Sędzia sprawiedliwy

Tagi:

fot. Kuba Kamiński/Fotorzepa/ForumGłos miał drżący. Ale głosem tym wypowiadał słowa wielkie, ważne i odważne. Ceniony wśród prawników, szanowany przez wszystkich – jako sędzia, jako skromny i szlachetny człowiek. Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego. Zmarł 9 stycznia br. Zawdzięczamy mu więcej, niż nam się wydaje.

Nominację na sędziego Sądu Najwyższego odebrał 1 lipca 1990 r. Zasiadł w Izbie Cywilnej SN i stał się jednym z jej najwybitniejszych sędziów. Czym się wyróżniał? Potrafił rozstrzygać skomplikowane zagadnienia prawne i tak jak nikt inny, uzasadniając swoje rozstrzygnięcia, potrafił mówić zrozumiale.

Sądy sprawują wymiar sprawiedliwości, rozstrzygają sprawy, orzekają o winie i karze, podejmują decyzje majątkowe i rodzinne, ale dobrze by było, aby również spełniały rolę wychowawczą. Myślę, że jeśli sędzia jest człowiekiem mądrym, wykształconym prawnikiem, to będzie umiał tak przekazać pewne treści, żeby niezależnie od zrozumienia wyroku u stron powstała pewna refleksja o tym, co jest dobre, a co złe. Każdy człowiek ma wprawdzie busolę swego sumienia i potrafi rozróżniać dobro od zła, ale nasze prawo jest nieraz bardzo skomplikowane i sędziowie powinni pomagać w zrozumieniu, że prawo powinno zmierzać do zapewnienia sprawiedliwości, a nie być jakimś systemem równoległym i niezależnym od moralnych norm – wskazywał w jednej z wypowiedzi.

Powołanie

Urodził się w 1947 r. w Sokołowie Podlaskim. W latach 1965-69 studiował na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, następnie rozpoczął pracę jako aplikant sądowy w Sądzie Wojewódzkim dla województwa warszawskiego. Po dwuletniej aplikacji i złożeniu egzaminu sędziowskiego w 1972 r. uzyskał nominację na asesora i orzekał w sądach powiatowych w Siedlcach i Węgrowie.

Od 1974 r. orzekał już jako pełnoprawny sędzia – w Sądzie Powiatowym w Węgrowie, czasowo także jako sędzia Sądu Powiatowego w Sokołowie Podlaskim. W 1976 r. był już przewodniczącym Wydziału Cywilnego węgrowskiego sądu. Dwa lata później delegowany do Sądu Wojewódzkiego w Siedlcach, od 1979 r. już na stałe w tym sądzie. Z pionem cywilnym związany był do końca swojej kariery.

W 1980 r. wstąpił do „Solidarności” i był przewodniczącym Międzyzakładowej Komisji NSZZ „Solidarność” sądów okręgu Sądu Wojewódzkiego w Siedlcach, był również członkiem Krajowej Komisji Koordynacyjnej Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości. W „S” działał także po ogłoszeniu stanu wojennego, co więcej – o czym większość dowiedziała się dopiero w czasie uroczystości pogrzebowych – w swoim domu dał schronienie poszukiwanemu przez SB działaczowi opozycji, w domu tym mieściła się też konspiracyjna drukarnia.

Na początku lat 80. Stanisław Dąbrowski był jednym ze współzałożycieli i pierwszym prezesem siedleckiego Klubu Inteligencji Katolickiej. Zaangażowanie polityczne sędzia uwieńczył startem w wyborach 4 czerwca 1989 r. do Sejmu X kadencji i dwuletnim zasiadaniem w ławach poselskich z ramienia Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Potem wrócił do sądownictwa, bo jak sam mówił, polityka nie leżała w jego naturze.

Pryncypia

Gdy na przełomie 2012 i 2013 r. rozgorzał spór o osobę sędziego Igora Tulei, który wydając wyrok w znanej sprawie oskarżonego o korupcję doktora Mirosława G. ostro skrytykował działania CBA i pozwolił sobie na uznanie ich za podobne do stalinowskich, środowisko murem stanęło w jego obronie. Pamiętam, że wywiadu telewizji publicznej postanowił udzielić również sędzia Dąbrowski. Widać było, że ciężko chorował, ale uznał, ze sprawa niezawisłości sędziowskiej jest tak ważna, że musi zabrać głos. I zrobił to stanowczo. Wierzył, że sytuacja musi być czysta – nieskazitelnie czysta.

Dbałości, a niekiedy także walce o sędziowskie pryncypia, Stanisław Dąbrowski dawał wyraz przy każdej okazji. Z wyboru Sądu Najwyższego został członkiem, a wkrótce także przewodniczącym Krajowej Rady Sądownictwa – instytucji wywalczonej przez stronę solidarnościową przy Okrągłym Stole i mającej zapobiegać, tak przecież częstym w PRL-u, przypadkom sprzeniewierzania się zasadzie niezawisłości i niezależności sędziowskiej. Pytany o dorobek Rady, w 20-lecie jej powołania, wskazał w pierwszym rzędzie na wymianę prawie całej kadry sędziowskiej. – Dziś jej zdecydowana większość pochodzi z nominacji Rady. W Sądzie Najwyższym orzeka jeszcze większość sędziów, którzy tak jak ja zaczynali karierę w latach 70. ubiegłego wieku. W sądach apelacyjnych jest ich pewna ilość, ale gdy chodzi o sądy rejonowe i okręgowe – czyli te podstawowe – ton nadaje tam pokolenie wprowadzone do sądów przez KRS – podkreślał.

