Sądowa obraza sprawiedliwości

Tagi: , , ,
Witold Kulesza - doktor habilitowany nauk prawnych, profesor Uniwersytetu Łódzkiego

Fot. Izabela Grambor

Strasburg rozstrzygnięciem w sprawie Katynia zanegował prawo do ochrony dobra, jakim jest pamięć zbiorowa o zbrodniach wojennych oraz uczucia krewnych ofiar tych zbrodni – pisze profesor Witold Kulesza.

Orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 21 października 2013 r. w sprawie śledztwa katyńskiego prowadzonego przez Rosję powiela koszmarny prawniczy paradoks, jaki stał się udziałem procesu głównych zbrodniarzy wojennych przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze. Oba sądy zajmowały się tą samą sprawą Zbrodni Katyńskiej i tak samo uchyliły się od sformułowania w swych wyrokach zarówno jej prawnokarnej kwalifikacji, jak i określenia konsekwencji, które powinna ponieść Rosja jako państwo odpowiedzialne za jej popełnienie.

Konsekwentna taktyka

Przypomnijmy, że w przeddzień rozpoczęcia procesu norymberskiego sowieccy delegaci – stalinowski prokurator Rudenko i wiceszef Sądu Najwyższego ZSRR Nikitczenko – sami zwrócili uwagę alianckich członków Trybunału na sprawę zbrodni na polskich oficerach, o której rosyjscy autorzy aktu oskarżenia napisali, że została popełniona we wrześniu 1941 r. przez Niemców w Lesie Katyńskim koło Smoleńska, gdzie znaleziono ciała 925 Polaków. Po podpisaniu aktu oskarżenia tej treści Rudenko oświadczył, zdumiewając tym alianckich delegatów, że zgodnie z informacją, którą otrzymał, liczba zamordowanych wynosiła 11 tysięcy i zażądał odroczenia o trzy dni posiedzenia trybunału inaugurującego proces. Sędziowie Trybunału – uznając, że chodzi o poprawkę łatwą do wprowadzenia „od ręki” w tekście aktu oskarżenia – skłonni byli początkowo odrzucić to żądanie. Ulegli jednak sędziemu Nikitczence, którego kategoryczne wystąpienie na naradzie sędziów zostało odebrane jako groźba wyłączenia się Rosjan z procesu, jeżeli jego rozpoczęcie nie zostanie opóźnione.

Wydaje się, że Rosjanie celowo nakierowali uwagę na sprawę zbrodni katyńskiej. Chcieli przed procesem przeprowadzić swego rodzaju test na to, ile nieprawdy zniesie Trybunał w tej sprawie. Rosyjska koncepcja przeprowadzenia dowodu na niemieckie sprawstwo zamordowania polskich oficerów opierała się na swoistej interpretacji art. 21 statutu Trybunału, który rzekomo miał wykluczać dopuszczalność przeprowadzenia innych dowodów, w tym także przesłuchań świadków, ograniczając postępowanie do przedłożenia oficjalnych dokumentów przygotowanych przez państwowe komisje. Sens tego przepisu nie polegał jednak na wyłączeniu możliwości wysłuchania zeznań świadków. Stanowił on natomiast, że – wobec ogromu zbrodni przeciwko pokojowi, ludzkości i prawom wojny, do których osądzenia powołany został Trybunał – nie będą w trakcie procesu żądane dowody na potwierdzenie faktów powszechnie znanych, lecz dopuszczone zostaną dokumenty urzędowe o tych faktach (dokumenty komisji powołanych w krajach alianckich w celu przeprowadzenia śledztw w sprawach zbrodni wojennych).

Zauważmy przy tym, że żadnemu z 22 oskarżonych nie zarzucono personalnie ani wydania rozkazu popełnienia zbrodni katyńskiej, ani nie przypisano choćby wiedzy o takim rozkazie i jego wykonaniu. Z tego też powodu, przy odpowiednim sterowaniu przebiegiem rozprawy, Rosjanie chcieli doprowadzić do tego, by ani oskarżeni, ani ich obrońcy nie odnieśli się do tezy aktu oskarżenia o niemieckim sprawstwie masowych egzekucji w lesie katyńskim, zaś by w wyroku przypisano oskarżonym, niejako ryczałtowo, odpowiedzialność za popełnienie tej zbrodni. Przypuszczać można, że sowiecka taktyka zakładała uległość w tej sprawie prokuratorów i sędziów amerykańskich, brytyjskich i francuskich, przetestowaną już – jak wyżej wskazano – przed rozpoczęciem procesu.

