Kwestia fotela

Warunki pracy sędziego to również jego fotel – wielki, zdobny i niewygodny. Ma przydawać sądowi majestatycznej powagi. I przydaje. Jednakże siedzisko jest też zwykłym narzędziem pracy, dlatego powinno być funkcjonalne, jak każdy inny sprzęt. Ale nie jest.

Prawdę mówiąc, nie zastanawiam się nad tym, czy fotel jest wygodny. Podczas rozprawy człowiek jest maksymalnie skupiony, szczególnie wtedy, kiedy trzeba obserwować świadków, żeby ocenić ich wiarygodność. O niczym innym się nie myśli. Ale po pracy, gdy emocje opadają, kręgosłup faktycznie doskwiera. W moim przypadku pewnie też dlatego, że jestem niewielkiej postury, więc siadam na brzegu i nie opieram się – zwierza się pani sędzia, która woli pozostać anonimowa, bo uważa, że wypowiadanie się o udrękach siedzenia nie licuje z godnością sprawowanej funkcji.

Trudno znaleźć rozsądne powody przemilczania akurat tego aspektu warunków pracy. Odnotujmy jednak takie podejście jako dość typowe, a przy tym nieuzasadnione. Skoro wypada skarżyć się na tomy akt, które trzeba układać na podłodze, na zawieszające się komputery, na płace, to dlaczego nie na fotele? Bagatelizowanie „kwestii fotela” ma znamienne konsekwencje. Brak wyraźnych sygnałów o nieergonomicznym wyposażeniu sal sądowych oznacza akceptację dla powielanych przez dziesięciolecia wzorów umeblowania, dla schorzeń kręgosłupa, dla obniżenia efektów pracy.

Cierpią w dostojnym milczeniu

Znaczne rozmiary foteli sędziowskich to nie przypadek. Jak przed wiekami, tak i teraz ich nienaturalna wielkość ma budzić respekt dla wymiaru sprawiedliwości i podkreślać potęgę Temidy. Służy temu również zwyczaj umieszczania sędziowskich siedzisk i stołów na specjalnym podwyższeniu, a także nadawanie dodatkowej rangi przewodniczącemu składu poprzez oddanie mu do dyspozycji największego i najbardziej zdobnego w ornamenty siedziska.

Widok osoby drobnej postury w przepastnym fotelu stojącym w eksponowanym miejscu wywołuje jednak dysonans. Gorzej, że skazuje człowieka zajmującego szacowny, tapicerowany mebel na męki. Ze względu na swą fizyczność, ktoś taki nie jest w stanie oprzeć się całą powierzchnią pleców i jednocześnie dosięgnąć stopami podłoża. Oparcia na ręce również na niewiele się zdają. Są od siebie zbyt oddalone, żeby dłużej trzymać na nich oba łokcie. Ciało bezwiednie szuka właściwej pozycji. Stąd mylne wrażenie, że sędzia zdradza oznaki zniecierpliwienia, że stosuje przekaz pozawerbalny i przemawia językiem ciała. A przecież uczestnicy procesu interpretują każde słowo, każdy jego gest.

Otwarcie o dyskomforcie wielogodzinnego urzędowania na sędziowskim fotelu zdecydowała się opowiedzieć Ryszarda Stasiak, były sędzia i prezes Sądu Rejonowego w Płońsku. Nasza rozmówczyni przyznaje, że w sprawie fotela w środowisku panuje dziwne tabu. Miała okazję zwiedzać sale sądowe w Szwecji i w Hiszpanii, gdzie o tych prozaicznych kwestiach mówi się bez zahamowań. Kiedy analizowała sprawę zakupu umeblowania do oddanego do użytku w październiku 2009 r. nowego budynku sądu w Płońsku, zapytała o zdanie orzekających w nim sędziów. – Opinie były w większości krytyczne. Przyznawali, że nie są w stanie tkwić nieruchomo przez wiele godzin, że zbyt często wiercą się, co powagi nie przydaje. Dlatego w Płońsku zrezygnowaliśmy z tradycyjnych foteli i zaplanowaliśmy zakup wygodnych krzeseł, dopasowanych kolorystyczne do poszczególnych sal – relacjonuje Ryszarda Stasiak.

