Końcowe odliczanie

52. JRN_1439_optProkuratorzy najczęściej nie mają pojęcia o okolicznościach spraw, w których oskarżają przed sądem, gdyż z zasady nie są ich gospodarzami i nie znają ich akt. Jeśli ta wieloletnia praktyka nie ulegnie zmianie, kontradyktoryjny proces będzie katastrofą przekonuje prokurator.

Aktorzy procesu karnego, a wśród nich oskarżyciele publiczni, 1 lipca 2015 r. obudzą się w całkowicie nowej rzeczywistości procesowej. Od dłuższego czasu w mediach zainteresowanych problematyką funkcjonowania organów ściągania, ochrony prawa i wymiaru sprawiedliwości toczy się dyskusja, w której przewija się pytanie, na ile policja, prokuratura i sąd przygotowani są do stawienia czoła wyzwaniom, które niesie za sobą kontradyktoryjny model postępowania karnego. Kolejne z pytań dotyczy samych przedstawicieli zawodów prawniczych–sędziów, prokuratorów, adwokatów i radców prawnych. Czy są oni nie tylko merytorycznie, ale także mentalnie gotowi do nowej rzeczywistości?

Prokurator bierny

Sędziowie w trakcie prac nad nową procedurą karną na ogół przychylnym okiem patrzyli na zmiany, których istotą jest ograniczenie pierwiastka inkwizycyjnego w dochodzeniu do prawdy materialnej. W salach rozpraw na szeroką skalę prowadzą oni postępowania dowodowe – nie tyle z inicjatywy stron procesu, ile ze swojej własnej. Dlatego w swoich wypowiedziach sędziowie akcentowali, że w dążeniu do kompleksowych ustaleń faktycznych, jak najbardziej zbliżonych do prawdy obiektywnej, z reguły wyręczają bierne w tej materii strony procesu, z oskarżycielem publicznym na czele.

Konstatacja ta nie jest pozbawiona podstaw. Towarzyszy jej obraz oskarżyciela publicznego, który w sądzie przeważnie przybiera postawę milczącą, w dużej mierze ograniczając się do odczytania aktu oskarżenia i wygłoszenia mowy końcowej. Oskarżyciela publicznego usatysfakcjonowanego tym, że w 98,5 proc. spraw, w których kieruje akty oskarżenia do sądu, zapada wyrok skazujący. Wreszcie, oskarżyciela spokojnego o to, że nad przebiegiem procesu i tak czuwa sąd, który w razie jego bierności wykaże się niezbędną inicjatywą dowodową.

Ktoś nieznający realiów funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości powiedziałby, że prokuratorska bierność wynika z nieprzygotowania do sprawy. Co bardziej złośliwi obserwatorzy procesu karnego wyciągną wnioski dalej idące, sięgające sfery pewnych deficytów intelektualnych rzekomo towarzyszących oskarżycielowi. Tymczasem mało kto spośród nieprofesjonalnych uczestników sądowej rozgrywki zdaje sobie sprawę z tego, dlaczego prokurator w odróżnieniu od adwokata jest w sali rozpraw pasywny. Przyczyny takiego stanu rzeczy są złożone, z całą pewnością zaś żadna nie wynika ani ze wspomnianych deficytów, ani też z lenistwa.

Oskarżenia last minute

Pierwsza przyczyna pasywności wynika z faktu, że prokurator w sądzie najczęściej występuje w sprawie, w której wcześniej nie prowadził postępowania przygotowawczego i sprawy tej nie zna. Badania przeprowadzone przez Prokuraturę Generalną potwierdziły, że ilość spraw, w których autor aktu oskarżenia ma szansę bronić go przed sądem, jest śladowa.

Powyższą obserwację potwierdza doświadczenie zawodowe. Wielokrotnie w swojej praktyce prokuratorskiej otrzymywałem tzw. „wokandę” z kilkoma, a nawet kilkunastoma sprawami, wśród których ani jedna nie była mojego autorstwa. Częstokroć zdarzało się również, że na aktach podręcznych sprawy, toczącej się niejednokrotnie latami, widziałem wpisy wszystkich prokuratorów zatrudnionych w dużej miejskiej jednostce, a także tych, którzy dawno awansowali lub odeszli z zawodu.