Takiego założenia taktycznego nie udało się jednak zrealizować, ponieważ Trybunał na wniosek obrońcy Göringa, dopuścił przesłuchanie trzech świadków. Ich zeznania wskazywały jednoznacznie, że zbrodnia ta nie mogła zostać dokonana przez Niemców w 1941 r. i że została popełniona wcześniej, zanim zajęli oni teren, na którym znajdowały się masowe groby polskich jeńców wojennych. Zachowanie sowieckich oskarżycieli wprawiło przy tym alianckich sędziów w niemałe zakłopotanie i irytację, co widoczne jest w reakcji przewodniczącego Trybunału, Lawrenca, na ich buńczuczną deklarację przedstawienia w sprawie katyńskiej dalszych dowodów, świadków i ekspertów: Trybunał (…) nie ma zamiaru słuchać dalszych dowodów. Irytacja widoczna jest także w odmowie przewodniczącego udzielenia zgody obrońcy Wehrmachtu na zadawanie pytań świadkowi w sprawie zbrodni katyńskiej: Trybunał jest doskonale świadomy istoty zarzutu odnośnie Katynia (…) i dlatego nie zechce Pana słuchać, a Pan zechce uprzejmie usiąść. Znamienna jest też odpowiedź na pytanie obrońcy: Panie przewodniczący (…) czy mogę mieć pytanie do oskarżenia, kto ponosi odpowiedzialność za sprawę Katynia? Na co Lawrence: Nie mam zamiaru odpowiadać na pytania tego rodzaju.

Taka właśnie postawa wyznaczyła treść wyroku Trybunału, w którym całkowicie przemilczano zbrodnię katyńska, co uczyniło to orzeczenie asymetrycznym w stosunku do jednej z głównych tez aktu oskarżenia. W Norymberdze przyjęto zatem milcząco, że zbrodnia katyńska pozostaje poza zakresem kognicji Trybunału. Amerykański prokurator określił ten stan rzeczy jako „polityczną brodawkę” na całym postępowaniu.

Powtórka z historii

Określenie norymberskiego prokuratora można odnieść współcześnie do orzeczenia ETPCz, zawierającego stwierdzenie, że nie może on ocenić rosyjskiego śledztwa z lat 1990-2004 w sprawie zbrodni katyńskiej, ponieważ Rosja przyjęła Europejską Konwencję Praw Człowieka w 1998 r., a więc osiem lat po rozpoczęciu przez jej Główną Prokuraturę Wojskową postępowania wyjaśniającego tę zbrodnię. Trybunał uznał zatem, że poza jego kognicją pozostało, czy państwo to wywiązało się przez sześć następnych lat (1998–2004) z przyjętych na siebie zobowiązań respektowania praw krewnych ofiar zbrodni.

Wroki ETPCz, Katyń

Rys. Łukasz Jagielski

Trybunał podzielił przy tym w pełni stanowisko rosyjskiego rządu, który podnosił, że nie ma on uprawnień do oceny śledztwa, ponieważ dotyczyło ono wydarzeń z 1940 r., czyli z okresu, gdy nie było ani Trybunału, ani konwencji praw człowieka z 1953 r. Niełatwo jest z perspektywy prawa norymberskiego zrozumieć ten prawniczo zdumiewający i – jak się wydaje – główny argument przyjęty przez strasburski trybunał. Przypomnijmy, że w procesie norymberskim obrona podnosiła, iż nie można oskarżać Niemców o zbrodnie wojenne popełnione na jeńcach rosyjskich, bowiem Związek Sowiecki nie przystąpił przed wybuchem wojny do konwencji genewskiej z 1929 r. o traktowaniu jeńców wojennych i dlatego nie obowiązywała ona w stosunkach niemiecko-rosyjskich. Jednak trybunał w Norymberdze obronę tę odrzucił z kategorycznym stwierdzeniem, że z prawnego punktu widzenia jest całkowicie zbędne wdawać się w rozważanie takiego argumentu. Wydaje się zatem, że deklarując swą jurysdykcyjną niemoc co do oceny rosyjskiego śledztwa i ograniczając się do stwierdzenia, że władze Rosji nie wywiązały się ze współpracy z Trybunałem, sędziowie ETPCz uchylili się od powinności określenia, czym była zbrodnia katyńska.

Jednocześnie przypuszczać można, że postanowienie rosyjskiej Głównej Prokuratury Wojskowej o umorzeniu śledztwa katyńskiego – a odmowę udostępnienia dokumentów tego śledztwa skarżyli w Strasburgu krewni ofiar – stanowi realizację tej samej strategii, która w Norymberdze miała na celu uwolnienie się od odpowiedzialności za mord katyński poprzez przypisanie jej Niemcom. Współcześnie strategia ta zapobiec ma dokonaniu przez międzynarodowy organ sądowy jej kwalifikacji prawnej na podstawie prawa międzynarodowego jako zbrodni, która nie uległa przedawnieniu.