Funkcje przewodniczącego Rady sprawował w latach 2006-10, gdy pojawiały się polityczne projekty ograniczania sędziowskich immunitetów czy ułatwiania przenoszenia sędziów w inne miejsca służbowe nawet bez ich zgody. W Stanisławie Dąbrowskim środowisko sędziowskie znalazło wytrwałego obrońcę. Do końca był zwolennikiem odebrania Ministrowi Sprawiedliwości nadzoru nad działalnością sądów powszechnych i przekazania go Sądowi Najwyższemu. Jak mówił cztery lata temu, w Polsce doszło do pewnego paradoksu, bo prokuratura – po oddzieleniu jej od Ministerstwa Sprawiedliwości – wyzwoliła się od zdecydowanych wpływów rządu. – A sądy, które konstytucyjnie powinny być niezależne, pozostaną – nie powiem – „pod butem” ministerstwa, ale będą jednak pod jego znaczną władzą – twierdził.

Niezłomność

Głośnym echem odbiła się skarga KRS do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zamrożenia przez rząd w 2012 r. uposażeń sędziów. Na posiedzeniach sejmowych komisji i we wszelkich możliwych gremiach Dąbrowski protestował i wskazywał, że niesprawiedliwe jest obarczanie wybranej grupy zawodowej koniecznością oszczędzania i traktowanie jej inaczej niż pozostałych grup. Dyskutował z posłami twierdzącymi, że przepisy nie wskazują, ile powinni zarabiać sędziowie. Dąbrowski wskazywał: – W Konstytucji zapisano, że uposażenia sędziowskie powinny być godziwe. Aby sędziowie mogli należycie pełnić swoją służbę, musi być im zapewniony ponadprzeciętny standard życia – podnosił. Choć Trybunał skargi nie uznał, Rada zebrała środowiskowe pochwały.

W 2010 r. razem z prezesem Izby Karnej Lechem Paprzyckim (skądinąd kolegą jeszcze z czasów studiów) kandydował na stanowisko I Prezesa SN. Prezydent Lech Kaczyński wybrał z tej dwójki Dąbrowskiego i nie znalazł się nikt, kto by skrytykował ten wybór.

Jako I Prezes SN nie zaprzestał aktywności w Krajowej Radzie Sądownictwa. Nie zawahał się też stanąć w obronie Sądu Najwyższego, gdy media podały, że krakowska prokuratura i CBA wpadły na trop korupcji z udziałem sędziów SN. Na specjalnej konferencji prasowej Dąbrowski oraz szef i sędziowie Izby Cywilnej SN wyrazili „oburzenie oraz zdecydowany protest przeciwko bezpodstawnemu pomawianiu” sędziów o działania korupcyjne i zachowania niezgodne z etyką sędziowską. Dodali, że „zawarte w doniesieniach prasowych spekulacje, pełne sprzeczności i niedomówień, nieprawdziwe i niemające pokrycia w faktach, w sposób niedopuszczalny podważają autorytet sędziów i zaufanie do najwyższego organu wymiaru sprawiedliwości w Polsce”. Zarazem – co nie bez znaczenia – sędzia Dąbrowski zażądał informacji, czy CBA zebrało dowody świadczące o nieprawidłowościach w SN, a jeżeli tak, to jakie to były materiały. Oburzał się, że powinno się go o tym poinformować, bo takie czyny sędziów byłyby „naganne i uzasadniałyby ściganie dyscyplinarne”. Nie chodziło mu o zamiatanie sprawy pod dywan, ale czytelny sygnał, że wszystko należy wyjaśnić.

