Widmo jawności

Tagi: ,

fot. Krzysztof WojciewskiSędziowie i prokuratorzy żądają utrzymania swych oświadczeń majątkowych w sekrecie. Postulują, że ich ujawnienie naraziłoby ich na bliżej nieokreślone zagrożenie ze strony szukających zemsty przestępców. Może jednak warto uchylić rąbka tajemnicy, by zyskać u ludzi więcej zaufania? – zastanawia się dziennikarz.

Widmo krąży nad wymiarem sprawiedliwości… Widmo jawnych oświadczeń majątkowych sędziów i prokuratorów. Jak to z widmem – nie bardzo wiadomo, skąd czerpie swą siłę, choć budzi niepokój zainteresowanych.

Tak jak potwór z Loch Ness pojawia się latem, w sezonie ogórkowym, tak widmo jawności uaktywnia się w okresach przedwyborczych. Po raz pierwszy wychynęło przed wyborami parlamentarnymi w 2005 r. Nieraz długo nie daje znać o sobie, ale wciąż napędzane jest trochę naiwnym, choć niepozbawionym podstaw przeświadczeniem, że jeśli obywatele będą mogli w internecie przeczytać, jak zamożni są sędziowie i prokuratorzy, to przedstawiciele tych zawodów zaczną lepiej pracować i staną się bardziej odporni na pokusy materialne. A przynajmniej da się łatwo wykryć tych, którzy zboczą z uczciwej drogi.

Jeden przykład na potwierdzenie tej tezy, acz ze sfery władzy wykonawczej, już mamy. Niezgodność tego, co były minister Sławomir Nowak miał na przegubie, z tym, co wpisał do swego jawnego oświadczenia zaowocowała aktem oskarżenia i zakończyła, jak się wydaje, jego błyskotliwą karierę w tzw. służbie publicznej. Gdyby – tak jak w przypadku sędziów – wgląd w oświadczenie Sławomira Nowaka miał tylko jego zwierzchnik lub Urząd Skarbowy, oczywiście włos by mu z głowy nie spadł.

Straszak, jakim jest możliwość skonfrontowania oświadczeń z różnych lat i publicznego postawienia pytania o przyczyny ewentualnego nagłego wzbogacenia się, może więc być czynnikiem ograniczającym pokusy władzy. Także tej trzeciej, sądowniczej.

Więcej światła

Za jawnością oświadczeń sędziów i prokuratorów przemawiają też reguły, jakie powinny obowiązywać w naszym życiu publicznym. Warto zauważyć, że sędziowie mają uprzywilejowaną pozycję w porównaniu z przedstawicielami władzy wykonawczej i ustawodawczej. Nie grozi im, że stracą pracę czy nie zostaną wybrani na następną kadencję, żadne kierownictwo nie może im nic nakazać, nie muszą martwić się o głodową emeryturę, bo przysługuje im stan spoczynku. Są tak niezależni, jak nikt inny w strukturach władzy, może z wyjątkiem prezydenta RP. Ale czy to znaczy, że mają być w sposób szczególny uwolnieni od kontroli publicznej? Zakres niezależności prokuratorskiej, choć mniejszy, też nie uzasadnia wyłączenia tej grupy zawodowej spod takiej kontroli.

W 2005 r. Najwyższa Izba Kontroli zbadała oświadczenia części osób pełniących funkcje publiczne. W przypadku sędziów i prokuratorów błędów było sporo: nie ujawniali kredytów, pożyczek, akcji, nie podawali, skąd mieli środki na nowe domy, nie wypełniali wielu rubryk. Majątek niektórych sędziów, zdaniem NIK, nie miał pokrycia w ich dochodach.

Ta kontrola odbyła się akurat niedługo po wyborach parlamentarnych wygranych przez PiS, gdy minister Ziobro rozpoczynał swoją wojnę ze środowiskami prawniczymi. Ówczesny wiceprezes NIK Piotr Kownacki, jeden z najbliższych współpracowników prezydenta Kaczyńskiego, był przeciwnikiem tajności oświadczeń sędziowskich i przekonywał, że ich ujawnianie leży w interesie środowiska. Mówił, że uchroniłoby to sędziów przed pomówieniami, a zatem nie ma się czego lękać. Okoliczności te nie umniejszają jednak znaczenia ustaleń           NIK–owskich. Tymczasem jedyną reakcją środowisk sędziowskich na nie było stwierdzenie, iż Izba nie jest uprawniona do kontroli oświadczeń sędziów.

