Z „ludzką twarzą”

Sędzia musi w przystępny sposób wytłumaczyć, dlaczego wybrał taką, a nie inną interpretację prawa. Adresatem naszych działań są nie tylko strony i profesjonaliści, ale w coraz większym zakresie społeczeństwo, którego akceptacja jest prawdziwym źródłem władzy sądowniczej – pisze sędzia

.

Winauguracyjnym numerz kwartalnika „Na wokandzie” został poruszony temat relacji pomiędzy wymiarem sprawiedliwości a mediami. To temat niełatwy. Na jednej szali znajduje się potrzeba zapewnienia rzetelnego procesu sądowego, na drugiej swoboda wypowiedzi i ważna rola mediów w demokratycznym państwie. Czy jesteśmy w stanie pogodzić wodę z ogniem? Nie mam wątpliwości, że tak. Mamy przecież wspólny cel – służbę społeczeństwu. Wobec dziennikarzy został on wprost sformułowany w art. 10 ustawy prawo prasowe: „zadaniem dziennikarza jest służba społeczeństwu i państwu”. Zbiór zasad etyki zawodowej sędziów jest równie jednoznaczny. Sprawowanie urzędu sędziego to zaszczyt i obowiązek spełniany w interesie wszystkich członków społeczeństwa.

Skoro służymy temu samemu dobru, czemu tak iskrzy między nami? Czemu konferencje, spotkania, apele, a nawet udogodnienia techniczne niewiele zmieniają? Może problem w tym, że drogi, którymi zmierzamy do wspólnego celu, są różne. Sędzia wymierzając sprawiedliwość stara się przywrócić naruszoną równowagę, coś naprawić. Wymaga to namysłu, skupienia i czasu. Media rządzą się innymi prawami. Przekaz musi być szybki i dobrze się sprzedać. My sędziowie zaczynamy to rozumieć. Od dziennikarzy wymagamy jednak rzetelności i profesjonalizmu. Jak to osiągnąć?

Zadanie dla naczelnych

Pan sędzia

w swoim artykule („Wspólny obowiązek”, Na wokandzie 1/2010 r.) proponuje certyfikaty dla dziennikarzy sądowych potwierdzające znajomość odpowiednich przepisów. Współpraca na pewno byłaby łatwiejsza, ale obawiam się dużego oporu ze strony mediów. Pomysł wprowadzenia certyfikatu, jako swoistej formy ograniczenia dostępu o charakterze podmiotowym, może być poczytany jako próba reglamentacji informacji pochodzących z sal sądowych. Pamiętam, jak w 2006 r. na konferencji w Katowicach poświęconej relacjom między sądem a mediami, zgłoszenie zbliżonego pomysłu wywołało ogromną burzę. Pan sędzia

, szef zespołu medialnego SSP Iustitia, powołał się wtedy na przykład Szwajcarii, gdzie istnieje instytucja sprawozdawcy sądowego wybieranego przez sądy. Do godziny dwunastej tylko sprawozdawca może skomentować sprawę, a dopiero później dostęp do informacji mają pozostali dziennikarze. Pan Kamil Durczok, redaktor z TVN-u, ocenił, „że byłby to czarny dzień w Polsce, gdyby sędziowie mieli decydować, który z dziennikarzy ma prawo wstępu na salę sądową, a który nie. To byłoby odwrócenie do góry nogami całego porządku, który w normalnym demokratycznym państwie funkcjonuje. Decyzja, kto ma relacjonować sprawy sądowe należy do redaktora naczelnego”. Tu, moim zdaniem, tkwi największy problem.

Dziennikarzy, w bezpośrednim kontakcie, jesteśmy w stanie przekonać, że brak profesjonalizmu przy relacjach z rozpraw sądowych niesie za sobą o wiele poważniejsze skutki, niż godzenie w interes sędziów jako grupy zawodowej. Nierzetelna informacja może bowiem rodzić zagrożenia dla interesów konkretnych uczestników postępowania. Każda informacja z sądu, w której zawarta jest ocena bądź krytyka danego stanu rzeczy, zachowania bądź postawy, powinna być poprzedzona możliwie wnikliwą analizą okoliczności sprawy. Dziennikarze powinni zdawać sobie sprawę z tego, że szereg ograniczeń, którym są poddawani, wynika z potrzeby ochrony interesów tych, którzy w sądzie poszukują ochrony swoich praw.