Pokora

Fragmenty wywiadu z sędzią Stanisławem Dąbrowskim („Na wokandzie” nr 3/2010):
• O niebezpieczeństwach wynikających z wpływu władzy wykonawczej na sądownictwo:
– Doświadczenia historyczne wykazują, że jak istnieją możliwości wpływu, to są one wykorzystywane, a sądy nie bardzo potrafią im się oprzeć. Wystarczy, jeśli pewna część sędziów będzie dyspozycyjna – a przecież od wszystkich nie można oczekiwać bohaterstwa. Znamy takie przykłady i z PRL, i z lat trzydziestych. Przed wojną wszystkie sądy były sądami powszechnymi w tym sensie, że podlegały Ministerstwu Sprawiedliwości, co nieraz wykorzystywano w sposób bezwzględny. Teraz Sąd Najwyższy i sądy administracyjne są w pełni niezależne, ale istnieją możliwości wpływania na sądy powszechne. Prezesów sądów powołuje i odwołuje Minister Sprawiedliwości.
• O sędziowskim nonkonformizmie:
– Jeśli mógłbym sięgnąć po własny przykład… Na moją karierę największy pozytywny wpływ miało to, że nigdy nie byłem konformistą. I nie ukrywałem, że nie żywię sympatii wobec ówczesnego ustroju. W stanie wojennym, gdy sędziom wystawiano opinie okresowe, napisano o mnie, że jestem wybitnym sędzią, ale nie akceptuję ustroju PRL. Zostało to dołączone do akt i w 1990 r. miałem doskonałą opinię do Sądu Najwyższego. Nonkonformizm czasami się opłaca.
• O predyspozycjach do wykonywania zawodu sędziego:
– Nie każdy prawnik ma predyspozycje sędziowskie. Istnieje pewne podejście do życia, które powoduje, że ktoś jest lepszym potencjalnym kandydatem na sędziego niż na adwokata czy prokuratora. I dobrze byłoby, gdyby młody człowiek, planujący karierę zawodową, zastanowił się nad tym. Sędzia musi mieć w sobie wrażliwość na krzywdę, tu sam profesjonalizm i wiedza prawnicza nie wystarczą. Wrażliwe sumienie, jeśli chodzi o poczucie sprawiedliwości, to moim zdaniem niezbędny element kariery sędziowskiej.
• O sprawiedliwych wyrokach:
– Monteskiusz mówił, że sędziowie są tylko ustami ustawy. Teraz, zwłaszcza w krajach anglosaskich, panuje odmienna tendencja, sędziowie przejęli się swą rolą prawotwórczą, co uważam już za pewną skrajność. Sędzia nie może tworzyć prawa, musi jednak dbać o to, by wykładnia dokonywana przez niego w konkretnej sprawie prowadziła do rezultatu zgodnego z zasadami sprawiedliwości. Kandydat na urząd sędziego powinien więc zastanowić się, czy ma ku temu predyspozycje. Obecny model aplikacji jest może o tyle dobry, że daje dłuższy czas na zastanowienie się, bo nawet po zdanym egzaminie sędziowskim można iść do adwokatury czy na radcostwo, czuć się człowiekiem spełnionym zawodowo. Sędzia wykonuje niesłychanie ważną rolę społeczną, ale w innych zawodach prawniczych też można osiągnąć szacunek, prestiż, a na pewno lepsze pieniądze.
Rozmawiał Andrzej Dryszel

Jak wspomina jego kolega z pokoju w SN, prof. Jacek Gudowski, Stanisław Dąbrowski był bardzo skromnym, cichym człowiekiem. – Miał zdecydowane poglądy, których jednak nigdy nikomu nie narzucał. Pytając znajomych i współpracowników sędziego o to, jaki był prywatnie, każdy powie: serdeczny, słuchający. – Zawsze starał się znaleźć chwilę na rozmowę z pracownikami biura KRS. Znał ich wszystkich z imienia, wiedział, co się dzieje w ich życiu, kto bierze ślub, komu urodziło się dziecko, a kogo dotknęła rodzinna tragedia – opowiadał sędzia Marek Celej.

Dziennikarzy lubił. Doceniał ich, choć też przestrzegał przed niebezpieczeństwem wypaczania rzeczywistości. – Zbyt często w materiałach prasowych widzę chęć przedstawienia sprawy jako czarnej lub białej – i to nie czekając na wyrok sądu. To może wyrządzać wielką krzywdę, ale też stwarza niebezpieczeństwo dla sędziów orzekających. Przecież my nie żyjemy w wieży z kości słoniowej. Sędzia też ogląda telewizję, czyta gazety i może sobie przedwcześnie wyrobić obraz o sprawie. W rezultacie mamy niebezpieczeństwo, że zapadły wyrok będzie niesprawiedliwy – wskazywał.

Skracał dystans. Rozumiał, że media kształtują społeczny obraz wymiaru sprawiedliwości. Ilu dziennikarzy w innych krajach mogło zadzwonić do prezesa swojego Sądu Najwyższego i uzyskać wypowiedź w ważnych sprawach? Co więcej, gdy już dziennikarza poznał, nie żądał nawet autoryzacji. – Dziękuję. W imię solidarności brodaczy – powiedział mi kiedyś zapytany, czy chce rzucić okiem na artykuł przed publikacją.

Jego pogrzeb zgromadził wszystkich najważniejszych ludzi świata prawniczego. – Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego staje przed najwyższym sędzią, by zdać sprawę ze swego włodarstwa – mówił biskup polowy Wojska Polskiego Józef Guzdek podczas mszy żałobnej w katedrze polowej. Nazwał go „niestrudzonym obrońcą sprawiedliwości”, który zawsze stał po stronie prawdy.

Stanisław Dąbrowski został pochowany z najwyższymi honorami na Wojskowych Powązkach w Warszawie. Prezydent Bronisław Komorowski odznaczył go Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Taka szkoda, że pośmiertnie…