Biegli z przeszkodami

50. Wysocki Dariusz sędzia_GiĹ‚koNormując instytucję biegłego sądowego w akcie o charakterze ustawowym należy poprawić, a nie pogorszyć, warunki korzystania z niej oraz postarać się nie zdekomponować standardów wypracowanych w procedurach sądowych – pisze sędzia Dariusz Wysocki.

Biegły sądowy, w znaczeniu funkcjonalnym, jest źródłem dowodowym, a jego opinia pozostaje dowodem (środkiem dowodowym) podlegającym swobodnej, acz obwarowanej przez ustawę rygorami zgodności z zasadami wiedzy i doświadczenia życiowego, ocenie sądu. Biegły to również podmiot zaufania publicznego, posiadający wiadomości specjalne, którymi przeciętny człowiek, w tym sędzia i sędzia społeczny (przysięgły, ławnik), nie dysponują. W ujęciu ustrojowym biegły oznacza organ pomocniczy sądu – tak określa jego status tytuł Działu IV ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. Prawo o ustroju sądów powszechnych (Dz. U. z 2013 r., poz. 427 ze zm.).

Biegły nie sąd. Sąd nie biegły

Wyręczenie się przez sąd opinią biegłego, zamiast realnego wymierzenia sprawiedliwości, zdarza się tak samo jak bezrefleksyjne powielanie w orzecznictwie tez orzeczeń Sądu Najwyższego czy sądów apelacyjnych, nierzadko nieprzystających do realiów i specyfiki danego przypadku. Na pewno można wskazywać sprawy sądowe, w których doszło do przypisania biegłemu nieposiadanej mocy sprawczej, czy – przynoszącego podobny efekt – uzurpowania przez biegłego nadmiaru uprawnień. Zdarza się, przykładowo, w sprawach o wypadki drogowe (chociaż iura novit curia), że organ prowadzący postępowanie oczekuje od biegłego pośrednio (czasem wprost) wskazania, który z uczestników kolizji, w jaki sposób i jakie przepisy ruchu drogowego naruszył. Jest to jednak pewien margines, a nie prawidłowość ogólna. Podobnie, jak wśród prawidłowych procedur medycznych czy przyjętych form i metod edukacyjnych zjawisko „chodzenia na skróty” przez lekarzy czy nauczycieli. Wskazać można natomiast liczne przykłady zwracania przez sądy uwagi na luki i nieprawidłowości w opiniowaniu biegłych. Mówienie zatem o „sądzeniu przez biegłych” to taki sam mit, jak powtarzana przez niektórych, niczym mantra, myśl, że sąd pozostaje jakoby najwyższym biegłym. Wiadomo, że ani sąd nie jest biegłym, ani biegły sędzią.

Problem „sądzenia przez biegłych” materializować może się w dwóch płaszczyznach. Wówczas, gdy opinia biegłego jest pobieżna, niepewna lub nieprzekonująca, a organ prowadzący postępowanie czyni z niej podstawę osądu. A także wtedy, gdy dopuszczany jest dowód z opinii biegłego w przedmiocie lub zakresie, który nie wymaga posiadania wiadomości specjalnych, bo wystarczy wiedza ogólna i doświadczenie życiowe. W obydwu tych przypadkach może de facto dochodzić do przenoszenia ciężaru rozstrzygnięcia o przedmiocie procesu z poziomu sądowego na niesądowy. O udzieleniu, lub nie, ochrony prawnej, o prawach i obowiązkach obywateli jest gotów wtedy w istocie zadecydować podmiot do tego nieuprawniony.

50. biegĹ‚y2Pole dla deficytu orzeczniczego w pierwszym ze wskazanych przypadków stwarza realna bariera niemożności sprawdzenia, czy opinia biegłego jest metodologicznie poprawna i merytorycznie słuszna. Trudność taką implikują w naturalny sposób granice wiedzy specjalnej, którą sąd, nie licząc zupełnych wyjątków (np. sędziów z przygotowaniem psychologicznym), z natury rzeczy nie dysponuje. Wentylami bezpieczeństwa, gdy chodzi o nadmiar, jak również niedoskonałości opiniowania, są autorytet, profesjonalizm i morale biegłego oraz sędziowskie uznanie. Natomiast instrumentami w wystarczającym stopniu chroniącymi wymiar sprawiedliwości przed nadmiarem opiniowania, definiowanym jako wynik skłonności do zwracania się o opinie w kwestiach, dla ustalenia których wystarcza wiedza ogólna, rozsądek i doświadczenie życiowe, jest mądrość samych podmiotów procesu, orzecznictwo sądów wyższych instancji i doktryna prawnicza. Powyższe czynniki powinny umożliwiać sędziemu dostrzeżenie nieroztropności w składaniu losów procesu w ręce organu niesądowego. Sędziowskie uznanie, wsparte wiedzą, doświadczeniem i potrzebną dociekliwością, pozwala z kolei uruchamiać mechanizmy odpowiedniej kontroli dowodu opiniodawczego – z wykorzystaniem inicjatywy stron, a także możliwości zaangażowania innego biegłego.