Tymczasem, zdaniem NIK, a także Centralnego Biura Antykorupcyjnego, przepisy o ochronie informacji zawartej w oświadczeniach majątkowych powinny być jednakowe dla wszystkich – posłów, senatorów, radnych, ale także sędziów i prokuratorów. Transparentność wymaga bowiem, by osoby sprawujące te funkcje podawały w oświadczeniach taki sam zakres informacji o stanie posiadania. I należy publikować je w internecie obligatoryjnie, a nie na zasadach dobrowolności. To, że sędziowie i prokuratorzy korzystają z klauzuli pozwalającej utajnić ich oświadczenia, oznacza zaś nierówność wobec prawa i nie sprzyja walce z nieprawidłowościami.

Ostatnio zdarzyło się, że minister sprawiedliwości Marek Biernacki ujawnił swoje oświadczenie (zgodnie z prawem nie musiał, ale ministrów zobowiązał do tego premier Tusk), lecz trzej jego wiceministrowie (którzy także mogli, choć nie musieli) – już nie. Jeden z tej trójki jest radcą prawnym i nadzoruje służbę więzienną, dwaj pozostali są sędziami. Choć mieli prawo do zachowania tajności, szkoda, że nie poszli w ślady swego zwierzchnika. Ujawnienie oświadczeń, stanowiące potwierdzenie ich bezstronności, obiektywizmu i nieprzekupności, mogłoby choć trochę poprawić stopień zaufania społeczeństwa do osób zatrudnionych w wymiarze sprawiedliwości.

Środowisko na nie

Mało brakowało, a już trzy lata temu oświadczenia majątkowe sędziów mogły przestać być tajne. Od 2 stycznia 2011 r. zaczął obowiązywać art. 87 ustawy o ustroju sądów powszechnych, który w par. 6, wskazywał, iż informacje zawarte w oświadczeniu stanowią tajemnicę prawnie chronioną, podlegającą ochronie przewidzianej dla informacji niejawnych opatrzonych klauzulą tajności „zastrzeżone”. Zasady nadawania tej klauzuli miał określić premier w odpowiednim rozporządzeniu. Do czasu jego wydania pozostawało w mocy, ale nie dłużej niż przez rok, wcześniejsze rozporządzenie w tej kwestii.

Przez wiele miesięcy nie było nowego rozporządzenia, sędziowie zaczęli się więc obawiać, że rok minie, nowego przepisu wykonawczego nie będzie, stary straci moc i – z braku podstawy prawnej do nadania stosownej klauzuli – ich oświadczenia majątkowe staną się jawne. Do tego jednak nie doszło, 22 grudnia 2011 r. premier wydał rozporządzenie. Tajemnica została zachowana, środowisko odetchnęło z ulgą.

Ta sprawa pokazuje, jak duże znaczenie dla sędziów ma kwestia utajniania ich oświadczeń. Poglądy środowiska reprezentuje tu Krajowa Rada Sądownictwa, która podkreśla, że informacje zawarte w oświadczeniu majątkowym sędziego stanowią tajemnicę prawnie chronioną i podlegają ochronie przewidzianej dla informacji niejawnych – chyba że sędzia, który je złożył, wyrazi pisemną zgodę na ich odtajnienie. Ujawnienie informacji zawartych w oświadczeniach majątkowych bez zgody sędziów nie jest możliwe w sytuacji, gdy nie zostaną wskazane szczególne przypadki uzasadniające takie ujawnienie. Sędziowie sprawując wymiar sprawiedliwości są narażeni na wiele zagrożeń związanych ze specyfiką wykonywania swej funkcji. Tymi m.in. okolicznościami kierował się ustawodawca nie przewidując jawności oświadczeń majątkowych osób piastujących urzędy sędziowskie oraz zajmujących stanowiska prezesów sądów – wskazuje KRS.

Także stowarzyszenie sędziów Iustitia uznaje, że odtajnienie oświadczeń byłoby decyzją błędną. Podlegają one bowiem wystarczającej kontroli, gdy – zgodnie z obecnymi przepisami – zapoznają się z nimi prezesi sądów apelacyjnych i urzędy skarbowe. Zdaniem Iustitii, szerszy zakres jawności stanowiłby zagrożenie bezpieczeństwa sędziów. W oświadczeniach wprawdzie nie podaje się żadnych adresów, jednak często samo wymienienie marki samochodu sędziego może być wystarczającą wskazówką, by go „namierzyć”.

Inni przedstawiciele środowiska prawniczego wskazują, że jawność oświadczeń byłaby instrukcją dla szukających zemsty przestępców. W sprawach cywilnych strona przegrywająca także jest niezadowolona i mogłaby chcieć odegrać się na sędziach. Stąd, jak argumentują przeciwnicy transparentnych majątków, sędziowie są narażeni na agresję w znacznie większym stopniu niż parlamentarzyści. A zatem fakt, że oświadczenia posłów, senatorów czy radnych są jawne, nie jest żadnym argumentem za upublicznianiem oświadczeń sędziowskich. One jawne być nie powinny – i nie ma różnicy, czy chodzi o sędziów sądów karnych, cywilnych czy administracyjnych.

