Pierwszy rok nowej aplikacji

Dobiega końca szkolenie aplikantów aplikacji ogólnej w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury. W nowym budynku nowocześnie wyposażonej szkoły, bogate w zajęcia praktyczne. Jak pierwszy rok zajęć widzą sami aplikanci?

Nie mam złudzeń. Na pewno zostanę skazany. Cała nadzieja w apelacji – mówi Michał Michałek tuż po wyjściu z sali rozpraw. Jest przerażony. Odpowiada za rozbój i wyłudzenie, prokurator domaga się dla niego kary pięciu lat pozbawienia wolności.

– Chyba nie zrobiłem na sądzie dobrego wrażenia. W trakcie składania wyjaśnień ponosiły mnie nerwy i sędzia wypraszał mnie z sali, bym się uspokoił – żali się Michałek. Z wielką gorliwością bronił go za to adwokat przydzielony z urzędu. W mowie końcowej podnosił, że dowody w jego sprawie oparte są jedynie na zeznaniach pokrzywdzonego, poza tym oskarżony ma alibi. – Moja konkubina zeznała, że w dniu rozboju siedziałem w domu i naprawiałem kaloryfer. Jestem więc niewinny. Ale czy sąd mi uwierzy? – denerwuje się oskarżony.

Lepiej na państwowym

Przygotowanie do rozprawy zajęło mu kilka godzin. Przeczytał wnikliwie akta, a także zatroszczył się o swój wygląd, nakładając na głowę czapkę bejsbolówkę, a na ramiona starą bluzę z kapturem.

Oskarżony Michałek nie istnieje w rzeczywistości. Jest jedynie bohaterem akt opracowanych na potrzeby szkolenia przyszłych sędziów i prokuratorów. Rozprawa była inscenizacją. W rolę podsądnego wcielił się Adam Maciejko – jeden z 300 aplikantów aplikacji ogólnej, którzy 1 grudnia 2009 r. rozpoczęli naukę w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie. – W przyszłości chciałbym zostać prokuratorem. Warto było wejść w skórę oskarżonego i poczuć te wszystkie emocje – opowiada Adam.

Zawód oskarżyciela Maciejko wybrał jeszcze zanim przyjęli go na Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Przez następne lata zdania nie zmienił. – Wolne zawody prawnicze nie są dla mnie. Nie ma to jak praca na państwowym – śmieje się i dodaje, że pierwsze miesiące pobytu w KSSiP utwierdziły go w przekonaniu co do wyboru zawodowej drogi.

Tomasz Popławski też chce być prokuratorem. Jednak w jego przypadku wybór zawodu nie był tak oczywisty. Kilka lat temu dostał się na aplikację, jednak ówczesny model szkolenia rozczarował go – zamiast praktyki, uczył się tego, co już przerabiał na studiach. Zrezygnował, ale w 2009 r. ponownie przystąpił do egzaminów wstępnych. Tym razem do szkoły, która oferuje zupełnie inny program nauczania.

Liczy się stypendium

Od ubiegłego roku, a więc od momentu wejścia w życie Ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury, kształcenie wstępne kadr wymiaru sprawiedliwości organizuje KSSiP pod merytorycznym nadzorem Ministra Sprawiedliwości, który co roku wyznacza limity przyjęć na poszczególne aplikacje. Wprowadzony model szkolenia składa się z dwóch etapów – 12 miesięcznej aplikacji ogólnej oraz następujących po niej aplikacji sędziowskiej bądź prokuratorskiej, które trwają – odpowiednio – cztery i pół roku oraz dwa i pół roku.

Aplikanci Adam Maciejko i Tomasz Popławski pochodzą z Krakowa. Są wśród absolwentów Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy stanowią jedną trzecią tegorocznych aplikantów KSSiP. Absolwentów studiów prawniczych z Warszawy i innych miast jest dużo mniej. – Myślę, że te proporcje to wynik problemów na rynku pracy w Krakowie. W wolnych prawniczych zawodach jest u nas duża konkurencja, dlatego ludzie wybierają aplikacje, które w przyszłości dadzą im pewniejszą pracę – mówi Popławski.

