Procedura i empatia

55. Krzysztof Sobczak _optDążenie do sprawnego i skutecznego przeprowadzenia postępowania może skutkować niechęcią do uznawania argumentów burzących przyjęte już założenie. To mechanizm psychologicznie zrozumiały, ale w wymiarze sprawiedliwości – wyjątkowo groźny.

 Helsińska Fundacja Praw Człowieka zaapelowała niedawno do Prokuratora Generalnego o zwiększenie wysiłków w celu wznowienia postępowania karnego w sprawie Adama Dudały. Odbywa on karę za zabójstwa, których mógł nie popełnić.

Dudała został skazany wyrokiem Sądu Okręgowego w Białymstoku na 25 lat pozbawienia wolności za podwójne zabójstwo, którego miał się dopuścić w 1998 r. Jak podkreślają autorzy apelu, od początku sprawa ta była pełna wątpliwości. Całość zarzutów wobec skazanego została skonstruowana w oparciu o wyjaśnienia wielokrotnego recydywisty, który zdecydował się na współpracę z wymiarem sprawiedliwości. Wątpliwości wzbudzały też inne dowody, ale mimo wielokrotnych zabiegów obrońców, procesu nie udało się wznowić.

Jakiś czas później, w innym procesie, wyszły na jaw fakty, które – wskazują autorzy apelu do Prokuratora Generalnego – rzucają światło na przebieg zdarzeń, za które Dudała został skazany. Co niezwykle ważne, w chwili gdy informacje te stały się znane funkcjonariuszom policji prowadzącym te postępowania, jego proces nie był jeszcze zakończony. O nowych ustaleniach nie poinformowano jednak sądu prowadzącego sprawę.

Nie przesądzając, czy są powody do wznowienia procesu, a także, czy bohater tej historii jest winien, dość łatwo jest odtworzyć mechanizm, jaki zadziałał w tym przypadku. Mechanizm mający zastosowanie także w wielu innych sprawach – bo o konieczności wznowienia różnych postępowań, a także o krytyce policji i prokuratury za niechęć do uwzględniania nowych faktów pojawiających się w postępowaniach, słyszy się dość często.

Mechanizm ten, znany na gruncie psychologii i nauki o zarzadzaniu, polega na tym, że gdy pracujemy nad jakimś projektem i budowana konstrukcja już układa nam się w zgrabną całość, z niechęcią traktujemy próby „dorzucania” nam do tej pracy jakiegoś nowego pomysłu, który być może każe zburzyć utrwaloną już konstrukcję i budować ją od nowa.

Autor tego felietonu też zna ten mechanizm, bo nieraz irytuje się, gdy artykuł jest już prawie skończony, a tu nagle pojawia się jakiś nowy fakt lub argument. Pisać tekst od nowa czy uznać, że ten fakt nie ma aż tak istotnego znaczenia dla przyjętej już narracji?

Łatwo sobie w tym kontekście wyobrazić pracę organów ścigania. Zaczynając od policjanta, który zebrał materiał dowodowy, sprawa jest w sądzie, a on zajmuje się już zupełnie innymi postępowaniami. Policjant taki roboty ma aż nadto, a tu nagle pojawia się perspektywa konieczności powrotu do starych ustaleń. Nic przyjemnego. No chyba, że odezwie się w nim empatia i refleksja, że za chwilę może zostać skazany niewinny człowiek. Jeśli się odezwie, policjant idzie z tą rewelacją do prokuratora, który też jest zawalony pracą i tylko czeka na zakończenie sprawy, by móc sięgnąć po następne akta, z całkiem wysokiego ich stosu. Też pewnie nie ucieszy go perspektywa dodatkowej pracy. No i zapewne podda w wątpliwość, czy aby te nowe rewelacje są aż tak istotne. Zresztą obaj z policjantem mogą mieć tendencję, może nawet nieuświadamianą, wynikającą z nadmiaru obowiązków, do obniżania rangi tych nowych faktów. I pomyślą sobie: po co jakimiś mało znaczącymi informacjami zawracać głowę sędziemu?

Zakładając nawet, że w sercach obu funkcjonariuszy publicznych odezwie się empatia i troska o los niewinnego człowieka w więzieniu i jednak zdecydują się iść z tym do sądu, to sędziego nowe okoliczności też mogą nie ucieszyć. No bo proces się już kończy, trzeba jeszcze tylko ogłosić wyrok i będzie można zabrać się za kolejne sprawy. Może jakoś tego prokuratora zniechęcić? Może jakiś termin już przekroczony albo błąd proceduralny?

Czy wymiar sprawiedliwości jest wolny od takich pokus? Są procesy, które trzeba wznawiać na skutek wad w materiale dowodowym dostarczonym przez policjantów i prokuratorów. Nie należą przecież do rzadkości wyroki sądów, w których uzasadnieniach organa ścigania krytykowane są za ślepe dążenie do skazania podejrzanych, przy ignorowaniu okoliczności dla nich korzystnych. Dobrze, że jest taki hamulec. Ma on znaczenie prewencyjne, bo zanim taki policjant czy prokurator potraktuje nowy szczegół w śledztwie za mało ważny, to musi się zastanowić, czy jego decyzji sąd nie uzna za błąd lub nadużycie. Choć upragniona nagroda lub awans za sprawnie przeprowadzone śledztwo może przyjść szybciej.

Warto zastanowić się, czy podobny mechanizm nie dotyka także sędziów. Czy występują oni tylko w roli sprawiedliwych mentorów, karcących innych za uleganie niebezpiecznej tendencji odrzucania nowych argumentów burzących wcześniej przyjęte założenie? Czy może sami czasem jej ulegają?