Podobne zdanie na temat odtajnienia oświadczeń mają prokuratorzy. Wskazują, że nadmierna jawność byłaby dla nich zagrożeniem i zmniejszałaby skuteczność wykonywania zadań.

Kto równiejszy?

Nie od dziś wiadomo, że są w Polsce obywatele równi i równiejsi, a prawo nie wszystkich traktuje jednakowo. Kim innym jest przecież prezydent RP, który oświadczenia majątkowego ujawniać nie musi, a kim innym posłowie, senatorowie, radni, burmistrzowie, wójtowie, szefowie różnych instytucji budżetowych i samorządowych, na których ciąży obowiązek jawności. Czy istnieją wszakże przesłanki, by sędziów zaliczać do grupy tych równiejszych?

Wspominane przez reprezentantów środowiska zagrożenie, wynikające ze specyfiki zawodu sędziego, dotyczy przecież tylko części stanu sędziowskiego – osób orzekających w poważnych sprawach kryminalnych, dotyczących przestępczości zorganizowanej. Przede wszystkim jednak jest to zagrożenie całkowicie hipotetyczne, bo w III RP nie zdarzył się dotychczas żaden przypadek ataku na sędziego. I nic nie wskazuje, że do takich incydentów nie doszło dlatego, że oświadczenia majątkowe (w których nie ma przecież żadnych danych identyfikacyjnych) pozostają utajnione. Tragedia spotkała natomiast panią prokurator, 19 lat temu oblaną kwasem. Nie miało to jednak nic wspólnego z wiedzą bądź niewiedzą na temat jej stanu posiadania.

KRS stoi na stanowisku, że pomysł ujawniania oświadczeń w internecie jest zły, bo ułatwi wywieranie presji na niektórych sędziów – np. jeśli są oni w kiepskiej sytuacji materialnej lub mają duże kredyty. Skutek może więc się okazać przeciwny do zamierzonego i zamiast ograniczenia sytuacji korupcyjnych nastąpi ich rozszerzenie. Z podobnych względów także Ministerstwo Sprawiedliwości uznało, iż wprowadzenie jawności oświadczeń „budzi poważne zastrzeżenia”.

rys. Łukasz JagielskiMożna na to odpowiedzieć, że sędziowie w Polsce zarabiają na tyle dobrze, by nie znajdowali się w kiepskiej sytuacji materialnej i by nie ciążyły na nich wysokie kredyty. A jeśli nawet, to trudno sobie wyobrazić, by w związku z tym mogli być bardziej podatni na naciski korupcyjne. KRS, dopuszczając taką ewentualność, chyba bardzo nisko ocenia poziom etyczny polskich sędziów.

Zdaniem środowiska sędziowskiego, dla wprowadzenia jawności brak też uzasadnienia ustrojowego. Sędziów się nie wybiera, więc jawność oświadczeń nie ma takiego znaczenia, jak w przypadku polityków, gdzie wiedza o stanie ich majątków stanowi dodatkową formę kontroli społecznej – wskazuje Iustitia. W przypadku funkcji pełnionych z wyboru, jawność oświadczeń dostarcza ludziom informacji mogących wpłynąć na ich decyzje wyborcze. Jeśli chodzi o sędziów, nic takiego nie ma miejsca.

Jedna zasada

Jak pokazuje dyskusja wokół jawności oświadczeń majątkowych sędziów i prokuratorów, sprawa nie jest jednoznaczna. Sędziowie i prokuratorzy pytają, dlaczego akurat ich oświadczenia majątkowe mają być jawne, skoro utajniane są np. oświadczenia prezesa i wiceprezesów NIK, Rzecznika Praw Dziecka, Rzecznika Praw Obywatelskich, szefów izb i urzędów skarbowych oraz urzędów kontroli skarbowej?

Ten argument jest akurat najmniej dyskusyjny. I dlatego, by uporządkować kwestię jawności oświadczeń, warto konsekwentnie zastosować jedną prostą zasadę – powszechnie dostępne powinny być oświadczenia majątkowe wszystkich osób wynagradzanych z budżetu, które sprawują realną władzę nad społeczeństwem bądź zajmują kierownicze stanowiska w strukturach administracji państwa. W końcu są to pensje, na które składa się całe społeczeństwo. Taka zasada, z pozoru radykalna, choć przecież logiczna i uzasadniona, skutecznie rozwiązałaby nierozwiązywalny jak dotąd spór.