierunki myśli autora. Skoro dotychczas zarówno prokurator, jak i sąd, dysponowali inicjatywą dowodową, która prowadziła do słusznych rozstrzygnięć, to – zgodnie z tezą autora – w sytuacji, gdy inicjatywa dowodowa pozostanie jedynie przy prokuratorze, zapadające orzeczenia nie będą sprawiedliwe. Bardzo bym chciał usłyszeć uzasadnienie pana prokuratora przedstawionej przez niego tezy.

Błędny jest argument, że niski procent wyroków uniewinniających jest dowodem nienagannej pracy prokuratury, a w konsekwencji doskonałości systemu. Obecne skazania to w większości sprawy rowerzystów i kierowców prowadzących po spożyciu lub sprawców złapanych na gorącym uczynku, w których wydanie wyroku innego niż skazujący byłoby cudem. Jakość wnoszonych aktów oskarżenia można oceniać dopiero przy sprawach spornych, niejednoznacznych i dowodowo wymagających solidnej analizy prawniczej. Tu statystyki nie wyglądają już tak atrakcyjnie.

Każdy, kto jest choć trochę zorientowany w sądowej rzeczywistości, wie, że praktyka niezobowiązująca autora aktu oskarżenia do dalszej odpowiedzialności za sprawę promowała tumiwisizm. Prokuratorzy wiedząc, że nie będą musieli własną twarzą firmować swoich dzieł, decydowali się na wnoszenie oskarżeń opartych na dowodach, którym prywatnie nie daliby wiary. Przy nowej procedurze będą zmuszeni przemyśleć takie decyzje. Jeśli do Sądu przestaną trafiać oskarżania oczywiście bezzasadne, procent uniewinnień nie wzrośnie, a spadnie. Co do długości rozpraw, to nowa procedura będzie motywacją do podejmowania racjonalnych decyzji, których brak obecnie paraliżuje postępowania. Zdarza się wszak, że podstawą składania wniosków procesowych jest chęć przerzucenia obowiązku wygłoszenia przemówienia na prokuratora obsadzającego kolejny termin rozprawy.

Zmiany w k.p.k. budzą jednak moje wątpliwości. Celem nowelizacji było pozbawienie sądu inicjatywy dowodowej, pozostawiono jednak wyjątek – w „szczególnych wypadkach” sąd może dopuścić dowód z urzędu. Ustawodawca nie krył, że jest to tratwa ratunkowa na wypadek, gdyby strony nie podołały swoim obowiązkom. W efekcie, pod pozorem niesienia im pomocy, sądowi pozostanie prawo ingerowania w przebieg procesu. I może się zdarzyć, że sąd, nie znając taktyki procesowej stron, swoją ingerencją, zamiast pomóc, zaszkodzi w dotarciu do prawdy.

Co oczywiste, wszyscy nie będą w stanie poradzić sobie ze zmianami. Najlepszym weryfikatorem dla obrońców stanie się rynek. A czy prokuratura jest zdolna do takiej transformacji?. Ja mam więcej od niej optymizmu. Praca prokuratora przy zreformowanej procedurze upodobni się do pracy adwokata. Trzeba będzie brać udział w czynnościach procesowych – gdy terminy są od nas niezależne i często się pokrywają. Adwokaci od lat dają radę łączyć te obowiązki, łącznie z wielogodzinnymi oczekiwaniami na czynności prokuratorskie, mimo że wydaje się to niemożliwe. To kwestia organizacji pracy i rozsądnego cedowania kompetencji.

Prokurator, który przechodzi do adwokatury, nigdy nie ma problemu z przystosowaniem się do nowej rzeczywistości. Poradzi sobie zatem i w prokuraturze pod rządami nowego k.p.k., jeśli tylko otrzyma niezbędne zaplecze i wykaże się kompetencjami. W najgorszym przypadku do reprezentowania przed sądem wynajmie… adwokata.