Strasburg o wolności słowa

Tagi: ,

23. wolność słowa_fmtIngerencja w wolność słowa, chronioną w treści Artykułu 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, stanowiła już przedmiot analizy w „Na Wokandzie” w kontekście wypowiedzi dziennikarskiej. Warto pokusić się o próbę szerszego ujęcia tego zagadnienia oraz usystematyzowania mankamentów najczęściej wytykanych polskim sądom przez ETPCz.

Pierwszy wyrok wydany przez Europejski Trybunał Praw Człowieka ze skargi przeciwko Polsce dotyczącej tej problematyki zapadł w 1999 r., w sprawie Janowski. Od tamtego czasu Trybunał wydał 28 wyroków, w których w sposób merytoryczny odniósł się do zarzutu pogwałcenia art. 10 Konwencji – czy to stwierdzając jego naruszenie, czy to wskazując, iż ingerencja w sferę swobody wypowiedzi była zgodna ze standardem konwencyjnym (w siedmiu rozstrzygnięciach).

We wszystkich sprawach, w których skarżący zarzucili naruszenie swobody wypowiedzi, Trybunał posłużył się trójstopniowym testem, badając w pierwszej kolejności, czy w ogóle, w konkretnym przypadku, można mówić o ingerencji w sferę chronioną przez treść Artykuł 10 Konwencji. W sprawach polskich z reguły okoliczność ta nie jest pomiędzy stronami sporna. Orzeczenie sądu, wydane czy to w postępowaniu karnym, czy to cywilnym, niosące za sobą negatywne konsekwencje dla podmiotu odpowiedzialnego za wyartykułowanie pewnej myśli, będzie niewątpliwie stanowiło ingerencję w swobodę wypowiedzi.

Stwierdziwszy istnienie tego typu ingerencji, Trybunał przechodzi do badania kolejnych elementów warunkujących odpowiedzialność na gruncie Artykułu 10 Konwencji: bada, czy ingerencja była przewidziana prawem krajowym, jak również, czy była konieczna w społeczeństwie demokratycznym. Praktycznie w żadnym z wydanych dotychczas wyroków Trybunał nie zakwestionował braku podstawy prawnej ingerencji w prawie polskim. Nieco mniej pozytywnie wypada ocena Trybunału co do konieczności takiej ingerencji w społeczeństwie demokratycznym. To właśnie tego elementu dotyczy zasadniczo negatywna ocena przedmiotowych orzeczeń krajowych, przy czym Trybunał bierze pod uwagę proporcjonalność ingerencji w odniesieniu do celu ją uzasadniającego, ujętego w par. 2 art. 10 Konwencji, a także to, czy przyczyny przywołane przez władze krajowe do jej uzasadnienia są istotne i wystarczające.

Jedną z kluczowych kwestii z punktu widzenia prawidłowego uzasadnienia ingerencji jest dokonanie przez organ krajowy rozróżnienia pomiędzy wypowiedziami o faktach oraz sądami wartościującymi, gdyż tylko prawdziwość tych pierwszych może zostać udowodniona. Istotne jest także, z uwagi na kształt wzorca konwencyjnego, zweryfikowanie, czy dana wypowiedź stanowi element debaty publicznej, czy też w ramach pojęcia tego się nie mieści.

Pojęcie debaty publicznej

Do stwierdzenie naruszenia art. 10 Konwencji, m. in. z uwagi na uwzględnienie zarzutu zbyt wąskiego sposobu interpretacji przez władze krajowe pojęcia debaty publicznej doszło, przykładowo, w sprawach Malisiewicz–Gąsior, Kuliś, Długołęcki, Kuliś i Różycki, Izabela Lewandowska–Malec czy też Kurłowicz przeciwko Polsce.

Ww sprawie Malisiewicz–Gasior skarżąca została skazana w związku z formułowanymi w trakcie prowadzonej przez nią kampanii wyborczej zarzutami nadużycia władzy, kierowanymi pod adresem znanego polityka. Trybunał zwrócił uwagę, że oświadczenia skarżącej były składane w trakcie jej kampanii i miały związek z jej własnymi doświadczeniami z czasów, gdy toczyło się przeciwko niej postępowanie karne dotyczące uprowadzenia córki tego polityka – Moniki Kern. W tym względzie Trybunał uznał, że zarzuty formułowane przez skarżącą nie były nieuzasadnionym osobistym atakiem, ale częścią debaty politycznej. Nawet jeżeli niektóre z oświadczeń zawierały ostre słowa, to były one skierowane przeciwko dobrze znanemu politykowi, w stosunku do którego granice dopuszczalnej krytyki są szersze niż w odniesieniu do osoby prywatnej. Sądy krajowe stwierdziły, iż skarżąca nie broniła społecznie uzasadnionego interesu, ponieważ prowadziła ona swoją kampanię wyborczą i „próbowała osiągnąć własny cel”, jednak Trybunał był odmiennego zdania.