Na pytanie zatem, czy prokurator zna materię sprawy, której broni przed sądem, odpowiedź może być tylko jedna: najczęściej jej nie zna. Od niepamiętnych czasów o takim stanie rzeczy wiedzą zarówno sędziowie, jak i nasi adwersarze procesowi – adwokaci. Strony procesowe dowiadują się o tym czasami na sali rozpraw, ale nie zawsze, bo z biegiem lat coraz bardziej doświadczeni prokuratorzy nauczyli się być niezłymi aktorami. Ich gra polega na wywoływaniu wrażenia przed oskarżonymi, świadkami i publicznością, że są znakomicie przygotowani i materię sprawy znają. Nie każdy jednak posiada takie predyspozycje – prokurator jest w końcu absolwentem studiów prawniczych, a nie szkoły teatralnej.

Druga z przyczyn prokuratorskiej pasywności to brak realnej możliwości przygotowania się do rozprawy. Akta podręczne sprawy, w której występuje przed sądem, to cienka teczka niezawierająca kluczowych dokumentów w postaci protokołów przesłuchań i ewentualnych późniejszych rozpraw.

Każdy, kto zetknął się z praktyką prokuratorską na poziomie prokuratur rejonowych, które kierują do sądu 99,5 proc. z prawie pół miliona wszystkich aktów oskarżenia rocznie, doskonale zdaje sobie sprawę, że najczęściej dwa do trzech razy w tygodniu prokurator jest w sądzie na tzw. wokandzie. Akta podręczne spraw otrzymuje kilka dni przed jej terminem, choć jego częstym doświadczeniem zawodowym są wokandy last minute. Akta do takich spraw prokurator ma szansę otworzyć dopiero… w sądzie.

Jeśli zatem stawiany jest słuszny zarzut nieprzygotowania prokuratora do rozprawy, to nie można go utożsamiać z zarzutem niekompetencji czy lenistwa. Powody takiego stanu rzeczy leżą w gruncie rzeczy po stronie systemu, który ukształtował się przez lata i opierał się na zasadzie, że w sądzie aktu oskarżenia broni inny prokurator niż jego autor. Tak ukształtowany system w sposób oczywisty i jednoznaczny stoi w sprzeczności z kontradyktoryjnym modelem procesu karnego.

Sędzia czy paprotka?

Z nowymi, kontradyktoryjnymi wyzwaniami zmierzyć musi się nie tylko prokuratura, ale także środowisko sędziowskie. Dziś sędzia w sprawie karnej bardzo często wciela się w rolę śledczego. W dążeniu do prawdy materialnej, przy bierności stron, sam poszukuje dowodów, które umożliwiają dokonanie kompleksowych ustaleń faktycznych. Przyjęte przez Sejm kontradyktoryjne zmiany wytrącą sędziemu z rąk dotychczasową, dowodową prerogatywę. Dowód będzie on mógł przeprowadzić wyjątkowo, a jeśli posłowie uchwalą kolejną ustawę nowelizująca k.p.k., nie przeprowadzi go wcale. Zgodnie bowiem z niedawnym projektem Ministerstwa Sprawiedliwości, zasada kontradyktoryjności – jak to ładnie ujęli jego autorzy – zostanie domknięta.

Zgodzić się należy z poglądem projektodawców, że pozostawienie dla sędziego „dowodowej” furtki w kontradyktoryjnym modelu doprowadziłoby do tego, że wyjątek stałby się regułą. Gdy rozmawiałem z wieloma sędziami o nowym procesie, liczna grupa podkreślała, że będą sądzić dokładnie tak, jak dotychczas. Sądzenie opierające się na inicjatywie własnej, w sytuacji braku takowej u stron, najbardziej odpowiada bowiem ich wyobrażeniu o sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości. Wśród moich rozmówców nie brakowało też sędziów, którzy wskazywali, że przy braku aktywności dowodowej prokuratora stukną młotkiem i – w imię kontradyktoryjności – wydadzą wyrok uniewinniający.

52. reforma prokuratur_optZ kolei, gdy rozmawialiśmy w tym samym sędziowsko-prokuratorskim gronie o propozycji domknięcia kontradyktoryjności połączonej z całkowitym odebraniem sądowi prawa prowadzenia postępowania dowodowego, największa grupa rozmówców wyraziła pogląd, że nie chcą być „paprotkami” przyglądającymi się grze dowodowej stron. Chcą nadal być realnymi gospodarzami procesu, nie po to zostali sędziami, by w procesie dochodzenia do prawdy materialnej nie mieć nic do powiedzenia. Rzeczywiście, takie ukształtowanie ról procesowych mogłoby dla niektórych aktorów procesu być szokiem. Podejrzewam nawet, że większym dla sędziów niż prokuratorów. Nie da się bowiem z dnia na dzień zmienić własnej mentalności i przyzwyczajeń.