Truizmem byłoby powiedzieć, że walor sędziowskiego uznania opiera się na predyspozycjach osobowościowych. Ważne jednak, by czynniki kształtujące wartość sędziowskiego uznania nie były zakłócane przeszkodami zewnętrznymi. Mądry prawodawca powinien zadbać choćby o to, by sędzia nie stawał się zakładnikiem procedury i polityki awansowej, a także nie był zainteresowany korzystaniem z dróg awansu społecznego poza sądem.

Biegły sądowy musi dysponować niepodważalną wiedzą, wykazywać się starannością i przywiązaniem do prawdy. Powinien, tak jak sędzia, dysponować odpowiednimi przymiotami charakteru oraz cieszyć się poważaniem. Tego rodzaju wymagania każe stawiać biegłemu sądowemu właśnie owo pole szczególnie wrażliwej styczności między opiniowaniem sądowym a wymierzaniem sprawiedliwości. Dlatego instytucja biegłego sądowego ma zasadnicze znaczenie w procesie wymierzania sprawiedliwości i powinna doczekać się większej profesjonalizacji.

Pod rozwagę ustawodawcy

Dysponowanie odpowiednim korpusem biegłych sądowych stanowi o standardach demokratycznego państwa prawnego w porównywalnym stopniu co posiadanie cieszącego się wysokim społecznym zaufaniem i poważaniem sądu. Kłopoty z biegłymi świadczą zaś, podobnie jak mało efektywne procedury sądowe, o strukturalnej niewydolności systemu. Dlatego stworzenie należytych podstaw i warunków umożliwiających powstanie odpowiedniego korpusu biegłych sądowych pozostaje przedsięwzięciem o wiele poważniejszym i ambitniejszym od napisania i przepuszczenia przez maszynkę legislacyjną samej ustawy.

Pochopne pisanie ustaw na każdą okazję w znacznie większym stopniu szkodzi systemowi prawnemu, a wymiarowi sprawiedliwości zwłaszcza. W tym sensie do faktu, że prace nad ustawą o biegłych sądowych trwają co najmniej od dziewięciu lat, odnosić należy się z uznaniem, a nie krytycznie. Dotychczasowe projekty legislacji przygotowywane w Ministerstwie Sprawiedliwości nie były bowiem dobre.

Unormowanie instytucji biegłego sądowego w akcie o charakterze ustawowym jest konieczne, ponieważ art. 157 § 2 u.s.p., pozwalający regulować sferę praw i obowiązków aktem rangi podustawowej (a taki charakter ma rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 24 stycznia 2005 r. w sprawie biegłych sądowych, Dz. U. Nr 15, poz. 133) nasuwa obawy zasadniczej natury, nie mówiąc o niepełnej przystawalności samej delegacji ustawowej do wymagań art. 92 ust. 1 Konstytucji. Wątpliwości budzi jednak inicjatywa stworzenia odrębnej regulacji, na wzór ustawy o biegłych rewidentach, chociaż biegli sądowi stanowią, zgodnie z działem IV rozdział 6 u.s.p., część systemu ustrojowego sądownictwa powszechnego i są organem pomocniczym sądu. Autonomiczna regulacja nie byłaby błędem prawodawczym. Jednak bardziej prawidłowe, także z powodu wymagań stawianych biegłemu sądowemu i ze względu na powiązanie tego organu z wymierzaniem sprawiedliwości, wydaje się zamknięcie odpowiednich unormowań w u.s.p.

Wysiłkom twórców kolejnych projektów legislacji przyświecała od początku trafna diagnoza społeczno-prawna. Funkcjonujący system ustanawiania biegłych sądowych przez prezesów sądów okręgowych (określony powołanym wyżej rozporządzeniem) nie jest bowiem oparty na przesłankach racjonalizacji. Nie przewiduje też skutecznych instrumentów zabezpieczających postępowanie (sui generis administracyjne) oraz jego rezultat przed możliwością nabycia uprawnień biegłego sądowego przez nieodpowiedniego kandydata. Procedura ustanowienia biegłym sądowym nie opiera się w nim na wystarczająco efektywnych i w pełni zobiektywizowanych kryteriach weryfikacji walorów osobistych i poziomu fachowości osób aspirujących do funkcji biegłego sądowego.

