Spóźnialski jak polski sędzia

Tagi:

55. Krzysztof Sobczak copy2Stara maksyma głosi, że punktualność jest grzecznością królów. Jednak współcześni monarchowie starają się nie nadużywać tego przywileju władzy. Sędziowie wyraźnie mają z tym kłopot.

Mocny dowód na potwierdzenie tej tezy przyniósł najnowszy raport „Obywatelski Monitoring Sądów”, przygotowywany przez fundację Court Watch Polska. Jej przedstawiciele od jakiegoś czasu regularnie i pro bono chodzą na rozprawy, obserwują, notują, a na końcu, raz do roku, robią z tego statystyki. Tegoroczne wnioski nie są w sumie najgorsze, jest poprawa w stosunku do poprzednich lat. No bo jeśli tylko w 2 proc. obserwowanych rozpraw woluntariusze fundacji mieli wątpliwości co do bezstronności sędziego, to nie jest źle. Chociaż chciałoby się, żeby nikt nie miał wątpliwości, że każdy sędzia w każdym sądzie jest w 100 proc. bezstronny. Również w niewielu, bo tylko w 3 proc. przypadków, odnotowano niekulturalne zachowanie sędziów wobec uczestników rozpraw. Także za dużo, ale sędzia też człowiek, może mieć gorszy dzień.

Dramat jest natomiast z punktualnością rozpoczynania rozpraw. Aż 52 proc. z tych, które obserwowali wolontariusze, zaczęło się z opóźnieniem. Jakby tego było mało, tylko w przypadku mniej niż co czwartego z tych opóźnień sędzia przeprosił uczestników sprawy i wyjaśnił, dlaczego musieli czekać pod salą rozpraw.

Dlaczego sędziowie tak masowo spóźniają się na rozprawy i do tego nie przepraszają za to? Sędzia i członek Krajowej Rady Sądownictwa Waldemar Żurek w zamieszczonej na stronie internetowej KRS relacji z prezentacji monitoringu stwierdził, że z pewnością jest to związane z ogromną liczbą wpływających spraw, zamieszaniem związanym z nieudaną i niepotrzebną reformą polegającą na likwidacji części sądów rejonowych oraz z trudnościami z dostarczaniem przesyłek sądowych przez nowego operatora pocztowego. Trudno zgodzić się z tą oceną. Po pierwsze, z tego samego monitoringu wynika, że w porównaniu z poprzednim rokiem nie zwiększyła się liczba rozpraw odwoływanych, czym – według zapowiedzi sędziów sprzed miesięcy – miała skutkować zmiana operatora pocztowego. Po drugie, do spóźnień częściej dochodzi w sądach okręgowych niż w rejonowych, a przecież te pierwsze nie uległy na początku 2012 r. likwidacji. No i wreszcie – jak ocena sędziego Żurka ma się do powszechnej w wymiarze sprawiedliwości opinii, że to sądy rejonowe są najbardziej obciążone pracą, a pośród nich najbardziej te z dużych miast? A z monitoringu wcale nie wynika, że spóźnienia mają miejsce w sądach najbardziej obciążonych.

Przypisywane królowi Francji Ludwikowi XVIII powiedzenie mówi, że punktualność to grzeczność królów. Bo wiadomo, że monarsze nikt z powodu jego spóźnienia nie ośmieli się zwrócić uwagi. Jednak większość współczesnych władców jest znana z wyjątkowej dbałości o formy grzecznościowe, a już specjalnie w relacjach z poddanymi. Tymczasem z raportu Court Watch wynika, że w przypadku przedstawicieli trzeciej władzy już tak nie jest. Polscy sędziowie mają wyraźny problem z rozpoczynaniem rozpraw w umówionych wcześniej terminach.

Z nadużywania wspomnianego „królewskiego przywileju słynie… Władimir Putin. W rosyjskiej „suwerennej demokracji” polityk ten pełni funkcję raczej cara niż prezydenta. Jego spóźnienia na różne spotkania, w tym także z przywódcami innych państw, są znane i szeroko komentowane. No i zdaniem politycznych komentatorów nie są one skutkiem jakiegoś ekstremalnego zapracowania rosyjskiego przywódcy, a raczej wynikają z chęci pokazania, że on może sobie na to pozwolić. No bo czy Barack Obama lub Angela Merkel mają mniej spraw na głowie? A przecież nie spóźniają się nagminnie.

Współcześni monarchowie – i ci w prawdziwych koronach, i ci sprawujący władzę z mandatu demokratycznych wyborów – są wyczuleni na takie szczegóły jak punktualność, bo tak ich przyuczono w ramach edukacji przygotowującej do panowania. Czyżby studentom prawa o tym nigdy nie mówiono? A może podczas aplikacji wykładowcy spóźniali się na zajęcia?

Ale jest jeszcze jeden powód większej „grzeczności” królów niż sędziów. Otóż szacunku od prezydentów czy premierów oczekują wyborcy, o których względy monarchowie we współczesnych demokracjach muszą zabiegać każdego dnia. Nawet ci, którzy panują z „bożej łaski” wiedzą, że ich władza nie musi trwać wiecznie. Choćby w Wielkiej Brytanii silne są ruchy nawołujące do zniesienia monarchii, a w Hiszpanii całkiem poważnie problem stanął po abdykacji króla Juana Carlosa. Polscy sędziowie najwyraźniej takich obaw nie mają. Wymiaru sprawiedliwości raczej nikt nie zlikwiduje, a i pojedynczego sędziego praktycznie odwołać nie można.

Sędzia w sali rozpraw jest kimś więcej niż współczesny król. Władca tylko panuje, czyli nie uosabia zwykle niczego poza tradycją i majestatem. Natomiast sędzia ma nad obywatelem prawdziwą władzę. Na króla można nawet się obrazić, a na sędziego uczestnicy procesu niech spróbują! Gdy car Putin spóźnił się dwie godziny na inaugurację październikowego szczytu Azja-Europa w Mediolanie, to „imprezę” zaczęto bez niego. No i mogłaby się ona tak skończyć, wielkiej straty by nie było. A czy ktoś czekający na wyrok – czy to karny czy cywilny – odważy się choćby zwrócić uwagę sędziemu, że nie wypada się spóźniać, gdy wszyscy pod salą czekają? Obywatel, widząc zamknięte drzwi sali rozpraw, raczej też nie zignoruje sędziego i nie pójdzie do domu. A już na pewno proces nie zacznie się bez sędziego.

Ponieważ wpływ trzeciej władzy na obywateli jest większy od wpływu tej królewskiej, to i uważanie na formy grzecznościowe w wydaniu sędziów powinno być większe.