Tocząca się od dłuższego czasu dyskusja o nowym procesie karnym doszła już do etapu, w którym wszyscy jej uczestnicy, włącznie z członkami Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego, zgadzają się, że po 1 lipca 2014 r. proces na etapie jurysdykcyjnym będzie procesem dłuższym niż obecnie. Wynika to właśnie z jego kontradyktoryjnego charakteru, którego istota ogniskuje się wokół swobodnej gry dowodowej stron i sądu w roli milczącego świadka.

Nasuwa się porównanie do piłki nożnej. W profesjonalnym futbolu to sędzia decyduje, kiedy sięgnąć po gwizdek i zakończyć grę, ile czasu doliczyć do regulaminowych 90 minut. Nieco inaczej jest w piłce podwórkowej. Na szkolnym boisku piłkarze grają tyle, ile mają ochoty, czasem do upadłego. Sędzia nie ma tu wiele do gadania. I tak właśnie będzie wyglądał nowy kontradyktoryjny proces. Sędzia dopuszczał będzie dowody wnioskowane przez strony, które z istoty rzeczy nie należą do zainteresowanych szybką sprawiedliwością. Począwszy od adwokatów działających na korzyść klientów, po prokuratorów, którzy będą chcieli uzyskać pewność, że zrobili wszystko, by uzyskać satysfakcjonujące rozstrzygnięcie.

Piłka po stronie prokuratury

Mając świadomość nieodwracalności zmian przyjętych w k.p.k., w poczuciu odpowiedzialności za kondycję wymiaru sprawiedliwości, środowisko prawnicze stoi przed wyzwaniem jak najlepszego przygotowania się do nowych wyzwań. Dla adwokatów w zasadzie niewiele się zmieni, choć bezsprzecznie nowa procedura otworzy przed tą grupą całą gamę korzystnych rozwiązań. U sędziów potrzebne będą zmiany mentalności i oswojenie się z całkowicie nową rolą, często rolą biernego arbitra. Największe wyzwania stoją natomiast przed oskarżycielami.

Prokuratura potrzebuje teraz pilnego i długotrwałego leczenia na płaszczyźnie organizacyjnej. Jego zaniechanie spowoduje, że 1 lipca 2015 r. konieczna będzie jej gwałtowna reanimacja. W ten proces leczenia powinniśmy włączyć się wszyscy, i to aktywnie. W szczególności musi zrobić to Prokurator Generalny, który do tej pory, najczęściej słusznie, punktował wady reformy procesu karnego. Od pierwszego niezależnego Prokuratora Generalnego musimy wymagać jednak więcej. Musimy wymagać wizji zmian strukturalnych, które dostosują prokuraturę do sprostania wymogom kontradyktoryjnego modelu. Błędne jest bowiem przekonanie, że tymi samymi rękoma co dziś prokuratorzy podołają jutro dwukrotnie większym obowiązkom.

Najistotniejsze, by prokurator Andrzej Seremet zaproponował, co zrobić, by w lipcu przyszłego roku do sądu posłać prokuratora, który albo będzie autorem aktu oskarżenia, albo dostanie od swojego szefa czas i możliwości techniczne przygotowania się do rozprawy. Na te pytania spróbował już odpowiedzieć Minister Sprawiedliwości, kierując do konsultacji projekt zmienionego Regulaminu wewnętrznego urzędowania powszechnych jednostek organizacyjnych prokuratury. Jest w nim m.in. zasada powiązania referenta ze sprawą przez wszystkie etapy procesu, włączenie z postępowaniem sądowym w pierwszej i drugiej instancji. Jest też zasada obowiązkowego referatu dla każdego prokuratora oraz ścisłe określenie właściwości rzeczowej prokuratur okręgowych oraz apelacyjnych.

Nie wchodząc w ocenę rozwiązań projektu nowego regulaminu, obaj główni gracze – Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny – muszą zintensyfikować działania i nawiązać porozumienie, bo tylko wówczas możliwe będzie rozstrzygnięcie kwestii kluczowej. Sprowadza się ona do odpowiedzi pytania, czy – a jeśli tak, to w jaki sposób – jesteśmy w stanie zapewnić obecność w sali rozpraw prokuratora, który oskarżenie i akta obsadzanej sprawy zna.