Adam Maciejko dodaje, że ciągle słyszy od kolegów z korporacyjnych aplikacji, że pracują za grosze. Adwokaci czy radcowie prawni mają w Krakowie w czym przebierać, dlatego absolwenci godzą się na gorsze warunki pracy. Aplikantów KSSiP takie problemy ominęły. Co miesiąc dostają stypendium w wysokości 3,3 tys. zł.

W poprzednim modelu aplikacje prokuratorska i sądowa były przeważnie bezetatowe, co w praktyce oznaczało, że słuchacze jeden dzień w tygodniu mieli wykład, w drugim praktykę, w pozostałe pracowali w urzędach bądź kancelariach. Po pierwszym roku odbywało się kolokwium i tylko bardzo dobra ocena dawała szansę na uzyskanie etatu w sądzie czy prokuraturze. Takich szczęśliwców nie było wielu, a poza tym był to etat niskopłatny. Na godziwe życie, zwłaszcza, gdy się już miało na utrzymaniu rodzinę, trzeba było zarabiać gdzie indziej. Stypendium fundowane aplikantom Krajowej Szkoły ma takim sytuacjom zapobiec.

Aplikacja z wygodami

Słuchacze KSSiP spotykają się w Krakowie raz w miesiącu na tygodniowym zjeździe, by przez następne dni odbywać praktyki w prokuraturach i sądach. Takich zjazdów w roku jest dziesięć. Zajęcia prowadzone są w nowej siedzibie szkoły, po sąsiedzku z krakowskim Sądem Apelacyjnym – w czteropiętrowym, świetnie wyposażonym budynku, oddanym do użytku z końcem ubiegłego roku. Aplikanci mają do dyspozycji sale wykładowe i ćwiczeniowe, także sale do symulacji rozpraw ze stołem sędziowskim, ławami dla oskarżonego, prokuratora i obrońcy. Jest też sala do okazań z lustrem weneckim i pokój przesłuchań nieletnich. Oprócz tego szkoła dysponuje stołówką na kilkadziesiąt osób oraz nowoczesnym hotelem aplikanta z jednoosobowymi pokojami z łazienkami i telewizją kablową.

– Widziałem te pokoje, są bardzo przytulne – opowiada Mariusz Murawski, który na zajęcia do Krakowa przyjeżdża ze Szczecina. Murawski pokoju w hotelu nie dostał, gdyż o przydziale klucza decydują punkty z egzaminu wstępnego, a on znalazł się w trzeciej setce przyjętych. Mieszka więc w jednym z krakowskich hosteli. Za nocleg płaci 50 zł, a więc tyle samo, ile musiałby wydać na pokój w szkolnym hotelu.

Procesy na niby

– Gdy przyjeżdżam do Krakowa w poniedziałek to wiem, że cały tydzień będzie szczelnie wypełniony zajęciami. Zaczynamy o 8:30 rano, kończymy o 16:40. Mamy jedną dłuższą przerwą, która trwa półtorej godziny – opowiada Murawski.
Na zajęciach pracują w 30 osobowych grupach. Gdy jedni inscenizują rozprawy, inni mają zajęcia teoretyczne. I tak w kółko. W programie nauczania przewidziano zarówno wykłady, seminaria porządkujące wiedzę nabytą podczas praktyk w prokuraturach i sądach, jak i zajęcia prowadzone case metod, w trakcie których omawiane są orzeczenia i kazusy.

Aplikanci bardzo sobie chwalą te „postępowania na niby”. W poprzednim modelu obu aplikacji, który kładł nacisk na wiedzę teoretyczną, przeprowadzenie tego rodzaju zajęć zależało jedynie od uznania prowadzącego. Nie ma jednak wątpliwości, że to najlepsza metoda nauki stosowania przepisów w praktyce. Po każdej inscenizacji odbywa się dyskusja. Prowadzący wskazuje błędy i poucza, jak należało w danej sytuacji postąpić.

– Tak przedstawiony materiał najłatwiej zapamiętać – twierdzi aplikant Tomasz Popławski. – Rozprawa sądowa to taki kocioł, jedni składają wnioski dowodowe, inni chcą wyłączyć sędziego, a tu jeszcze ktoś z publiczności zakłóca przebieg rozprawy. I to wszystko sędzia musi ogarnąć w jednej chwili. Tego nie poczujemy siedząc jedynie na ławach dla publiczności albo czytając prawnicze książki.