W pułapce standaryzacji

Meble dla sądów produkują przeważnie gospodarstwa pomocnicze przy zakładach karnych i aresztach. Zakład Produkcyjny przy ZK w Rawiczu należy do największych dostawców wyposażenia sal sądowych w Polsce. Bogusław Goryl, dyrektor Zakładu, zapewnia, że meble z Rawicza są wygodne, a ich wzornictwo odpowiada oczekiwaniom klientów. Na dowód może przedstawić listy referencyjne od prezesów sądów rejonowych i okręgowych, w których wskazują oni m.in. na atrakcyjne ceny. – Meble robią nie tylko osoby skazane, również fachowcy z zewnątrz. Ale i więźniowie podnoszą kwalifikacje. Na terenie Zakładu Karnego mamy szkołę zawodową i technikum drzewne, w których osoby odbywające karę zdobywają zawód – dyrektor chwali się resocjalizowaną załogą, a także wzorami wyposażenia (w katalogu 6-7 wzorów) dostosowanymi do charakteru budynków sądowych.

Zlecenia do gospodarstw pomocniczych płyną z sądów z całego kraju. W ramach resortu tworzy się zamknięty obieg przepływu środków finansowych, który łatwo kontrolować. Najbardziej opłacalna jest wielkoseryjna produkcja kilku jak najprostszych wzorów. Prowadzi to do standaryzacji umeblowania i stabilizuje ceny na przystępnym poziomie, a przy okazji zdejmuje z zamawiającego problem ewentualnych kontrowersji związanych z wprowadzeniem nowych, zindywidualizowanych projektów. Mechanizm ten, mimo niewątpliwych atutów, blokuje jednak wszelkie innowacje w zakresie umeblowania. – Chętnie zaproponowalibyśmy bardziej nowoczesne meble i kolory. Ale sądy mają swoich dostawców z gospodarstw pomocniczych przy zakładach karnych, z ich sztampowym wzornictwem – zauważa inż. arch. Maciej Deresiński z firmy Pozprojekt, która aranżowała wnętrza sądów w Poznaniu, Lesznie, Złotowie i w obecnie rozbudowywanym Sądzie Okręgowym w Częstochowie.

Niewielu klientów z sektora wymiaru sprawiedliwości łaknie meblowych nowości, choć od lat 90., kiedy to kwestią wyposażenia sądów zajmowało się Ministerstwo Sprawiedliwości, nie ma formalnych przeszkód, by zamówienia na dowolne meble składać w dowolnych firmach. Także w przypadku Rawicza wyjątkiem jest, gdy zamawiający zleca Zakładowi wykonanie autorskich wzorów. W 2008 r. wyposażenie według oryginalnych projektów zamówił tu Sąd Okręgowy w Katowicach.

Godnie i wygodnie

Gmach Sądu Okręgowego przy ul. Francuskiej 38 w Katowicach przekazano do użytku pod koniec września 2009 r. Jego budowa trwała trzy lata i kosztowała budżet państwa 60 mln zł. Nowa siedziba SO ma kształt prostokąta złożonego z dwóch brył, połączonych wewnętrznymi dziedzińcami. Patosu czteropiętrowemu gmachowi dodają gigantyczne kolumny przy głównym wejściu. Powierzchnia obiektu to ponad 15,5 tys. m kw. podzielonych na 50 sal rozpraw, które wyposażono w specjalnie zaprojektowane meble utrzymane w tonacji beżu. Inż. arch. Tomasz Studniarek z katowickiej firmy Archistudio, która wykonała zarówno projekt gmachu, jak i projekty umeblowania, wyjaśnia, że cenowo najbardziej typowe sprzęty byłyby może trochę tańsze, ale meble zrobione w Rawiczu według projektu jego pracowni, są – jak to określa – dedykowane temu konkretnemu budynkowi, a ponadto spełniają wszelkie wymogi ergonomii. Wykonano je z płyt pilśniowych ze lśniącą okleiną oraz dostosowano do potrzeb wynikających z wielogodzinnej pracy – są wyłożone miękką wyściółką i mają wysokie oparcia. Siedzenie dla protokolanta jest inne niż pozostałe sprzęty, to zwykły biurowy fotel obrotowy.

Impulsem dla tworzenia oryginalnych wzorów mebli staje się z reguły konkurs na kompleksowe zaprojektowanie całego budynku sądu, wraz z wyposażeniem wnętrz. Konkursy architektoniczne na obiekty dla wymiaru sprawiedliwości rozpisywane są jednak niezwykle rzadko. Zazwyczaj ogłasza się przetargi, w których warunkiem decydującym o wyborze oferty jest niska cena. Do sal rozpraw wstawia się więc tanie, standardowe sprzęty.