Na kwestię profesjonalizmu sędziowie kładą główny nacisk i w tym też zakresie dziennikarze nie mogą liczyć na ustępstwa. Drogą do podniesienia jakości przekazu medialnego mogą być wspólne warsztaty dla sędziów i dziennikarzy, czy cykliczne spotkania z rzecznikami prasowymi sądów. Wzajemna wymiana doświadczeń może przynieść zmiany, ale pod jednym warunkiem – i tu wracam do punktu wyjścia. W takich spotkaniach powinni uczestniczyć również szefowie poszczególnych mediów. Gdyby udało się przewartościować sposób widzenia relacji media-sąd przez decydentów, mniej byłoby krzykliwych tytułów nastawionych na sensację i maksymalizację zysków. Pracę dziennikarzy szanowano by przede wszystkim za jakość, a nie sensacyjność. Wymaga to jednak od szefów mediów obywatelskiej postawy. Świadomości, że władza ma sens tylko wówczas, gdy służy innym.

Język potoczny czy prawniczy?

Inną ważną kwestią powodującą iskrzenie na linii sąd-media jest język, którym posługują się obie strony. Dla dziennikarza liczy się szybkość przekazu, oczekuje więc prostego i zrozumiałego języka. Niestety, w sądzie spotyka się częstokroć z hermetycznym i niezrozumiałym językiem prawniczym. Zdarza się, że to właśnie niezrozumienie orzeczenia czy też jego ustnego uzasadnienia staje się powodem zaostrzania konfliktu między wymienionymi grupami zawodowymi.

Należy w tym miejscu przyznać rację dziennikarzom. Używanie przez sędziów skomplikowanego języka jest często całkowicie nieuzasadnione i wręcz kłóci się z ideą, której powinno służyć realizowanie celów wymiaru sprawiedliwości. O ile w samej treści orzeczenia sędzia nie może pozwolić sobie na jakąkolwiek dowolność i jest związany precyzyjnymi regułami postępowania, o tyle uzasadniając ustnie rozstrzygnięcie może, a nawet powinien, używać języka zrozumiałego dla każdego. Kwestię wyjaśnienia meandrów konstrukcji prawnych zastosowanych w danej sprawie sędziowie mogą przenieść na etap sporządzania pisemnych motywów orzeczenia.

Również w tej dziedzinie muszą jednak istnieć granice, których nie powinniśmy przekraczać. Pewne pojęcia używane w nomenklaturze prawniczej nie dają się zastąpić żadnymi określeniami z tzw. języka potocznego. Dotyczy to tak fundamentalnych pojęć jak np. powód, pozwany, oskarżony czy podejrzany. Precyzyjny przekaz medialny, uwzględniający wskazane wyżej minimum językowe, z całą pewnością przyczyni się do upowszechnienia fundamentalnej wiedzy o podstawowych instytucjach prawa.

Warto zwrócić uwagę, że w projekcie kodeksu etyki dziennikarskiej mówi się wprost o tym, że język wypowiedzi powinien być staranny. Wymóg ten jest niemal tożsamy z dyrektywą zawartą w art. 12 ust. 1 pkt 3 prawa prasowego, który to przepis zobowiązuje dziennikarza do dbałości o poprawność języka. W kontekście powyższego, zdecydowanie trafionym pomysłem jest wprowadzenie do sądów tzw. opiekuna dziennikarzy. Osoba taka, w przeciwieństwie do rzecznika prasowego w sądzie, nie byłaby sędzią. Powinna natomiast posiadać wykształcenie dziennikarskie. Oczywiście opiekun dziennikarzy musiałaby również legitymować się podstawową znajomością instytucji prawa oraz zasad działania wymiaru sprawiedliwości. Dzięki takim cechom mógłby czuwać nad czytelnością przekazywanych mediom informacji, a jednocześnie wprowadzałby dziennikarzy w najważniejsze problemy związane ze sprawą, która ich interesuje. Warto w tym miejscu zauważyć, że funkcja, o której mowa, o bardzo zbliżonym zakresie kompetencji, sprawdza się w realiach Sądu Okręgowego w Łodzi, w którym działa biuro prasowe prowadzone przez dziennikarkę.

Akta i konieczny rygoryzm

Jeszcze inną płaszczyzną, na której dochodzi do poważnych sporów między przedstawicielami mediów a sędziami, jest kwestia dostępu do akt postępowań. Dziennikarze wyrażają niezadowolenie z powodu sformalizowanych procedur wglądu do tychże akt. Zarzucają sędziom, że ci utrudniają wnikliwe i rzetelne zbadanie interesującej ich sprawy. Postulaty dziennikarzy idą w tym zakresie bardzo daleko. Chcą oni szerszego i szybszego dostępu do akt, nawet z pominięciem formalnej drogi, na której niezbędna jest zgoda prezesa danego sądu.