Na aplikacji ogólnej nie uczy się zasad formułowania aktu oskarżenia czy też pisania uzasadnień wyroku, gdyż osoby, które zakończą szkolenie na tym etapie, tych pism sporządzać nie będą. Zostaną wykwalifikowanymi urzędnikami sądu i prokuratury – m. in. referendarzami i asystentami sędziów.

– Nacisk kładziemy więc na funkcjonowanie sądu i prokuratury – mówią wykładowcy.

Kadra też się uczy…

Sędziowie i prokuratorzy, którzy dziś prowadzą zajęcia w KSSiP, twierdzą, że dotychczasowy model aplikacji był kontynuacją studiów prawniczych.

– Nie premiował aktywności słuchaczy, nie zmuszał do działania. Potem takie podejście przekładało się na pracę w prokuraturze, czy sądzie. Doskonale obrazuje to sytuacja z powierzaniem śledztw policji. Często prokuratorzy zamiast inspirować funkcjonariuszy do określonych działań zmierzających do poszukiwania dowodów i ich weryfikacji, pozostawali bierni. Nowy model kształcenia ma takim postawom zapobiec – opowiada prok. Jerzy Biederman z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie i jednocześnie wykładowca w KSSiP.

Dawniej wykłady z prawa materialnego i procesowego prowadzone były osobno. Teraz prowadzący omawia wszystkie kwestie, które pojawiają się przy rozwiązywaniu konkretnego problemu. – Tego typu szkolenie jest o wiele trudniejsze, wymaga dużo większego nakładu pracy. Z drugiej strony robimy wszystko, by aplikant był lepiej przygotowany do wykonywania zawodów prawniczych. A to ważne, bo w przyszłości nie będzie już sądzenia na próbę, jak było to w przypadku asesorów. Teraz absolwent szkoły zostanie rzucony na głęboką wodę, bez taryfy ulgowej – twierdzi sędzia Andrzej Zachuta, wizytator z krakowskiego Sądu Okręgowego.

Dziś zajęcia na aplikacji ogólnej prowadzi 23 sędziów i prokuratorów z całej Polski. Co miesiąc prowadzący oceniani są przez aplikantów, przy pomocy ankiety, którą rozesłała im dyrekcja Szkoły. Od tych ocen uzależniony będzie ostateczny dobór kadry.

Na praktyki do sądu i prokuratury

Po tygodniu nauki w Krakowie aplikanci rozjeżdżają się do sowich miast na praktyki. Odbywają je przez trzy kolejne tygodnie w prokuraturach i sądach. Oceny z praktyk, a także ze sprawdzianów, które piszą w pierwszych dniach kolejnego zjazdu, zdecydują o zakwalifikowaniu ich na późniejsze aplikacje specjalistyczne – sądową bądź prokuratorską. Mariusz Murawski mówi, że miał szczęście, bo na praktykę trafił do Prokuratury Rejonowej Szczecin-Śródmieście. Ogrom pracy, który miała jego patronka, zaważył na przebiegu praktyk. – Pisałem projekty decyzji o odmowie wszczęcia śledztwa, o wszczęciu postępowania, a także akty oskarżenia. Jeden dotyczył wyłudzenia usługi hotelowej, drugi posiadania broni bez zezwolenia. Nie mogę narzekać – opowiada Mariusz Murawski.

Na późniejszym sprawdzianie miał napisać postanowienie o przedstawieniu zarzutów w oparciu o zeznania pokrzywdzonego w rozboju. Dostał cztery punkty na pięć możliwych. Pracę Adama Maciejko, jego kolegi, oceniono na cztery z plusem. – Następny sprawdzian nie poszedł mi już tak dobrze żali się Maciejko.

Z tygodnia na tydzień, gdy w mediach pojawiają się informacje, że z 300 aplikantów na aplikację sądową i prokuratorską przyjętych zostanie raptem 60 osób, konkurencja się zaostrza. Czasem powinie się noga na egzaminie, czasem coś się nie uda podczas trzech tygodni praktyk. Wszystko to powód do zmartwień, bo każdy z aplikantów walczy o oceny, które zaważą o jego losie.

Autorka jest dziennikarką specjalizującą się w tematyce prawniczej