Hipotezę tą zbudować można analizując uzasadnienie odmowy Głównej Prokuratury Wojskowej udzielenia stronie polskiej pomocy prawnej w sprawie zastrzelenia we wrześniu 1939 r. przez żołnierzy Armii Czerwonej dwóch polskich oficerów bezpośrednio po wzięciu ich do niewoli. Postanowienie odrzucające polski wniosek zostało wydane w tym samym 2004 r., w którym umorzono śledztwo w sprawie zbrodni katyńskiej. Z pierwszego fragmentu uzasadnienia odmowy współpracy wynika, że rosyjscy prokuratorzy uznają za sprawców zbrodni wojennych popełnionych w okresie II Wojny Światowej tylko tych, którzy mieli podlegać jurysdykcji Trybunału norymberskiego, a pojęcie zbrodni wojennej traktują jako nierozerwalnie związane z ich czynami.

Odnośnie do czynów czerwonoarmistów dokonywanych od 17 września 1939 r. na polskim terytorium napisano: Tym sposobem w czasie wydarzeń wymienionych w [polskim] wniosku, a także i później [które to sformułowanie, jak się wydaje, odnosi się również do zbrodni katyńskiej – przyp. W.K.] wojska Armii Czerwonej nie mogły udzielić pomocy wojskom Niemiec nazistowskich lub ich sojusznikom w dokonywaniu przestępstw wojennych w jakiejkolwiek formie, w tym także biorąc udział w dokonywaniu zabójstw na ludności cywilnej Rzeczypospolitej, żołnierzach i jeńcach wojennych Polskiej Armii. Ostatnie zdanie konkluzji brzmi: Wobec przedstawionych w [polskim] wniosku okoliczności żołnierze Armii Czerwonej mogli popełnić jedynie przestępstwo pospolite, co znaczy, że jako takie uległo ono przedawnieniu.

Strasburg jako niesprawiedliwy sędzia

Postępowanie Rosji, która odmówiła krewnym ofiar zbrodni katyńskiej dostępu do dokumentów dotyczących ich bliskich znajdujących się w 35 nadal utajnionych ze 183 tomów rosyjskiego śledztwa, zaniechała ujawnienia treści zamykającego je postanowienia końcowego (a więc także przyjętej w nim kwalifikacji prawnokarnej tej zbrodni) i wskazania kręgu sprawców odpowiedzialnych za jej popełnienie, a tym samym odmówiła prawnej rehabilitacji zamordowanych, wszystko to zdaniem ETPCz nie oznacza nieludzkiego i poniżającego traktowania osób zwracających się do Trybunału o ochronę praw zapisanych w art. 3 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

Twierdzeniem tym Trybunał zanegował prawo do ochrony dobra prawnego jakim jest pamięć zbiorowa o zbrodniach popełnionych w okresie II wojny światowej, której to częścią są uczucia osób pamiętających o swych zamordowanych krewnych. A przecież z prawa tego wprost wynika przysługujące krewnym ofiar roszczenie poznania kategorii prawnych, w jakich współczesna Rosja traktuje wydanie i wykonanie polecenia z 5 marca 1940 r. nakazującego rozstrzelanie 22 tys. Polaków, a także to, co o nich napisano wskazując dlaczego mają zostać zamordowani. Współcześnie pamięć kolektywna traktowana jest ako dobro prawne będące elementem szerszego pojęcia godności człowieka. Naruszenie tego dobra należy zatem traktować jako równoznaczne z poniżeniem tych wszystkich, którzy należą do danej wspólnoty pamięci.

Nasuwa się przeto refleksja, że nie tylko stanowisko Rosji w sprawie zbrodni katyńskiej, ale także wyrok strasburskiego Trybunału jawi się jako naruszenie dobra prawnie chronionego. ETPCz niewątpliwie trafnie rozpoznał, że w rozpatrywanej sprawie był przez stronę rosyjską poddany testowi na to, jak wiele może znieść, na co wskazuje stwierdzenie w wyroku, że Rosja naruszyła art. 38 Konwencji nakazujący współpracę z tym Trybunałem. Przemilczał mimo to w swoim orzeczeniu istotę sprawy, jaką jest rozumienie godności człowieka, któremu omnipotente państwo odmawia respektowania prawa do pamięci. Tym samym ETPCz wyrządził szkodę nie tylko skarżącym, ale też poczuci sprawiedliwości. Dla określenia takich wyroków adekwatnym wydaje się być termin crimen laesae iustitiae – sądowej zbrodni obrazy sprawiedliwości.