Agencje dobrego wyboru

32. Dubois OK_fmtNakłaniając podejrzanych do współpracy funkcjonariusze nie przedstawiają im rzetelnie ich sytuacji procesowej. Dlatego oferta podjęcia współpracy z organami ścigania powinna być składana w obecności adwokata i realizowana przy jego udziale.

Jedna z setek podobnych spraw. Przedsiębiorca staje pod zarzutem kupna przedmiotów pochodzących z kradzieży. W trakcie przesłuchania zaprzecza znajomości ze złodziejami, nie przyznaje się do winy i oświadcza, że nie będzie niczego wyjaśniał. Prokurator decyduje się wystąpić o areszt. Podejrzany wprowadzony na salę zaczyna od złożenia oświadczenia, że chce się bronić sam i nie będzie korzystał z pomocy obrońcy. Spogląda na funkcjonariuszy, szukając w ich oczach aprobaty. A gdy jej nie dostrzega, pyta: Czy dobrze powiedziałem? Przecież panowie kazali, żebym tak właśnie powiedział…

Wobec takiej decyzji klienta opuszczam salę. Dowiaduję się, że w trakcie konwojowania do sądu klient uległ namowom funkcjonariuszy, by pójść na współpracę z organami ścigania. Jednym z jej warunków było zrezygnowanie z usług adwokata. Może się okazać, że dla podejrzanego to najlepsza decyzja z możliwych. Nie o to jednak chodzi. Do ustawowych zadań policji, CBA, CBŚ czy ABW nie należy bowiem prowadzenie doradztwa prawnego na rzecz osób zatrzymanych ani działalność mająca na celu dyskredytowanie usług adwokackich.

Wśród prokuratorów i funkcjonariuszy istnieje przekonanie, że udział adwokata w sprawie łączy się z odwodzeniem podejrzanego od współpracy z organami ścigania. To mit. Adwokat nie podejmuje decyzji procesowych za podejrzanego, a jedynie przedstawia mu jego sytuację prawną – tak, by mógł on podjąć jak najlepszą dla siebie decyzję. Informuje go zatem również o możliwości zostania świadkiem koronnym lub skorzystania z nadzwyczajnego złagodzenia kary oraz o korzyściach i zagrożeniach z tych procedur wynikających. Zatem prawdopodobieństwo, że podejrzany zdecyduje się na współpracę z organami ścigania po konsultacji z adwokatem, jest analogiczne, jak po rozmowie z funkcjonariuszami.

Nic nie stoi na przeszkodzie, by oferta podjęcia współpracy z organami ścigania składana była w obecności adwokata i realizowana przy jego udziale. Żeby adwokat mógł udzielić trafnej rady niezwłocznie po zatrzymaniu podejrzanego, wystarczy zmienić zasady postępowania poprzez umożliwienie obrońcy zapoznania się z aktami na tym etapie i umożliwienie przeprowadzenia nieskrępowanej obecnością funkcjonariuszy rozmowy z klientem. Podejrzany ma prawo do podejmowania najkorzystniejszych dla siebie decyzji procesowych i ma prawo do ich podjęcia w oparciu o rzeczywistą ocenę własnej sytuacji, przy świadomości realnych następstw niektórych rozwiązań procesowych.

Obawiam się, że funkcjonariusze nakłaniając podejrzanych do współpracy i rezygnacji z pomocy prawnej nie przedstawiają im rzetelnie ich sytuacji procesowej. Takie działanie jest najzwyklejszym oszustwem. Ustawodawca nie przewidział gwarancji, że obietnica złożona podejrzanemu zostanie dotrzymana.

Osoba chcąca podjąć współpracę otrzymuje mglistą ofertę, że jeśli jej opowieść spełni oczekiwania prowadzących postępowanie, to podejrzany zostanie stosownie nagrodzony wnioskiem prokuratora o wymierzenie łagodnej kary. Podejrzany jednak nie wie, co w praktyce będzie znaczyło „spełnić oczekiwania” i „łagodna kara”. Gdy zacznie wyjaśniać, obciążając siebie i wspólników, nie będzie mógł się już bez konsekwencji wycofać. Często pod koniec składania wyjaśnień okazuje się, że to dla prokuratora za mało. Żąda on więcej i by zadowolić śledczych podejrzany musi konfabulować. Jeśli zaś na to się nie zdecyduje, może się dowiedzieć, że ustne porozumienie jest nieważne, bo podejrzany nie wywiązał się ze swojej części umowy.

Tę lukę w przepisach można by w prosty sposób wypełnić, wprowadzając możliwość zawierania formalnych umów między prokuraturą a obroną, w których jedna ze stron deklarowałaby, jakie informacje decyduje się przekazać, zaś druga oświadczała, jakie procesowe ustępstwa jest gotowa poczynić.

Najczęściej pierwsze 48 godzin po przedstawieniu zarzutów jest najistotniejsze dla dalszego toku postępowania. Podejrzany podejmuje wtedy decyzje procesowe, które rozstrzygają o jego losie. Musi zatem zrozumieć zarzut, czemu często nie jest w stanie sprostać bez pomocy fachowca. Decyzje podejmowane nieświadomie, pod wpływem strachu czy błędu, skutkują pomyłkami sądowymi i nie służą realizacji zasady prawdy materialnej. Propozycja bezmyślnego przyznania się do winy w zamian za iluzoryczną wolność to największa szkoda dla wymiaru sprawiedliwości.

Pokątne korytarzowe doradztwo i kuszenie przez śledczych nie służy prawu. Zdaję sobie sprawę, że działania te podejmowane są często w dobrej wierze. Agenci przekonani o winie podejrzanego szukają jak najskuteczniejszego sposobu zdobycia dowodów. Co więcej, uważają, że najlepiej poprowadzą postępowanie, a udział adwokata może być tylko przeszkodą w dotarciu do prawy materialnej. Nie zauważają jednak jak szybko – działając rzekomo w obronie prawa – sami prawo zaczynają naruszać.

Najprościej zatem przyjąć mechanizmy, które ograniczyłyby pokusę chodzenia na skróty. Należałoby zastanowić się nad wprowadzeniem obowiązku dźwiękowego utrwalania wszystkich czynności procesowych z udziałem podejrzanego oraz obowiązku monitorowania jego kontaktów z funkcjonariuszami.

Równość broni od pierwszego etapu postępowania spowodowałaby, że podejrzani nie ulegaliby często fałszywym pokusom, lecz podejmowali racjonalne decyzje. W konsekwencji funkcjonariusze, zamiast świadczenia doradztwa miernej wartości, mogliby skoncentrować się na realnym zwalczaniu przestępczości.