Określenie odpowiednich standardów, a także kryteriów rekrutacji biegłych sądowych, nie wymaga wszelako centralizacji. Na pewno system centralny pozwala w nieco większym stopniu ujednolicić stosowanie kryteriów i mechanizmów naboru. Jednak przeniesienie ośrodka decyzyjnego w sprawach biegłych sądowych z poziomu władzy sądowej do segmentu władzy wykonawczej obniży standard niezależności decyzji. Skutkować będzie poza tym gorszą mobilnością. Większą skuteczność rekrutacji, a także szybsze uzyskanie opinii biegłego z listy przez sąd, zapewni efektywny system ustalania list na poziomie okręgów sądowych. Istniejąca w sądach technologia informatyczna stwarza przy tym wystarczające warunki do korzystania z list poszczególnych okręgów przez sądy z innych obszarów właściwości.

Nie strzelać w płot

Zasadniczą wadą kolejnych od 2006 r. projektów ustawy o biegłych sądowych pozostaje błędne przekonanie projektodawców, że powoływanie biegłych ad hoc (do sprawy) przez sąd należy sprowadzić do poziomu wyjątku – możliwego w sytuacji, w której skorzystanie z usług biegłego z listy centralnej będzie niemożliwe lub utrudnione. Okoliczność, że obecny model ustanawiania biegłych sądowych w postępowaniu administracyjnym nie odpowiada potrzebie, nie powinna stanowić inspiracji do ograniczania funkcji sądu. Należy odpowiedzieć na pytanie, czy odpowiednia struktura administracyjna powinna służyć wymierzaniu sprawiedliwości, czy wymierzanie sprawiedliwości ma odpowiadać oczekiwaniom administracji.

Zbudowanie właściwych podstaw prawnych w celu skompletowania odpowiedniego korpusu biegłych sądowych ma za cel poprawienie skuteczności i jakości opiniowania sądowego, a nie tworzenie konkurencyjnego systemu. Przywilej korzystania z listy biegłych sądowych nie powinien ograniczać możliwości powołania przez sąd w charakterze biegłego do sprawy każdej osoby, o której wiadomo, że ma odpowiednią wiedzę w danej dziedzinie, jest uczciwa i sumienna, a powierzone obowiązki potraktuje niezwykle poważnie, jeżeli decyzja taka w danym wypadku zapewni lepszy efekt. Ograniczenie tej formy procesowej tylko do „szczególnie uzasadnionych przypadków” kłóciłoby się z sensem unormowania art. 195 i 194 k.p.k. Wprawdzie prawodawca, jeśli zechce, może skreślić art. 195 k.p.k., ale nie zmieni to faktu, że takie skrępowanie uznania sędziowskiego za ciasnym gorsetem uchybiać będzie zasadzie samodzielności orzeczniczej sądu i ograniczy możliwości sprawnego, rozsądnego działania. Byłby to niebezpieczny rykoszet inicjatywy podejmowanej w słusznym celu.

Zgodnie z art. 193 § 2 k.p.k., w celu wydania opinii sąd może też zwrócić się do instytucji naukowej lub naukowo-badawczej (a w postępowaniu cywilnym sąd może zażądać opinii odpowiedniego instytutu naukowego lub naukowo-badawczego – art. 290 § 1 k.p.c.). Od lat ów status, z obrazą prawa, uzurpują sobie liczne podmioty stricte gospodarcze. Czynią to za przyzwoleniem instytucji naukowych i naukowo-badawczych, których kadrę kaperują do wydawania opinii, nie pozostawiając wyjścia sądowi (zob. np. wystąpienie Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 30 kwietnia 2010 r. do rektora jednej z renomowanych uczelni państwowych w sprawie II AKa 65/10).

Godzi się więc zaapelować do prawodawcy, by potrzeby przywrócenia tego co dobre i słuszne nie zastępował sankcjonowaniem zła. Wiadomo, że choćby najbardziej ambitnego celu nie uda się zrealizować nie zapewniając możliwości należytego gratyfikowania zasługującego na to wysiłku. Inaczej dobrzy, cenieni pracownicy naukowi i specjaliści będą nadal na garnuszku podmiotów gospodarczych, rzekomo uprawnionych do opiniowania, a nie będących ex legede facto instytucjami naukowymi ani naukowo-badawczymi. Podatnik zaś, zamiast oczekiwanej poprawy standardów wymierzania sprawiedliwości, będzie generował zysk przedsiębiorcy.

Uwłaszczenie prywatnych podmiotów, mających w firmie słowa „instytut” czy „centrum ekspertyz” – co rozważają projektodawcy ustawy – byłoby strzałem kulą w płot.