W innej sprawie, również odnoszącej się do kazusu rzekomego uprowadzenia Moniki Kern, Kuliś przeciwko Polsce, Trybunał uznał, że wprawdzie zwyczajowo relacje pomiędzy rodzicami i ich dziećmi należą do sfery prywatnej, jednakże nadanie sprawie przez polityka rozgłosu medialnego doprowadziło do włączenia jej w ramy debaty publicznej.

Z kolei w sprawie Długołęcki Trybunał odnotował, że sądy krajowe uniewinniły skarżącego od zarzutu popełnienia przestępstwa pomówienia, uznając, że jego wypowiedź mieściła się w ramach dopuszczalnej krytyki w kontekście debaty politycznej. Tym niemniej, orzekając, iż skarżący dopuścił się znieważenia polityka poprzez twierdzenie o osiągnięciu przez niego kolejnego etapu niekompetencji, sądy krajowe, zdaniem Trybunału, błędnie przyjęły wąską definicję tego, co może być uważane za dopuszczalną krytykę i nie wzięły pod uwagę, że kwestionowana wypowiedź była wyrażona w kontekście ożywionej dyskusji politycznej.

W innej sprawie, ze skargi Kuliś i Różycki, zdaniem Trybunału, sądy krajowe nie przywiązały należytej wagi do argumentu skarżących, że satyryczny rysunek, którego dotyczyły formułowane wobec nich zarzuty, stanowił ripostę na kontrowersyjną kampanię reklamową skierowaną do dzieci. Ta okoliczność w sposób oczywisty rodziła kwestie będące ważnym przedmiotem zainteresowania opinii publicznej.

Podobne ustalenia Trybunał poczynił w sprawie Izabela Lewandowska-Malec. Skarżąca wzięła udział w dyskusji dotyczącej sposobu, w jaki przedstawiciel władzy lokalnej (burmistrz) pełnił swoje obowiązki. Kwestie te budziły powszechne zainteresowanie, a omawianie ich stanowiło część debaty publicznej. Zdaniem Trybunału, w tym kontekście zasadne było, by skarżąca zwróciła uwagę, że burmistrz postąpił w nietypowy sposób, prosząc radę gminy o przyjęcie oświadczenia krytykującego organy ścigania prowadzące śledztwo w jego sprawie. Tym samym sądy krajowe, rozpatrując zarzuty stawiane skarżącej, nie uwzględniły ich w szerszym kontekście.

Debaty publicznej na szczeblu lokalnym dotyczyła również sprawa Kurłowicz – wypowiedź skarżącego, jako członka rady miasta, padła w trakcie jej sesji poświęconej m.in. przyjęciu uchwały adresowanej do kuratora oświaty, w przedmiocie pozytywnej oceny działalności zespołu szkół. W ocenie Trybunału, tego typu forum dawało najlepszą możliwość do tego, by dyskutować o finansowych bądź organizacyjnych nieprawidłowościach w funkcjonowaniu placówki oświatowej.

Sądy wartościujące a wypowiedzi o faktach

Pewnych deficytów w zakresie dokonywanej przez sądy krajowe oceny tego, czy dana wypowiedź stanowi wypowiedź o faktach, czy też zasadniczo niepodlegający udowodnieniu sąd wartościujący, Trybunał dopatrzył się, przykładowo, w sprawach Sokołowski, Kwiecień, Kurłowicz oraz Izabela Lewandowska-Malec przeciwko Polsce.

W sprawie Sokołowski ETPCz odnotował, że sednem krytyki skarżącego, sformułowanej w języku ironicznym, było niewłaściwe zachowanie radnych. Zamiarem skarżącego było podkreślenie, że funkcje w komisjach wyborczych powinny być przyznane tym mieszkańcom gminy, którzy byli gorzej usytuowani niż sami radni. Zarobek, który należał się za pracę w komisjach wyborczych, został przez skarżącego porównany do cen rozmaitych dóbr, zaś treść ulotki sugerowała, że radni, otrzymując te pieniądze pochodzące z podatków lokalnych, „zabrali” owe dobra innym mieszkańcom. Z takiego stwierdzenia, zdaniem Trybunału, nie można wyczytać poważnego oskarżenia o kradzież – w szczególności, gdy weźmie się pod uwagę satyryczny charakter tekstu i ironię, którą był podszyty.