Odnosząc się do tej problematyki nie sposób odmówić racji obrońcom dotychczasowych zasad dostępu przez osoby trzecie do akt danej sprawy. Ważne jest, aby dziennikarze uświadomili sobie, że restrykcyjne reguły wynikają z potrzeby ochrony interesu stron postępowania. Należy mieć na uwadze, że w aktach znajdują się często informacje dotyczące bardzo osobistych kwestii. Nieograniczony dostęp dziennikarzy mógłby spowodować, że owe informacje – często nawet bez zamierzonego działania dziennikarza, wyłącznie przez brak profesjonalizmu – zostałyby upublicznione w taki sposób, że doszłoby do naruszenia interesów uczestników postępowania.

Sąd, koncert, publiczność

Pani Profesor Ewa Ł ętowska porównała kiedyś prawo do muzyki. „Inaczej niż malarstwo, rzeźba, literatura, które mogą być odbierane przez widza czy czytelnika wprost obcującego z dziełem – muzyka potrzebuje przewodnika. Jest nim wykonawca, z natury rzeczy będący zarazem interpretatorem. To przez jego kreację, jego wykonanie muzyka istnieje dla słuchacza” – napisała. Prawo ma podobną cechę. Na początku rodzi się jako tekst uchwalony przez parlament. „Dla ludzi objawia się, istnieje tak jak muzyka – tylko interakcyjnie, poprzez komunikację”. („Communicare et humanum, et necesse est – o komunikacyjnej misji muzyków i prawników” – Monitor Prawniczy 1/2005).

Sędzia każdą swoją decyzją interpretuje prawo. Jakość tej interpretacji, poziom komunikacji społecznej między sądem a społeczeństwem ma istotne znaczenie w budowaniu państwa prawa. Od władzy sądowniczej wymaga się obecnie, aby legitymizowała się w działaniu. Musimy być transparentni, zrozumiali dla społeczeństwa. Muzyk, gdy wykona utwór, kłania się i schodzi ze sceny. Sędzia musi w przystępny sposób wytłumaczyć, dlaczego wybrał taką, a nie inną interpretację. Warto posłużyć się nie tylko argumentacją formalno-dogmatyczną, ale odwołać się do funkcji, celów, skutków i słuszności wydanego orzeczenia.

Warto w pierwszej części uzasadnienia orzeczenia, kiedy jeszcze uwaga publiczności i przedstawicieli mediów jest skupiona, odstąpić od hermetycznych, ściśle prawnych określeń. Można w „trzech minutach” zawrzeć najistotniejsze informacje, które są ważne w sprawie. Przedstawione prostym, jak nazywają to dziennikarze „ludzkim” językiem, mogą zapobiec niewłaściwemu przekazowi.

Warto pamiętać, że odbiorcą i adresatem działań sądów są nie tylko strony i profesjonaliści, ale w coraz większym zakresie społeczeństwo. Społeczeństwo, którego publiczna akceptacja jest prawdziwym źródłem władzy sądowniczej. Zawód sędziego ma sens, gdy wiąże się z nim zaufanie i szacunek. Musimy zatem więcej uwagi poświęcić społecznemu rozumieniu naszych decyzji. Jednak nawet, jeżeli będziemy wirtuozami w stosowaniu prawa i uzasadnianiu swoich decyzji, to w obecnych czasach mamy niewielki wpływ na kształtowanie naszego wizerunku.

Sposób widzenia wymiaru sprawiedliwości przez społeczeństwo jest w dużej mierze zależny od mediów. Od profesjonalizmu, rzetelności, uczciwości i etyki dziennikarzy. Telewizja, radio, prasa to główne źródła informacji o sądach, nie możemy się więc na media obrażać. Musimy natomiast z dziennikarzami współpracować, uwrażliwiać ich na specyfikę pracy sędziego, pokazywać, dlaczego w obszarze wymierzania sprawiedliwości odpowiedzialność za słowo jest tak ważna. Wiara w sprawiedliwe sądy jest Polakom potrzebna jak powietrze. Oczywiście muszą to być sądy rzetelne, profesjonalne, komunikatywne, z „ludzką twarzą”, sądy poddające się publicznej ocenie swojej działalności.

Ta ocena, rzetelna ocena dokonywania przez dziennikarzy, jest niezbędna. Dlatego tak trudno jest nam, sędziom, pogodzić się z karykaturalnym często obrazem wymiaru sprawiedliwości w mediach. Mediach zainteresowanych niestety głównie tym, co najbardziej widowiskowe i bulwersujące opinię publiczną.

Autorka jest sędzią Sądu Okręgowego w Łodzi, obecnie w stanie spoczynku.
Zajmuje się badaniami naukowymi nad przestępczością zorganizowaną, w latach 2002-2006 prowadziła interdyscyplinarne warsztaty dla sędziów i dziennikarzy.