Męki publiki

Nieergonomiczny fotel sędziowski to niejedna niedogodność w wyposażeniu polskich pałaców sprawiedliwości. Najbardziej niewygodne ze wszystkich sądowych sprzętów są siedziska dla publiczności, która od zawsze towarzyszyła sądowym zmaganiom. Szczególnie doskwierają ławy typu katorżniczego – ze sklejki, bez profilowania i ze zbyt niskim oparciem na plecy. W niektórych wersjach (nazwijmy je parkowymi) oparcie składa się z dwóch desek, między którymi zachowano prześwity.

Sądowa publiczność traktowana jest po macoszemu, choć właśnie ona realizuje kardynalną zasadę jawności procesowej. O ile sędzia, występując w roli pracownika, mógłby się domagać od pracodawcy wygodnego fotela (w oparciu o przepisy dotyczące bezpieczeństwa i higieny pracy oraz polską normę), o tyle goszczący na sądowej sali nie mieliby czego szukać na drodze prawnej.

Odnotujmy dla porządku, że zdarzają się również sądy, które potrafią zlitować się nad dolą widowni. W nowym gmachu Sądu Okręgowego w Katowicach publiczności zapewniono profilowane ławy z wysokim oparciem zwężającym się ku górze, lecz bez oparć na łokcie i wyściółki. Tej ostatniej nie mają też ławy dla świadków i publiczności w nowym budynku Sądu Rejonowego w Łowiczu. Ale nie miękkość decyduje o wygodzie. L iczy się odpowiednie wyprofilowanie.

Klient płaci, klient wymaga

Prezesi i dyrektorzy sądów jako osoby odpowiedzialne za warunki pracy mogliby doprowadzić do istotnych zmian w wyposażeniu sal rozpraw. Nie krępują ich żadne ministerialne wytyczne. Mogliby na przykład zamawiać takie fotele, jakie pokazują w amerykańskich filmach o tematyce sądowej – obrotowe, z grubą warstwą gąbki obitej materiałem skóropodobnym, z regulowaną wysokością. Nasz wymiar sprawiedliwości dalej działałby godnie, a przy tym jak wygodnie!

Wymiana umeblowania nie musi wszak polegać na naśladowaniu amerykańskiego wystroju, dalekiego od europejskich zwyczajów, ani też na kupowaniu tego, co akurat pokazują w katalogach producenci. Na wolnym rynku klient stawia warunki. Minimalnym wymogiem powinno być odpowiednie profilowanie ław dla publiczności i taka konstrukcja foteli sędziowskich, żeby „nie tonęły” w nich osoby drobnej postury, a solidniej zbudowani mogli skoncentrować się na merytorycznej pracy. Niewygórowany postulat uzasadnić można – wcale nie górnolotnie – koniecznością zapewnienia sędziom optymalnych warunków pracy i poprawą jej wyników, troską o powagę sądu czy praktycznym realizowaniem zasady jawności procesowej.

Autor jest dziennikarzem, przez wiele lat w prasie śląskiej i częstochowskiej zajmował się problematyką prawną.

Konteksty – kulturowe i językowe
W Europie zawsze liczyła się wierność dostojnej tradycji i majestatowi, co wyrażano nadając sędziowskiemu fotelowi gargantuiczne rozmiary. Wygoda użytkownika i funkcjonalność mebla schodziły na dalszy plan. Praktyczni Amerykanie poszli inną drogą. Dali sędziemu nowoczesny fotel, przywodzący jednak na myśl element wystroju gabinetu prezesa wielkiego koncernu, a nie sali sądu.

Sam język polski przydaje fotelowi dostojeństwa. Nie wchodzi on w związki składniowe z byle jakim wyświechtanym słowem. Na fotelu można „usadowić się”, „zanurzyć się w fotelu” albo nawet „objąć fotel” (prezesa). Jest fotel ministerialny, prezydialny, prezesowski, sędziowski – wszystkie kojarzone z godnością, urzędem, zaszczytnym stanowiskiem. Co innego z banalnym krzesłem… Słowniki podają, że można na nim „przycupnąć”, „normalnie usiąść”, a nawet „poprawić się na krześle”.

Czy uda się kiedyś połączyć majestatyczność sędziowskiego tronu z użytecznością pospolitego krzesła?