Jeśli chodzi o zakwalifikowanie twierdzeń skarżącego w sprawie Kwiecień, Trybunał zaobserwował, że polskie sądy uznały je wszystkie za twierdzenia dotyczące faktów, które nie posiadały potwierdzenia w rzeczywistości. ETPCz był jednak odmiennego zdania, wskazując, że list otwarty skarżącego zawierał także twierdzenia, które można było uznać za ocenne, choćby to, że osoba krytykowana wykonywała swoje obowiązki nieudolnie.

23. art. 212 k.k._kryt_fmtPrzywołując ponownie sprawę Kurłowicz, warto zwrócić uwagę, że Trybunał – w przeciwieństwie do sądów krajowych – uznał, iż niektóre stwierdzenia skarżącego stanowiły wypowiedzi ocenne, jak np. te o niegospodarności, niewłaściwym i subiektywnym sposobie wykorzystywania środków przeznaczonych na doskonalenie nauczycieli, czy braku dyscypliny.

W sprawie Izabela Lewandowska-Malec, w ocenie Trybunału, sądy krajowe skoncentrowały się na analizie kwestii zarzucanych pozaprawnych nacisków czynionych przez burmistrza na prokuraturę i sklasyfikowały tę wypowiedź jako fakt. Czyniąc tak, skupiły się na literalnym brzmieniu kwestionowanej wypowiedzi i zbadały ją bez uwzględnienia szerszego znaczenia, które skarżąca starała się przekazać w swojej publicznej, listownej krytyce. Sądy krajowe uznały, że wypowiedź skarżącej o „czynieniu pozaprawnych nacisków na organ prokuratorski” należy uznać za stwierdzenie popełnienia przestępstwa. Trybunał nie zgodził się z taką interpretacją. Jego zdaniem, skarżąca wykazała w swoim liście, że „pozaprawne naciski” mają szersze znaczenie, a należy do nich próba wywierania wpływu na prokuratorów innymi środkami – niekoniecznie czynami karalnymi – takimi jak oświadczenie rady gminy.

Nadmierne konsekwencje

Na brak proporcjonalności ingerencji w sferę swobody wypowiedzi Trybunał zwrócił uwagę w szczególności w sprawach Skałka, Sokołowski, Długołęcki, Kurłowicz czy Kaperzyński przeciwko Polsce. Co do zasady, negatywna opinia Trybunału odnosiła się raczej do natężenia ingerencji w związku z prawnokarną formą odpowiedzialności za wypowiedź.

W sprawie Skałka Trybunał uznał, że interes chroniony poprzez kwestionowaną ingerencję uzasadniał ograniczenia w swobodzie wypowiedzi. W konsekwencji, kara wymierzona za czyn skarżącego nie stanowiłaby naruszenia artykułu 10 Konwencji. Jednak, zdaniem Trybunału, jej surowość – skazanie na karę ośmiu miesięcy pozbawienia wolności – przekroczyła stopień wagi przestępstwa. Czyn skarżącego nie stanowił otwartego i ogólnego ataku na powagę władzy sądowniczej, tylko sprowadzał się do wewnętrznej wymiany listów, o których nie wiedziała opinia publiczna. Dodatkowo, był to pierwszy przypadek, kiedy skarżący przekroczył granice dopuszczalnej krytyki.

W sprawie Kaperzyński skarżący został skazany na karę czterech miesięcy ograniczenia wolności z zawieszeniem jej wykonania na dwa lata. Dodatkowo, sądy pozbawiły go prawa wykonywania zawodu dziennikarza przez okres dwóch lat. W opinii Trybunału wyrok pozbawiający zawodowego dziennikarza prawa do wykonywania profesji należy uznać za bardzo surowy. Ponadto, niesie on ryzyko „efektu mrożącego” debatę publiczną. Podobnie, grzywna tysiąca złotych równa miesięcznemu zarobkowi skarżącego, wymierzona w sprawie Sokołowski, została uznana za karę surową – w szczególności jeżeli uwzględni się fakt, że mogła być ona zastąpiona, w przypadku jej niezapłacenia, karą 3 miesięcy i 10 dni pozbawienia wolności.

W sprawie Długołęcki, podobnie jak w sprawie Kurłowicz, nawet warunkowe umorzenie postępowania uznane zostało przez Trybunał za dolegliwość nadmierną dla skarżących, w kontekście uznania ich winy co do popełnienia przestępstwa, odpowiednio, zniewagi i pomówienia – w szczególności przez wzgląd na możliwość ponownego podjęcia tego postępowania.